Blog > Komentarze do wpisu

67. Model do składania

Jeśli wierzyć sondażom, jestem w mniejszości. Popieram podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat.

To, że za 10 czy kilkanaście lat liczba osób zdolnych do pracy zmniejszy się wyraźnie w stosunku do stanu dzisiejszego, to nie są żadne prognozy. To jest fakt. Ludzie, którzy wtedy będą pracować, już się urodzili i w żaden cudowny sposób ich nie przybędzie, a ubytek siły roboczej jakoś trzeba będzie zrekompensować. Przekonująco pisze o tym Krzysztof Łoziński.

Gdy Bismarck (sic!) ustalił wiek emerytalny na 65 lat, naprawdę chodziło o to, żeby starcy stojący nad grobem nie musieli już pracować - średnia długość życia mężczyzn w Prusach wynosiła wówczas 63 lata. Średnia długość życia rośnie - i bardzo dobrze! - a wiek emerytalny nie. Dzisiejsi emeryci pobierają swoje świadczenia dłużej, niż ich rodzice i dziadkowie, a proces ten będzie postępował. Jeśli zachowamy obecny system, to, wobec kurczącego się zasobu siły roboczej, albo przyszłe świadczenia będą żałośnie niskie, albo obciążenia pracujących będą absurdalnie wysokie. Może to doprowadzić do poważnych napięć społecznych: mniej liczni pracujący po prostu nie będą chcieli tak wiele płacić na emerytów. W interesie przyszłych emerytów leży więc to, aby do takiej sytuacji nie dopuścić.

Wydaje mi się, że proponowana reforma jest źle prezentowana. Podniesienie wieku emerytalnego nie ma nastąpić natychmiast. Wiek emerytalny będzie podnoszony stopniowo i osiągnie 67 lat dla mężczyzn w październiku 2020, a dla kobiet dopiero w październiku 2040. Wszystko jest wyraźnie i klarownie rozpisane w tej pouczającej tabeli. Tymczasem ludzie protestują tak, jakby zły Tusk chciał zmuszać do pracy do 67. roku życia także tych, którzy według obecnych przepisów mieliby przejść na emeryturę powiedzmy za rok albo zgoła - cóż za zgroza! - odebrać emerytury tym, którzy już je pobierają, a nie mają jeszcze 67 lat. Na wszystkie pokazywane w mediach protesty osób w wieku (około)emerytalnym trzeba łagodnie odpowiadać "państwa to nie dotyczy". I trzeba to powtarzać w kółko, w kółko i w kółko. Cierpliwie, głośno i wyraźnie.

Związki zawodowe i politycy opozycji, od Millera po Kaczyńskiego, oczywiście rozumieją zasady proponowane przez Tuska, ale nie dość, że nie chcą ich nikomu tłumaczyć - zgoda: nie muszą - to cynicznie wykorzystują lęki i nieświadomość osób, które teraz, niewiele przed oczekiwaną emeryturą, całkiem niesłusznie czują się przez reformę zagrożone.

W myśl proponowanej reformy na emeryturę w wieku 67 lat przejdą dopiero te kobiety, które teraz mają lat 38 i mniej. Ciekawe, że protestów ze strony tej grupy raczej nie słychać.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że samo podniesienie wieku emerytalnego nie wystarczy. Zmienić się będzie musiał rynek pracy. Konieczność pracy do 67. roku życia nie oznacza konieczności pracy na tym samym stanowisku - zgoda, ale muszą powstać miejsca pracy dla osób 60+ (Polska ma obecnie problemy z tworzeniem miejsc pracy dla osób o dziesięć lat młodszych!), być może zdolnych do pracy tylko w niepełnym wymiarze. Być może ludzi trzeba będzie do takiej pracy przeszkolić, a będą to musiały być zupełnie inne szkolenia, niż te obecnie proponowane. Zmienić się będzie musiała opieka zdrowotna, zasady przyznawania rent dla tych, którzy naprawdę pracować nie mogą, ale zmienić się też musi podejście do przestrzegania higieny pracy, BHP, unikania zagrożeń przez tych, którzy pracują. Postęp techniczny i globalizacja, które teraz szkodzą, bo powodują utratę dobrze płatnych miejsc pracy w przemyśle, będzie z jednej strony działał na korzyść, gdyż będzie zmniejszał zapotrzebowanie na ciężką, wyniszczającą pracę fizyczną, ale z drugiej będzie rodził kolejne wyzwania, bowiem dla osób, które stracą taką pracę nie osiągnąwszy wieku emerytalnego, trzeba będzie znaleźć jakąś inną pracę. (Wracając na chwilę do tekstu Łozińskiego, ubytek PKB spowodowany ubytkiem rąk do pracy można także zrekompensować przez wzrost wydajności - i oby tak się stało, wszyscy będziemy wówczas bogatsi, ale na miejscu rządzących nie opierałbym o to polityki społecznej na najbliższe dwadzieścia kilka lat.) O tym wszystkim się nie mówi, a bez tych zmian reforma się nie powiedzie.

Należy także zlikwidować przywileje dla tych grup, które obecnie je mają, w tym dla mundurowych, sędziów i prokuratorów, górników. Te zawody powinny być odpowiednio wynagradzane, a więc te wszystkie osoby powinny płacić proporcjonalnie wysokie składki emerytalne, ale nie widzę powodów, dla których reszta pracujących i podatników miałaby do nich coś ponad to dokładać. Zupełnie nie przekonuje mnie argument o "ochronie praw nabytych". Prawem nabytym jest emerytura, którą już ktoś - niechby nawet agent Tomek - pobiera, ale nie obietnica przyszłej emerytury. Nie widzę przeszkód, aby przywileje usuwać stopniowo także już obecnie pracującym wojskowym, sędziom itd - na przykład nakładać na nich obowiązek płacenia składek w takim tempie, w jakim podnoszony będzie wiek emerytalny.

Osobną kwestią jest obecny kryzys w stosunkach PO z PSL. Wielu komentatorów twierdzi, że to jest tylko gra, że Pawlak, w zamian za poparcie, liczy na umorzenie wielomilionowego długu, jaki PSL ma wobec Skarbu Państwa - to możliwe, ale takie ustępstwo ze strony Tuska i Rostowskiego to byłby skandal, klasyczna i niewybaczalna korupcja polityczna - lub też że Pawlak chce się pokazać jako "twardziel" przed nadchodzącymi wyborami prezesa PSL. Skłaniam się do tej drugiej opinii. Pawlak ustąpi, ale Platforma zgodzi się na jakieś jego postulaty. Najprawdopodobniej na pewne przywileje dla kobiet. Postulat, aby kobietom jakoś zrekompensować czas, w którym nie pracowały, ale zajmowały się dziećmi, jest społecznie (choć pewnie nie fiskalnie) racjonalny. Kobiety, które będą w przyszłości szły na urlopy wychowawcze, mogłyby mieć składki emerytalne płacone z budżetu państwa (nb, to samo powinno dotyczyć mężczyzn biorących urlopy wychowawcze!), a tym, które urlopy wychowawcze wykorzystały w przeszłości, ZUS mógłby podnosić "kapitał początkowy", w proporcji takiej, w jakiej obejmie je podwyższenie wieku emerytalnego. Nie byłaby więc to "premia za urodzenie dziecka", ale rekompensata zarobków utraconych na skutek przebywania na urlopie wychowawczym.

poniedziałek, 26 marca 2012, pfg

Polecane wpisy

  • Ustawa 2.0

    Na Uniwersytecie Warszawskim trwa protest przeciwko reformie nauki, przygotowanej przez wicepremiera Jarosława Gowina, który swoją reformę nazywa "Konstytucją d

  • Źli ludzie

    PiSowska większość w Sejmie właśnie zgodziła się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie posła Platformy, Stanisława Gawłowskiego, pod dętymi zarzutami korupcy

  • I znów to samo

    PiS nieoczekiwanie odmroził projekt zakazujący aborcji "eugenicznej", to znaczy dopuszczalnej z uwagi na ciężkie i nieodwracalne wady płodu. Wbrew rozpowszechni

