Blog > Komentarze do wpisu

Konserwy ministra Jurgiela

Rok temu pisałem o szaleństwach ministra Jurgiela, związanych ze sposobem wprowadzania dobrej zmiany w rolnictwie, a osobliwie ze zwalczaniem epidemii afrykańskiego pomoru świń (ASF).

Należałoby raczej napisać: z niezwalczaniem afrykańskiego pomoru świń. Co najwyżej z poronnym, chybionym, doraźnym zwalczaniem skutków tej epidemii.

Wokół ognisk choroby tworzy się strefy ochronne. Świnie pochodzące z hodowli zlokalizowanych w tych strefach nie mogą być sprzedawane na rynku. Należałoby je wybić i zutylizować, a hodowcom wypłacić odszkodowanie, nawet w wysokości rynkowej wartości likwidowanych zwierząt.

Dobra zmiana postanowiła jednak być chytra, zwierząt nie marnować, ale jednocześnie zaoszczędzić. Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel wymyślił więc

ustawę "o szczególnych rozwiązaniach" w sprawie afrykańskiego pomoru świń. Nie ma ona na celu usprawnienia zwalczania choroby, a jedynie ulżenie doli polskich chłopów - drobnych hodowców świń z Podlasia i Mazowsza. Mianowicie, ustawa przewiduje zakup zdrowych świń nadających się do komercyjnego uboju ze stref ochronnych i przerobienia ich mięsa na konserwy dla wojska i do zapasów państwowych.

Przez rok nic się w tej sprawie nie działo, ale, jak donoszą media, ministrowi w końcu udało się znaleźć desperatów, którzy zagrożone mięso przerobią na konserwy. Komentarze są histerczyne: "PiS truje naród", "w życiu nie kupię już żadnej konserwy", "mamy jeść świnie przeznaczone do utylizacji?!" i tak dalej. Wirtualna Polska pisze:

Trudno krytykować szczytny cel (ograniczenie strat budżetu państwa i narzekań rolników), bardziej chodzi o metodę. Konserwowe szynki, mielonki, pasztety nie są w żaden sposób oznaczane [...] Zjemy je nieświadomi, a skazani na zapewnienie ministerialnych ekspertów, że nic nie zaszkodzi.

Tymczasem nie w tym rzecz. Wirus ASF jest niegroźny dla ludzi, ale samo przemieszczanie zwierząt, wśród których prawie na pewno znajdą się sztuki chore (choć nie wykazujące objawów) i przetwarzanie mięsa bez zachowania szczególnego reżimu sanitarnego, a w konsekwencji dopuszczenie do tego, że w odpadach lub w gotowych wyrobach znajdzie się wirus, wytrzymujący standardową obróbkę cieplną i mogący przetrwać w mięsie wiele miesięcy, wprowadza wielkie ryzyko niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby. Samo niepotrzebne wjeżdżanie do gospodarstw w strefach ochronnych rodzi ryzyko, że wirus przemieści się na kołach pojazdów czy ubraniach ludzi. Jeśli choroba przedostanie się na lewy brzeg Wisły, gdzie jest polskie "świńskie zagłębie", grozi to wielomiliardowymi stratami dla rolnictwa i wyparciem z rynku europejskiego na wiele lat. Cel działań ministra Jurgiela nie jest więc "szczytny", tylko piramidalnie głupi. Działania ministra będą raczej niegroźne dla zdrowia ludzi, potencjalnie stnowią jednak wielkie zagrożenie dla gospodarki.

Z ekonomicznego punktu widzenia znacznie tańsze może się okazać wybicie i zutylizowanie zagrożonych stad, z wypłaceniem hodowcom odszkodowań nawet będących wielokrotnością ceny rynkowej.

To, że minister Jurgiel tego nie rozumie, wcale mnie nie dziwi: on ma realizować dobrą zmianę, a nie znać się na gospodarce, rolnictwie czy przetwórstwie spożywczym. To, że nie rozumieją tego jego doradcy i urzędnicy, dobierani na wszystkich szczeblach, od ministerstwa aż po najmniejsze biuro w gminie, według klucza lokalny działacz-szwagier-kuzynka, też mnie nie dziwi. Dobra zmiana już dawno zrezygnowała ze szkodliwego kryterium kompetencji. Mam jednak spore pretensje do piszących o tym mediów, że straszą ludzi nie tym, co trzeba, nie wyjaśniając istoty problemu. Z pewnością jednak pisać "PiS truje ludzi" jest znacznie łatwiej, niż poprosić jakiegoś eksperta, żeby przystępnie i kompetentnie wyjaśnił, o co chodzi. Poza tym "PiS truje ludzi" to dobry clickbait, a kolejny gadający ekspert wręcz przeciwnie.

Ha! Jak się okazuje, były nawet jakieś unijne pieniądze na - między innymi - pomoc dla hodowców dotkniętych przez skutki ASF. Przez indolencję Ministerstwa Rolnictwa i podległych mu służb, wększość z tych pieniędzy nie została wykorzystana. Pisze o tym PSL na swoim portalu, ale zdaje się, że czyta go tylko niewielka grupka działaczy tej partii.

Nadzorowane przez dobrą zmianę rolnictwo może mieć jeszcze jeden poważny problem: Na skutek niekompetencji ARiMR, ponad milion rolników może nie dostać dopłat, a Polska będzie musiała zapłacić gigantyczne kary. I tu zaczynam mieć wielkie pretensje do opozycji, przede wszystkim do PSL, ale do Platformy i Nowoczesnej też: zamiast lansować się na Woodstocku, powinni wielkim głosem i przy każdej możliwej sposobności grzmieć o tym skandalu, dowodzi on bowiem nie tylko niekompetencji PiS, ale także fundamentalnego oszustwa, leżącego u źródeł sukcesu PiS: Ci straszni szkodnicy twierdzą przecież, że dbają nie o elity, ale o "Polki i Polaków", podczas gdy w rzeczywistości Polki i Polaków mają w dupie, a chodzi im tylko o zaspokojenie żądzy zemsty Jarosława Kaczyńskiego i realizację jego chorych urojeń. No i o posady dla działacza, kuzynki i szwagra.

Jeśli dopłaty nie zostaną wypłacone, jeśli epidemia ASF się rozprzestrzeni, PiS będzie usiłował twierdzić, że to zła Unia Europejska mści się na polskich rolnikach za to, że Polska nie chce przyjąć islamistów-terrorystów. Nie można do tego dopuścić.

konserwy mięsne

niedziela, 13 sierpnia 2017, pfg

Polecane wpisy

  • 2xWow!

    Andrzej Duda zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa . Szkoda, że nie zawetował ustawy o sądach powszechnych, dającej panu Zbyszkowi

  • Hadrianus obiit...?

    Wczoraj stała się rzecz nieoczekiwana: Prezydent Andrzej Duda sprzeciwił się PiSowi. Najwyraźniej wkurzył się, że PiS do tego stopnia go lekceważy, że nawet nie

  • Sąd Najwyższy a obywatele

    PiS właśnie brutalnie, niekonstytucyjnie przejmuje władzę nad Sądem Najwyższym. Wszyscy podkreślają ustrojową rolę Sądu Najwyższego: To SN stwierdza ważność wyb

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/08/13 18:40:13
"Wokół ognisk choroby tworzy się strefy ochronne" - strefę ochronną to należałoby stworzyć wokół Bolandy, w szczególności kordon sanitarny wokół Wiejskiej, żeby prawicowa zaraza nie rozpełzła się na państwa sąsiednie. Cała polska polityka po roku '89 to zakażona konserwa wieprzowa - może zepsuta, ale za to solidnie pokropiona wodą święconą. Nasza konserwa ideologiczna z założenia przeznaczona była na zachód, ale w "zgniłej Europie" jak widać nie znajduje nabywców; co innego eksport w przeciwnym kierunku - nad Wołgą cenią sobie takie przysmaki, do spirytusu przemysłowego pasuje jak ulał.

