Blog > Komentarze do wpisu

Bolek i...?

IPN wczoraj ogłosił, że znalezione w szafie Kiszczaka dokumenty agenta Bolka były pisane ręką Lecha Wałęsy.

To, że Wałęsa we wczesnych latach '70 podjął współpracę z SB - nawet nie tyle podjął, ile został do niej zmuszony - było mniej-więcej wiadomo od dawna. Wałęsa był wtedy młodym robotnikiem, był sam, nie miał się kogo poradzić, pamiętał, że władza strzelała do robotników, a SB wydawała się wszechwładna. No więc podjął współpracę, donosił, a nawet brał za to pieniądze. Podobno opozycjoniści z kręgów WZZ wiedzieli to lub się tego domyślali już pod koniec lat '70. Sam Wałęsa w 92 przyznał, że "coś tam podpisał". No i co z tego? Ważne jest to, że sam Wałęsa współpracę z SB zerwał, a gdy SB zaczęła go nachodzić pod koniec lat '70 żeby odnowić współpracę, wyrzucił ich.

A najważniejsze są zasługi Wałęsy dla Polski od Sierpnia 80 do czerwca 89. Tego nikt Wałęsie nie odbierze. Ani sierpniowych strajków, ani karnawału Solidarności, ani tego, że nie załamał się - znów samotny - w trakcie internowania, ani że nie poddał się szykowanym przeciwko niemu w latach '80 SBeckim fałszywkom i prowokacjom, ani Okrągłego Stołu. Pokojowej Nagrody Nobla i przemówienia w Kongresie Stanów Zjednoczonych też nie. 

Nie wątpię, że lepiej by było, gdyby Wałęsa się wtedy, w 1992, przyznał do współpracy z SB dwadzieścia lat wcześniej, gdyż ta współpraca w niczym nie umniejszała jego późniejszych zasług. No, ale nie przyznał się. Szkoda.

Pewien mój znajomy przytomnie zauważył, że łatwiej jest napisać "Wałęsa był TW i mamy na to dowody" niż wdawać się w te wszystkie rozważania. Łatwiej napisać, a i przekaz jest prostszy.

No właśnie, jaki to przekaz? 

Po pierwsze, można się zapytać, co w latach '70 robili dzisiejsi Katoni? Ano, nie robili nic lub bardzo niewiele - bo byli za młodzi, bo zanadto się bali, bo nie wiedzieli, że w ogóle można coś robić, bo nie wierzyli w skuteczność oporu, bo im w ówczesnym systemie było całkiem dobrze, powodów pewnie było wiele - ale dzisiaj ich ówczesna małość aż parzy w zestawieniu z wielkością Lecha Wałęsy z samego roku 1970 i później, od końca lat '70 aż do 1989. Ponieważ siebie wywyższyć nie mogą, usiłują poniżyć i splugawić Wałęsę, żeby ich małość nie kłuła w oczy i żeby, dajmy na to, nasz żałosny Człowieczek Wolności mógł wyglądać na prawdziwego przywódcę.

Tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Jest jednak drugie dno.

Rządząca nami prawica, mała i nikczemna, próbuje bowiem wprost powiedzieć, a jeśli nie powiedzieć, to przynajmniej dać do zrozumienia, że skoro Wałęsa kiedyś tam był Bolkiem, to SB stale nim sterowała, że jego prezydentura służyła budowie III RP pod dyktando komunistycznych służb specjalnych, że ostatecznie tylko dzięki temu władzę mógł objąć zbrodniczy rząd PO-PSL. Zastanówmy się nad tym.

Czy w otoczeniu prezydenta Wałęsy mogli być agenci SB? Mogli. Wałęsa - zwłaszcza po zerwaniu ze swoimi doradcami, Mazowieckim, Geremkiem i całą resztą - miał skłonność do otaczania się nieciekawymi postaciami. Mogli tam być SBcy, i prawie na pewno byli. A czy mogli coś Wałęsie podszeptywać? No, skoro byli, to tak. A czy Wałęsa ich słuchał? Niewykluczone, że niekiedy tak.

Ale co ci agenci podszeptywali? Czy coś w duchu "więcej kasy i więcej osobistych gwarancji dla mnie", a poza tym - żeby zacytować klasyka, nieżyjącego już działacza SLD - "chwała nam i naszym kolegom", czy też snuli jakiś misterny, niezwykle złożony plan podporządkowania sobie Polski, a właściwie utrzymania nad nią kontroli? Czy zgarniali pod siebie, czy rękami Wałęsy rozgrywali jakąś skomplikowaną grę? Jeśli to pierwsze, to przykre, ale w gruncie rzeczy niegroźne, zwłaszcza z perspektywy tak wielu lat. Jeśli to drugie, to znacznie gorzej. Ale na to drugie, na istnienie skomplikowanego, wieloletniego planu komunistycznych służb specjalnych realizowanego rękami prezydenta Wałęsy, nie ma żadnych dowodów. Ani nawet żadnych przesłanek świadczących o tym, że taki plan w ogóle mógł powstać.

Istnienie takiego planu zakładałoby uznanie, że PRLowskie służby specjalne miały wielkie kompetencje intelektualne, organizacyjne i analityczne. A przecież gołym okiem widać, że nie miały. Nie przewidziały załamania gospodarczego Polski, upadku komunizmu w Polsce, ZSRR i reszcie bloku sowieckiego, nie przewidziały zwycięstwa Solidarności w wyborach 4 czerwca - no przecież ordynacja była tak skonstruowana, żeby Solidarność nie mogła wygrać, a jednak wygrała! - nie miały spójnego planu co zrobić po objęciu władzy przez Solidarność (czego też nie przewidziały), poza "ratuj się, kto może", czyli palmy teczki i uwłaszczajmy nomenklaturę. Oczywiście, zostały jakieś grupy, może nawet jakieś struktury post-specjalne, ale one zajęły się ratowaniem własnych tyłków i robieniem pieniędzy w niezliczonych aferach wczesnych lat '90. (Zauważmy w nawiasie, że po jakimś czasie nawet i to się wyczerpało: w Polsce nie powstała oligarchia na wzór rosyjsko-ukraiński, nie zaczęli rządzić nieusuwalni satrapowie - to się akurat być może zmienia - a nawet mafia bardzo straciła na wpływach i znaczeniu.) Przypuszczać, że zakonspirowane pozostałości służb wcielały w życie jakiś skomplikowany, rozpisany na kilkanaście lat plan, penetrujący i chaos rozpadającego się świata postsowieckiego, i problemy gospodarcze i społeczne, z jakimi nigdy się wcześniej nie zetknęli, interesy krajów zachodnich, które nagle zaczęły mieć dla nas znaczenie, a wreszcie trudne do ogarnięcia turbulencje naszej własnej polityki, to nie byłaby nawet teoria spiskowa, ale zwykła naiwność.

Nie ma o czym mówić.

Wracając do ogłoszonych przez IPN rewelacji, to w warstwie faktograficznej mamy do czynienia albo z bardzo dobrze spreparowaną fałszywką, albo trzeba przyznać, że Lech Wałęsa ponad czterdzieści lat temu był agentem Bolkiem. Tylko że z tego niewiele już dzisiaj wynika. Ani nie odbiera Lechowi Wałęsie jego wielkich zasług dla Polski w latach '80, ani nie czyni jego prezydentury gorszą (lub lepszą), niż była, ani nie stanowi dowodu, że III RP była wynikiem spisku służb specjalnych.

W warstwie symbolicznej jest to natomiast atak na jedną z postaci ucieleśniających czas miniony, wobec którego Człowieczek Wolności jest jedynie śmieszny. Nawet jeśli każe sobie kupić wyższą drabinkę lub urządzić pięć następnych gali w stylu Kim Ir Sena.

środa, 01 lutego 2017, pfg

Polecane wpisy

  • Bohaterowie

    Cóż za nowina! Działacze PiS zauważyli wreszcie, że przed Pałacem Namiestnikowskim, zwanym także Prezydenckim, nie ma miejsca na pomnik Lecha Kaczyńskiego. Nic

  • Bomba eskobaryczna

    Jak donosi Gazeta Wyborcza , Polska ujawniła dane swoich agentów wywiadu, mianowicie tych, którzy współpracowali jeszcze ze służbami PRLu, w tym także t

  • Wolfgang

    Napiszę rzecz, jak mi się wydaje, oczywistą, a jednak nikt chyba jeszcze nie zwrócił na to uwagi. Andrzej Przyłębski, ambasador Polski w Niemczech, jest niewątp

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/02/01 20:36:30
Człowieczek Wolności pewnie przestanie być śmieszny, gdy zainspirowany przykładem Kima zacznie rozstrzeliwać ludzi za pomocą dział przeciwlotniczych. Wtedy będzie przerażać nawet swych najbliższych sojuszników - a może zwłaszcza ich, bo to ich będzie postrzegać jako największe zagrożenie. A może nie będzie tego robić Człowieczek Wolności, tylko jeszcze paskudniejszy Typ, który zdoła zająć jego miejsce. Wtedy jednak już dla wszystkich, łącznie z miłośnikami Człowieczka Wolności będzie za późno.

Społeczeństwo rozkręcające machinę terroru lubi sobie na początku mówić, że nic takiego się nie dzieje, że jeśli coś będzie nie tak, to zawsze można to jeszcze będzie odkręcić. Ale w rzeczywistości zakłada sobie pętlę na szyję i samo wykopuje stołek spod nóg.

Na razie miłośnicy PiS-u bez większego niepokoju przyjmują fakt, że Polska coraz bliższa jest pod każdym względem Węgrom, Turcji czy Białorusi, a oddala się od standardów zachodniej demokracji. U jednych wynika to z niewiedzy, jak wygląda życie w tych trzech krajach (a ignorancja ta w znacznej mierze karmi się "alternatywnymi faktami z internetów" i strumieniem bredni lejącym się z mediów narodowych), u drugich wiąże się ze szczerym goryszewizmem (Henryk "Kobra" Goryszewski: Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt najważniejsze, aby Polska była katolicka), który po latach wraca do łask, inni jeszcze wierzą, zwykle chyba dość naiwnie, w trwałą poprawę swej własnej doli pod rządami PiS, a los kraju mają tam, gdzie słońce nie zagląda. Kiedy wszystko to już się skończy, ciekawe, jakich usprawiedliwień będą dla siebie szukać ci, którzy przeżyją. Niemcy dopiero po 1968 roku byli w stanie zacząć ze starszym pokoleniem trudną rozmowę na temat hitleryzmu i przyjąć do wiadomości, że Adolf H. nie spadł z nieba ani nie przypełzł z otchłani, tylko objął władzę za zgodą narodu.

Wałęsa jest dla miłościwie nam panujących zagrożeniem, bo w chwili ostatecznego zamachu stanu i ustanowienia dyktatury właśnie jego głos lub aresztowanie przez reżim będą jasnym przekazem dla świata i czynnikiem konsolidującym opór w kraju. Profilaktycznie próbują więc Wałęsę zneutralizować. Bardzo chciałbym, by prawdziwą przyczyną nagonki na "Bolka" były tylko kompleksy pewnego plugawego Gnoma i jego szajki, ale obawiam się, że gra toczy się o znacznie wyższą stawkę.
-
Gość: anab, *.dynamic.chello.pl
2017/02/01 21:13:25
[[Rządząca nami prawica, mała i nikczemna, próbuje bowiem wprost powiedzieć, a jeśli nie powiedzieć, to przynajmniej dać do zrozumienia, że skoro Wałęsa kiedyś tam był Bolkiem, to SB stale nim sterowała, że jego prezydentura służyła budowie III RP pod dyktando komunistycznych służb specjalnych, że ostatecznie tylko dzięki temu władzę mógł objąć zbrodniczy rząd PO-PSL. Zastanówmy się nad tym.]]
W semestrze letnim 1987/88 miałem na czwartym roku fizyki zajęcia z filozofii z Mirosławem Dzielskim
pl.wikipedia.org/wiki/Miros%C5%82aw_Dzielski
niezadowolony, że studia zbliżają się ku końcowi a tu kolejne zajęcia ogólnokształcąco-humanistyczne.
Mirosław Dzielki opowiadał nam, że od dłuższego czasu są już prowadzone rozmowy w sprawie zmiany ustrojowej, która wkrótce nastąpi. Niedowierzaliśmy temu. Opowiadał, że stronę rządzącą reprezentują zaufane osoby ze średnich szczebli -- najważniejsi nie mogli brać osobistego udziału w rozmowach z opozycją.
Jaka była główna idea filozoficzna za tym: zamiast brnąć do katastrofy gospodarczej i wojennej -- lepiej ustalić zasady. Idea tzw. "złotych spadochronów" -- czyli ludziom z górnej częsci aparatu dać gotówkę. Co znią zrobią -- ich sprawa, czy skonsumują, czy będą inwestować w wolnej gospodarce, czy podejmą działalność polityczną ALE WG DEMOKRATYCZNYCH ZASAD. Kluczowym argumentem było, że co prawda w demokracji można łatwo stracić władzę -- ale w panującym systemie też to się zdarza -- wygrywa inna frakcja partyjna i po przegranej stronie wszyscy staja się przegranymi już na zawsze. Reguły demokratyczne dają szansę powrotu, zaś sama przegrana nie wiąże się z tak dużym bezpośrednim, osobistym ryzykiem.
Z wiedzą przekazaną od Mirosława Dzielskiego, gdy na wiosnę przed Gorbaczowem i Jaruzelskim Rosiewicz śpiewał "idzie wiosna ze wschodu" było dla mnie jasne, że chodzi o uzyskanie zgody Moskwy na zmiany. Gdy parę miesięcy później odbyła się debata Wałęsa -- Miodowicz (sromotnie przegrana przez Miodowicza) było dla mnie jasne, że to przedstawienie telewizyjne służy do tego, aby najwyżsi funkcjonariusze władzy mogli zacząć osobiście prowadzić dalsze rozmowy.

Jaki mamy teraz problem ? nie jest nim Wałęsa kapuś, ani Wałęsa bohater narodowy.
Wałęsa jest symbolem naszego społeczeństwa -- którego nie poinformowano o tym jakie były ustalenia przed okrągłym stołem -- a były to porozumienie co do zasad.
Elity strony nie-partyjnej zawiodły. Nie tylko społeczeństwo nie było pionformowane, duża część strony solidarnościowej i postsolidarnościowej albo była niedoinformowana albo nadal rżnie przed społeczeństwem moralnie czystego głupa.
Co do nikczemności Prezesa -- nie wiem co bardziej, czy napędza go zawiść o to, że nie został dopuszczony do Magdalenki, czy nie został dopuszczony do Magdalenki, ponieważ obie strony (Jaruzelski i Geremek) były zgodne, co do tego, że mógłby rozwalić porozumienie.
Podsumowując: wielka chwała Wałęsy jest nadęda, był on potrzebny jako symbol.
Hańba Wałęsy jest zastępcza -- jest w istocie symbolem niedojrzałości elit, które nie potrafiły w porę przedstawić prawdę społeczeństwu, w konsekwencji strona postPZPR-ZSL-SD i postkiszczakowska zdobyła korzyści większe, niż wynikało z filozofii porozumienia z lat 1987--1989.
-
pfg
2017/02/01 22:30:18
No widzisz, @anab, jeśli chcesz, potrafisz pisać tak, że można z tobą rozmawiać.

Złote spadochrony, o jakich mówił Dzielski, wcale nie były takie złe: A niech sobie wezmą pieniądze i sobie pójdą, oddając władzę. To korzystne dla wszystkich. Gdyby po stronie - umownie - solidarnościowej zwyciężyła purytańska żądza wymierzenia pomsty sprawiedliwej, komuna trwałaby kilka miesięcy dłużej - pewnie do listopada, gdy upadł mur berliński - i skończyłoby się jak w Rumunii, zabitymi w strzelaninie, być może pośpiesznie rozstrzelanym Jaruzelskim. Nawiasem mówiąc, w tejże Rumunii, gdzie do żadnego dealu nie doszło, post-służby i komuchy urządziły się znacznie lepiej i uzyskały znacznie większy wpływ na gospodarkę i życie kraju, niż w Polsce. Więc...?

A w Polsce, jak pisałem, wcale nie wyszło tak źle. Komuchy porobiły majątki, ale nie przesadne, oligarchia nie powstała, wielkie przekręty były, ale się skończyły, mafia kwitła, ale przekwitła. Zyskali osobiste bezpieczeństwo, ale też do czasu - Kiszczaka ciągano po sądach, a teraz PiS planuje rytualne pastwienie się nad trupem. Paru najgrubszych misiów niższego szczebla w ogóle marnie skończyło. Teza, iż post-służby i post-PZPR "zdobyli korzyści większe, niż wynikało z filozofii porozumienia z lat 1987--1989" nie wydaje się być uzasadniona. Tym bardziej, że nie wiemy, jak wyglądała ta część porozumienia. Bo od części politycznej - PZPR zachowuje władzę, a jakaś Solidarność sobie gada i się kompromituje - bieg wypadków kazał odejść bardzo szybko. Tego naprawdę tak nie planowano.

Kilka uwag drobnych: Po pierwsze, jak powiadasz, Dzielski twierdził, iż "stronę rządzącą reprezentują zaufane osoby ze średnich szczebli". No właśnie, ze średnich szczebli, którzy po prostu chcieli się urządzić, a nie żadne przebiegłe Machiavelle, które knuły skomplikowany plan utrzymania władzy w Polsce.

Po drugie, szkoda, że Dzielski umarł, bo głównym eksponentem liberalizmu stał się po Dzielskim Korwin-Mikke, który miał tę przypadłość, że nic z liberalizmu nie rozumiał. Nawiasem mówiąc, przymiotnik "realna" w nazwie jego partii odnosił się właśnie do porozumienia z komunistami: Korwinowi w głowie się nie mieściło, że komuniści oddadzą władzę, myślał więc, żeby pozwolić im zachować władze polityczną, ale nie gospodarczą, a wabikiem dla komuchów miało być to, że oni też się będą mogli bogacić.

Po trzecie, Jarosława nie było w Magdalence, bo był wtedy postacią zbyt mało ważną.
Był za to w Magdalence Lech Kaczyński. I też pił z Kiszczakiem wódkę, wbrew temu, co dziś twierdzi red. "trotyl" Gmyz. On musi mieć jakiś problem z tą wódką...
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/02/01 23:06:30
@SB a IIIRP

SB zdechła wraz z jej legendarną agenturą. Nie ma już o czym mówić. Bardziej niż esbeckie świstki interesowałaby mnie prawdziwa agentura, czyli ta zwerbowana w latach 80-tych bezpośrednio przez radziecki wywiad (z całkowitym pominięciem polskich organów); agentura, o której przypuszczalnie niewiele (lub nic) wiedział Kiszczak. Tu niestety nie wiemy nic pewnego (i nigdy się nie dowiemy, bo te akurat kwity nie leżą w polskich szafach, tylko w magazynach znacznie dalej na wschód), możemy jedynie snuć domysły. To nie musi być duże towarzystwo, może kilkanaście wpływowych osób - bo oni (d. KGB) nie szli w ilość, tylko w jakość. Paradoksalnie to nie III, ale IV RP może być przez kogoś częściowo sterowana z tylnego siedzenia (mam parę typów, ale oczywiście nie będę rzucać nazwiskami, bo nie mogę tego udowodnić).

@sukces IIIRP

Przy całym moim krytycyzmie wobec IIIRP, nie da się ukryć, że Polska odniosła gospodarczy sukces. Proszę spojrzeć na pierwszą tabelę - pokazuje ona, o ile procent w ostatnim ćwierćwieczu przyrósł realny PKB danego kraju na osobę mierzony parytetem siły nabywczej (jesteśmy w światowej czołówce obok Chin, Wietnamu, Chile i Turcji; nota bene, bardzo dobry wynik uzyskała tak wyśmiewana przez nas Białoruś). Inna sprawa, że to PKB na sterydach wyprodukowało masę patologii (indywidualizm, zanik myślenia wspólnotowego) i dziarsko maszerujemy w stronę Ameryki Łacińskiej z jej wskaźnikiem Giniego.
-
Gość: pantarej, 142.243.254.*
2017/02/02 19:49:04
@ chinska telewizja

"dziarsko maszerujemy w strone Ameryki Lacinskiej....." A jaka w tym rola "cudu edukacyjnego" ktory zamienia sie w koszmar edukacyjny? Jaka rola waszych przestarzalych map?
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/02/02 22:38:07
@Pantarej

Niech zgadnę: czy mogliśmy tego koszmaru edukacyjnego uniknąć, gdybyśmy swego czasu nostryfikowali australijski doktorat niejakiego Lesia vel Kagana, który od lat swoje żale z powodu odmowy nostryfikacji przekuwa na rozlicznych polskich forach internetowych choćby odlegle związanych z nauką czy szkolnictwem wyższym na zachowania dziwnie podobne Twoim? Otrzyjcie już łzy, płaczący - pod nową władzą wszelkie Pantareje i/lub Lesie wreszcie będą mogły się sprawdzić na wymarzonych stanowiskach, jeśli tylko odpowiednio szybko i sprawnie wlezą komu trzeba w tyłek.

Niebawem udając się na operację pacjent będzie przede wszystkim sprawdzać, czy chirurg praktykował przed Podłozmianem, czy też nastał po linii partyjnej.
-
pfg
2017/02/02 22:47:54
@x - Jezus, Maria, myślisz, że pantarej może być Lesiem? Zgroza, zgroza
-
Gość: anab, *.dynamic.chello.pl
2017/02/03 00:05:14
@pfg [[jeśli chcesz, potrafisz pisać tak, że można]]
Można, gdy piszę według mojego stanu umysłu sprzed 20-tu i więcej lat.
Co zmieniło się później?
W latach 90-tych bardzo niepodobała mi się jakość demokracji, poziom posłów.
Można sobie było wtedy tłumaczyć: ta demokracja jest bardzo młoda, nie mamy jeszcze dojrzałej klasy politycznej -- ale w każdej następnej kadencji będzie lepiej.
Kolejne kadencje Sejmu przemijały a jakoś nie chciało być lepiej :((.
Po 2000 roku wykrystalizował mi się pogląd, że zasadniczym problemem z naszą demokracją jest współdziałanie dwóch niekorzystnych zjawisk: (1) nadmierna władza szefów partyjnych (czy wąskich gron trzymających włądzę w partiach). Pozycja szeregowych posłów jest tak słaba, że efektywnie większość z nich nie wykorzystuje swojego potencjału intelektualnego do pracy dla Polski, zajmują się łapaniem wszylkich okazji do zwiększenia dochodów i przetrwania w więzi z korytem;
(2) nie ma sprzeżenia zwrotnego pozwalającego wybocom obiektywnie oceniać posłów ponownie ubiegających się o mandat. Zatem wyniki wyborów nie są zależne od merytorycznych cech kandydatów -- wybory są konkursami urody, sympatii i antypatii kreowanych medialnie.
Ewolucyjne dojrzewanie systemu demokratycznego (w kierunku, którego oczekujemy) nie następowało -- ponieważ proces dojrzewania w sensie pozytywnym okazał się wolniejszy, niż bezwzględne prawa biologii.
Czy ja jestem jedyny mądry, polityce tego nie zauważyli ? z pewnością nie.
Jednak obowiązujące przeświadczenie było, że tak jest w porządku, że jeśli "starsi i mądzrejsi" na zachodzie chwalą nasze postępy w demokracji, to nie jest potrzebne ani poprawianie sytemu w tym zakresie, ani jego krytyka.
Wreszcie mamy Prezesa z jego bezwzglednie posłuszną partią.
Uważam za niesłuszne postrzeganie i oskarżanie PiS o antydemokratyczne, złowrogie zapędy. Bo nie jest tak, że nasza demokracja była OK i przyszedł demagog, populista, który uwiódł społeczeństwo i zagarnia totalną władzę za pomocą swojej przestępczej, bezwględnej mafii.
Widzę w tym właśnie ewolucyjne dojrzewanie systemu "demokratycznego", którego kodem genetycznym jest konstytucja i ordynacja wyborza działąjące od kilku kadencji. W systemie "partiokratycznym", gdzie nadmierną władzę mają władze partii, musi zwyciężać organizacja patyjna bezwględnie posłuszna wodzowi.
To główna zmiana mojego myślenia od 1989 do 2002.
-
Gość: pantarej, 142.243.254.*
2017/02/03 00:30:25
@ x, PFG

A co ja mialbym robic w Polsce? ;-)))) Pewnie robic reklame szkolom gotowania na gazie?
-
2017/02/03 20:01:11
@x też mi ta myśl zaświtala ale zagasiłem ją jako zbyt radykalną, a tu kaboom...
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/02/04 00:25:48
Cóż, niektórzy po prostu podlegają pewnym fiksacjom.

Adolf H. - wiadomo, kogo chciał podbić, a kogo wymordować, choć często zapomina się o tym, że pod koniec wojny Niemcom, którzy w sumie nie okazali się godnymi tak wielkiego wodza, życzył w zasadzie zagłady, podobnie jak reszcie świata.

Nadprezes - cóż, mniejsze możliwości, skromniejsze marzenia, na resztę świata gotów machnąć ręką, byle Polakom zniszczyć państwo za to, że nie dość wodza ukochali, a i ci, co ukochali, zrobili to za późno.

Nadszyszkownik - ten swoją nienawiść i żądzę zniszczenia ogranicza zasadniczo do Puszczy Białowieskiej; jeśli nie zdąży jej wyciąć, a ministerialny stołek przyjdzie kiedyś opuścić, to ostatniego dnia urzędowania każe walczyć z kornikiem poprzez oblanie całej Puszczy napalmem i wypalenie do gołej ziemi.

Lesio - łagodna, dobra dusza, pod niezliczonymi nickami krzątająca się incognito po internecie, mało szkodliwa, dopóki nie przypomni sobie o swojej niezmiernej krzywdzie i nie zapała chęcią zniszczenia wszelkich form polskiej nauki i szkolnictwa wyższego, a przypomina sobie często i pała namiętnie. Roi sobie zapewne, że ministerialni urzędnicy biorą jego zalewające wszelkie fora brednie na poważnie, zwłaszcza że tak zmyślnie - swoim zdaniem - udaje mnogość głosów. Zapewne niestety ma rację, i to nie tylko w odniesieniu do obecnego rządu (i nie tylko w odniesieniu do tego resortu; historia z powielaniem przez MON bzdury o mistralach pokazuje, że zdolność miłościwie nami rządzących do odróżniania fake news od faktów jest żadna).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/02/04 00:28:01
@Anab

Inaczej rozłożyłbym może niektóre akcenty, ale w zasadzie zgadzam się z tym, co piszesz. Kim jesteś i co zrobiłeś z Anabem? :)
-
pfg
2017/02/04 11:56:40
@anab - pozycja szeregowych posłów była na ogół słaba w sensie pozytywnym, ale przy rządach koalicyjnych,a tym bardziej mniejszościowych, miewali pewien potencjał negatywny (mogli się zbuntować), więc jakoś należało zabiegać o ich poparcie.

W obecnej kadencji pozycja szeregowych posłów została zrównana z poziomem podłogi Sali Plenarnej (niekiedy Kolumnowej) Sejmu: nic, dosłownie nic nie mogą i nie dotyczy to tylko opozycji, która może od czasu do czasu pogadać i przynajmniej dać znać o swoim istnieniu, ale nawet bardziej posłów PiSu, których znaczenie jest wyłącznie arytmetyczne: mają większość, no i tyle. Nic od nich nie zależy, muszą powielać przekazy dnia i głosować zgodnie z instrukcjami z KC.
-
Gość: mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/02/05 03:06:59
Początek lutego, rocznica powołania Hitlera na kanclerza. Rosja jest w ostatnim tygodniu bardziej aktywna na Ukrainie. Ale w Białym Domu asystenci sekretarza obrony Flynna są zainteresowani innym tematem, wypytują podległych urzędników o aktywność Polski na Białorusi i rzekome wtargnięcia na jej terytorium, o którym nikt nie słyszał, nawet w Russia Today. Jednocześnie Lukaszenka na konferencji oskarza Rosje o przemoc ekonomiczna. Rosja zapowiada zamknięcie granicy z Białorusią. Być może będzie anektować. Trump szuka pretekstów, żeby pozostać neutralnym w tym sporze. Minister Waszczykowski być może słusznie zamknął Biełsat, starania wyprodukowania drugiej radiostacji gliwickiej jak widać trwają.

Główny ideolog Trumpa Bannon w ciągu ostatniego roku zapowiedział nowe wojny z: Chinami, Iranem, Islamem, terroryzmem i ISIS. Z konieczności dziejowej. Wg jego ulubionej książki "The Fourth Turning", pokolenia historyczne trwają 80-100 lat i dla Ameryki między uzyskaniem niepodleglosci, wojną domową i wojną światową przyszedl czas na odnowienie układu społecznego przez wojnę. Oprócz tego wojna oczywiście pomoże gospodarce, nic tak nie pomaga gospodarce jak wojna. Pamiętam wściekłe ataki na "war mongering" Clinton w czasie kampanii za pryncypialną postawę wobec Rosji. Takiej kolekcji warmongers nie było w USA nigdy.