Blog > Komentarze do wpisu

Nic osobistego

Rozwija się afera śmigłowcowa, o której wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów. Przypomnę: Dr Wacław Berczyński chwalił się publicznie, że to on "wykończył Caracale" i że Antoni Macierewicz uczynił go swoim "pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców". Tymczasem dr Berczyński oficjanie nie uczestniczył w żadnym etapie postępowania przetargowego, a oficjalnym powodem zerwania przez Polskę rozmów było to, iż Airbus rzekomo nie chciał spełnić wymagań offsetowych.

Wybuchł skandal, w wyniku którego Berczyński zrezygnował z szefowania podkomisji smoleńskiej i radzie nadzorczej Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi i pospiesznie opuścił Polskę.

Ale to nie wszystko.

Platforma Obywatelska zmusiła MON do przyznania, że Wacław Berczyński, mimo iż nie został dopuszczony do informacji niejawnych, uzyskał dostęp do dokumentacji przetargowej na śmigłowce wielozadaniowe. MON broni się, że dokumenty, do których wgląd (prawem kaduka - na skutek osobistego polecenia Macierewicza) miał Berczyński, "miały charakter archiwalny", Berczyński w żadnym zakresie nie uczestniczył w negocjacjach offsetowych (tylko te toczyły się pod rządami PiSu - techniczno-wojskowo-finansowy etap przetargu zakończono jeszcze przed wyborami), a wreszcie że Berczyński uzyskał dopuszczenie do informacji niejawnych.

No cóż, dr Wacław Berczyński dopuszczenie do informacji niejawnych uzyskał zapewne w ramach działań damage control, dopiero w marcu tego roku, podczas gdy negocjacje offsetowe załamały się pół roku wcześniej. Nikt też nie twierdzi, że Berczyński w tych negocjacjach uczestniczył. Chodzi o coś innego: z przechwałek Berczyńskiego mogłoby wynikać, że Polska negocjowała z Airbusem w złej wierze, nigdy nie planując zawarcia kontraktu, bo o tym, że do tego nie dojdzie, zdecydowano już wcześniej.

Najbardzie frapująca jest sprawa materiałów "archiwalnych". Co to mogło być? Zapewne dokumentacja pierwszej części przetargu, ze specyfikacją i wszystkimi danymi oferowanych przez Airbus Helicopters śmigłowców, a także wynikami przeprowadzonych w Polsce testów. Możliwe, że dotyczyło to także pozostałych dwóch oferentów, Sikorsky'ego i Agusty, w zakresie, w jakim uczestniczyli oni w przetargu (odpadli wcześnie, bo oferowane konstrukcje nie spełniały wymogów wojska).

Specyfikacja, szczegółowe dane techniczne i wyniki testów to informacje, które każdy producent uznaje za poufne - za takie zresztą uznał je MON - i których raczej nie udostępnia swoim konkurentom.

Wacław Berczyński przez wiele lat pracował dla Boeinga, głównego konkurenta Airbusa. Zawdzięcza Boeingowi nie tylko emeryturę, ale także - podobno - bardzo korzystną pożyczkę, która odpowiednio zainwestowana, przyniosła Berczyńskiemu duże zyski. Pamiętajmy również, że Polska miesiąc temu, z wolnej ręki (bez przetargu), zdecydowała się na kupno trzech samolotów VIP za 2,5 mld złotych właśnie od Boeinga. Choć Krajowa Izba Obrachunkowa uznała, że MON, stosując tryb z wolnej ręki, naruszył prawo, tranzakcji nie można było już odwołać.

Pamiętajmy też o niejasnych powiązaniach ministra Macierewicza z amerykańskimi lobbystami pracującymi na rzecz przemysłu lotniczego.

Wacław Berczyński poznał szczegóły oferty Airbusa. Czy wobec tego poznał je Boeing? Założymy się?

Gdyby to się miało potwierdzić - ale spokojnie, nie potwierdzi się, przynajmniej nie w formie, którą można by przedstawić sądowi - ocierałoby się to o szpiegostwo przemysłowe i pachniało kryminałem. Gdyby zaś miało się potwierdzić, że Polska negocjowała z Airbusem w złej wierze, mogłoby to stanowić podstawę do żądania od Polski bardzo dużego odszkodowania.

Samo podejrzenie, nawet bez procesowego potwierdzenia, jest dla Polski bardzo szkodliwe. W przyszłości każdy liczący się producent trzy razy zastanowi się, czy warto Polsce oferować jakiś sprzęt, skoro Polska, za pośrednictwem swoich oficjalnych przedstawicieli, może przekazać wszystkie szczegóły oferty konkurencji. Jest to więc także element osłabiania możliwości obronnych Polski.

A śmigłowców wielozadaniowych jak nie było, tak nie ma.

Sprawa ta ma jeszcze jeden apekt etyczny. Wacław Berczyński szefował podkomisji smoleńskiej, która przez rok nie zrobiła dosłownie nic. Jasne, nie mogli udowodnić zamachu, gdyż żadnego zamachu nie było, ale oni nawet nie próbowali! A gdy w rocznicę katastrofy musieli coś pokazać, wystąpili z tezami zdumiewająco wprost głupimi. Wygląda na to, iż podkomisja smoleńska jest jedynie formą synekury dla semper fideles ekspertów smoleńskich, dla samego Berczyńskiego zaś przykrywką do prowadzenia podejrzanej działalności lobbystycznej - lub gorzej. Spójrzmy też na prawicowe media, które przez lata z ogłaszania kolejnych rewelacji smoleńskich, z zapowiadania, że prawda jest prawie udowodniona - jeszcze tylko źli ludzie, którzy nie mogą się pogodzić z wynikiem wyborów, dopuścili się zdrady dyplomatycznej i mają krew na rękach, wciąż przeszkadzają - uczyniły sobie znaczne źródło dochodów: ze sprzedaży książek, płyt, gadżetów, ale przede wszystkim dzięki wzrostowi czytalności, oglądalności i klikalności, co się przekłada na wzrost dochodów z reklam.

Wiele osób w Polsce szczerze sądzi, że w dochodzeniach smoleńskich chodzi o zamordowanego prezydenta, o zdradzonych o świcie, a tymczasem chodzi wyłącznie o pieniądze. O duże pieniądze. Nothing personal, it's just business.

poniedziałek, 08 maja 2017, pfg
Tagi: Smoleńsk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/05/08 18:12:18
Ach, to dlatego MON jest teraz taki wrażliwy na wszystko, co mogłoby zahaczać o informacje niejawne?

Otóż na oficjalnej stronie Wojsk Obrony Terytorialnej zapytałam, czy kontrwywiad wojskowy prześwietla kandydatów do WOT. Bo media podają, że jest zainteresowanie ze strony grupy paramilitarnej, o której wiadomo, że przygarnęła działaczy prorosyjskiej partii Zmiana i że wkręciły się te osoby na manewry NATO Anakonda 2016.

Odpowiedział mi przedstawiciel MON. Odpowiedział na pytanie, którego nie zadałam. Natomiast na pytanie, które zadałam, nie odpowiedział.

Ale zdziwiło mnie, że w jego odpowiedzi na to nie zadane przez nikogo pytanie zaczął zapewniać, że te osoby, które - owszem - wniknęły na ćwiczenie Anakonda, nie miały dostępu do informacji niejawnych, a w ogóle treść ćwiczenia, mającego na celu obronę zapory w Solinie, nie była informacją niejawną. :-)))

No więc teraz rozumiem, co się tak uczepił tych informacji niejawnych. :-D

www.facebook.com/photo.php?fbid=1346082508761998&set=a.185743204795940.33154.100000807847118&type=3&theater
-
Gość: Goldfinger, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2017/05/09 07:15:04
To jest : Żadna Zmiana, zawsze chodziło tylko o kasę i to kto ma ją mieć, a kto nie, POprzednicy przekupili nie tych co trzeba, dlatego władzę stracili - to taka błędna inwestycja, obecna władza też w końcu popełni ten sam błąd, zawsze tak jest.
-
pfg
2017/05/10 07:15:00
MON twierdzi, że Macierewicz dopuścił Berczyńskiego do tajnej dokumentacji, bo mógł. Owszem, mógł, ale tylko jeśli było to *niezbędne* dla wykonywania obowiązków. Ponieważ to się nijak ma do podkomisji smoleńskiej, Berczyński musiał mieć jeszcze inne obowiązki, o których minister nie był łaskaw poinformować; podkomisja smoleńska była przykrywką dla innej aktywności.
Berczyński rzekomo sprawdzał, czy w pierwszej części przetargu nie doszło do nieprawidłowości. Załóżmy, że to prawda i że Berczyński miał po temu kompetencje - ale skąd Macierewicz wiedział, że Berczyńskiemu można zaufać? A, bo to jego wieloletni kolega jest. Tymczasem to właśnie powinny sprawdzić służby.
Berczyński wkrótce po dopuszczeniu do akt kupił sobie w Kalifornii dom za $850,000.
Na początku 2016 Berczyński towarzyszył Macierewiczowi w oficjalnej podróży do Paryża, gdzie rozmawiano o Caracalach.
Rekapitulując, Berczyński był oficjalnie zaangażowany w przetarg na śmigłowce, czemu MON zaprzeczał i co starał się ukryć. MON Macierewicza nie uważał pierwszej części przetargu za sprawę zamkniętą. Ponieważ negocjacje offsetowe już trwały, wychodzi na to, że Polska prowadziła je w złej wierze.
Wiarygodność samego Berczyńskiego leży w gruzach. Potwierdzają się (nieprocesowo!) podejrzenia, że Berczyński prowadził w MON nielegalną działalność lobbystyczną, lub gorzej.
-
pfg
2017/05/10 08:49:02
@anuszka ruski emotikon?!
;-)
-
2017/05/10 09:05:16
@pfg
Ale że co ruski emotikon?
-
pfg
2017/05/10 09:30:34
Potrójny uśmiech.
-
2017/05/10 10:47:33
Ale co z nim? Bo nie rozumiem, co mi chcesz powiedzieć.

Ja napisałam, że chyba zrozumiałam, dlaczego tamten pracownik MON tak podkreślał, że nikt nie ma dostępu do informacji niejawnych. Bo ich teraz grillują z powodu Berczyńskiego, więc pewnie mają przykazane podkreślać na każdym kroku, że informacje niejawne są dobrze strzeżone.
-
pfg
2017/05/10 15:35:33
Ale mnie chodzi o emotikon, nie o treść komentarza.
-
2017/05/10 20:51:49
Gdzie? Że niby ja napisałam ruski emotikon? Nie.
Zachodnie emotikony śmiechu są takie: ":-)" , ":-)))".
Rosyjskie są takie: ")", ")))".