Blog > Komentarze do wpisu

Żeńcy

Nie rozumiem co się dzieje w Katalonii. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje.

Bardzo słabo znam historię Hiszpanii. Katalończycy kilkakrotnie brali udział w wojnach, które wspierana przez nich strona przegrywała i mają poczucie, że Kastylia od wieków ich uciska. W czasach dyktatury Franco języka katalońskiego nie można było używać w żadnych sytuacjach oficjalnych, a teraz Katalonia, najbogatszy region Hiszpanii, narzeka, że musi zbyt dużo dokładać do budżetu centralnego. Zarazem jednak Katalonia cieszy się dużą autonomią.

Znajomy profesor z Uniwersytetu w Barcelonie z ogniem w oczach tłumaczył mi kiedyś, że kultura katalońska istnieje co najmniej od X wieku, a hiszpańska dopiero od XVI. 

Ale czy to są powody, aby domagać się secesji? Nie wiem. Katalończycy najwyraźniej uważają, że tak.

Władze w Madrycie twierdzą, że katalońskie referendum niepodległościowe jest nielegalne. Zdaje się, że mają rację. Ale to, co władze hiszpańskie robią, aby je uniemożliwić, jest horrendalne, a poza tym przeciwskuteczne. Innym krajom europejskim bardzo trudno będzie zaakceptować fakt, że rząd wyprowadza masywne siły policji przeciwko własnym obywatelom, którzy jedynie chcieli pokojowo wypowiedzieć się w ważnej dla nich sprawie. Poza tym postawa rządu centralnego i brutalność policji tylko mobilizuje zwolenników secesji.

Wspomniany profesor mówił mi też, że mimo prześladowania języka katalońskiego w czasach Franco i przywilejów, jakimi język ten cieszy się obecnie, na ulicach Barcelony dzisiaj rzadziej słyszy się kataloński, niż wtedy. Rzecz, jak sądzę, w tym, że do Barcelony, wielkiej, bogatej europejskiej metropolii, sprowadzają się ludzie z całej Hiszpanii. Gdyby im pozwolić głosować w referendum, niepodległość mogłaby wygrać jakąś niewielką większością. W sytuacji, gdy władza tak ostro sprzeciwia się referendum, do urn pójdą - spróbują pójść - tylko najbardziej zdeterminowani zwolennicy secesji i wynik, przy niewielkiej frekwencji, będzie przytłaczający.

Trzeba było pozwolić ludziom głosować. To, że referendum byłoby prawnie nieważne, oznaczałoby jedynie, że ewentualne ogłoszenie niepodległości, gdyby regionalny rząd się na to zdecydował, byłoby prawnie niewiążące. Władze w Madrycie zaś - czy to w trakcie kampanii, czy już po głosowaniu - mogłyby zadać chytre pytania: Na jakiej podstawie Katalończycy sądzą, że po secesji będą mogli posługiwać się Euro? Że będą mogli podejmować pracę w innych (sic!) państwach UE? Że w ogóle będą mogli tam podróżować bez wiz? Oraz o tysiące spraw szczegółowych odnośnie do samego procesu separacji.

A skąd tytuł? Żeńcy, czyli Els Segadors, to hymn Katalonii. Tu w długiej, historycznej wersji, w wykonaniu La Capella Reial de Catalunya Jordi Savalla. Czy po ewentualnej secesji Savall zmieni nazwę swojej orkiestry?

niedziela, 01 października 2017, pfg

Polecane wpisy

  • 47%

    Najnowszy sondaż CBOS daje PiSowi poparcie 47%. Opozycja smętnie dołuje - Platforma ma 16%, Nowoczesna 6%. Część komentatorów stara się to bagatelizować zwracaj

  • Glossa do ASF

    Wszystko wskazuje na to, że epidemia afrykańskiego pomoru świń (ASF) w Polsce coraz szybciej się rozprzestrzenia, co może stanowić niezwykle poważne zagrożenie

  • Konserwy ministra Jurgiela

    Rok temu pisałem o szaleństwach ministra Jurgiela , związanych ze sposobem wprowadzania dobrej zmiany w rolnictwie, a osobliwie ze zwalczaniem epidemii afrykańs

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/10/02 01:16:21
Re: historia Hiszpanii. Też nie znam się na niej jakoś zabójczo dobrze, ale jedno jest pewne: łatwo się zapomina, że to jest państwo posklejane z niegdyś niezależnych - nierzadko do czasów nowożytnych - królewstewek i księstewek. Mamy (?) tego świadomość w przypadku Włoch, które zjednoczenie przeprowadziły "w wieku dojrzałym", wiedząc, jakie są tego konsekwencje i wiedząc, jakie są tego zalety. Podobnie zresztą Niemcy, choć to drugie było dla świata boleśniejsze i dlatego czasem bywa postrzegane negatywnie. Ale też - zachowała się tam mocna struktura federacyjna. Na Półwyspie Iberyjskim główny trzon tego procesu zaszedł dawno, na dodatek na skutej unii personalnej, właściwie nie bardzo wiem, jakim cudem następnie Portugalia ostała się jako odrębne królestwo. I dlatego, że to było tak dawno, nie czujemy tych podskórnych animozji, resentymentów - od XV w. teoretycznie jest "Hiszpania". Na dodatek dość fatalnie się złożyło, że jednym z fundamentów tego nowego państwa była rekonkwista, a prawdziwym spoiwem stała oczywiście religia i to akurat tam w wersji tak ciemnogrodzkiej, że polska wersja katolicyzmu bywa(ła) przy niej oświecona. Na kolejny dodatek rodzima dynastia natychmiast po unii personalnej rozmyła się w Habsburgach, co sprawiło, że polityka hiszpańska była częściowo uzależniona od Austrii, mimo że teoretycznie przez jakiś czas linia hiszpańska była "na prowadzeniu" w rodzinie. Nie rozwodząc się nad dalszymi szczegółami kolejnych przepychanek na tronie aż po drugą połowę XIX w. (jedni Francuzi, drudzy Francuzi, z powrotem pierwsi Francuzi, tym razem tłukący się wściekle o władzę w obrębie własnej rodziny) to jest kraj nieustających konfliktów wewnętrznych, ale tak daleko na peryferiach, że o większości z nich się bardzo mało wie. Na dodatek kraj, który zarówno w XIX jak i pierwszej połowie XX wieku zrobił bardzo dużo, żeby wytrzebić liberalną opozycję. A tzw. ruchy narodowe w XIX w. były znów oparte raczej na wspólnocie religijnej (równie zacofanej jak wcześniej), a nie naprawdę narodowej. I w efekcie tego wszystkiego mam wrażenie, że tam jest spory problem z tożsamością, który odbija się raz za czas w tendencjach separatystycznych - jak nie Basków, to Katalończyków - ale też poczuciu wyższości Kastylijczyków. Dolicz do tego kompletnie bezsensowne przywrócenie przez Franco monarchii - owszem, wydawało się, że Juan Carlos był gwarantem zgody narodowej, ale w dalszej perspektywie okazało się, że przywrócono nie wiadomo po co relikt, bez którego Hiszpanii byłoby zapewne lepiej, zwłaszcza wizerunkowo.

Re: "na ulicach Barcelony dzisiaj rzadziej słyszy się kataloński, niż wtedy"
Przypomina mi się mój jedyny, jak na razie, pobyt w Irlandii (republice), sporo już lat temu. Podczas konferencyjnego bankietu zagadnęłam miejscowych o gaelicki. I ku mojemu zdumieniu dowiedziałam się - od ówczesnych plus minus trzydziestolatków - że przymus nauki tego języka i zdawania go na maturze był dla nich katorgą. Podobnie nie widzieli potrzeby dopisywania irlandzkich nazw - często jako pierwszych - na tablicach drogowych itp. Teraz to się zrobiło modne wszędzie - widziałam np. w północnych Włoszech tablice w językach, o których istnieniu nawet wcześniej nie wiedziałam, są tablice po alzacku, prowansalsku i czym dusza zapragnie. Ale nie jestem pewna, jak z powszechnością znajomości tych języków. Jedna pani w Alzacji, u której mieszkałam, mówiła po alzacku, ale już w rodzinie mojego przyjaciela pochodzącego z Pirenejów, po okcytańsku mówi jego mama (średnio za to po francusku), a on już tylko rozumie. Po prostu z ludzi nie da się zrobić skansenu. A jak się próbuje, to wychodzi jak z rezerwatami Indian w USA.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/02 10:28:54
Cóż, parafrazując Clausewitza, krajowa polityka (a zwłaszcza polityka dotycząca spraw "tożsamościowych" i socjalnych) to wojna domowa prowadzona innymi środkami. Co warto przemyśleć nie tylko w odniesieniu do Hiszpanii...

Że tamtejszym decydentom zdrowo odbija, było widać już po brexitowym referendum, gdy zapałali nagłą chęcią przyłączania do Hiszpanii Gibraltaru wbrew woli jego mieszkańców. Teraz jeszcze wyraźniej widać, że emancypacyjne dążenia Basków i Katalończyków kastylijskie centrum traktuje po prostu jako bunt ludności podbitej. Bunty zaś zwyczajowo tłumi się, wysyłając karne ekspedycje i pakując buntowników do więzień; a jeśli to nie wystarczy, to ustawia się jeńców pod najbliższą ścianą i rozwala. Raz, drugi, trzeci, a jeśli terror nie pomaga, to aż do fizycznej eksterminacji całych wsi i miast. Hiszpanie akurat mają w tego typu sprawach długą tradycję i stosunkowo świeże doświadczenia.

Pamiętajmy, że hiszpański "konsensus" to "ugoda" zwycięzców z pokonanymi, co zresztą w Europie i na świecie do niedawna było przecież normą. Tyle że w co bardziej cywilizowanych częściach globu społeczeństwa doszły do wniosku, że dawne umowy oparte na brutalnej sile warto renegocjować w warunkach bardziej pokojowych (stąd np. zgoda Kanady na referenda w Quebecu, a Wielkiej Brytanii - w Szkocji), tymczasem większość Hiszpanów myśli raczej w kategoriach dziewiętnastowiecznych: buntują się chamy niewdzięczne, to utopić ich we krwi.

Z polskiej perspektywy warto zadać sobie inne pytanie: ilu spośród naszych rodaków, mając do wyboru pozwolenie na secesję Śląska (oczywiście na cywilizowanych warunkach, pozwalających mieszkańcom optującym za polskością na wyprowadzkę z dobytkiem i rekompensatą za pozostawione nieruchomości) i utrzymanie Śląska w granicach Polski siłą, kosztem wymordowania zbuntowanych Ślązaków, wybrałoby tę drugą opcję?

Odpowiedź na tego typu pytania pokazuje rzeczywiste, choć niekoniecznie w pełni uświadomione, nastawienie do kwestii podstawowej: czy nasze społeczeństwo i państwo jest efektem umowy obywateli czy raczej właścicielem poddanych.
-
2017/10/02 10:55:26
@x "większość Hiszpanów myśli raczej w kategoriach dziewiętnastowiecznych"

Fascynuje mnie taka perspektywa, bo pokazuje, co z Europą zrobił Kongres Wiedeński. A w kwestii Hiszpanii dodatkowo dokłada się to, że tam nawet nie było w XVIII w, realnego doświadczenia oświecenia i fermentu ideowo-mentalnie-polityczno-społecznego z niego wynikającego. Pewnie już to gdzieś kiedyś tu pisałam, ale przypomnę: to jest kraj, w którym w połowie XIX w. (statystyki są bodaj z 1855) alfabetyzm wynosił 25% społeczeństwa.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/02 11:45:00
@Drakaina

Z edukacją na Półwyspie Iberyjskim wciąż jest wiele problemów: ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/File:Early_leavers_from_education_and_training,_2011_and_2016_%28%25_of_population_aged_18-24%29_ET17.png (przy czym, żeby nie było za prosto, ponoć Katalonia wcale nie wypada pod tym względem lepiej niż reszta Hiszpanii).
-
2017/10/02 12:32:47
A tak na marginesie: z całkowicie niezwiązanych z referendum i tym wpisem pfg powodów zagłębiłam się troszkę w historię średniowieczną Płw. Iberyjskiego i znalazłam, że pierwsza próba utworzenia na terenie dzisiejszej Katalonii niezależnego państwa miała miejsce w pierwszej połowie VIII w. i była autorstwa rebelianckiego berberyjskiego zarządcy tej prowincji w imperium Omajadów. A w sumie jeszcze ciekawsze, co w tym kontekście przeczytałam, jest to, że koncepcja rekonkwisty - wmawiana nam na lekcjach historii jak dogmat - jest w Hiszpanii późno dziewiętnastowieczna, a następnie podsycana przez Franco. Podobnie zresztą jak popularność mitu Rolanda jako "obrońcy wiary" we Francji - ostatnie dekady XIX w., te, które tak chętnie w popularnym "dyskursie" utożsamia się z całym tym stuleciem.
-
Gość: pantarej, *.161-37-24.static.videotron.ca
2017/10/02 18:23:59
@ drakaina
Bede sie upieral ze przyczyny sa ekonomiczne, spoleczne, a nawet psychologiczne, etcetera. Religijne sa tylko werbalne uzasadnienia. Pozdrawiam najserdeczniej.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/10/02 20:26:44
Ostatnio mamy chyba jakiś wysyp referendów niepodległościowych, bo tydzień temu doszło do analogicznego referendum w irackim kurdystanie (92% na tak, przy 75% frekwencji - choć pamiętajmy, że do głosowania zmuszano również przebywających tam uchodźców wojennych z Mosulu; podobno dochodziło też do cudów nad urną). Choć samo referendum nie oznacza automatycznie proklamowania niepodległości, to w odpowiedzi Turcja i Iran zamknęły granice, poza tym Kurdowie już odczuli sankcje Bagdadu (m.in. zamknięto przestrzeń powietrzną - a nie zapominajmy, że iracki Kurdystan nie ma dostępu do morza). Właściciele hoteli i kurortów skarżą się na drastyczny spadek obrotów (i nic dziwnego, skoro 80% ruchu turystycznego przypada na Bagdad i południowe prowincje). Choć formalnie nie ogłoszono jeszcze niepodległości, to nałożona na region blokada ekonomiczna może się okazać dla regionu katastrofą. A po ostatecznym proklamowaniu niepodległości, Irak z pewnością zająłby terytoria sporne (Kirkuk, wraz z jego polami roponośnymi, czy Sindżar, z niechętnymi KDP Jazydami), pozbawiając Kurdów dostępu do zysków z ropy naftowej. Zostaliby zamknięci ze wszystkich stron i zdani na import żywności z Iraku, zapewne po paskarskich cenach.

