|
Blog > Komentarze do wpisu
Opera Rara, 8 grudniaŚwiatowe prawykonanie zrekonstruowanej wersji opery Antonia Vivaldiego L'Oracolo in Messenia. Grała Europa Galante. Rekonstrukcji dokonał - któż by inny? - Fabio Biondi. Z oryginału sprzed prawie trzystu lat zachowało się tylko libretto (w jednym egzemplarzu!) i kilka arii. Biondi musiał sam napisać muzykę do wszystkich recytatywów, których w tej operze jest wyjątkowo dużo, oraz uzupełnić brakujące arie. Biondi potraktował operę Vivaldiego w duchu barokowego pasticcio, biorąc brakujące arie z innych oper Vivaldiego, a także innych kompozytorów, przede wszystkim z Meropy Geminiana Giacomellego, której libretto oparte jest na tym samym micie, co Przepowiednia messeńska. W rezultacie, na moje ucho, powstało dzieło dobre, złożone z pasujących do siebie klocków, widać jednak, że są to klocki, nie zaś całość, spójna koncepcja artystyczna. Mój kolega Mariusz, który chodzi na opery klasyczne, XIX wieczne, a na Opera Rara był po raz pierwszy, nie mógł wyjść z podziwu, że oto cała siódemka solistów reprezentowała równie wysoki poziom. To prawda, wykonawcy byli znakomici, może tylko kontratenor, Xavier Sabata (aka "łysy w dresie" - wystąpił z ogoloną głową i w spodniach z lampasami!), był nieco mniej znakomity, niż pozostali (Mariusz mówi, że nie słuchał zbyt wielu kontratenorów - poleciłem mu Jaroussky'ego). Prima donną była szwedzka sopranistka Ann Hallenberg. Ma ona bardzo dobry, czysty, do tego mocny głos, świetną technikę - a mnie się znów niezbyt podobała. Za to po raz kolejny podobała mi się Romina Basso, z tymi samymi uwagami, co poprzednio, oraz norweski tenor Magnus Staveland, który śpiew uzupełniał elementami gry aktorskiej. Wrażenie zrobiła też drobnej postury mezzosopranistka, Laura Polverelli, śpiewając arię Sposa, non mi conosci? (w wersji Giacomellego, nie tej przerobionej do Bajazeta). Sam Fabio Biondi i jego orkiestra po raz kolejny pokazali, że są wybitnymi wykonawcami muzyki barokowej i bodaj najlepszymi na świecie akompaniatorami barokowych arii. Najpiękniej jednak wypadła młoda rosyjska sopranistka, Julia Leżniewa (Lezhneva w zachodnioeuropejskiej transliteracji). Miała tylko jedną arię, ale bardzo trudną, i wspaniale, wirtuozowsko wykonaną! Dostała najdłuższe brawa, wyraźnie dłuższe, niż pozostali, a Ann Hallenberg patrzyła się na nią koso. O Leżniewej i samą Leżniewą jeszcze nie raz usłyszymy. Podsumowując, dobry koncert, wart swojego czasu i ceny, ale bywaliśmy na lepszych. sobota, 10 grudnia 2011, pfg
TrackBack
Komentarze
Gość: Cedra, public-gprs248345.centertel.pl
2011/12/10 22:59:58
był taki Niemiec, co pisał dobre włoskie opery... a przecież po niemiecku to nawet "przepraszam" brzmi jak rozkaz rozstrzelania...
Gość: Józef Sokołowski, user-31-174-15-4.play-internet.pl
2011/12/10 23:57:05
Na YouTube dostępne jest już wideo o tejże operze:
www.youtube.com/watch?v=IL5vH_Ho-GI |
|