|
Blog > Komentarze do wpisu
Przyszłość szkolnictwa wyższegoKilka dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała grafikę ilustrującą zmiany bezrobocia wśród młodych ludzi w Polsce: Fakt, że mamy 428 tysięcy młodych bezrobotnych - z innych danych, innych metod liczenia wynika, że może ich być jeszcze więcej, zobacz tu i tu - w znacznym stopniu wyjaśnia opłakany stan szkolnictwa wyższego w Polsce: setki tysięcy osób studiuje kierunki uchodzące za "łatwe", po których szanse na znalezienie pracy są znikome, a państwo marnuje w ten sposób zasoby, które być może z większym pożytkiem mogłyby być wykorzystane gdzie indziej. Prof. Wojciech Cellary, członek Rady Informatyzacji, w artykule mającym być obroną umowy ACTA - któremu zresztą nie można całkowicie odmówić racji, jest bowiem sprzeczność pomiędzy wyrażanym przez niektórych uczestników protestów pragnieniem darmowego dostępu do wszystkich treści wytwarzanych przez innych a chęcią nawet skromnego zarabiania na wytworach własnego intelektu - pisze tak:
I dalej, pisząc o studentach niezwykle popularnych w Polsce studiów pedagogicznych, Cellary zauważa:
Dlaczego młodzi ludzie studiują takie nieperspektywiczne kierunki? Po pierwsze, jak już wyjaśniałem w moim dawnym wpisie, to się na krótką metę opłaca. Po drugie, szkoła średnia kiepsko przygotowuje ich do podjęcia bardziej wymagających studiów. Po trzecie, nawet dokument rządowy przyznaje:
Po czwarte, wróćmy do problemu bezrobocia. Nawet jeśli żaden rząd tego nie zaplanował, masowe studia na "łatwych" kierunkach stały się formą ukrywania bezrobocia wśród absolwentów szkół średnich. Rząd, modyfikując algorytm finansowania studiów, mógłby w ciągu kilku lat ograniczyć masowe, często na niskim poziomie i zupełnie nieperspektywiczne studia, ale tego nie zrobi: Z punktu widzenia rządu lepiej jest mieć setki tysięcy młodych ludzi na pseudo-studiach niż w kolejce w pośredniaku i zapaskudzone statystyki. I dlatego kolejne rządy jeszcze nie raz będą się chwalić rosnącymi wskaźnikami scholaryzacji, wdrażając jednocześnie kosztowne i niezbyt skuteczne programy aktywizacji zawodowej absolwentów szkół de nomine wyższych. wtorek, 07 lutego 2012, pfg
TrackBack
Komentarze
2012/02/07 20:16:00
2012/02/07 20:23:23
A w ogóle, chwila, brak najważniejszej przyczyny, dlaczego śmieciowe kierunki studiów są podtrzymywane:
- Żeby nie zwalniać pracowników uczelni. Żeby byli potrzebni, muszą kogoś uczyć. Żeby wypłacać im pensje, uczelnia musi mieć dotację dydaktyczną od łebka studenta. Ja nawet pamiętam, PFG, jak mi to swego czasu tłumaczyłeś w uczelnianym bufecie, na konkretnym przykładzie. 2012/02/07 21:05:16
@kakaz - daruj, ale Trolin nie jest dla mnie autorytetem. W dodatku to, co on mówi, to są bzdury. Prywatne uczelnie techniczne nie powstają dlatego, że, po pierwsze, są znacznie bardziej kosztowne, niż prywatne uczelnie kształcące na kierunkach humanistycznych lub społecznych, a po drugie z braku popytu. Przecież na państwowych, bezpłatnych kierunkach technicznych i ścisłych co roku zostają wolne miejsca (poza informatyką, która zresztą na prywatnych uczelniach jest).
@anuszka - o pracownikach uczelni: Żeby byli potrzebni, muszą kogoś uczyć. Co do zasady - tak, rzecz jasna, jest. Wszędzie. Na UJ, na WSPCz i na MIT. Tylko, że na kierunkach, o których pisałem [a nie na tych, o których mówiłem w bufecie :-)], technicznie rzecz biorąc występuje niedobór pracowników: sumaryczna ilość zajęć do przeprowadzenia jest większa, niż sumaryczne pensum dydaktyczne zatrudnionych. Ze względu na polski system podatkowy i parapodatkowy, pracodawcom (uczelniom) nie opłaca się zatrudniać nowych pracowników. Zamiast tego dają nadgodziny już zatrudnionym pracownikom. Ci bardzo chętnie je biorą, bo - to jest ważne! - podstawowe pensje są niskie. W ten sposób pracownicy ci nie mają drugiego etatu gdzie indziej, co ogranicza obecna ustawa, ale i tak wyrabiają dwu-, a niekeidy i trzykrotność pensum dydaktycznego, cały czas pracując u swojego podstawowego pracodawcy. Gdyby zmienić algorytm finansowania uczelni, a mianowicie podnieść opłatę "pogłówną", obecnie dość niską, jaką państwo płaci za każdego studenta, pozwoliłoby to na podniesienie pensji podstawowych, zmniejszając skłonność do brania uciążliwych nadgodzin, a także zapewniłoby uczelniom środki na działalność (administracja, media, infrastruktura, materiały dydaktyczne etc) przy mniejszej liczbie studentów. W ten sposób uczelnie przestałyby odczuwać presję ekonomiczną na przyjmowanie jak największej liczby studentów (także tych niepłacących z własnej kieszeni!) i po dwu-trzyletnim okresie zamieszania, liczba studentów ustabilizowałaby się na poziomie wyraźnie niższym, niż obecny, a wydatki państwa wcale nie musiałyby wzrosnąć. Wzrosłaby za to liczba młodych bezrobotnych. Nikt tego, niestety, porządnie nie symulował, ani tym bardziej nie próbował zastosować. 2012/02/07 23:32:49
Ale ja już to sto razy mówiłam, jeśli naukowcy liczą tylko na bycie opłacanym za nauczanie studentów, to łatwo zaniedbają badania. To są nauczyciele akademiccy wtedy, a nie naukowcy. Trzeba zdobywać fundusze na badania raczej.
Gość: schody_do_nieba, bas1-montreal29-1279299597.dsl.bell.ca
2012/02/08 04:39:30
Jezeli ktos mysli ze nauki spoleczne, lub humanistyka sa "latwe", to dlatego ze nie zetknal sie jeszcze z naukami ,czy humanistyka z prawdziwego zdarzenia. Nie mylic z czytaniem prasy redagowanej przez ka-owcow. A latwo to jest uzyskac od mafii trzymajacej szkoly papier uprawniajacy do bimbania przez reszte zycia, na koszt podatnika.
...... Co do pedagogiki - przyszlosc szkoly to male klasy. Wiec wieksza liczba pedagogow jest wrecz pozadana. Pod warunkiem ze cos umieja, cokolwiek. ..... O podziale pieniedzy podatnikow powinni decydowac podatnicy, liczac zwrot-z-inwestycji. ......... Poglady Cellarego, czy jak mu tam, sao tyle niedorzeczne ze gospodarka oparta na wiedzy to takze podworkowi raperzy,i filmiki z youtube, etcetera. Jak to ma byc ekspert, to mamy do czynienia ze spirala ignorancji zamieniajaca sie w vicious cycle. Ale przynajmniej gosciu ma blisko do pracy.e ..... Jak myslicie ze mozecie miec dobre politechniki przy zaniedbanych obszarach humanistyki czy nauk spolecznych, to jestescie w bledzie. 2012/02/08 09:50:52
@schody - jestem jak najdalszy od stwierdzenia, że humanistyka jest łatwa. Wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że dobra humanistyka jest intelektualnie bardzo trudna. To samo zapewne da się powiedzieć o naukach społecznych, choć tu mam znacznie mniejsze doświadczenie. Nie stoi to jednak w sprzeczności z przekonaniem, że w Polsce kierunki humanistyczne uchodzą za łatwe: mimo szumnych nazw, to po prostu w większości są bardzo kiepskie studia.
Cellary to jest przede wszystkim showman (fakt, mniej znany, niż inni akademiccy showmani) i biznesmen. Może nie powinienem był go wcale cytować? Ale ja się z nim zetknąłem już jakiś czas temu, więc widząc pewne słuszne myśli w jego artykule i rozpoznając człowieka, zacytowałem. @anuszka - osoby uczące w Polsce na owych pedagogikach, zarządzaniach etc etc to - poza bardzo nielicznymi wyjątkami - nie są naukowcy. To są wyłącznie nauczyciele, zwani nauczycielami akademickimi. Dlatego też rękami i nogami bronią się przed jakąkolwiek konfrontacją z nauką światową a konieczność ubiegania się o granty, które w dodatku miałby recenzować ktoś całkowicie "z zewnątrz", to dla nich abominacja. 2012/02/08 12:11:29
No więc właśnie - gdy studenci studiują te łatwe kierunki, to nie będzie dla nich potem miejsca na rynku pracy. Ale gdyby przestali je studiować, to zabrakłoby miejsca na rynku pracy dla ich wykładowców. Tak się to nakręca.
Mimo że zwolnienie z pracy dziesięciu wykładowców jest chyba dla gospodarki korzystniejsze, niż produkowanie przez tych dziesięciu wykładowców tysiąca bezrobotnych absolwentów. 2012/02/08 13:13:16
Tysiąc bezrobotnych absolwentów zamieni się w ten sposób w tysiąc bezrobotnych absolwentów liceów wogóleniekształcących.
Trzeba zejść niżej i rozwijać porządne szkolnictwo zawodowe. 2012/02/08 18:01:14
@wb40
ja bym poszedł jeszcze dalej, piszę poważnie. W szkole podstawowej uczyłbym jedynie języka polskiego, obcego i matematyki. Język ludzki i język przyrody. Oczywiście z odpowiednimi przykładami ze świata kultury i natury. Kształcić umiejętności
Gość: schody_do_nieba, bas1-montreal29-1279299597.dsl.bell.ca
2012/02/08 21:31:21
@pfg
Cellary to wrecz idealny przyklad gdyz: 1. Jako starszawy facet na wyeksponwanym stanowisku przypomina ze w zyciu nie ma tak naprawde nic za darmo; 2. Natomiast w przykladzie muzycznym ktorymsie posluguje,myli sie w 100 procentach. Gdyby ktos nie "ukradl" piosenek U2 w latach 80' to bilelty na ich koncerty nie kosztowalyby ( 500? 1500?) zlotych dzis. Bono tez do najbiednieszych nie nalezy. Bez tego co Cellary nazywa kradzieza nie byloby Kazika, T.Love, Kayah i calej tej zgrai, z polskim Klaptonem wlacznie. Caly przymysl muzyczny bylby o wiele mniejszy. Pojecia producent i konsument do (sub) kultur raczej ni pasuja. To ma raczej charakter przynaleznosci do kultu niz konsumpcji. .......... Dawanie odrobiny informacji "na przynete" to wrecz abc e-biznesu i biznesu generalnie. Czym jest reklama? czym porady pana Wladka ktory kladzie kafelki?
Gość: o.porfirion, vpn2.pgd.pl
2012/02/09 09:29:22
Ja tam przyszłość szkolnictwa wyższego widzę tak: Dalsza postępująca degradacja środowiska. Powoli widoczny efekt emigracji najlepszych (ostatnio czytałem, że coś takiego widzi się we Włoszech), ratowanie prywatnych szkół (czyli publiczne dotacje dla nich), dalszy spadek jakości kształcenia.
