Blog > Komentarze do wpisu

Opera Rara, 19 stycznia

Antonio Vivaldi, Catone in Utica, grał zespół Modo Antiquo, dyrygował Federico Maria Sardelli, człowiek o wyglądzie wystudiowanym.

Federico Maria Sardelli

Muzyka pierwszego aktu tej opery nie zachowała się do naszych czasów, wystawiane są więc tylko akty drugi i trzeci. Fabuła, o dziwo, nie jest przesadnie skomplikowana i odwołuje się nie do mitologii, ale do wydarzeń historycznych, co prawda dość swobodnie potraktowanych. Oto Katon Młodszy, broniąc wartości republikańskich, przeciwstawia się dążącemu do jedynowładztwa Cezarowi. Sytuację komplikuje to, że córka Katona kocha się z wzajemnością w Cezarze. Cezar tryumfuje, ale wbrew ówczesnym obyczajom, pozostawia szlachetnego Katona przy życiu (w rzeczywistości Katon po klęsce popełnił samobójstwo).

Opera - czyżby z uwagi na swój dydaktyczno-historyczny charakter? - zdominowana jest przez recytatywy. Arii jest niewiele a wczorajsze wykonania były nierówne. Magnus Staveland (Katon), a już zwłaszcza Sonia Prina (Marcja) byli znakomici. Ciekawy był Paolo Lopez śpiewający partię Cezara. Cóż to za pomysł, cóż za kompozytorska perwersja, żeby Cezarem był kontratenor?! Paolo Lopez bardzo dobrze śpiewał partie wysokie, mnie się wszakże wydawało, że gorzej wychodziły mu te fragmenty, w których musiał śpiewać niższe rejestry. Inni jednak Lopeza bardzo chwalą. To, jak koszmarnie trudne arie pisał Vivaldi, wyraźnie było wczoraj słychać w partii Emilii. Otóż śpiewająca tę rolę Loriana Castellano, śpiewaczka przecież bardzo dobra, zaśpiewała poprawnie - ale nic więcej. Nieszczęściem dla wszystkich śpiewaczek podejmujących się tej roli, obie arie Emilii, Come in vano il mare irato oraz Nella foresta leone invitto, nagrała Vivica Genaux na Fajerwerkach (przypominam, że po koncercie Viviki uroczyście odwołałem wszystkie moje krytyczne uwagi o tej płycie). No i cóż, to jest po prostu inna jakość. Inna liga. Wykonania Viviki Genaux są po prostu nieporównywalne z czymkolwiek innym.

Lorianie Castellano niewątpliwie przeszkadzało to, że orkiestra ją momentami zagłuszała. Bardzo byłem ciekaw Modo Antiquo, zespołu, którego dotąd nie znałem. Jest to bardzo sprawny zespół, doskonale posłuszny swemu dyrygentowi. Vivaldiego grają miękko, ale gdy trzeba, pokazują pazur. Niestety, Sardelli ma wyraźną tendencję do dominowania na scenie, chce pokazać, kto tu jest prawdziwą gwiazdą. Efekt jest, powiedzmy szczerze, kiepski. Śpiewający pełną wściekłości arię Dovea svenarti allora Magnus Staveland zdominować się nie dał, Sonia Prina musiała z orkiestrą walczyć (jej bis wypadł lepiej od głównego wykonania, gdyż orkiestra po prostu zagrała ciszej!), Paolo Lopez też sobie z orkiestrą radził, ale pozostali mieli problemy - z orkiestrą, która miała im akompaniować. Gwiazdorstwo Sardellego zaszkodziło sztuce.

Catone in Utica, Teatr im. Słowackiego

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie na zdjęciu wygląda nawet dość okazale. Gdy byłem dzieckiem, teatr i mnie wydawał się bardzo duży i dostojny, ale ostatnio widzę, że w rzeczywistości jest mały i ciasny. Ach, magia fotografii.

piątek, 20 stycznia 2012, pfg
Tagi: Vivaldi

TrackBack
TrackBack URL wpisu: