Blog > Komentarze do wpisu

Wouldn't he?

Wczorajsza Gazeta Wyborcza poświęca pierwszą stronę analizie wyników międzynarodowego sondażu, z którego jakoby miało wynikać, iż

Polacy są nie tylko (...) coraz bardziej sceptyczni wobec Ameryki, ale też stali się jednym z najbardziej pacyfistycznych narodów Europy.

Sondaż jak sondaż, krytyce podlegać jednak mogą jego interpretacje. Zacznijmy od tego, że w Europie Zachodniej prezydentowi Obamie ufa 80% więcej osób, niż ufało George'owi W. Bushowi.

"Europa Zachodnia wróciła w objęcia Ameryki", mówi Gazecie Ron Asmus [znajomy Radka Sikorskiego], szef brukselskiego ośrdodka German Marshall Fund.

A cóż innego mógł powiedzieć prominentny polityk Partii Demokratycznej? Gdy w trakcie afery Profumo brytyjski minister wojny wypierał się wszelkich kontaktów z Christine Keeler, ta skomentowała: The minister would say that, wouldn't he? Podobnie, Ron Asmus, amerykański polityk, powiada, że Europa pokochała Amerykę, gdy tymczasem Europa po prostu raduje się z odejścia skrajnie tu niepopularnego Busha. Inna rzecz, że Barack Obama ma w tej chwili o wiele większe poparcie w Europie niż w swoim własnym kraju. A Polska popiera Obamę słabiej niż Europa Zachodnia dokładnie z tych samych powodów, dla których ta popiera go szczególnie mocno: Obama chce "poprawić stosunki z Rosją" kosztem interesów Europy Środkowej.

Nawiasem mówiąc, choć politykę zagraniczną Obamy popiera procentowo o wiele mniej Polaków niż Niemców czy Francuzów, to jednak i w Polsce sposób, w jaki Obama radzi sobie ze sprawami międzynarodowymi, jest postrzegany wyraźnie lepiej, niż międzynarodowa polityka Busha. Jak więc Gazeta może pisać, że Polacy stają się coraz bardziej sceptyczni wobec Ameryki?

Pacyfizm Polaków Gazeta komentuje tak:

To zapewne nasz udział w wojnach w Iraku i w Afganistanie sprawił, że w ostatnich latach wśród Polaków mocno wzrosły postawy pacyfistyczne.

Irak i Afganistan, zapewne tak, ale niebezpośrednio. Na pewno krętactwa Busha w uzasadnianiu ataku na Irak i początkowa indolencja Amerykanów w okupowanym Iraku nie przyczyniły się do poparcia dla udziału Polski w tej wojnie. Moim wszakże zdaniem ważniejsze jest co innego: Polscy politycy, w jeszcze większym zaś stopniu polskie media, tak spodziewali się amerykańskiego cargo w zamian za udział w ekspedycjach i tak nam to wszystkim wmówili, że brak bezpośrednich profitów zaczyna być uznawany za dobry powód do wycofania się z Afganistanu. Tymczasem nikt uczciwie nie powiedział po co nam to było: po pierwsze, aby zapewnić sobie przychylność Ameryki w perspektywie długofalowej i, po drugie, aby nasze koszarowe wojsko mogło przekształcić się w prawdziwą armię. Pisze o tym także Bartosz Węglarczyk na swoim blogu (tekst ukazał się również w papierowym wydaniu Gazety).

piątek, 11 września 2009, pfg

Polecane wpisy

  • Ach, to ty

    Najbliższe otoczenie Jarosława Kaczyńskiego pokłada w partii Roberta Biedronia ogromne nadzieje, pisze Cezary Michalski w najnowszym Newsweeku . Taki je

  • Borduria

    Magdalena Ogórek. Dwie wieże. Jurny Stefan. Ewa Kopacz i dinozaury. Problemy Misiewicza. Dwórki Glapińskiego. Nowa afera mięsna (dla Polski gigantyczna katastro

  • Premier Boris Johnson

    Kluczowym problemem politycznym, jaki staje teraz przed wieloma krajami europejskimi, od Polski, poprzez Włochy i Francję, aż do Wielkiej Brytanii, jest dylemat

TrackBack
TrackBack URL wpisu: