Blog > Komentarze do wpisu

Lampedusa

U brzegów Lampedusy toną kolejne łodzie z imigrantami. Kilka dni temu utonęło 300 osob, dwa dni temu następnych kilkadziesiąt. Papież Franciszek nazywa to hańbą, przewodniczący Komisji Europejskiej Barroso powiada, iż

nie możemy zgodzić się na to, aby tysiące ludzi ginęło u granic Europy.

Lampedusańczycy, którzy nieszczęsnym imigrantom jakoś chcą pomóc, apelują o utworzenie korytarza humanitarnego pomiędzy Afryką Północną a Europą. Europejskie media publikują wzruszające reportaże.

A przecież wszystko to jest podszyte straszną hipokryzją. 

My, Europejczycy, tych imigrantów nie chcemy. Żal nam biednych ludzi, którzy zginęli, ale przede wszystkim chcemy zniechęcić innnych do udawania się do Europy. Nie będzie więc żadnego korytarza humanitarnego, umożliwiającego bezpieczne pokonanie tych stu kilkunastu kilometrów otwartego morza. Nie będzie ułatwień. Reżimy w krajach Północnej Afryki brały od Europy pieniądze za powstrzymywanie migrantów. Jedne reżimy upadły w czasie Arabskiej Wiosny 2011, później upadł reżim Kadafiego i brama od strony afrykańskiej została otwarta.

Nie chcę wnikać w szczegóły europejskiego prawa imigracyjnego, bardzo zawiłego, ale żadne państwa nie chcą przyjmować imigrantów, którzy dotarli do krajów południowej Europy - Włoch, Grecji, Malty, Hiszpanii. Dlaczego? Imigrantów oskarża się o to, że nie szanują naszej kultury, są hałaśliwi, kradną, żebrzą, prostytuują się, napadają, gwałcą, zostają terrorystami, a przede wszystkim wyłudzają pomoc od opieki społecznej. Jest w tym zapewne jakaś część prawdy, może nawet dużo prawdy, ale w jakim stopniu jest to wywołane naszą własną ksenofobią, niechęcią do imigrantów, demonstrowanym brakiem zaufania, traktowaniem ich jak podludzi? Mówi się, że imigranci odbierają Europejczykom pracę. To chyba na ogół nie jest prawdą, gdyż nieznający języków i obyczajów, słabo wykształceni imigranci jeśli już dostają pracę, to taką, której Europejczycy wykonywać nie chcą. Wykształceni imigranci - lub ich wykształcone w Europie dzieci - niekiedy dostają dobrą pracę, ale równie często i tak spotykają się z objawami ksenofobii. No po prostu nie chcemy tych ludzi, i już.

Tymczasem jednak skoro już tym ludziom udało się dotrzeć do Europy, powinno się szybciej rozpatrywać ich podania o azyl (na to trzeba i środków, i dobrej woli!), a tych, którym azyl zostanie przyznany, należy wysyłać do innych krajów - ale niekoniecznie do Niemiec, Holandii czy Skandynawii, ale do Litwy, Bułgarii czy Polski. Chodzi o to, żeby Europa powiedziała: w porządku, chcieliście do Europy, oto więc jesteście, ale Europa to nie tylko najbogatsze kraje z najbardziej wydajnymi systemami opieki społecznej. Ta "gorsza Europa" i tak jest bogatsza i nieskończenie bardziej bezpieczna niż kraje, z których uciekliście. Spróbujcie tu normalnie żyć.

Kluczowe jest to, że Europa musi się wypowiedzieć jako całość, jako Unia, nie zwalać wszystkiego na legislacje i przeciążone systemy krajów granicznych. The Economist rozsądnie komentuje, że jeśli Europa chce nawet nie tyle rozwiązać, ile ograniczyć problem nielegalnych imigrantów, powinna zabiegać o rozwój gospodarczy krajów, z których pochodzą ci ludzie. I tu nie chodzi o żadną pomoc humanitarną, ale o zwykłą współpracę gospodarczą, w szczególności - horribile dictu - o liberalizację handlu, zniesienie barier celnych chroniących europejski rynek przed afrykańskimi produktami rolnymi: bawełną, cukrem, warzywami.

If countries like Italy refuse to take more tomatoes from north Africa, they may simply be condemned to take more people.

Polska tymczasem nie radzi sobie nawet z tymi nielicznymi nielegalnymi imigrantami, którzy docierają do nas przez wschodnią granicę. Procedury ciągną się miesiącami, imigranci żyją w obozach niewiele różniących się od więzień, są doniesienia o poniżającym traktowaniu imigrantów przez personel tych obozów, dzieci nie chodzą do szkoły, a wszystkie lokalne społeczności sąsiadujące z ośrodkami dla imigrantów nieodmiennie domagają się, żeby zostały one natychmiast zamknięte. Gdzieś te ośrodki niech będą, byle nie u nas!

Moim zdaniem Polska powinna zacząć od tego, żeby wszystkie dzieci imigrantów, nawet tych z jeszcze nierozpatrzonymi sprawami, posyłać do szkół. Do zwykłych szkół, nie do jakichś specjalnych ośrodków szkolnych na terenie ośrodków. Państwo powinno im przy tym opłacić wszystkie podręczniki i pomoce szkolne, a także wyżywienie w szkolnej stołówce. Dzieci nie znają polskiego? Jeśli nie pójdą do szkoły, to się go nie nauczą. A jeśli się nie nauczą, to na pewno nigdy się z Polską nie zintegrują. Polska powinna też przestać wyrzucać tych imigrantów, którzy mieszkają tu już kilka lat, faktycznie się zintegrowali, pokończyli szkoły, zaczęli pracować. Ale wciąż są "nielegalni". Ach, na pewno chcą wykorzystać hojność naszego państwa, albo zakładać tu bazy terrorystów, albo jedno i drugie. Zapewne takie przypadki się zdarzają, ale nie można z góry zakładać, że tak będzie. Jak zawsze (czyli w Polsce: jak nigdy) trzeba zakładać dobrą wolę.

Ale o czym ja w ogóle piszę? Polska nie potrafi ułożyć sobie stosunków ze społecznością "imigrantów", którzy mieszkają tu od kilkuset lat: z Cyganami. Nastroje antycygańskie narastają w całej środkowej Europie...

niedziela, 13 października 2013, pfg

Polecane wpisy

  • Wielka Brytania: Raport IPPR

    Brytyjski Institute for Public Policy Research, lewicowy (choć ma w swoim składzie arcybiskupa Cantenbury i kilku lordów) think-tank, ogłosił swój najnowszy rap

  • Co wymyślił Jarosław?

    Poseł Jarosław Kaczyński, jak mi się wydaje - ale może wydaje mi się całkiem źle? przepraszam, ale ja już nie mam ani siły, ani ochoty, by podążać za strzelisty

  • Piątek, 13

    Jedno jest pewne: Skutkiem wczorajszych zamachów w Paryżu będzie wzrost nastrojów antyislamskich w Europie, jeszcze większy sprzeciw wobec przyjmowania uchodźcó

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/10/13 20:04:17
Dokładnie tak! - trudno się nie zgodzić.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2013/10/13 20:46:18
Dużo w tym racji. Ale i przymykania oczu na brutalną prawdę: jeśli Europa zacznie przyjmować imigrantów z Afryki i Azji licznie i przychylnie, za chwilę zjawi się tylu chętnych, że ich utrzymanie i zasymilowanie przerośnie nasze siły. Będzie jak w Jordanii, która z godną podziwu wytrwałością gości uchodźców ze spustoszonej w bratobójczych walkach Syrii - najlepsze intencje nie pomogą im wykarmić tej masy ludzi i powstrzymać kryzysu humanitarnego, sanitarnego i narastającej w skupiskach uchodźców przestępczości. Jordania może słusznie narzekać, że świat jej nie pomaga w udzielaniu pomocy uciekinierom z Syrii, natomiast Europa nie będzie już miała do kogo zwrócić się z prośbą o wsparcie. Dlatego trzeba zachować olbrzymią ostrożność, by nie rozbudzić nadziei, których nie będziemy potem w stanie spełnić; a raz rozbudzone, nie tak łatwo dadzą się wygasić, czego przykładem los nieszczęsnych nielegalnych migrantów z Meksyku i innych krajów Ameryki Środkowej, na szlaku do USA okradanych, gwałconych i porzucanych przez gangi. Niby wszyscy wiedzą o zagrożeniach, ale mit lepszego życia nie jest w stanie ich powstrzymać.

Nie na wszystkie nieszczęścia tego świata Europa ma środki zaradcze. Nie każde nieszczęście spadające na ludzi w innych częściach świata lub dopadające ich w drodze do Europy obliguje nas do działania; a nawet jeśli obliguje, to nie do każdego działania, które w pierwszym momencie wydaje się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom. Jeśli zrozpaczeni Afrykanie zaczną popełniać zapowiedziane samobójstwa i grozić, że w przypadku nieotrzymania wstępu do Europy w wyznaczonym terminie kolejne tysiące z nich targną się na swoje życie, to wciąż nie oznacza, że mniejszym złem będzie ugięcie się przed tego typu szantażem. Ile osób będziemy w stanie przyjąć? Milion? Dwa miliony? Pięć? Dziesięć? Dwadzieścia? Pięćdziesiąt? Sto? Dwieście? Im więcej przyjmiemy, tym większej liczbie nieszczęśników damy złudną nadzieję. Złudną, bo - jak w piramidzie finansowej - na koniec zawsze zostanie więcej zawiedzionych niż wygranych. I, co gorsza, jeśli pozwolimy temu mechanizmowi działać wystarczająco długo, to i sama Europa ulegnie przy tym osłabieniu, i zacznie być traktowana jako łatwy łup. Jordania ćwiczyła to już swego czasu z palestyńskimi uchodźcami: o mało nie przejęli władzy w kraju, który tak gościnnie udzielił im schronienia; zaczęło się od dobrej woli, a skończyło - krwawą łaźnią.

Dobrym rozwiązaniem nie jest masowe przyjmowanie do Europy wszystkich chętnych ani też bezmyślne pompowanie pomocy humanitarnej (bo ta może działać demobilizująco, utrudniając samodzielny rozwój, a także bywa przejmowana przez lokalne władze i/lub gangi i używana jako oręż w grze sił); choć oczywiście klęski naturalne czy zniszczenia wojenne niekiedy obligują nas moralnie do udzielenia takiego wsparcia. Długoterminowo naszą szansą jest kooptacja - polityczne i gospodarcze wspieranie krajów o pokojowym nastawieniu i szanujących podstawowe prawa człowieka - a także wykluczenie, poprzez embarga i izolację polityczną, krajów używających siły wobec sąsiadów i własnej ludności. Nasze fiasko polega nie na tym, że nie pozwalamy osiedlić się u nas każdemu chętnemu, lecz na tym, że zbyt łatwo zwalniamy się - zarówno na poziomie państwowym, jak i indywidualnym - ze wspierania tego, co w krajach pozaeuropejskich na wsparcie zasługuje, jak i na tym, że nie jesteśmy zdolni do zdyscyplinowanego utrzymania sankcji wobec najgorszych nawet reżimów. Zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie: bo Rosja, bo Chiny... A niech handlują z bandytami, tylko dopóki to robią, je także trzeba izolować. No i tu wychodzi na jaw hipokryzja, kiedy okazuje się, że gdy przychodzi do uczciwego rozliczania na forum międzynarodowym działań Rosji czy Chin, po lekkim poskrobaniu do tych samych świństw można się dogrzebać w postępowaniu USA, Francji, Szwecji czy Polski...
-
2013/10/14 09:08:30
Ja dołożę do tego jeszcze jeden kamyczek: presja imigracyjna bardzo szybko będzie się nasilać ze względu na zmianę klimatu i zachwianie stosunków wodnych na coraz większym obszarze licznie zamieszkanych połaci globu . Żadne rozwiązania, które szybko nie zmniejsza presji na system klimatyczny nie maja perspektyw, mogą być traktowane tylko jako tymczasowe i to w krótkim horyzoncie czasowym.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2013/10/14 22:34:37
@whiteskies

To prawda, czynnik klimatyczny będzie odgrywał coraz większą rolę. Ale nawet gdyby kraje Afryki cieszyły się optymalnym klimatem, dostępem do wody i dobrymi glebami, ich obecny model demograficzny - polegający na maksymalizacji płodności przy jednoczesnej wysokiej wczesnej śmiertelności wskutek zachorowań, przemocy, niedożywienia czy głodu - nie pozwoliłby uniknąć tych wszystkich nieszczęść. Widać to po przebiegu Zielonej Rewolucji - przez parę pokoleń nastąpiła eksplozja populacji, a potem powróciły głód i niedostatek. Malthus mógł się mylić w swym skrajnym pesymizmie, ale jedna ponura obserwacja niestety pozostaje w mocy, bo też i ma charakter tautologii: dopóki głód (czy, ogólniej, dostęp do zasobów) jest głównym hamulcem demograficznym, zaś dostępne zasoby nie są nieskończone, dopóty ludzie będą masowo umierać z głodu, toczyć wojny o ziemię, wodę itd. Mieszkańcy Afryki mogą to robić w Afryce albo w Europie, tylko że w tym drugim przypadku nam też szybko zabraknie żywności.

Błędne koło polega na tym, że kraj (naród, plemię), który pozwoli sobie na zmianę modelu demograficznego i systemu wartości, musi być w stanie obronić się przed swymi ludniejszymi, płodniejszymi i bardziej wojowniczymi sąsiadami, a to może być trudne w sytuacji, gdy wojny rozstrzygają rozmiar armii i bezwzględność. Tu właśnie jest miejsce na działania Zachodu - wsparcie i obrona tych państw Trzeciego Świata, które ewoluują w stronę bardziej zrównoważonego modelu demograficznego i pokojowej koegzystencji, aby katalizować pozytywne zjawiska, które bez naszej pomocy mają niewielkie szanse powodzenia. I tu właśnie Zachód od dawna zawodzi - z chciwości, bezmyślności, obojętności, krótkowzroczności i niemocy, w różnych proporcjach - a mroczne dziedzictwo Trudu Białego Człowieka wciąż utrudnia sensowne interwencje, paraliżując niepewnością potomków kolonizatorów i uprzedzając do zachodnich wartości społeczności postkolonialne. Pomoc Zachodu dla Afryki to koncerny surowcowe i agendy ONZ korumpujące lokalne rządy i społeczności, i wygrywające swe interesy w lokalnych wojnach, oraz niewystarczająca i po części tylko trafiająca do potrzebujących pomoc humanitarna. Jeśli Afrykanie sami sobie nie pomogą, my nie jesteśmy im już w stanie pomóc. Ci z nas, którzy mają dość dobrej woli, nie mają środków do jej realizacji. Ci zaś nasi przedstawiciele, którzy dysponują dostatecznymi środkami i siłą do ich wprowadzenia w czyn, kierują się własnym interesem, a nie żadnymi dobrymi intencjami.
-
Gość: schodydonieba, 142.243.254.*
2013/10/16 19:14:33
Polska na pewno potrzebuje imigracji, ale nie takiej ktora sluzy interesom branzy edukacyjnej, ale takiej ktora sluzy interesom kraju. ( Przemysl edukacyjny zdewastowal juz ten kraj w wystarczajacym stopniu, ale to inny temat. )
Problemow Afryki emigracja nie zalatwi. Tam potrzebny jest rozwoj technologiczny. Ktory zreszta jest.
-
2013/10/16 22:40:59
Mnie się wpomniana reakcja papieża wydała niestosowna. Gdy ludzie umieraja z głodu, a bogaty swiat im nie pomaga, można mówić o hańbie. Tu stało sie coś innego prowadzono akcję ratunkową, uratowano i wzięto pod opiekę setki rozbitków. Czyja hańba Włochów, że nie wybudowali jescze do swego kraju mostu humanitarnego? Papież, jak wielu innych wypowiadających sie w tej sprawie sprawia wrażenie, jakby najważniejszym było zamanifestowanie swojej moralnej wyższosci nad ogółem. Taka manifestacja nic nie kosztuje, jeśli się nie jest opdowiedzialnym za żadne konkretne decyzje. Łatwo mowić brednie o moście humanitarnym, jesli zorganizowac maja to inni. Podobną historie przerabiali niedawno Francuzi w sprawie obozowisk rumuńskich Cyganów. Ile było oburzenia na lewicy, że Sarkozy każe je zamykać! Wygrawszy wybory, socjalisci muszą tą akcję prowadzic dalej... Gdyby Watykan miał dojście do morza, pewnie i papieskie wypowiedzi w sprawie imigracji byłyby mniej radykalne.
-
2013/10/17 09:15:28
@x
" Pomoc Zachodu dla Afryki to koncerny surowcowe i agendy ONZ korumpujące lokalne rządy i społeczności..."
Tak to wygląda. Niszczymy ich, a przy okazji i siebie, chowając, na wszelki wypadek głowę w piasek i uspakajając się prymitywnym liberalizmem ("jak by chcieli to by mogli", i przypudrowując od czasu do czasu wplata dla organizacji charytatywnej. Fetyszem jest przedziwnie rozumiany "wzrost"....
-
Gość: Phil, 146.255.5.*
2013/10/17 16:26:45
Ja się z kolei zastanawiam,
dlaczego ci imigranci nie jadą do swoich braci w wierze do takich bogatych krajów jak Arabia Saudyjska, Emiraty, Kuwejt!! Ano dlatego, że tam trafiliby od razu za kratki następnie bezwzględnie z powrotem deportowani. W ten sposób nie mają problemu Lampedusy. Poprawnie polityczna Europa oczywiście przyjmie ten motłoch do siebie,
da dom nad głową, zasiłki. Czy Ci ludzie zintegrują się z następnie ze społeczeństwem kraju w którym osiedli? Doświadczenia z krajów zachodniej EU raczej pozwalają w to wątpić.
-
pfg
2013/10/17 17:05:55
@Phil - w bogatych krajach Zatoki jest cała masa imigrantów z biednych krajów muzułmańskich. Harują tam bardzo ciężko, żyją w strasznych warunkach i są traktowani bardzo źle. Wiec niektórzy zamiast tam, próbują się dostać do Europy.
To prawa, że bardzo wielu imigrantów się z Europą nie integruje (przy czym osobną kategorią są osoby pochodzące z dawnych europejskich kolonii - dotyczy głownie UK i Francji), a poprzedni komentatorzy mają rację, że Europa wszystkich chętnych przyjąć nie może. Ja jednak cały czas się zastanawiam, w jakim stopniu problemy z integracją wynikają z tego, że my ich traktujemy właśnie jak motłoch?
-
Gość: x, 93.154.179.*
2013/10/17 23:51:29
@Phil

Dla wielu Polaków dzień jest zmarnowany, jeśli kogoś nie potraktują z wyższością i pogardą, przy czym powinno temu towarzyszyć poczucie bycia lepszym nie doraźnie i w jakiejś konkretnej sprawie, tylko systemowe, totalne. Wierzący gardzą niewierzącymi, uważający się za racjonalistów - wierzącymi, zwolennicy PO elektoratem PiS-u i vice versa, prawdziwi Polacy - mniejszościami narodowymi czy imigrantami, "podatnik polski" - polskimi naukowcami (tymi, którzy zrobili karierę na Zachodzie i tam pozostali - bo zdradzili, wyparli się Ojczyzny, która tyle w nich włożyła; tymi, co wrócili - bo musi na Zachodzie nie dali rady; tymi, którzy w ogóle nie wyjechali - bo się do niczego nie nadają, jakby się nadawali, to już dawno by wyjechali), naukowcy - studentami, itd., itp. Każdy powód jest dobry, aby tylko bluzgnąć i poczuć się lepszym od tego motłochu dookoła. Równie to eleganckie, jak publiczne puszczenie bąka, i ileż ulgi przynosi! Trudno, każdemu może się zdarzyć, tylko nie każdy robi to z taką ostentacją i dumą.

-
Gość: Phil, 146.255.5.*
2013/10/18 12:01:31
@x

Poczekajmy spokojnie jeszcze kilka lat, kilkanaście, a sceny takie jak z Londynu, przedmieść Paryża czy Sztokholmu staną się w krajach UE codziennością. Wtedy pewnie zauważysz z jakim szacunkiem "wierni" traktują niewiernych.
-
Gość: Phil, 146.255.5.*
2013/10/18 12:22:14
@pfg

Oczywiście, zwłaszcza w Królestwie Arabii Saudyjskiej jest bardzo dużo imigrantów, z tymże są to legalnie zatrudnieni przybysze na czasowych umowach. Sam z resztą byłem na kontrakcie w tym kraju kilka tygodni.

Wydaje mi się jednak że, nadużyciem jest stwierdzenie że problemy z integracją przybyszów wynikają z tego jak są traktowani przez europejczyków.

Ludzie z krajów Maghrebu, Środkowego Wschodu czy pozostałych krajów afrykańskich są bardzo odmienni kulturowo. W dodatku są bardzo słabo czy nawet często w ogóle nie wyedukowani. Rozumiem że słowo motłoch niesie negatywny ładunek ale osiedlanie się tych ludzi w Europie niczego dobrego do niej nie wniesie.
-
Gość: x, 93.154.163.*
2013/10/19 11:50:35
@Phil

Bieda, a zwłaszcza skrajna bieda, odziera człowieka z wielu rzeczy: ogłupia, wyobcowuje, czyni brudnym, wstrętnym, impulsywnym i zachłannym. Biedny może być trudny do zaakceptowania, a nawet niebezpieczny ("Viridiana"). Ale można mu szczerze współczuć i wtedy, gdy nie jest się mu za bardzo w stanie efektywnie pomóc, i nawet wówczas, gdy trzeba się go jednocześnie wystrzegać. Wystarczy pamiętać, co jest tu prawdopodobną przyczyną, a co skutkiem, i spróbować się choćby iluzorycznie postawić w sytuacji drugiego człowieka: jaki JA byłbym, gdyby trafiło mi się żyć w takich warunkach jak jemu? Kto potrafi zadać uczciwie taki wysiłek swojej wyobraźni, nie musi potem nic zmieniać w ocenie zagrożeń, ale łatwiej mu wystrzegać się pogardy, która często nie jest niczym innym niż łatwą ucieczką przed rzeczywistością.
-
2013/10/19 19:22:41
@phil

Wiem, co masz na myśli. Obecnie rasizm i szerzej, niechęć do obcych, znacznie silniej występuje na terenie byłego NRD niż dawnego RFN, co chyba związane jest z relatywnie niewielką liczbą imigrantów, zamieszkujących ten - w dużej części wyludniony już - region, jak też z konserwatywną mentalnością ossis. Dużą rolę odgrywa też na pewno wysoki poziom bezrobocia we wschodniej części kraju (wyłączając okolice Berlina), co również sprzyja nienawiści na tle rasowym. W Zachodnich Niemczech postawy te są dużo słabsze, choć wciąż obecne (w b. RFN, jak i w innych krajach Europy Zachodniej, szczyt tego typu postaw przypadał na lata 80-te).

Zastanawia mnie, skąd aż taki poziom gniewu, nienawiści i frustracji u Polaków. Moja znajoma, pracująca przez parę lat w Kopenhadze, opowiadała mi, że spośród wszystkich narodowości zamieszkujących Danię, najwięcej nienawiści na tle rasowym i religijnym wykazują właśnie Polacy; przebijamy nawet tamtejszych Rosjan, co jest nie lada wyczynem. Polacy są do tego stopnia kojarzeni z tym zjawiskiem, że dziewczyna w wielu sytuacjach, obawiając się negatywnego odbioru, starała się ukryć przed Duńczykami swoje pochodzenie z "kraju rasistów" (co ciekawe, identyczną historię słyszałem od znajomych mieszkających w Holandii). W wielu przypadkach, gdy liczy się pierwsze wrażenie, Duńczyk inaczej zareaguje, gdy powiesz mu, ze jesteś np. z Czech, niż z Polski - ludzie wstydzą się być kojarzeni z rasistowskim motłochem (podobne - jeśli nie silniejsze! - postawy widoczne są wśród amerykańskiej polonii, szczególnie w skupiskach). Co ciekawe, rasizm wśród Polaków w UE powszechny jest nie tylko wśród absolwentów podstawówek, układających kostkę brukową w Rotterdamie, ale również wśród ludzi z wykształceniem! Choć z drugiej strony dziś maturę praktycznie można zrobić, nie znając tabliczki mnożenia.

Tyle narodów zamieszkuje Europę, więc cały czas zastanawiam się, skąd właśnie u Polaków tyle gniewu i frustracji? Czy predestynują nas do tego jakieś szczególne cechy charakteru? Jeśli tak, to jakie? Ktoś powinien zrobić rzetelną analizę socjologiczną tego zjawiska wśród polonii - szczególnie amerykańskiej.