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/03/26 22:20:27
Składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe są już finansowane z budżetu państwa.
Dla mnie kluczową sprawą dla uzyskania jakiegokolwiek społecznego poparcia dla tych reform jest bezwarunkowa likwidacja wspomnianych przywilejów.
-
2012/03/26 22:25:07
Coś nie mam dzisiaj dobrego dnia.
Chodzi oczywiście o finansowanie składek za czas urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. I to właśnie te składki są już finansowane z budżetu państwa.
-
2012/03/27 11:41:02
Ja się przy tej reformie gryzę. Bo z jednej strony rozumiem argument demograficzny. Z drugiej strony widzę, bądź to osoby, które chcą jak najszybciej przejść na emeryturę, bądź to nie chcą na nią przechodzić :)
Jeśli chodzi o osoby emerytury spragnione, to mamy zwykle obawy przed bezrobociem, przerzucaniem stresu przez pracodawców na podwładnych, złe relacje międzyludzkie, ale też niedopasowanie rodzaju pracy do ubywających z wiekiem sił. Oczywiście, to wszystko można potraktować jako wyzwanie dla rządu (a raczej: rządów, bo na najbliższej kadencji się nie skończy), ale na razie nie widać nawet próby podjęcia większości tematów.
Jeśli chodzi o osoby, które nie chcą na emeryturę przechodzić... Cóż, widziałem zdziwaczałych profesorów, których aktywność zakończyła się dziesiątki lat wcześniej, a którzy wciąż 'pracowali'. Można się uśmiechnąć, że to problem marginalny, ale wobec rosnącego znaczenia pracy intelektualnej, będzie on rosnąć. Takim osobom zwykle starcza sił fizycznych i mają one dużo motywacji by pracę kontynuować, ale ze zdolnością do właściwego wykonywania pracy nie jest już wcale dobrze. Zresztą w niektórych zawodach prowadzono świadomą politykę wysyłania na emeryturę zbyt starych pracowników. Nie było to bezzasadne, a idzie w przeciwną stronę niż propozycje zmian w systemie emerytalnym.
Co do przywilejów -- pomysł podobny do mojego -- jeśli zawód wiąże się z koniecznością szybszego przejścia na emeryturę, to jego wykonywanie powinno się wiązać z odpowiednio wyższymi składkami. Jeśli jednak pomysł już padł, to mogę pooponować ;) -- to nie przejdzie politycznie. Pół biedy protesty górników, czy prokuratorów, "cała bieda" w tym, że potrzebujemy taniego węgla (Pawlak dixit), a wysłanie prokuratora, czy sędziego na emeryturę, to niezły sposób na przemeblowanie polityczne.
-
2012/03/27 14:44:19
W sumie sprawa jest jasna: bilans jaki jest i będzie każdy (sapiens) widzi, Łoziński wykłada kawę na ławę. Ja mam obawy co do np. swojej przyszłości na emeryturze, jeśli nie złoża się nią nią młodsi, tak jak ja się składam na starszych.
Niestety, większość Polaków chyba tego nie rozumie albo spycha w taka "czarną dziurę". Jakość opozycji i wysuwanych przez nia argumentów "przeciw" jest beznadziejnie niska. Niestety, na tym tle nie odcina się wyraźnie sposób argumentacji rządzących, brak zorganizowanej kampanii z jasnym jednoznacznym przekazem ... Zastanawiam się do jakiego stopnia ten brak nawet najprostszych liczb, wykresów, wskaźników które powinny być co dzień w gazetach, a w telewizji przynajmniej jako tło dla "gadających głów" wynika z tego jak w ostatnich latach nisko upadla w szkołach matematyka...
-
Gość: schody_do_nieba, *.dsl.bell.ca
2012/03/27 16:10:50
Ja bym zaczal jednak od stworzenia miejsc pracy dla tych 430 tysiecy absolwentow. Powody sa dwa: 1/ Jezeli nie znajda pracy, to wyjada; A wtedy bye bye Poland, fuck you very much. 2/ W trosce o marke, czyli ""dobre imie polskiej nauczki"". Bo cos za bardzo mi to wyglada na galaz przestepczosci zorganizowanej. 3/ Troska o wlasne zdrowie psychiczne - ci zdziwaczali profesorowie ( ilu ich jest? 80% ?) nie moga nie miec wplywu na tych jeszcze nie do konca zdemoralizowanych.
-
Gość: wiesiek, *.devs.futuro.pl
2012/03/28 00:41:09
@schody do nieba

Jest i inne rozwiazanie. Moze tych 430k szacownych absolwentow ruszy sie i postara sie o prace ? Nie chodzi mi o chodzenie na rozmowy czy tez wysylanie wszedzie CV itd. Chodzi mi o stworzenie wlasnego pomyslu na interes. Obecnie mamy kupe roznych dostepnych dotacji na start firm. Powoli to zaczyna dzialac ale trzeba jeszcze troche czasu. Mozliwosc kolejna to przekwalifikowanie sie. Kto dawal gwaracje o tym ze po skonczeniu studiow bedzie dostepna praca dla wszystkich ? To nie jest US czy tez UK gdzie jest duzo niszy poziom oblozenia studiow. U nas w kraju licza sie tak naprawde 4-8 uczelni i to wszystko. Po co reszta ? Kiedys MSc mialo mniej niz 10% populacji. Natomiast za chwile to juz bedzie chyba 50%.

-
Gość: o.porfirion, *.ists.pl
2012/03/28 08:02:24
Reforma ma dwa oblicza: podniesienie wieku być może jest konieczne - ale argumentowanie, że na tzw. zachodzie jest wyższy wiek przechodzenia -jest nietrafiony. Bo jest prosty kontrargument: weźmy średni wiek życia (np dla Niemiec o 4 lata więcej niż dla Polski) i skorygujmy wiek emerytalny odpowiednio :)

Po drugie, argument o wyższych emeryturach też nie do końca jest trafiony: wyższe będą dla kogo? Dla wszystkich? Dla tych co przejdą na emeryturę teraz? Za 10 lat? Za 30 lat? To nie przekona się nikogo, zwłaszcza młodych - bo w perspektywie 30 lat kto wie co będzie...

Jest rozwiązanie proste: stworzyć możliwość dłuższej pracy z odpowiednio lekko większą emeryturą...
-
2012/03/28 09:17:11
o.porfirion
Jak ja lubię takie gdybanie nie poparte rachunkami....
Jeden argument oderwany od pozostałych i na tej podstawie wyciąganie wniosków. W tym jesteśmy naprawdę dobrzy. Dzięki temu mamy to co mamy.
-
Gość: o.porfirion, *.ists.pl
2012/03/28 16:41:13
@whiteskies

Nie mówię o rozwiązaniu ekonomicznie uzasadnionym -- ale o takim jakie może być społecznie do przyjęcia.

Ekonomicznie istotne jest: jakie są wysokie składki, jaka jest średnia długość życia, jakie jest bezrobocie - jak duża będzie emigracja - i o ile wiem żadna jakaś szczegółowa prognoza nie została przedstawiona...

Jak nie mamy takich danych - jak ktoś ma to proszę - to co - mamy zgodzić się na dowolną zmianę ? Odrzucać jakąkolwiek zmianę ?
-
Gość: matematyk, *.dynamic.chello.pl
2012/03/28 18:48:24
Nie wiem, jak to jest od strony prawnej z "prawami nabytymi", ale istotniejsze wydaje mi się, że chodzi tu o ludzi, którzy dość dawno temu podjęli nieodwracalne decyzje życiowe, ufając w obietnice złożone im przez państwo (podobnie zawyrokował też ostatnio sąd w sprawie odbierania lub zmniejszania przez ZUS przyznanych już emerytur, bo nagle po paru latach doszukano się błędu - ale przecież ktoś z tego powodu przestał pracować i teraz może nie być w stanie do pracy wrócić, więc ponosi konkretne, poważne szkody - dlaczego? Dlatego, że go państwowa instytucja zrobiła w jajo). Mnie też nie podoba się obecny system, lecz trzeba uważać, żeby nie podważyć resztek zaufania do państwa tlących się jeszcze w narodzie. Nowym, przyjmowanym teraz do służby, nie dawać przywilejów - ale respektować umowy zawarte z ich poprzednikami, nawet jeśli to kosztuje. Utrata zaufania na dłuższą metę kosztuje więcej, a tego zaufania niewiele już państwu polskiemu zostało.

(Ech, przypomniała mi się młodość ma płocha, gdym czytywał Cortazara... "67" bardzo lubiłem, a dziś mało co pamiętam; trzeba by chyba sobie to wspomnienie odświeżyć.)
-
Gość: matematyk, *.dynamic.chello.pl
2012/03/28 18:59:31
Uuups. Z tą pamięcią to już całkiem niedobrze - na szczęście jest internet i można (poniewczasie) sprawdzić, że Cortazar optował za emeryturą w wieku 62lat. :)
-
2012/03/28 19:30:05
A mi się podoba pomysl referendum. Tylko jakie pytanie zadać. Ja proponuję zapytać społeczeństwo czy woli
a) podnieść wiek emerytalny do 70 (tak!) lat [osoby chore będą przechodzić na rentę, więc nie ma mowy, że 100% społeczeństwa będzie pracować do 70 roku życia] czy
b) zamrozić konstytucyjnie obecny procentowy udział wydatków emerytalno-rentowych (łącznie!!!!) w budżecie państwa na obecnym poziomie [co za 20 lat skutkować będzie realnym obniżeniem emerytur o 50%]
-
Gość: schody_do_nieba, *.dsl.bell.ca
2012/03/28 23:41:54
@ wiesiek

A kto ty jestes, zeby decydowac ile procent powinno miec MSc., czy cokolwiek? Polska pany? Akurat reprezentujesz ta jedna branze w Polsce ktora totalnie lezy. Pewnie ze absolwenci mogliby zdobyc jakies kwalifikacje i prowadzic wlasne firmy. Ale kto ich nabieral przez pare lat???
-
Gość: pg, 155.158.162.*
2012/03/29 12:57:24
A ja pozwalam sobie nie miec zdania. Wydaje mi sie, ze glownym celem obecnej reformy jest przede wszystkim latanie biezacych dziur w budzecie, a tak naprawde brakuje dyskusji o tym, jak niby ma wygladac zycie mojego pokolenia na emetyturze i jaka ma byc rola panstwa w tym etapie mojego zycia. W ciagu ostatnich 10 lat nauczylismy sie, ze nasza praca w przeciagu tygodnia moze wyjechac do Chin, ze najlepszym sposobem zapewnienia sobie przyszlosci jest nakrasc ile sie da przed 40-tka, bo pozniej generalnie traci sie prace i zostaje z niesplaconymi kredytami i dorastajacymi dziecmi, stalismy sie sie wreszcie swiadkami narodzin nowej klasy spolecznej, prekariatu - a zatem tych, ktorzy o nakradzeniu do oporu przed 40-tka moga tylko pomarzyc. Przed nami wielka niewiadoma. Jakie stosunki spoleczne zapanuja za kolejne 10 lat? W swietle tego pytania dyskusje o przesunieciu wieku emetytalnego w perspektywie 20 lat brzmia jak zupelne science fiction...
-
Gość: mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/03/31 21:59:55
Proponuję autorowi bloga i komentatorom, ktorzy najwyraźniej nie spełnaija sie w fizyce, zaaplikowac o prace (tymczasową, na umowe zlecenie, bez praw emerytalnych) do firmy "Instytut Badań Strukturalnych", która wszelkimi siłami stara się znaleźć dowód matematyczny słuszności rzadowych doktryn przedłużenia wieku elemerytalnego, albo przynajmniej odkryć stosowne prawo przyrody. Tyle w temacie modeli ekonomicznych i "wyliczeń". Jak słusznie zauważa pg, dziś mamy prekariat i połowa młodych ludzi w ogóle nie jest objęta żadnym przyszłym planem emerytalnym poza własnymi skarpetami, jest to więc dyskusja zastępcza i latanie biezacej nawet nie dziury w budżecie, ale wirtualnych zapisow ksiegowych.
-
Gość: matematyk, *.dynamic.chello.pl
2012/04/01 17:23:19
Nie jestem pewien, jaki to ma związek z sytuacją zawodową młodych ludzi na rynku pracy, ale inną zmianą w porównaniu z czasami schyłkowego PRL-u, jaką dostrzegam bardzo wyraźnie, jest masowe olewanie nauki przez studentów i przyjmowanie przez znaczną ich część za oczywistą oczywistość, że kiedy zawalają egzamin, to jest to wina i problem egzaminatora, a nie ich samych. Rzecz dotyczy oczywiście małego sektora społeczeństwa i ciężko stąd wyciągać daleko idące wnioski, ale czy przypadkiem nie jest też tak, że pewna część owego prekariatu to ludzie, którzy uważają, że zatrudnienie im się należy, tak jak przedtem należała się im nauka (tzn. z luźnym traktowaniem zobowiązań z ich strony, a z naciskiem na roszczenie)?
-
2012/04/01 19:15:35
ma Gospodarz racje, emeryture taka jaka mamy zawdzieczamy Bismarckowi i Cesarzowi Wilhelmowi II, wprowadzanie do zycia powszechnej emerytury zaczeto w roku 1889!!!!!!!

dzisiaj w roku 2012 jedyna reforma na jaka stac polski rzad jest podniesienie wieku emerytalnego do 67roku zycia!!! a inne pomysly? inne reformy? praca? mieszkania?

nie slychac, nie widac
-
Gość: wiesiek, *.adsl.inetia.pl
2012/04/01 23:44:39
@matematyk

Zgadzam sie w 100% procentach. Ale zauwazylem jeszcze jedna rzecz. Jakies 6 lat temu kiedy zaczynalem nauczanie na uczelni studenci mieli troche inne podejscie anizeli Ci ktorych uczylem okolo 2-3 lata temu. To wszystko mozna okreslic jako rownie pochyla. Ostatni rocznik ktory uczylem to juz byla jakas masakra. W zasadzie glupialem jak slyszalem ze komus sie cos nalezy bo on jest i tak ma byc. Juz na uczelni nie pracuje jako ze osiagnalem to co sobie zalozylem. Jednakze jak sie spotykam ze znajomymi to mi mowia ze jest w zasadzie coraz gorzej.

@schody do nieba

Nie roszzcze sobie absolutnie zadnego prawa do tego aby decydowac o tym ile ma byc w Polsce magistrow. Chodzi mi jedynie o to ze kiedys to byl "towar" o wyzszej jakosci anizeli jest teraz. Poza tym nie rozumiem wstawek typu "Polska pany" i tego dotyczacego brazny.
-
Gość: mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/04/03 04:10:25
Ciężko mi słuchać tego całego biadolenia na spadek poziomu studentów. Jest on w istocie. Trwa tak od 5, jak i od 50 lat, czego dowodem jest brak nowych Einsteinów, klasycznie wykształconych z ciężko wyciułanymi trójami z greki i szóstką z drylu z trygonometrii. Kto dziś ćwiczy trygonometrię tak jak przed wojną Dieudonne z trojkątami, ja się pytam?! To oczywiste, że poziom spadł, a szczególnie po 1968 roku. Od kiedy młodzież zaraziła się roszczeniową hipisowską postawą i etyka pracy siadła, wyraźnie widać kryzys, najpierw lat '80, teraz obecny i od 30 lat kryzys postępów w fizyce teoretycznej.
-
pfg
2012/04/03 10:37:19
@mlaskot - od 30 lat kryzys postępów w fizyce teoretycznej

To jest problem nie tylko polski, ale ogólnoświatowy. Zresztą, o ile rozumiem, kryzys dotyczy nie tyle fizyki teoretycznej, bo ta osiąga spore sukcesy, ile jej najbardziej spektakularnej części, fizyki oddziaływań fundamentalnych. A tu, cóż, brak jest nowych danych, w oparciu o które nowe koncepty teoretyczne można by rozwijać, stąd rozwój kierunków czysto spekulatywnych, nie mających żadnego potwierdzenia - ba, nie mających szans za żadne potwierdzenie! - w danych eksperymentalnych. To może być ciekawe i intelektualnie płodne, ale jednocześnie z punktu widzenia samej fizyki jest jałowe.

Do innych komentarzy odniosę się później.
-
2012/04/03 14:55:28
1. Nam (Kanada) wlasnie podniesli do 67 lat. Nikt sie nie buntowal. No ale spoleczenstwo karne. Nota bene to samo spoleczenstwo zmusilo rzad o zniesienie obowiazkowej emerytury w wieku 65 lat. No ale to narod "pracusiow"
2. Co do poziomu studentow - to ten zauwazylem bardzo sie w ostatnich latach obnizal, ale w ostatnich latach widze swiatlo w tunelu (ku mojemu zaskoczeniu)
3. Nauka dawo sie juz skonczyla - teraz jest "odkrywanie kola" i komercjalizacja
-
Gość: matematyk, *.dynamic.chello.pl
2012/04/03 16:50:19
@ mlaskot

Ależ ja nie biadolę jakoś szczególnie - studenci są słabsi choćby dlatego, że teraz prawie każdy młody człowiek chce i może zostać studentem. Ja tylko zwracam uwagę, że część narzekań na powstawanie prekariatu jest bez sensu, bo wielu z naszych prekariuszy to nie są młodzi, pracowici ludzie, którzy przez kilka lat w pocie czoła zdobywali wiedzę i umiejętności, tylko banda leni, którzy przez kilka lat się obijali, a teraz z racji posiadania samego g... wartego papierka uważają, że należy im się praca. Ale pracodawcy nie są ślepi i - w przeciwieństwie do uczelni - nie są zmuszeni do przyjmowania tej młodzieży. A jeśli państwo zechce przedsiębiorców do zatrudniania leserów zmusić, to niech jeszcze wymyśli, w jaki sposób uchronić tak pokarane przedsiębiorstwa przed szybkim i nieuchronnym upadkiem.
-
Gość: wiesiek, 83.142.184.*
2012/04/04 09:40:18
@matematyk : i o to mi chodzilo.
-
pfg
2012/04/04 14:09:04
@mlaskot, @schody - zdaję sobie sprawę z tego, że sytuacja na rynku pracy jest bardzo trudna, przy czym poza wszystkimi czynnikami, na które Polska ma lub może mieć wpływ, wielką rolę odgrywają globalizacja i postęp techniczny: Oba sprawiają, że kurczy się liczba dostępnych dobrze płatnych miejsc pracy w masowej produkcji.

Przezywamy też skutki upadku mitu rynkowych korzyści płynących z wyższego wykształcenia: na początku lat '90 dyplom (nie wiedza, ale własnie dyplom, dokument potwierdzający formalne wykształcenie) plus jaki taki angielski plus jaka taka umiejętność obsługi komputera dawały dobrą pracę. Prawdziwie wyższe wykształcenie nie dla wszystkich jest dostępne, powstawały więc "fabryki dyplomów" - zresztą nie tylko w uczelniach prywatnych, także na popularnych wydziałach wielu uczelni państwowych - co było (i jest nadal) podtrzymywane przez finansową politykę państwa wobec uczelni i samych studentów. Dlaczego? Otóż dlatego, że, jak twierdzę, masowe kierunki studiów służą ukrywaniu bezrobocia wśród absolwentów szkół średnich. W Polsce kierunki pedagogiczne studiuje (patrz Mały Rocznik Statystyczny, str. 250) ~234 tysiące osób, ekonomiczne i administracyjne ~440 tysięcy, fizyczne (wg GUS: astronomia, chemia, fizyka, geografia, geologia) 28 tysięcy, matematyczne 15 tysięcy. Nie ma fizycznej możliwości, aby tylu absolwentów kierunków pedagogicznych czy ekonomicznych znalazło pracę "w zawodzie" - kandydaci na te studia to wiedzą, ale i tak na nie idą, bo uchodzą one za łatwe, a dają dyplom.

Wiem, że mnóstwo ludzi pracuje na umowach śmieciowych, ale to znaczy, że za kilka-kilkanaście-dwadzieścia kilka lat tym mniej chętnie grupa pracujących będzie łożyć na świadczenia dla emerytów. Wobec tego trzeba zmniejszyć okres, w którym ludzie będą objęci ustawowymi gwarancjami emerytalnymi, gdyż w przeciwnym razie emerytury musiałyby być żałośnie niskie. Taki jest, w pierwszym przybliżeniu, sens obecnie proponowanej reformy.

Zgadzam się przy tym - zresztą tak napisałem - że samo podniesienie wieku emerytalnego nie wystarczy. Konieczne są zmiany na rynku pracy, tworzenie miejsc pracy i dla starych, i dla młodych.