Blog > Komentarze do wpisu

Wolfgang

Napiszę rzecz, jak mi się wydaje, oczywistą, a jednak nikt chyba jeszcze nie zwrócił na to uwagi. 

Andrzej Przyłębski, ambasador Polski w Niemczech, jest niewątpliwie osobą wykształconą - jest profesorem filozofii, przebywając na stypendium w Niemczech pracował pod kierunkiem Gadamera - a przy tym podobno bardzo inteligentną i ambitną. Jest chyba dobrze przygotowany do swojej funkcji, ma nawet doświadczenie dyplomatyczne: w latach 1996-2001 był polskim attaché kulturalnym i naukowym w Niemczech. Poglądy ma, jakie ma, no trudno, a to, że pełnienie swojej obecnej funkcji zaczął od publicznych połajanek pod adresem gospodarzy i organizowania pokazu filmu "Smoleńsk", w żadnym razie nie budzi mojego zachwytu, ale jest w jakiejś mierze zrozumiałe. W koncu ambasador, choć formalnie reprezentuje Polskę, faktycznie reprezentuje swój rząd, a rząd mamy, niestety, jaki mamy.

Andrzej Przyłębski ma jednak potężną wizerunkową plamę w życiorysie: W latach 1979-80 był zarajestrowany jako współpracownik SB o pseudonimie Wolfgang. Przyłębski twierdzi teraz, że SB wymusiła na nim współpracę szantażem (mogli mu odmówić paszportu), a poza tym nie pamięta, czy przyznał się do niej składając jako kandydat na ambasadora oświadczenie lustracyjne. SBeckie papiery Przyłębskiego zachowały się w formie szczątkowej, wiadomo jednak, że zobowiązanie do współpracy podpisał i jakieś donosy składał.

PiS nie za takie rzeczy niszczył ludziom kariery. Wystarczy przypomnieć sobie postać Andrzeja Krawczyka: był ministrem w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego, zrezygnował, gdy wyszło na jaw, że w stanie wojennym, szantażowany, podpisał zobowiązanie do współpracy ze służbami, choć faktycznie współpracy tej nigdy nie podjął. A potem Lech Kaczyński długo blokował jego nominację na ambasadora w Słowacji. Albo abp. Wielgusa, który nie objął metropolii warszawskiej (i dobrze! to strasznie radiomaryjny biskup), gdy okazało się, że lata całe współpracował z SB, też szantażowany odmową paszportu.

PiS ochoczo wykorzystuje choć cień podejrzenia o kontakty z SB do niszczenia osób, które mu nie odpowiadają. Z drugiej strony Człowieczek Wolności, Jarosław Kaczyński, uzurpując sobie moce boskie przyznał sobie prawo do odpuszczania grzechu współpracy z PRLem i jego służbami. Człowieczek Wolności rozciąga jednak ten przywilej tylko na osoby, które w obecnej dobie to jemu zaprzedały duszę.

Andrzej Przyłębski, domniemany TW Wolfgang, tkwi tymczasem w zawieszeniu: Jego postępowanie lustracyjne niby-to się toczy, za samo złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego grozi kara, ale toczy się bardzo wolno, Człowieczek Wolności zaś nie udzielił mu publicznego rozgrzeszenia. Jeśli sprawy potoczą się po myśli Przyłębskiego, postępowanie lustracyjne nie zakończy się przed uplywem kadencji, jednocześnie jednak rząd w dowolnej chwili może uznać Przyłębskiego za okropnego ubeka i odwołać go z funkcji w mgnieniu oka.

O co tutaj chodzi?

O jego żonę, Julię Przyłębską.

Julia Przyłębska jest sędzią Trybynału Konstytucyjnego. Wybrana została wraz z PiSowskimi dublerami, ale akurat ona i sędzia Pszczółkowski zostali wybrani prawidłowo. Potem PiS siódmą czy ósmą wersję swojej "ustawy naprawczej" skonstruował tak, aby tylko Przyłębska mogła zostać następnym prezesem TK. Ustawa weszła w życie dosłownie niecałą godzinę po zakończeniu kadencji Andrzeja Rzeplińskiego, ale PiSowscy sędziowie i dublerzy nie dopełnili własnych (!) przepisów - sędzia Pszczółkowski się zbuntował - i to, czy pani Przyłębska została prawomocnie powołana na funkcję prezesa TK, jest wielce wątpliwe. Faktycznie to jednak Przyłębska rządzi w Trybunale i robi to, co jej partia każe: wsyłała wiceprezesa Biernata na przymusowy urlop, odsuwając go od orzekania, odsuwa od orzekania trzech "starych" sędziów Trybunału pod pretekstem, iż pan Zbyszek zakwestionował prawidłowość ich wyboru (pan Zbyszek stanie za to przed Trybunałem Stanu, co się odwlecze, to nie uciecze), zmienia składy orzekające, słowem, dba o to, aby Trybunal Konstytucyjny stał się własną atrapą, która broń Boże nie zakwestionuje PiSowskich uzurpacji prawnych. Zachowuje się przy tym jak wulgarna przekupka. Przypadek sędziego Pszczółkowskiego pokazuje, że raz wybrany sędzia Trybunału, mając świadomość swojej nieusuwalności, chąc zachować twarz i poczucie przynależności do elity prawników polskich, może się zbuntować i odmówić bezwolnego wykonywania partyjnych dyrektyw. Co by to było, gdyby i osoba kierująca Trybunałem Konstytucyjnym poczuła się niezależna?! Nie można do tego dopuścić. Pani Julia Przyłębska dobrze rozumie, że gdyby w najmniejszym stopniu sprzeciwiła się PiSowi, PiS w istocie może w mgnieniu oka uznać jej męża za ubeka i odwołać go z funkcji ambasadora. A jeśli będzie posłuszna, to go nie odwoła. No i tyle.

Jestem przekonany, że PiS wiedział o domniemanej agenturalnej przeszłości Andrzeja Przyłębskiego. Wiedział, a mimo to powołał go na ambasadora po to, aby w ten sposób zyskać możliwość nacisku na Julię Przyłębską, którą z kilkmiesięcznym wyprzedzeniem widział w fotelu prezesa TK.

Piotr Pszczółkowski

Piotr Pszczółkowski, sędzia Trybunału Konstytucyjnego

czwartek, 06 kwietnia 2017, pfg

Polecane wpisy

  • Los Macierewicza

    Obserwatorzy polskiej polityki zastanawiają się, jaki będzie ostateczny los ustaw sądowych - czy dr Duda zaakceptuje najnowsze poprawki PiSu, wykraczające, jak

  • 47%

    Najnowszy sondaż CBOS daje PiSowi poparcie 47%. Opozycja smętnie dołuje - Platforma ma 16%, Nowoczesna 6%. Część komentatorów stara się to bagatelizować zwracaj

  • BAT i ciepłownie

    Przeczytałem , że Polska, zgodnie z unijnymi kryteriami BAT ( best available technology ), musi do 2021 mocno oganiczyć emisję zanieczyszczeń, przede ws

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/04/06 02:05:16
W ostatnim akapicie powinieneś chyba zmienić "mimo to" na "właśnie dlatego" ;)
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/04/06 09:49:00
Sprawa nie jest jasna - za kandydaturą Przyłębskiej przemawiało silnie tak wiele czynników, że ciężko rozstrzygnąć, który z nich przesądził o tym, iż to właśnie jej powierzono zadanie zniszczenia TK. Przez proste porównanie z innymi pieszczoszkami PiS-u można odgadnąć, co się Prezesowi Panu w nich podoba:

- specyficzna kondycja intelektualna i moralna, by ująć to jak najłagodniej,
- ograniczenia wyobraźni i brak kompetencji związane z wspomnianą kondycją,
- haki, najlepiej dotyczące współpracy samego pieszczoszka lub jego bliskich z komunistyczną bezpieką, ale obyczajowe też mile widziane,
- zrujnowana dotychczasowa kariera zawodowa, mile widziane kary dyscyplinarne, nagany i ostracyzm środowiskowy jeszcze przed flirtem z podłozmianem; w ostateczności nadadzą się też osoby bez poważniejszego wykształcenia, których kariera zawodowa jakoś nijak nie chciała się rozwinąć,
- możliwie odstręczający sposób bycia, w harmonijny sposób łączący brak ogłady, butę, łapczywość i bezwstydną zuchwałość (pamiętne pąsy Arkadiusza M. to była przejściowa słabość, którą pan poseł zdołał mężnie zwalczyć),
- no dobrze, pewna dawka szczerego kołtuństwa, nacjonalizmu czy dewocji też się przyda, byle tylko ta szczerość respektowała doraźne potrzeby Wodza i Partii.

Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, które z licznych zalet sędzi Przyłębskiej zdecydowały o jej awansie w strukturach podłozmianu.
-
Gość: anab, *.dynamic.chello.pl
2017/04/06 21:45:05
Jeszcze jeden przypadek do mojej teorii, że w Polsce kogoś na kogo nie ma
haka zwalczają wszyscy. Jeśli nie wszyscy, znaczy tylko, że hak kontroluje ktoś jeden a inni nie wiedzą, gdzie hak i gdzie umocowany.