Blog > Komentarze do wpisu

Crux Fidelis

Byłem wczoraj na koncercie pieśni wielkopostnych, Crux Fidelis. Śpiewał zespół Perfugium, półamatorski, ale naprawdę dobry. W programie trochę chorałów i muzyki renesansowej, ale przede wszystkim piękne polskie pieśni pasyjne, które w większości znałem - z mniej lub bardziej (na ogół bardziej) kaleczonych wykonań w kościołach. Dla wielkiej części - większości? - Polaków nabożeństwa stanowią jedyną okazję do kontaktu z żywą muzyką. Dlaczego księża, organiści, osoby prowadzące rozmaite kościelne schole, tak źle traktują muzykę? Dlaczego Polakom słoń nadepnął na ucho?

Wczoraj, w prawie godzinnym programie, zespół bardzo dobrze wykonał kilka trudnych hymnów, w tym Vexilla Regis, hymn napisany na uroczystość sprowadzenia relikwii Prawdziwego Krzyża do Francji. Mnie jednak najbardziej wzruszyła przepiękna (i szczególnie boleśnie maltretowana w kościołach) pieśń Krzyżu święty nade wszystko. Ci, którzy nic z niej nie rozumieją, używają jej jako kanonicznego przykładu na perwersję katolicyzmu. Nic podobnego, ale atakowanie katolicyzmu jest teraz modne. (Nie protestuję przeciwko krytykowaniu hierarchii i kościelnych instytucji, bo sobie na to zasłużyły.)

Muszę powiedzieć, że mnie wczorajszy koncert zbudował - że im się chce, że się starają i że tak dobrze im to wychodzi. Linkuję powyżej Vexilla Regis w wykonaniu Ensemble Organum, ale wczorajsze Perfugium wcale nie było gorsze! 

poniedziałek, 26 marca 2012, pfg

Polecane wpisy

  • Misteria Paschalia 2018

    Poniedziałek, 26 marca : George Frederic Haendel, Mesjasz , Dunedin Consort plus soliści, dyrygował John Butt. Niedziela Wielkanocna, 1 kwietnia : George Freder

  • Qual guerriero

    Przypadkiem na to trafiłem. Byłem na tym koncercie, był nagrywany przez Polskie Radio, ale nie wiedziałem, że to nagranie zostało uwolnione. Cały koncert był św

  • Opera Rara, 2 lutego

    Stanisław Moniuszko, Halka (wersja "wileńska"), reżyseria Cezary Tomaszewski , obsada . W napuszonym tekście autorstwa Aldony Kopkiewicz, współautorki sceniczn

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: o.porfirion, *.ists.pl
2012/03/28 07:39:49
Dlaczego Polakom słoń nadepnął na ucho?
To ten słoń od "Słoń a sprawa Polska?

A tak serio: czy wiesz jaka jest różnica między lekcjami muzyki w szkołach (publicznych) w krajach typu Francja, Niemcy a Polska ? Tam leży odpowiedź...
-
pfg
2012/03/31 01:30:14
@porfirion - coś może być na rzeczy. Na lekcje muzyki we wskazanych krajach nie chodziłem, za to w Polsce owszem. To była jakaś absolutna nuda i strata czasu - za wyjątkiem jednego roku w podstawówce, gdy nauczyciel - człowiek, którego nazwiska nie pamiętam, był chyba także asystentem na Akademii Muzycznej lub na muzykologii - doszedł do wniosku, że nauczanie nas poprawnego rysowania kluczy wiolinowych i gry na cymbałkach jest śmiertelnie nudne i dla niego, i dla nas, więc zrobił coś, co było przyjemne: puszczał nam muzykę. Miał dobry, jak na owe czasy, magnetofon, muzyki były dwie lekcje w tygodniu w dwugodzinnym bloku, więc pan nauczyciel robił nam *krótkie* wprowadzenie teoretyczne, a potem puszczał klasykę klasyki, hity muzyki klasycznej. Beethovena, Mozarta, Musorgskiego. Hej, nawet Strawińskiego nam puścił, Święto wiosny, i Bartoka.

Nie umiem grać na niczym, śpiewać lubię, ale fałszuję :-( Ale słyszę. Słyszę muzykę, nawet gdy nie gra. Po latach myślę, że sporą w tym zasługę ma ów nauczyciel. A także mój ojciec, który, gdy byłem całkiem małym dzieckiem, na adapterze Bambino puszczał mi koncerty skrzypcowe Bacha.

A rzeczy późniejszych od Bartoka słuchać nie potrafię. Mój były szef jest wielkim miłośnikiem muzyki współczesnej, z wielkim zapałem i znawstwem o tym opowiada, próbował mnie kiedyś przekonać - bezskutecznie.
-
2012/04/11 10:38:22
Na muzyce w szkole rysowałam nuty i stresowałam się próbując śpiewać co mi nie wychodziło i uświadomiło, że nie mam talentów muzycznych. :P

Przez długi czas muzyki nie lubiłam, choć w gimnazujm miałam nauczycielkę która póbowała nam coś puszczać. Wtedy jednak byłam chyba jedyną osobą która chciała słuchać muzyki, większość czuła się zmuszona do uczestnictwa w jakiejś farsie, a w domu wolałam proste, energetyczne piosenki dla nastolatków.

I później raczej to właśnie od muzyki współczesnej zaczynałam zainteresowanie czymś innym niż pop. :D Choćteraz bardzo lubię też twórczość z okresu renesansu i baroku. Nikt mnie do tego nie zmuszał, sama sięgnęłąm gdy chciałam posłuchać - i moim zdaniem tak właśnie powinna przebiegać edukacja muzyczna. Niech każdy słucha tego co w danym momencie lubi i chce - wtedy słuchanie będzie przyjemnością i będzie chciało się rozwijać w tym kierunku. Lekcji muzyki nie powinno w ogóle być, wystarczy zdać się na piractwo internetowe. ;]