Blog > Komentarze do wpisu

Splendid isolation

Premier David Cameron zawetował próbę zmiany Traktatu Lizbońskiego, zmierzającą w stronę większej integracji fiskalnej Unii Europejskiej. W tej sytuacji eurostrefa będzie się integrować na podstawie traktatów międzyrządowych, z obejściem instytucji unijnych. Wraz z eurostrefą kilku mniejszych członków Unii, w tym Polska. Ale nie Wielka Brytania.

Kaczyńsko-Ziobrystowska opozycja w Polsce wychwala Camerona, podczas gdy nie miał on właściwie żadnego innego ruchu. Było z góry wiadomo, że jakakolwiek inna decyzja zostałaby odrzucona przez brytyjski Parlament, tym niemniej brytyjska praca określa stanowisko Camerona jako najważniejszą decyzję w 38 letniej przynależności UK do Unii. Sam Cameron, zdaje się, zyskał w oczach swojej opinii publicznej.

Cameron bronił niezależności londyńskiego City, które (pośrednio lub bezpośrednio) przynosi budżetowi brytyjskiemu 40 miliardów funtów wpływów podatkowych. Za Cameronem stoi też brytyjska gospodarka, wielekroć silniejsza, niż polska. Cameron nie nadął się, tylko skalkulował interesy - polityczne i gospodarcze. Polska, niestety, mogłaby się co najwyżej nadąć.

Inna rzecz, że nie sposób w tej chwili przewidzieć ani jak na decyzjach szczytu Unii wyjdzie Wielka Brytania, ani kontynentalna Europa. Wiadomo, że niekontrolowany rozpad eurostrefy byłby katastrofalny dla wszystkich, ale czy ostatnie decyzje go powstrzymają? Problemy fiskalne (bark płynności i niewypłacalność) są zapewne tylko objawami, nie zaś przyczyną obecnego kryzysu. Dyscyplina fiskalna, jak przewidują eksperci, będzie miała tendencje do ekspandowania w stronę ujednoliconego rynku finansowego ze wspólnym regulatorem, ujednoliconych podatków i ujednoliconego rynku pracy. To pierwsze byłoby chyba dobre, drugie złe, trzecie, w zależności od szczegółowych zasad, może być dobre lub złe. Brytyjczycy zaś ze swej strony winni pamiętać, że załamanie gospodarek kontynentalnej Europy bardzo wpłynęłoby na pozycję Londynu jako światowego centrum finansowego. Postawa business as usual chybaby się tym razem nie udała.

A Polska, cóż, po pierwsze nie ma armat. Nie ma armat gospodarczych i finansowych, dzięki którym mogłaby prowadzić samodzielną politykę. Niemcy są naszym najważniejszym partnerem gospodarczym, do Włoch i Francji także jest nam bliżej, niż do UK, nie tylko geograficznie, ale i gospodarczo. Po drugie - no tak, nie ma "po drugie".

niedziela, 11 grudnia 2011, pfg

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/12/11 07:30:44
Było z góry wiadomo, że jakakolwiek inna decyzja zostałaby odrzucona przez brytyjski Parlament

Śmiała teza.
-
2011/12/11 08:23:07
A może by tak w Bieszczady wyjechać....
-
pfg
2011/12/11 11:01:50
@kamnez - wiele na ten temat napisano. Przykład pierwszy z brzegu, Economist, a tam

Mr Cameron failed to secure a deal that he felt able to sell to his deeply Eurosceptic party (with two cabinet ministers demanding a referendum on any new treaty in the last few days, and scores of MPs ready to rebel on any EU bill put through the House of Commons).

It is worth being clear about this. Mr Cameron says he refused to sign up because he was defending British national interests in the long-term. In the immediate term, he took the decision to reject a new EU treaty because he was not sure he could get it through the House of Commons.


Po czym autor przekonująco argumentuje, iż postawa Camerona zmusiła Niemcy do bliższej współpracy z Francją i krajami południa Europy, czego Angela Merkel długo starała się uniknąć, traktując UK, kraje skandynawskie i niektóre kraje wschodnioeuropejskie (Polskę, Czechy) jako liberalną (sic!) przeciwwagę dla zbyt socjalistycznych krajów Południa.
-
2011/12/11 20:55:59
@pfg
No ale niepewność co do decyzji Izby Gmin raczej średnio upoważnia do postawienia tezy, że "z góry wiadomo", że odrzuciłaby ona traktat. Sądzę, że raczej by go przyjęła (za byliby Liberalni Demokraci, większość Labour i znaczna część konserwatystów - starczyłoby). Natomiast Cameron miałby problemy we własnej partii, i to tutaj tkwi główny problem.