No dobra - czy jest alternatywa: tak. Trudna. Wybrać 5 uniwersytetów, 5 politechnik, po kilka uczelni "zawodowych" i finansować z budżetu tylko te (zostawiając tę samą ilość pieniędzy, rzecz jasna). Oczywiście - nie za darmo. Wymagać wtedy od nich i to dużo! Resztę zostawić - oczywiście nie zamykając możliwości ubiegania się o granty itp itd. Podejrzewam, że w perspektywie OK 15-20 lat mielibyśmy postęp we wszystkich możliwych rankingach. I mielibyśmy ok 30 szkół wyższych kształcących elitę kraju. Więcej nam chyba nie potrzeba. Kto jest za? Super, to jak sądzicie, czy jest ktokolwiek kto może to przeprowadzić ? I to jest ten słaby punkt. 2012/02/09 23:55:24
@Anuszka. Tym się różni uczelnia od biura projektowego, że jej główną misją jest... uczenie! Nie ma niczego zdrożnego w byciu nauczycielem akademickim! "Naukowiec" nie jest też w niczym lepszy od nauczyciela. Z moich obserwacji wynika, że najlepszymi nauczycielami na studiach licencjackich są doświadczone osoby (zwykle po 50-ce), które odpuściły sobie karierę naukową. Praca naukowa na najwyższym poziomie jest potrzebna dopiero na (prawdziwych) studiach magisterskich i niezbędna na doktoranckich.
Pogarda dla nauczania i ucieczka w naukę to niestety pójście na łatwiznę i promocja kolejnych pokoleń egocentryków skoncentrowanych na *własnej* karierze. A w ogóle to warto porównać definicję uniwersytetu na polskiej i angielskiej wikipedii - nic dziwnego, skoro u nas nie ma nawet jednego uniwersytetu badawczego! Jeszcze większe nasze zacofanie cywilizacyjne objawia się w definicji R&D. 2012/02/12 00:06:17
@porfirion - problem polega właśnie na tym, że rząd - a tak naprawdę, wszystkie kolejne rządy - nie myśli o uczelniach jako o miejscu kształcenia elit. Przeciwnie, rządy chcą edukację wyższą "umasowić"; w tym mistrzostwo osiąga obecna pani minister. Masowe elity, jako żywo, nie istnieją
Gość: nie-sapie, bky5.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/12 07:57:27
Dlaczego osiąga mistrzostwo w umasowieniu?
Limit 300 bezpłatnych ECTS być może ograniczy liczbe godzin przez ogranizenie powszechnego na studiach humanistycznch studiowania równoległego. A na podstawowych kierunkach spowoduje efekt podobny jak obserwujemy dziś na wydziałach lekarskich, gdzie ministerstwo ograniczyło czas trwania nauki żeby kształcic szybciej i więcej lekarzy, a uczelnie zupelnie odwrotnie za to zgodnie z ekonomią mają zamiar zmniejszyć przyjęcia: krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11124403,Trudniej_na_medycyne__Uboczny_skutek_ustawy.html Z drugiej strony limit 300 zniszczy lub cokolwiek okaleczy międzywydziałowe studia matematyczno przyrodnicze. 2012/02/12 12:19:29
@nie-sapie - nie chodzi o wielokierunkowców i limit 300 (a ściślej, 330) ECTS, ale o inne działania pani minister, związane głównie, choć nie wyłącznie, z niedawną nowelizacją Prawa o szkolnictwie wyższym. Przede wszystkim utrzymanie zasad finansowania edukacji wyższej, co utrzymuje presję na przyjmowanie jak największej liczby studentów. Dalej, zwiększenie puli stypendiów socjalnych kosztem środków na stypendia naukowe. Jak już pisałem, jest to działanie wybitnie demotywujące, promujące studentów kiepskich, co najwyżej średnich, kosztem dobrych. Kolejny punkt: wprowadzenie zasady, że zwiększanie limitów przyjęć musi być zatwierdzane przez Ministerstwo, w połączeniu z ekonomiczną presją na jak największą liczbę studentów spowodowało, że uczelnie w ostatnim roku, w którym same mogły ustalać limity, ustawiły je na absurdalnie wysokim poziomie. Podobnie zresztą w programie kierunków zamawianych, uruchomienie programu stypendialnego wymaga bezwzględnego zwiększenia liczby przyjętych studentów i względnego zmniejszenia liczby studentów, którzy nie kończą studiów w terminie. Konsekwencje wszystkich tych działań dla poziomu studiów są oczywiste. Z innej beczki, nowelizacja ustawy daje także uczelniom prywatnym pewne przywileje w stosunku do uczelni państwowych - fakt, nie aż tak duże, jak uczelnie prywatne się domagały - ale uchroni to część słabych uczelni przed upadkiem. Wreszcie narzucanie uczelniom biurokratycznego gorsetu w postaci absurdalnych Krajowych Ram Kwalifikacji będzie chronić uczelnie i kierunki słabe (nic im nie będzie można zarzucić, skoro będą realizować zakładane "efekty kształcenia"), ale tym dobrym podetnie skrzydła.
Odnośnie do studiów międzywydziałowych, one w ogóle są bardzo niechętnie widziane przez obecny (po nowelizacji) system edukacji wyższej. I znów, nie chodzi głównie o limit ECTS, ale o KRK, o usztywnienie barier pomiędzy kierunkami i o samo umocowanie studiów międzykierunkowych w ustawie. Inna rzecz, że nie wiem, jak sobie radzi warszawski MISMaP, ale krakowskie SMP nie radzą sobie najlepiej. Na SMP już prawie nie ma prawdziwych międzykierunkowców, to są studia żyjące mitem własnej elitarności, ale studenci studiują w zasadzie jeden kierunek, z bardzo niewielkimi odstępstwami od kanonu, zwanego nie wiedzieć czemu "minimum programowym". W dodatku żeby SMP mogły zostać kierunkiem zamawianym, trzeba było zwiększyć limit przyjęć do 50, już dawno zlikwidowano egzaminy wstępne, więc elitarność, poziom, interdyscyplinarność, to już w zasadzie są tylko wspomnienia. 2012/02/23 19:25:59
@pfg
Cytowałem Torlina: "prywatne szkoły wyższe mogą być otworzone bez większego trudu finansowego, jeżeli jest to uczelnia humanistyczna. Gorzej z politechniką. Tutaj laboratoria wymagają dużego wkładu finansowego" Ty napisałeś: "@kakaz - daruj, ale Trolin nie jest dla mnie autorytetem. W dodatku to, co on mówi, to są bzdury. Prywatne uczelnie techniczne nie powstają dlatego, że, po pierwsze, są znacznie bardziej kosztowne, niż prywatne uczelnie kształcące na kierunkach humanistycznych lub społecznych," Pozwolisz że ja Waszego wspólnego zdanie nie będę nazywał bzdurami ;-) Chyba jako stopkę - kiedy komentuję Twoje wpisy - będę dodawał: MNIEJ PROTEKCJONALNIE PROSZĘ... 2012/02/23 22:00:43
@kakaz - a może przeczytaj jeszcze dalszą część tego zdania? Spróbuj, to nie jest trudne. Powiesz, że to protekcjonizm? Cóż, skoro sam się prosisz...
2012/02/24 10:29:35
fakt nieumiejętności liczenia nie czyni z człowieka humanisty
|
|
za Torlinem: torlin.wordpress.com/2012/01/17/opatentowane-jarmarczne-sztuczki-kuglarskie/
Wbrew pozorom, mając wiedzę jak się podejmuje decyzje w Polsce ( pierwsze podpis na prośbę i wyraźny monit ambasady USA a potem analiza skutków podpisu) to wcale nie jest niewiarygodna _część_ wyjasnienia...