Jak myślisz, kto wygra przyszłe wybory (zakładając, że będą uczciwe)? I następne?
Moje typy na rok 2019 to Zjednoczony Balcerowicz, czyli głównie PO + .N (po czym nastąpią nieudane próby rozliczenia PiS oraz odcięcia prawicowych mediów od publicznych źródeł finansowania), a następnie (w roku 2023) całą pulę zgarną PiS z Kukizem i narodowcami.

Cokolwiek by się nie działo, jesteśmy niejako zaprogramowani na zderzenie ze ścianą. To problem spartaczonych fundamentów, na których zbudowano gmach III RP. Urban już dawno przestrzegał przed solidarnościową ekstremą, ale kto by tam słuchał lewaka i ateisty.
-
pfg
2017/08/14 09:18:25
@chińska - już ci tłumaczyłem, że nikt nie chce słuchać Urbana nie dlatego, że to lewak i ateista, ale dlatego, że jako były rzecznik stanu wojennego, nie jest on wiarygodny w roli obrońcy wolności i demokracji.
-
Gość: grzes, *.adsl.proxad.net
2017/08/14 20:10:15
@pfg Chyba jednak nie. Urbana się nie słucha ponieważ jest ateistą i antyklerykałem, a to są w Polsce postawy stawiające poza marginesem społecznym. Poza tym w demokracji nie wszyscy muszą ciągle jej bronić, podstawą jest wymiana poglądów. Gdyby więc ktokolwiek się o demokrację w Polsce troszczył, to większości obecnych polityków powinno nie być w polityce (np wszystkich publicznie obnoszących się ze swoją wiarą), a Urban akurat by się przydał, bo choć jest ostatnim ch. to poglądy właśnie ma.
Trudno sprawę ująć celniej: Polska jest zepsutą konserwą wieprzową i nie tak dawno nieźle ścięła Wielką Brytanię. Teraz Gazeta pisze, że Macron godzi w polski interes chcąc negocjować delegowanie pracowników w Unii. I znowu nikt w Polsce nie chce zrowumieć, dlaczego Europejczycy tej konserwy jeść nie chcą...
-
pfg
2017/08/14 21:05:44
@grzes - odnośnie do Urbana mylisz się całkowicie.

Z Macronem sprawa jest ciekawsza. Oczywiście, że plany Macrona godzą w polski interes. Ważniejsze jest to, że godzą w fundamenty wspólnego rynku, w swobodny przepływ kapitału i usług. Ja rozumiem, że Francuzom nie podoba się, że Polacy są tańsi - a są tańsi, bo wydają pieniądze w Polsce, gdzie koszta życia są znacznie niższe - więc chcą to administracyjnie ograniczyć, ale takie ograniczenie po prostu jest niezgodne z zasadami wspólnego rynku. Nasz (polski) problem polega jednak na tym, że nie mamy żadnej karty przetargowej: naszego gadania o zasadach nikt nie będzie słuchał, bo Polska pod obecnymi rządami sama złamała tyle innych zasad, że złamanie jakiejś na niekorzyść Polski wygląda wręcz na sprawiedliwość dziejową. O interesach też nikt nie będzie z Polską rozmawiał, bo - albo na skutek nacisku amerykańskich lobbystów, albo na skutek nacisków Rosji, albo na skutek jednego i drugiego; stawiam na to ostatnie - Polska zerwała wielki kontrakt z Airbusem, na którym nie dość, że Francuzi nieźle by zarobili, to jeszcze byłby to spory krok w stronę budowania niezależnego od Ameryki europejskiego potencjału obronnego. Polska jest biznesowo, politycznie i militarnie niewiarygodna. Wreszcie Polska pod obecnymi rządami grubiańsko poobrażała kogo się tylko dało, więc nikt nie pójdzie nam na rękę z czystej sympatii, bo na nią nie zasługujemy. Skończy się więc zaostrzeniem dyrektywy o pracownikach delegowanych, na czym Polska dużo straci. Wy zresztą też trochę stracicie, bo co prawda odzyskacie trochę miejsc pracy i wynikających z nich podatków, ale wzrosną wam ceny.

Smutne.

Jednak mimo wszystko muszę powiedzieć, że nie podoba mi się nazywanie Polski "zepsutą konserwą wieprzową". Mogłeś sobie tego darować.

Nie rozumiem, o co chodzi z tą Wielką Brytanią.
-
2017/08/14 21:29:22
@pdg
Zgaduję, ze grześ pije do napływu Polaków do WB i jego wpływu na brexit. Like in "Poles go home" i "stop immigration".
-
Gość: Mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/08/14 23:40:35
Argumenty za i przeciw słuchaniu Urbana są niezbyt trafne, tak jak zbędne jest odczytywanie jego intencji. Jest sprawnym rzemieślnikiem i z tego powodu należałoby go słuchać. Gdy mówi o ideologii i zarządzaniu grupową świadomością wie o czym mówi.

Nie rozumiem sposobu na który propozycje Macrona łamią zasady. Z ducha zasad równie dobrze można wywodzić obecną dyrektywę, która wielu spraw nie reguluje, jak i propozycje jej zastąpienia zwiększające rolę prawa pracy kraju do którego pracownik jest delegowany (co w przypadku polskich agencji pracy i tak odbywa się na granicy legalności, ci ludzie mieliby we Francji normalne francuskie etaty, co więcej Polska nie egzekwuje nawet własnego prawa pracy). Czesi w ramach konstruktywnej riposty wymyślili, że wobec tego francuskie firmy w Czechach powinny płacić czeskim pracownikom tak jak we Francji, i pewnie stosować francuskie prawo pracy na terytorium Czech... Głosy te nie są jednak zbyt silne i nie mają charakteru protestu, CSSD premiera Sobotki szła do wyborów z hasłem "koniec taniej siły roboczej".
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 83.238.158.*
2017/08/15 01:00:12
@pfg
"nie podoba mi się nazywanie Polski zepsutą konserwą wieprzową"

Nie Polska jako taka, ale polska polityka po '89 i tłoczona do głów ideologia są tą zardzewiałą konserwą, którą w dodatku nieudolnie usiłujemy eksportować na zachód ("rechrystianizacja Europy" a'la Radio Maryja, sprzeciw wobec konwencji antyprzemocowej i polityki klimatycznej, średniowieczna polityka antynarkotykowa, udział w wojnie w Iraku, budowanie egzotycznych prawicowych sojuszy itp.; zauważ, że większość z tej wyliczanki to wcale nie "zły PiS", tylko jego "liberalni" poprzednicy; cykliści i wegetarianie Waszczykowskiego to po prostu logiczne pociągnięcie tego konserwatywnego schematu do skrajności).

A jednak zachodni konsumenci za polską konserwą jakoś nie przepadają (naturalnie za wyjątkiem postaci typu Farage czy Le Pen). Eksportowane za komuny konserwy Krakus były jednak o wiele smaczniejsze dla tamtejszych odbiorców od eksportowanych obecnie do Brukseli konserwy europoślanej. Dlatego proponuję zmienić kierunek eksportu naszych specjałów na wschodni; jak pisałem, konserwatyzm ideologiczny z mulami i żabimi udkami niezbyt się komponuje, za to do spirytusu przemysłowego masowo chlanego nad Uralem - pasuje jak ulał. I chyba tylko tam mógłby być smaczny jako zagrycha dla, dajmy na to, Dugina, który chętnie skonsumuje nasze danie (razem z kucharzem w pakiecie).

Produktem tego stanu rzeczy i tej polityki ideoligicznej są zapuszkowane i zakute łby dzisiejszej młodzieży, dla której wzorem są wyjęte spod prawa grupy zbrojne sprzed wielu dziesięcioleci. Czescy studenci siedzą nad podręcznikami do astrofizyki, a nasi bawią się w leśną partyzantkę. Powoli stajemy się pośmiewiskiem i skansenem.

"nikt nie chce słuchać Urbana nie dlatego, że to lewak i ateista, ale dlatego, że jako były rzecznik stanu wojennego, nie jest on wiarygodny"

Nie chcą go słuchać między innymi dlatego, że jego pismo jest chamskie i pełne wulgaryzmów, a wypowiedzi - z założenia prowokacyjne. Nic więc dziwnego, że nie był traktowany poważnie.

A co do rzecznikowania i braku wiarygodności - nie jestem tego taki pewien. W polskiej polityce można znaleźć masę skompromitowanych postaci, które w odpowiednim momencie umiały wyczuć, skąd wieje wiatr (vide pewien znany peerelowski prokurator czy pewien były naczelny wpływowego tygodnika, a obecnie jeden z guru prawicy). W późnych latach 80-tych mówiło się, że jak reżim upadnie, to Urban będzie pierwszy leżeć krzyżem w kościele; tak się nie stało, ale gdyby tak było (tzn. gdyby zamiast założyć antyklerykalne pismo związał się ze środowiskami narodowokatolickimi), byłby dzisiaj jednym z prawicowych guru, jak część publicystów wpływowego katolickiego radia. Naturalnie - musiałby zapewne odbyć dziesięcioletnią pokutę, zanim zostałby zaliczony w poczet "swoich ludzi".
Oczywiście nawrócony, leżący krzyżem Urban wywołałby z początku sensację, która jednak po paru latach by spowszedniała. Nie takie rzeczy już Giertychom wybaczano.

Więc uważam, że - oprócz ocierającego się o chamstwo wyśmiewania autorytetów - odrzucany był głównie ze względu na swoje lewicowe (niedopuszczalne w III RP!) przekonania polityczne, jak też "skandaliczny" antyklerykalizm (kto to widział ujawniać w latach 90-tych kościelne skandale!).
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 83.238.158.*
2017/08/15 02:03:30
PS. Skoro Wałęsa mógł na prawicy zostać "Bolkiem", a założyciel Młodzieży Wszechpolskiej kumplem małżeństwa Sikorskich, to już wszystko jest możliwe - i tym bardziej wyobrażam sobie (w alternatywnej rzeczywistości) Urbana jako jednego z guru prawicy. Wystarczyłoby poleżeć parę lat krzyżem u Ojca Dyrektora czy rzucić parę głodnych kawałków o tym, że tak naprawdę to on na konferencjach prasowych bronił opozycjonistów (na tyle na ile mógł, ofc), w Popiełuszkę to go zbrodniarz Kiszczak wrobił, a tak poza tym to potajemnie sympatyzował z Solidarnością, i w ogóle Precz Skomuną, bla bla bla.

I zapewniam, że alternatywny prawicowy Urban (nawet przy charakterystycznym dla niego poziomie chamstwa) byłby słuchany i poważany. W przeciwieństwie do Urbana lewaka. Ba, temu alt-prawicowemu Urbanowi chamstwo dawałoby nawet większy posłuch ("patrzcie go, ale zgnoił tego Michnika!"; "haha, nikt jeszcze tak nie zmieszał Tuska z błotem!").

Kto wie - może nawet, z jego legendarną zdolnością do manipulacji, w sprzyjających okolicznościach zostałby przez Prezesa skierowany na odcinek TVP?
-
pfg
2017/08/15 11:48:53
@chińska

większość z tej wyliczanki to wcale nie "zły PiS", tylko jego "liberalni" poprzednicy

Hm.

"rechrystianizacja Europy" a'la Radio Maryja - o rechrystianizacji sam pisałem w dyskusji pod jedną z poprzednich notek, 2017/07/26 23:20:43, zresztą odpowiadając tobie, możesz sprawdzić. I to akurat nie jest idea pana Rydzyka. Tylko co to ma wspólnego z "liberalnymi" poprzednikami PiS?

sprzeciw wobec konwencji antyprzemocowej - przypomnij mi, kto i kiedy ratyfikował tę konwencję? Fakt, bardzo późno, ale kto?

sprzeciw wobec [...] polityki klimatycznej - jakieś szczegóły?

średniowieczna polityka antynarkotykowa - tu zgoda, ale z dwoma zastrzeżeniami: Po pierwsze, to nie jest rzecz charakterystyczna tylko dla Polski, ale dla większości krajów naszego kręgu kulturowego i zmienia się także tam bardzo powoli. Po drugie, nie obrażaj Średniowiecza: polityka antynarkotykowa to skutek opacznie rozumianej racjonalności i lewicowo-etatystycznego przekonania, że wszystko da się uregulować przepisami.

udział w wojnie w Iraku - pisałem wiele razy, że moim zdaniem to dobrze, że Polska wzięła udział w tej wonie. Zdania nie zmieniam.

budowanie egzotycznych prawicowych sojuszy - a tak konkretnie, to o jakie sojusze i przez kogo budowane ci chodzi?

Jeśli chodzi o wyjaśnienia w sprawie Urbana w rzeczywistości alternatywnej, to mają one tę wadę, że nie da się ich zweryfikować. Odzwierciedlają one twoje głębokie przekonania, ale żadnego nowego argumentu nie zawierają. Ale jesteś wolnym człowiekiem w wolnym kraju: słuchaj sobie Urbana, mimo że jego pismo jest chamskie i pełne wulgaryzmów, skoro ci to odpowiada. Natomiast argument, że inni go nie słuchają, bo to lewak i ateista, nadal, w moim przekonaniu, pozostaje fałszywy.

Jeszcze jedno: do spirytusu przemysłowego masowo chlanego nad Uralem - pasuje. Wiesz, ja się Rosji (państwa rosyjskiego) boję i uważam ją za wielkie zagrożenie dla Polski. Nigdy tego nie ukrywałem. Ale też - mam nadzieję - nigdy nie okazywałem pogardy wobec Rosjan, polskiego, jaśniepańskiego poczucia wyższości. Ja bym się wstydził.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 83.238.158.*
2017/08/15 13:56:46
@pfg

Przepraszam za napastliwy ton, ale naprawdę jestem już zmęczony obserwowaniem narastającej w Polsce brunatnej fali, za co obwiniam rządzące tu od ćwierć wieku środowiska postsolidarnościowe (stąd też moja sympatia do Urbana, który rozpoznał chorobę w początkowym stadium). To znienawidzone przez niego "solidaruchy" miały w rękach media, partie polityczne i edukację. I co z tym zrobili? Zamiast budować nowoczesne, postępowe społeczeństwo, forsowali neokonserwatyzm lub neoliberalizm ("Matka Boska vs Prawa Rynku"), zwalczając wszystko, co choćby z daleka przypominało lewicę. Rezulataty mamy okazję oglądać na ulicach podczas zadym 11 listopada.

"nigdy nie okazywałem pogardy wobec Rosjan, polskiego, jaśniepańskiego poczucia wyższości"

Wiem, że wobec Rosjan jestem niegrzeczny, ale nie jest to żadna wielkopańskosć, tylko reakcja na informację, że cztery piąte tamtejszego społeczeństwa popiera wojenne awantury Putina ("krym nasz", "wreszcie się nas boją" itd.). Kto na trzeźwo mógłby cieszyć się, że w czasie pokoju wojsko wysyłane jest na jakieś podejrzane ekspedycje wojskowe (dotyczy to również - sorry - polskiej eskapady "po ropę", jak stwierdził premier Miller)? Cieszyć to się mogę z pomalowania płotu, z posprzątania trawnika, ale nie z tego, że stłukłem sąsiadowi okno, wybiłem ząb czy ukradłem samochód. Wobec tego nie mam już co do tej nacji żadnych złudzeń.

20 lat temu myślałem, że przyszłe pokolenie Rosjan będzie już miało pozytywnie przeoraną mentalność (tzn. że powtórzą się procesy skrętu w lewo, które zaszły w powojennych Niemczech Zachodnich). Myliłem się - w dzisiejszej Rosji jest dużo gorzej niż dwie dekady temu; obserwujemy pełzajacą faszyzację (niezależnie od Putina!), a tamtejsza młodzież jest bardziej prawicowa niż ich rodzice. W Polsce zresztą, z zachowaniem proporcji, zachodzi ten sam proces i społeczeństwo (szczególnie młodzież) skręca w prawo. Gdyby dziś Kaczyński ogłosił, że chce (z pomocą Putina) przyłączyć do Polski Lwów i Wilno, większość "wyklętych" by go poparła. Ten prawicowy Frankenstein to wasze dziecko, nie Urbana i komuchów! Jeśli kiedyś w Polsce przeważą zwolennicy Polexitu i fascynacja Putinem, to podziękuję za to wam - prawicy i liberałom.
-
2017/08/15 16:01:04
Jasne. Przecież po dobrodziejstwach realnego socjalizmu Polaków trzeba było końmi od lewicowych idei odciągać... A świstak...
-
pfg
2017/08/15 18:11:57
@Mlaskot - swoboda świadczenia usług to jeden z fundamentów wspólnego rynku. Żeby świadczyć usługi we Francji, nie muszę mieć firmy zarejestrowanej we Francji. Wystarczy firma zarejestrowana w dowolnym kraju unijnym, na przykład w Polsce. Oczywiście świadczone usługi muszą spełniać standardy kraju, w którym są wykonywane: środowiskowe, jakościowe (jeśli stosują się do nich odpowiednie przepisy), dotyczący płacy minimalnej. Jednak jeśli żądam, aby firma świadcząca usługi we Francji płaciła podatki we Francji, żeby swoje podatki i składki ubezpieczeniowe płacili we Francji jej pracownicy, to swoboda przepływu usług staje się fikcją: de facto do rynku dopuszczane są tylko firmy francuskie, nawet jeśli de nomine zarejestrowane są gdzie indziej.

Jeśli ponadto żądam, aby wynagrodzenia pracowników nie były niższe od *średniej* w danej branży w danym regionie, to stosuję jaskrawą klauzylę dyskryminacyjną, zakazując "obcej" firmie konkurować ceną.

Spójrzmy na to jeszcze inaczej. Przyjęcie Polski do Unii w 2004 nie było wyłącznie gestem sympatii, decyzją polityczną i strategiczną, ale także otwarciem dość dużego i w miarę zasobnego rynku dla produktów, kapitału i usług zachodnioeuropejskich. Niektórzy twierdzą, że to był punkt zgoła najważniejszy - tego nie wiem, ale na pewno państwa Europy Zachodniej wyliczyły, że do tego interesu nie dołożą. Francja ma kapitał, technologie, know-how, produkty o wysokiej jakości i dużym zaawansowaniu technicznym i wszystko to popłynęlo do Polski, bynajmniej nie w ramach pomocy charytatywnej :-) Ale jak mówią poważni przedsiębiorcy, interes, na którym zarabia tylko jedna strona, to nie interes, ale oszustwo i ja jestem pewien, że Polska też na tym skorzystała.

Polska jako swoją przewagę konkurencyjną mogła, poza jakimiś niszowymi obszarami oraz rolnictwem, zaoferować tylko niższe koszta pracy. No więc staliśmy się podwykonawcą, producentem śrubek (z czasem nieco bardziej skomplikowanych) dla producentów zachodnich *a także* zaczęliśmy eksportować usługi. Przede wszystkim transportowe i remontowo-budowlane. Bo polskie firmy i polscy pracownicy są tańsi, a jakością nie/niewiele odbiegają od tych zachodnich. No i teraz Macron chce nas z tego sektora uslugowego wysiudać, na skutek czego relacje gospodarcze Polski z krajami zachodnimi staną się znacznie bardziej niesymetryczne, kolonialne: Słabo rozwinięty kraj jako rynek zbytu dla metropolii, która chroni swój rynek wewnętrzny i rynek pracy przed tym, co ten słabo rozwinięty mógłby zaoferować. No, trudno. Jak pisałem poprzednio, nie mamy argumentów, aby się przed tym obronić. A nie mamy ich, bo obecna władza o to zadbała.

Najbardziej z takiego stanu rzeczy ucieszą się polscy eurosceptycy z PiSu, Kukiza i innych rodzimych faszystów, będą bowiem mieli kolejny argument, iż Unia Polskę wykorzystuje. I tym razem będzie on miał cień autentyczności.

Jeśli chodzi o Francję i Niemcy, to spodziewam się, że po zaostrzeniu dyrektywy o pracownikach delegowanych, w tamtych krajach zaczną powstawać firmy de iure lokalne, tam rejestrowane i tam płacące podatki, dla bezpieczeństwa zakładane przez tamtejszych obywateli, ale tańsze, bo zatrudniające obywateli Polski, Litwy, Rumunii itd, którzy *tak jak dziś* będą pracować za stawki wyraźnie niższe, niż pracownicy lokalni. Firmy te, jako lokalne, nie będą poddane absurdalnemu ograniczeniu "nie możesz płacić mniej, niż średnia", jako lokalne nie będą szykanowane nieustannymi kontrolami. Będą płacić podatki tam, nie tu, pracownicy swoje składki i podatki też. Polska straci te podatki, Francja je zyska, ceny dla Francuzów wzrosną tylko nieznacznie, ale miejsc pracy Francja nie zyska. I wszyscy będą umiarkowanie niezadowoleni.

Dzięki ci, Emmanuel Macron!
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 83.238.158.*
2017/08/15 18:35:18
@yellow

Budowałbyś dom na nierównych fundamentach? A krzywa wieża w Bolandzie jest od prawie trzech dekad niebezpiecznie przechylona w prawo. Stąd te wszystkie ekscesy (Kaczyński, Kukiz, Wyklęci i sprowadzanie Walusia).

@pfg
"Dzięki ci, Emmanuel Macron!"

Tak jakby jego kontrkandydaci (Le Pen, Melenchon) byli bardziej przywiązani do swobody świadczenia usług na wspólnym rynku.
-
2017/08/15 19:18:23
@pfg
To trochę nie tak. Idea była taka, żeby firma prowadząca działalność gospodarczą na terenie Europy mogła do niej wykorzystywać pracowników zatrudnionych w kraju macierzystym. Ale w Polsce twórczo to zinterpretowano i powstały firmy, których jedyną działalnością jest zatrudnianie i delegowanie pracowników. I to jest patologia.
-
Gość: Mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/08/15 23:25:52
Ja widze Unie troche inaczej. Dla mnie to nie jest magiczny wehikul dajacy moc sprawcza, jak mowia w psychologii "agencyjnosc" poszczegolnym osobom, a dalej firmom, uslugom i szerszum grupom, w tym sektorom. Unia wbrew temu jak sie ja powszechnie pokazuje nie jest bazarem w ktorym scieraja sie grupy interesow w ramach ustalonych pryncypiow i zasad, z ktorego trzeba sobie cos wyrwac. Unia dla mnie to harmonizacja, ujednolicenie zasad, ustalenie punktow wspolnych, minimalizowanie tarc. Biurokracja. Intelligent design.

Podzielam wiec opinie, ze konkirowanie dumpingiem socjalnym, wylewanie naszej zielonej wyspy umow smieciowych na cala Europe, to nieuczciwa konkurencja.

Delegacja to delegacja. Usluga to usluga. Nie trwa latami samoodnawialnie z fikcyjnymi przerwami, zeby pojitrze odnowic zatrudnienie. To sa etaty. Byc moze nawet polski prezydent z doktoratem nie do konca rozumie co to jest delegacja i jak sie rozlicza diety do Nowego Tomysla, w takim razie Unia oferuje precyzyjniejsza regulacje.

Poza tym wolnorynkowa konwergencja dochodow, tak jak polityka spojnosci nie byla chytrymi obmyslonymi przez omnipotentne neokolonialne semi-bostwa szachami ku naszej zgubie, a dosc prostym mechanizmem z ktorego oczywista korzysc mieli miec wszyscy. Dla nas to byla oferta zlapania oddechu, z nadzieja na reformy. Mielismy ponad dekade szans na modernizacje i racjonalne budowanie wlasnej sily zamiast trwania w murzynskosci. To my postawilismy na przeciaganie dumpingu socjalnego na wlasnym spoleczenstwie w nieskonczonosc. Chyba, ze to byl plan rosyjsko niemieckiego kondominium, w istocie niewolnictwo w eurokolhozie ktory nas trzyma w szachu bo inaczej wpadniemy w objecia Rosji, plan prawdopodobnie obmyslony w klubie Illuminati w tajnej piramidzie Sorosa.
-
Gość: Mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/08/16 02:21:56
Nie zdawałem sobie sprawy jak długi proces towarzyszył obecnym propozycjom. Dyrektywa 96/71 nie była zmieniana, obowiązuje już 20 lat, a negocjowano ją 5. Wtedy obowiązującym standardem mówienia o zarobkach była "płaca minimalna", usilnie starano się ją wtedy na początku lat 90 zdefiniować w prawie UE na wielu różnych polach.

Dekadę później wraz z wejściem nowych państw pojawiły się przed ETS sprawy. Np. litewska firma pozywa Szwecję, bo w Szwecji jest tak, że płace negocjują związki w układach zbiorowych. I ETS mówi (2005-2007), że delegowanie pracowników wyłącza ten typ zbiorowej reprezentacji związkowej. Prowadzi to do napięć przy negocjowaniu i ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, kraje skandynawskie domagają się mechanizmu zapewniającego brak ingerencji prawa wspólnotowego w ich układy socjalne.

W 2014 w odpowiedzi na skokowy przyrost pracowników delegowanych w trzech kolejnych latach i towarzyszące temu niejasności w dokumentacji, wydana zostaje dyrektywa w sprawie egzekwowania dyrektywy 96/71, walki z patologiami i lepszego obiegu informacji.

Również w 2014 Juncker w swoim programie wyborczym obiecuje rewizję dyrektywy. W 2016 powstaje projekt nowej, uwzględniający negocjacje zbiorowe, wprowadzający limit delegacji do 24 miesięcy, oraz zastępujący płacę minimalną równym traktowaniem jako zasadą traktatową. Przy okazji, oba teksty, obowiązujący i projektowany, oraz ich motywacje zachwycają prostotą, zwięzłością i klarownością. Natomiast o setkach stron uzasadnień i dyskusji polscy prawnicy z branży delegacji wyrażają się per "akademickie, oderwane od życia, niekompletne" płynnie przechodząc do wysokiego C, że Europa zmusza Polaków do pracy na czarno, pracy w samozatrudnieniu, murzyńskości i chce im zabrać emerytury...

Polski Senat wyraża opinię, że projekt godzi w zasadę pomocniczości. Rok później, większością 84 głosów wyraża opinię, że stosowanie obecnie obowiązującej dyrektywy w stosunku do pracowników transportu również godzi w zasadę pomocniczości. Krokiem trzecim jak rozumiem powinno być stwierdzenie, że obecnie obowiązująca dyrektywa godzi w zasadę pomocniczości.

Zgodnie z zasadami głosowania uformowanie mniejszości blokującej wymaga 4 państw reprezentujących 35% ludności UE. Protesty zgłosiło 9, jednak powszechnie sądzi się, że mniejszości blokującej nie uda się zebrać, bo się dogadają i zostaniemy sami (wina Tuska, tym razem może trochę bardziej serio). Protestowała podobno także Dania, że punkt o negocjacjach zbiorowych nie jest dostatecznie wprost.

Co ciekawe wg. danych KE 35% delegacji występuje między krajami o zbliżonych stawkach, a 34% z biedniejszych do bogatszych.

*

Wracając do pomoru świń. Jak pisałem w komentarzu rok temu, pomysł powstał w Estonii. Tam do wyrobu konserw nie zgłosili się desperacji, a ku przerażeniu ministra, zagraniczni potentaci. Liczono że spółdzielnie producenckie podejmą między sobą współpracę, obiecały nawet, ze zrobią to w przyszłym roku. Ale w przyszłym roku państwowej interwencji nie było, bo... podobno, tak piszą w prasie, Komisja Europejska pozwoliła na normalny handel w strefach ochronnych przy zachowaniu dodatkowego rygoru sanitarnego, tak że rola państwa jako pośrednika w stabilizacji cen przestała być potrzebna. Oczywiście do konserw trafiły tylko całkowicie zdrowe świnki i takie tam bla bla. Konserwy nie trafiły na rynek, wojsko tez ich nie chciało, w końcu wzięły gminy do magazynów.

Utajnienie przez Jurgiela listy form przetwórczych biorących w tym udział to jakiś odlot.
-
pfg
2017/08/16 21:06:11
@Mlaskot - jasne, że Unia to harmonizacja i ujednolicenie zasad, przy czym nie chodzi tylko, a nawet nie przede wszystkim, o płace, gospodarkę and all that jazz, ale o pewne reguły cywilizacyjne. I właśnie tych będzie mi szkoda. Ale w płacach też się poprawia: po wejściu do Unii nasz PKB wyraźnie wzrósł (ponad poprzedni trend wzrostowy), a w kolejnej perspektywie budżetowej Polska stanie się płatnikiem netto, jeśli nas wcześniej nie wyrzucą. Jednak jakieś różnice w poziomie i kosztach życia, a zatem w oczekiwaniach płacowych, zostają, nie tylko pomiędzy państwami (powiedzmy, Francja i Niemcy vs południe Europy), ale także wewnątrz krajów; tu chyba najlepszym przykładem są Włochy, ale także UK, powiedzmy Kornwalia vs Greater London. I to się wydaje zjawiskiem trwałym. No i co, firma z Kalabrii nie może oferować usług w Mediolanie, konkurując cenami z lokalsami, bo robotnicy z Kalabrii zadowolą się niższymi stawkami, niż ci z Mediolanu?

Jeśli dyrektywa o pracownikach delegowanych się zestarzała, to pewnie trzeba ją zmienić, ale, po pierwsze, trzeba uczciwie powiedzieć, że taka zmiana będzie dla Polski niekorzystna, a po drugie, nie należy wydziwiać, że Polska jej nadużywa: Polska nadużywa tej dyrektywy, a z kolei kraje eksportujące kapitał (firmy z tych krajów) stosują agresywną optymalizację podatkową. Generalnie każdy kraj w Unii chce przestrzegania unijnych zasad - ale z wyjątkami dla "uzasadnionych interesów" własnych firm. Wszędzie tak jest, jak Unia długa i szeroka.

Osobliwość polega nie na tym, że polskie firmy dla własnej korzyści *legalnie* wykorzystują zasadę, która być może w zamyśle miała służyć czemuś innemu, ale na tym, że Polska ostentatyjnie, z kamienną twarzą, łamie liczne inne zasady europejskie, zresztą bez żadnej widocznej korzyści poza domniemanymi korzyściami wizerunkowymi, istotnymi tylko w polityce wewnętrznej. Orzeczenie ETS zakazujące wyrębu w Puszczy Białowieskiej Polska ignoruje, ale jednocześnie chce się do tego samego ETS odwołać przeciwko niemieckim firmom planującym budowę Nord Stream 2. To jest ze strony Polski - władz Polski - jakaś niesłychana arogancja, połączona z rozdwojeniem jaźni. I wcale się nie zdziwię, jeśli Polska - nie jej władze, ale Polska - zostanie za to ukarana, na przykład w postaci niekorzystnych dla nas zmian dyskutowanej dyrektywy.

Że nasze umowy śmieciowe to nieuczciwa konkurencja? Umowy śmieciowe ogólnie są do bani, ale to już powinna być kwestia polskich służb, Państwowej Inspekcji Pracy, żeby to kontrolowały. Robią to nieudolnie, my to wiemy, ale żeby akurat to poprawić, nie trzeba zmieniać prawa wyższego rzędu, dyrektywy europejskiej. Co jednak być może ciekawsze, francuskie hipermarkety działające w Polsce, podobnie zresztą jak niemiecki (wkrótce francuski) producent samochodów czy ogólnoświatowy Amazon i całe stada outsourcingowanych do Polski call centers czy innych centrów usługowych, nie mają moralnych oporów przed zatrudnianiem znacznej części swojego personelu albo na umowach śmieciowych, albo poprzez agencje pośrednictwa pracy, które... zatrudniają na umowach śmieciowych.

zastępujący płacę minimalną równym traktowaniem jako zasadą traktatową Pięknie powiedziane, prawda? Taka ładna zasada antydyskryminacyjna. Tylko że w praktyce niekiedy okazuje się, że pod sztandarem sprzeciwu wobec dyskryminacji ogranicza się konkurencję ze strony firm, które mogłyby konkurować niższymi kosztami. Ich pracownicy nie stoją przed wyborem: albo będę miał mniejszą pensję a nieuczciwy kapitalista będzie mnie wykorzystywał, albo będę miał większą pensję a nieuczciwemu spadną zyski, tylko: albo nie będę miał pracy, albo będę miał pensję większą, niż dotąd, ale mnóstwo moich kolegów straci pracę. I, rzecz jasna, iluś tam pracowników delegowanych na tym skorzysta, ale większość albo straci pracę, albo, jak pisałem poprzednio, dalej będzie zarabiać tyle samo, co dotąd, tylko podatki popłyną gdzie indziej.
-
pfg
2017/08/16 21:11:54
@Mlaskot - chyba doszedłem do limitu rozmiaru komentarza.

chce im zabrać emerytury - ten argument wygląda wiarygodnie. Jeśli polski pracownik będzie wpłacał swoje składki do francuskiego funduszu, to do funduszu polskiego (ZUS) wpłacać ich nie będzie, więc ZUS potraktuje go tak, jakby w tym okresie nie pracował. To wpłynie na wysokość jego przyszłej emerytury, zresztą i tak bardzo marnej, którą przecież będzie pobierać w Polsce, nie we Francji.
-
Gość: grzes, *.adsl.proxad.net
2017/08/17 09:09:55
@pfg. Bardziej to wszystko jest skomplikowane niż się wydaje. Więc tylko dwie rzeczy:
Po pierwsze, nie rozumiem jak można patrzeć się na prawo unijne w kategoriach "my" i "oni". Prawo europejskie jest robione przez Europejczyków dla Europejczyków, dla naszego wspólnego dobra.
Po drugie, obecny sposób regulowania swobodnego przepływu pracowników jest zły nie dlatego, że sama zasada jest zła. Jest zły choćby dlatego, że w praktyce uniemożliwia jakąkolwiek kontrolę legalności zatrudnienia (bariera językowa i różne procedury administracyjne) wobec czego np Polacy są najczęściej zatrudnieni przez innych Polaków całkowicie "na czarno". Przy czym, wbrew temu co mówisz, cena usługi wcale nie zależy od kosztów poniesionych przez wykonawcę, więc polskie firmy nie są wcale tańsze od francuskich, są natomiast dużo bardziej "giętkie" bo działają całkowicie nielegalnie.
Nigdy nie słyszałem o jakimkolwiek zmuszaniu firm do płacenia średnich stawek branżowych. To przecież byłoby całkowicie nielegalne!
-
pfg
2017/08/17 10:33:52
@grzes - średnie stawki branżowe: Taka jest właśnie propozycja Macrona, bo tak interpretuje on postulat Junckera "taka sama płaca za taką samą pracę (w danym regionie)".

Tych, co pracują na czarno, żadne zmiany regulacji nie obejmą, bo pracują na czarno. Co najwyżej bardziej intensywne kontrole ich wypędzą. Zmiany regulacji dotkną tylko osoby pracujące legalnie.

Przy okazji wyborcza.pl/7,155287,22215588,czy-600-800-tys-polakow-pracujacych-za-granica-straci-prace.html (może być za paywallem).
-
Gość: grzes, *.adsl.proxad.net
2017/08/17 15:10:42
Chyba wyraziłem się niejasno: w sytuacji w której inspektor pracy nie może sprawdzić czy dana osoba pracująca w miejscu w którym przeprowadza kontrolę jest czy nie jest zatrudniona legalnie bez udziału tłumacza przysięgłego (czyli w praktyce nigdy) trzeba by być masochistą, żeby swoich pracowników deklarować. To jest jak z międzynarodowym prawem jazdy: zanim zostało wprowadzone policja nie mogła wiedzieć czy dany kierowca zagraniczny je ma czy go nie ma. Można to było stwierdzić drogą sądową, czyli dopiero po wypadku.
Nie wiem czemu nie chcesz zrozumieć, że aktualny system pozwala nieuczciwym ludziom zdobywać spore pieniądze, te same, które ich konkurenci zmuszeni są odprowadzać do różnych instytucji (w postaci składek pracowniczych, podatków itp). Pracownicy polscy zyskają na tym, że zamiast obecnego szefa złodzieja, który bierze do kieszeni trzy czwarte ich płacy, będą musieli znaleźć pracę u kogoś, kto już nie będzie mógł ich tak oszukiwać. Skończy się też obecnie stosowany rodzaj niewolnictwa w którym pracownik oddalony od swoich bliskich trwa w świecie którego języka i obyczajów nie rozumie, zdany na łaskę człowieka, który zaoferował mu pracę. Pracownicy zdecydowani pozostać dłuższy czas w obcym kraju zostaną zatrudnieni przez miejscowych pracodawców jeżeli będą mogli się z nimi porozumieć.
Co do średnich stawek, nikt nie może dyktować wysokości płac pracodawcy, jeżeli ten proponuje płace legalne (powyżej minimum). Gdyby były jakieś szanse na "taką samą płacę..." to wypadałoby zacząć od kobiet o których wiadomo, że dostają dwie trzecie płacy mężczyzn. Więc nie ma obaw.
-
2017/08/17 15:25:27
@"Ich pracownicy nie stoją przed wyborem: albo będę miał mniejszą pensję a nieuczciwy kapitalista będzie mnie wykorzystywał, albo będę miał większą pensję a nieuczciwemu spadną zyski, tylko: albo nie będę miał pracy, albo będę miał pensję większą, niż dotąd, ale mnóstwo moich kolegów straci pracę. "
Ta linia argumentacyjna jest niebezpiecznie blisko różnych antyuchodźczych linii argumentacyjnych. Ostrożnie! Na tę rodzinę argumentacyjną jest taka odpowiedź, że przemieszczają się nie tylko pracownicy, lecz też kapitał. Stąd ewentualny ubytek miejsc pracy delegowanej zostanie zapewne zrekompensowany budową kolejnej montowni tego czy owego w Polsce. Pracownicy raczej zyskają, bo obiady częściej będą mogli jeść w domu z rodziną, a nie w warunkach polowych. Straci paru januszy, którym wydawało się, że mają świetny pomysł na biznes. Zapewne da się na ten temat znaleźć parę artykułów w prasie naukowej.

@"ale o pewne reguły cywilizacyjne. I właśnie tych będzie mi szkoda"
Mi tam nie będzie żal rezygnacji z zasad wykorzystywanych przez cwaniaków (nie tylko polskich zresztą) do uskuteczniania "wyścigu na dno warunków pracy", gdyż są one jedynie gwarantem problemów w przyszłości (np. zrobienia z francuskich emerytur emerytur polskich), jak i teraz. W istocie wydaje się, że pomysły Macrona to jakaś wersja minimum powstrzymania sił rozsadzających projekt europejski. Ja tam, jako fan pełnej federalizacji (tj. takiej, w której przestajemy mówić o bezrobociu czy emeryturach polskich i francuskich, a zaczynamy o europejskich) chciałbym widzieć większy rozmach działań. Inaczej, jako kraj będziemy skazani na obronę niekorzystnych globalnie rozwiązań (w dłuższej perspektywie także dla nas samych). Bo taki francuz czy niemiec, to jeszcze za swoją niższą emeryturę będzie mógł żyć w Polsce.

@"a w kolejnej perspektywie budżetowej Polska stanie się płatnikiem netto, jeśli nas wcześniej nie wyrzucą"
Nie wyrzucą, oprócz taniej siły roboczej oferujemy też dogodne szlaki komunikacyjne na rynki wschodnie. Także może nawet ciągle będziemy dostawać pieniądze na drogi. Na rządowo sterowane wydmuszki NGO już nie. Prędzej sami wyjdziemy obrażeni, że straciliśmy prawo głosu. Całkiem możliwe, że w stylu piratów somalijskich.

@ale to już powinna być kwestia polskich służb, Państwowej Inspekcji Pracy, żeby to kontrolowały. Robią to nieudolnie, my to wiemy.
Pracują na naszą europejską przewagę konkurencyjną. Swoją drogą ich wypatroszenie zrobiło z niektórych miejsc pracy niezłe wylęgarnie ksenofobii, w której w pełni akceptowalne sa komunikaty przez megafon o poszukiwaniu Polaka na zastępstwo przy stanowisku pracy - dodajmy czysto fizycznej i niezwiązanej z językiem polskim. W końcu wiadomo, że "ci inni to złodzieje".
-
pfg
2017/08/17 16:58:47
@grzes - przez "pracę na czarno" można rozumieć dwie rzeczy:
1. Pracę bez pozwolenia na pracę.
2. Pracę, od której nie są odprowadzane podatki, składki ubezpieczeniowe etc. 1 oczywiście pociąga 2, ale nie na odwrót.

Od jakichś 10 lat (2004 plus okres ochronny) Polacy mają prawo do podejmowania pracy we Francji. Nie muszą mieć pozwolenia na pracę. Po prostu podejmują pracę i już. Do sprawdzania legalności ich statusu nie trzeba tłumacza przysięgłego - jeśli gość ma polski dowód tożsamości, to znaczy, że legalnie pracować we Francji może. Tak więc punkt 1 odpada.

Jeśli chodzi o punkt 2, to wracamy do inspekcji pracy, tym razem francuskiej. Ale ona nie sprawdza pracownika, tylko pracodawcę: czy ma kontrakt ze zleceniodawcą, czy opłaca podatki, czy zapewnia pracownikom warunki zgodne z francuskimi przepisami. Francuska inspekcja pewnie jest niewydajna, bo czemu miałaby być? W Polsce 95% domów i mieszkań remontuje się "na gębę", beż żadnych rachunków i podatków, we Francji - nie wiem, ale zgaduję, że większość też na gębę. (Pewnie gdy ktoś jest figurą w jakimkolwiek sensie publiczną, obserwowaną przez dziennikarzy i/lub konkurentów, zatrudnia ekipę legalnie, żeby nikt się do niego nie przyczepił, że unika podatków. Zwykli ludzie, jak sądzę, unikają. Pracodawca ze swojej strony od czasu do czasu wykonuje jakieś zlecenie legalnie, z podatkami itd, żeby urzędy się do niego nie przyczepiły, że jest, a w sensie podatkowym jakoby go nie było.) No, ale jeśli inspekcja pracy czy urząd podatkowy złapie pracodawcę, który zatrudnia na czarno (w sensie 2), powinni mu nałożyć taką karę, że hej, żeby ukarać jego i odstraszyć innych.

Ale do tego nie trzeba zmieniać europejskiej dyrektywy o pracownikach delegowanych.

Dyrektywa o pracownikach delegowanych nie stosuje się do pracowników pracujących na czarno w jakimkolwiek sensie. Stosuje się do pracowników, którzy muszą być *delegowani*, to znaczy posiadać legalne zatrudnienie u pracodawcy w macierzystym kraju europejskim, a tenże pracodawca musi mieć legalny kontrakt ze swoim francuskim, niemieckim etc kontrahentem.

Rekapitulując, Juncker, Macron i ty, w imię obrony hipotetycznych *unijnych* pracowników pół-niewolniczo wykorzystywanych przez nieuczciwych pracodawców, chcecie wyeliminować z rynku *legalną* konkurencję. Jak pisałem, to jest taki ładny dyskurs antydyskryminacyjny, który w rzeczywistości skrywa coś innego.

Co do średnich stawek, nikt nie może dyktować wysokości płac pracodawcy, jeżeli ten proponuje płace legalne (powyżej minimum). Powiedz to Junckerowi.

@loleklolek - ewentualny ubytek miejsc pracy delegowanej zostanie zapewne zrekompensowany budową kolejnej montowni tego czy owego w Polsce Owszem, są rzeczy, które mozna robić zdalnie, ale są takie, które trzeba robić na miejscu. Dziurawy dach we Francji musi być naprawiony we Francji, budowa, która toczy się we Francji, toczy się we Francji, a toalety na korsykańskim kempingu (przykład z cytowanego artykułu) trzeba czyścić na korsykańskim kempingu, nie w Polsce. Niektórych usług nie da się ani outsourcingować, ani wykonywać zdalnie.

Ja tam, jako fan pełnej federalizacji - to mógłby być i mój sentyment, ale, po pierwsze, na przeszkodzie stoją silne i trwałe różnice regionalne, po drugie, trend federalizacyjny jest ostatnio niezbyt modny, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
-
Gość: grzes, *.adsl.proxad.net
2017/08/17 19:46:59
@pfg, najwyraźniej nie potrafię już powiedzieć w sposób jasny co myślę. Powiedz mi gdzie mówię że nie jest prawdą iż "Dyrektywa o pracownikach delegowanych nie stosuje się do pracowników pracujących na czarno w jakimkolwiek sensie." Mówię, że jej obecna forma pozwala na nadużycia. Zaden inspektor pracy, ani we Francji, ani w Polsce, nie jest w stanie sprawdzić wartości dokumentów spisanych w innym niż jego języku, wobec tego tego nie zrobi i wszyscy o tym wiedzą. Minimalna ilość ogólnie dostępnych papierów pozwala usprawiedliwić obecność w miejscu pracy osób zatrudnionych na czarno, czyli na podstawie ustnej umowy i płaconych dużo poniżej lokalnej wartości ich pracy. Pracodawca nie zapłaci żadnej składki (ubezpieczenie, emerytura..) ani w jednym, ani w drugim kraju i pracownik, który może zostać zwolniony za dowolne nieposłuszeństwo jest zdany na jego łaskę.
Jego przyszłość w tym miejscu (parę miesięcy, góra rok) zależy wyłącznie od jego relacji z pracodawcą, wobec tego gdy pije piwo na ławce w niedzielę czuje się całkowicie wolny i zachowuje jek tylko mu się spodoba wobec ludzi wśród których żyje, ale z którymi nie ma żadnego związku.
Wolny przepływ siły roboczej ma sens gdy ludzie przez swojó pracę integrują się choć trochę w społeczeństwie dla którego pracują. Handlarz niewolników, który sprowadza biedaków po to, żeby tłumaczyć klientom, że opłaca ich zgodnie z lokalnymi regułami, podczas gdy nie płaci im nawet 20 procent tych stawek, zarabia dużo pieniędzy, ale nie jest niczym dobrym ani dla jednych, ani dla drugich. System powoduje konflikty, których po brexicie już nie można ignorować.
Obecny forma dyrektywy pozwala na wysyłanie do ciężkiej pracy batalionów biedaków na czym bogaci się grupa oszustów. System powoduje głębokie konflikty i rozbudza nastroje ksenofobiczne. Naprawdę trzeba tego bronić?
-
pfg
2017/08/17 20:03:05
Zaden inspektor pracy, ani we Francji, ani w Polsce, nie jest w stanie sprawdzić wartości dokumentów spisanych w innym niż jego języku, wobec tego tego nie zrobi i wszyscy o tym wiedzą.

Jedynym rozwiązaniem jest wobec tego zakaz pracy dla nie-obywateli danego kraju, być może z wyjątkiem tych, którzy legitymują się pozwoleniem na pracę wydanym przez urząd, z okrągłą pieczątką i w ogóle?

Poddaję się.
-
Gość: grzes, *.adsl.proxad.net
2017/08/18 09:07:16
A może po prostu, jak pisałem, zrobić jak z prawem jazdy? Nie wiem, czy "narodowa" wersja tego dokumentu istnieje, ale jeszcze niedawno różne administracje stawały okoniem, żeby była jedyną ważną.
W całej tej sprawie, jak i w tylu innych, media tworzą atmosferę generalnej akceptacji dla pomysłów bardzo wątpliwych. Gdy PiS zachowuje się po chamsku, olewa i obraża różne unijne instytucje, dosyć łatwo jest to zauważyć. Gdy Europa chce poprawić bardzo źle działający system, wszyscy w Polsce jednogłośnie ją potępiają nawet nie zadając sobie pytania jak to na prawdę działa.
Wszyscy się tu zgadzamy, że integracja jest jedyną drogą dla Europy. Na pewno przyczynić się może do niej integracja jednostek w różnych krajach. Obecna forma regulacji przepływu siły roboczej w Europie przyczyniła się do brexitu.
-
2017/08/18 10:21:47
@grzes
Acha, bo przecież składki na ZUSy, podatki, czas pracy, przejscia na emeryturę, długość urlopu, macierzyńskiego, ojcowskiego, wysokość pielęgnacyjnego, chorobowego i 300 innych rzeczy jest równie ujednolicona jak przepisy jazdy. Wystarczy tylko przy granicy strzelić odpowiednik znaku informacji drogowej o maksymalnych prędkościach i gotowe. Dziwne, że nikt do tej pory nie wpadł na ten szatańsko prosty pomysł...
-
Gość: grześ, *.adsl.proxad.net
2017/08/18 13:58:18
Yellow - dziękuję. Sprawa jest dużo trudniejsza niż się wydaje.
-
2017/08/19 20:42:57
wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,22250755,obozy-to-miejsce-w-ktorym-uchodzcy-znienawidza-europe.html
Tak się zastanawiam jak to jest, że gdy TVPiS wali propagandą po głowie to be ale gdy sami śmiejemy to chyba ok.
Kto to w ogóle do druku dopuścił? Poziom wywuadu równy odRzeczy. Trudne pytania i niespodziewane odpowiedzi. Suspens wisi w powietrzu i obywoje błyszczą inteligencją i polotem. Po prostu Pulitzer murowany.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/08/20 03:30:30
@yellow
W weekendowej "Wyborczej" dobry wywiad z dr Przemysławem Witkowskim, zajmującym się zjawiskami na styku popkultury i ideologii. Za wallem, ale jeszcze dziś (tzn. w niedzielę) można jeszcze kupić gazetę papierową - polecam, choćby dla tego jednego artykułu.
-
pfg
2017/08/20 13:48:13
@chinska - rozmowa z Witkowskim taka sobie. Końcówka niezła, ale przewidywalnie niezła. Tak w twoim duchu: kapitalizm i prawicowe elity wyhodowały sobie żmiję nacjonalizmu na swoim łonie. Zasadnicza część właściwie jest dla mnie niedostępna, bo odwołuje się do filmów i seriali, których ja w olbrzymiej większości nie znam (ale analiza serialu Majka, o którym przypadkiem słyszałem, mi się spodobała). Witkowski przedstawia neomarksistowską tezę, że kultura popularna jest narzędziem, za pomocą którego elity (kapitaliści, imperialiści, międzynarodowe korporacje etc) zniewalają lud. Teza, że zombie to "karykatura rewolucjonisty", wydaje mi się jednak dość płaska, choćby w zestawieniu z tym, co pisali Adorno i Žižek, patrz mój niegdysiejszy wpis.

Natomiast początek rozmowy jest po prostu durny. Witkowski:

W USA nie da się zrobić filmu wojennego z epickim rozmachem bez wypożyczenia sprzętu od armii. A wojsko nie współpracuje przy produkcjach, które narażałyby w jakokolwiek sposób na szwank jego dobre imię.

Że jak? Łowca jeleni Cimino, Czas Apokalipsy Coppoli, Pluton Stone'a czy Full Metal Jacket Kubricka nie narażają na szwank dobrego imienia amerykańskiej armii? Może dr Witkowski tych filmów po prostu nie zna? A może uważa, że skoro mają 30-40 lat, można się zwyczajnie do nich nie odnosić?
-
pfg
2017/08/20 14:27:16
Ludwik Dorn pisze na temat pracowników delegowanych i nie tylko. Raczej nie za paywallem.

marginalny charakter zjawiska nie zapobiega temu, że odgrywa ono pierwszoplanową rolę polityczną. Lęki, niechęci i obawy nie liczą się z faktami. Jeśli większość Polaków uznała, ze przyjęcie choćby kilkudziesięciu uchodźców-muzułmanów oznacza straszliwe zagrożenie terroryzmem, to równie zrozumiałe jest, że większość Francuzów czy Belgów uznaje, że pracownicy delegowani z Polski zabierają im na masową skalę pracę. [...]

Zjawisko to określane jest w Parlamencie Europejskim i w Komisji Europejskiej jako "socjalny dumping" i już w 2014 roku przewodniczący Juncker zapowiedział inicjatywę, która je wyeliminuje. W 2016 roku Komisja przedłożyła projekt zmiany nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. W skrócie i uproszczeniu chodzi w nim o to, że pracownicy delegowani mieliby otrzymywać nie lokalną płacę minimalną, ale płacę taka samą, jak pracownicy lokalni; mieliby być także objęci całym systemem wypłat dodatków przewidzianych w zbiorowych układach pracy, a po określonym czasie zostać objęci pełna ochroną lokalnego prawa pracy, a nie prawa pracy kraju, z którego zostali delegowani. W rezultacie przedsiębiorstwa z "nowej Unii" działające na rynkach "starej", przede wszystkim w sektorze remontowo-budowlanym i sektorze usług, straciliby swoją podstawową przewagę konkurencyjną niższe koszty pracy i zostaliby szybko wyparci z rynku.


Nawiasem mówiąc, jako pierwszy terminu "dumping socjalny" użył, jak mi się zdaje, Nicolas Sarkozy.
-
Gość: Mlaskot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/08/20 16:23:48
Sarkozy w miesiac po objeciu urzedu w 2007 mowil o dumpingu socjalnym, dumpingu srodowiskowym i innych dumpingach, potem cos tam znowu pohukiwal w 2011. Ale pojecie jest starsze, spopularyzowalo sie w procesach przed ETS w latach 2005-2007, a w opracowaniach naukowych obecne co najmniej od 2003.

I nie chodzi w nim o prawo wspólnotowe, a nieuczciwe praktyki, w ktorych państwa członkowskie nie egzekwuja wlasnego prawa robiac wlasnie "dumping", a nie realizujac politykę spójności.
-
2017/08/20 18:00:50
@chinska
Rozmowa szczerze mówiąc nudna i przewidywalna jak pytania i odpowiedzi z rozmowy którą linkowalem. Ot facet sobie cos tam wymyślił i na siłę udowadnia. Nie pierwszy i nie ostatni. Mnie raczej takie wywiady bawią.

@pfg
Też mnie to zastanowiło. Czy on je olewa bo nie pasują do tezy czy ich nie zna. Jakby nie patrzył do bani.
No chyba, że uważa on CA, FMJ, Pluton czy ŁJ za filmy nieepickie.
Acha, gdyby ktoś się zaczął czepiać, że CA i FMJ były robione bez pomocy armii/marines to informuję, że nadal wedle wszelkich kryteriów są to filmy epickie i na 100% nie wystawiają USArmy/USMC laurki a i kraj pochodzenia nie budzi wątpliwości. Ergo teza Witkowskiego jest z dupy wzięta.
-
pfg
2017/08/20 19:50:29
@yellow - no jak Czas apokalipsy bez pomocy armii? Helikoptery atakujące wioskę, bo w niej się dobrze surfuje, czy samoloty podpalające dżunglę (Lubię zapach napalmu o poranku) - jedno i drugie wystawia armii USA fantastyczne wręcz świadectwo! - to sobie z Lego zbudowali?

Witkowski być może faktycznie mówi wyłącznie o ostatnich ~25 latach, które uważa za okres tryumfu neoliberalizmu. A co było wcześniej, to się nie liczy, bo staroć. Znaczy, czasy Reagana i pani Thatcher to nie neoliberalizm i w dodatku okres bez znaczenia dla współczesności? No patrzcie państwo...

Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy film The Hurt Locker, znacznie nowszy, z 2008, był epicki czy nie, i jak wielkiego zaangażowania armii wymagał. Ale, mówiąc łagodnie, "wystawia na szwank dobre imię armii". No i reżyserowała go Kathryn Bigelow, którą trudno uznać za piewczynię neoliberalizmu.
-
2017/08/20 21:17:16
@pfg
Przy kręceniu CA pomocy udzieliła armia Filipin, zresztą tam krecono. Zresztą w pewnym momencie się z pomocy wycofała bo Coppola helikopter im zgubił jak Duńczyk czołg armii polskiej w VaBanku
-
pfg
2017/08/20 21:48:01
Nie wiedziałem. Zwracam honor.
-
pfg
2017/08/23 11:32:37
Czytajcie! Co polska lewica (ta normalna, nie hipsterska), reprezentowana przez Michała Sutowskiego, myśli o wiadomej dyrektywie i planie Macrona.