Każdy może sobie ogłosić referendum, pytanie tylko, jaką cenę jest gotów zapłacić. Po ewentualnym stworzeniu wolnej Katalonii, Hiszpania postąpiła by analogicznie, czyli nałożyłaby blokadę ekonomiczną na region oraz zawetowałaby wejście Republiki Katalonii do UE. Czy gra jest warta świeczki? Przyznam, że nie rozumiem tego pędu ku niepodległości. Przecież zarówno iraccy Kurdowie, jak i Katalończycy i tak mają daleko posuniętą autonomię, są to w zasadzie niezależne państwa. Chodzi o flagę i podniecanie się głosem w ONZ? Tajwan nie jest przez większość państw świata uznawany za państwo, a przecież nieźle sobie radzi. Dla Chin utrzymywanie status quo też jest wygodne - handlują ze swoją "zbuntowaną prowincją" na potęgę i utrzymują poprawne relacje. Co innego, gdyby formalnie ogłosił niepodległość, wtedy przestało by już być tak miło. Ale tajwańczycy nie są takimi głupcami i raczej nie zdecydują się na otwarcie puszki Pandory.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/02 21:19:51
@Chińska

No, nie wiem, chęć samostanowienia to może być silniejszy imperatyw niż względy ekonomiczne i rozsądek strategiczny, akurat Polacy coś o tym wiedzą. Poza tym autonomia dziś jest, jutro może zostać ograniczona albo odebrana bez dania racji (Katalończycy bardzo obrazili się na to, co uważali za okrojenie ich autonomii przez hiszpański sąd na przełomie tysiącleci). Z tego, co pamiętam, niektóre badania antropologiczne wskazują na rolę honoru, dumy narodowej, dintojry itp. emocji/wartości jako na sposób obrony słabych i biednych przed silnymi: jeśli poślubisz moją córkę bez mojej zgody, to ja i moi krewni zamordujemy ją i ciebie, choćbyśmy mieli przez resztę życia gnić w więzieniu (a co również ważne, jeśli tego nie zrobimy, to nasza społeczność nam tego zaniedbania nie wybaczy, więc będziemy i tak skończeni). Małe narody i plemiona, np. kaukascy górale czy pasztuńskie klany, funkcjonują w obliczu zewnętrznego zagrożenia w podobny sposób, nie tylko na poziomie indywidualnym, ale i grupowym: nie zadzieraj z nami, najeźdźco, bo może na każdego z twoich żołnierzy zginie dziesięciu naszych, lecz my do końca nie odpuścimy - zastanów się, czy warto (i znowu w obrębie społeczności działa silny przymus uczestnictwa w tym rodzaju oporu).

Czy Kurdom zagraża Irak, tego nie jestem pewien. Ma do tego na pewno odpowiedni potencjał ludnościowy, ale historia pokazuje, że korupcja, wewnętrzne rozbicie itd. czynią iracką armię i dyplomację znacznie słabszymi niż się na pierwszy rzut oka wydają; a ponieważ Irak ma całą masę innych kłopotów niż ewentualna secesja Kurdów i utrata części zysków z wydobycia ropy, to może być w jego interesie przeprowadzenie cywilizowanego rozwodu, zwłaszcza że Kurdowie nie zagrażają mu już dalszą ekspansją, osłaniają i stabilizują północną flankę, a poza tym wyrośli na jedną z bardziej przewidywalnych i odpowiedzialnych sił w rejonie. Syria też raczej poprzestanie na gnębieniu swojej mniejszości kurdyjskiej, nie będzie się pchać dalej. Natomiast Turcja to niestety zupełnie inna sprawa - raz już niedawno wjechali sobie zbrojnie na północ Iraku bez zgody Bagdadu i jeśli zechcą, bez problemu zrobią to na większą skalę ponownie. A Erdoganowi bardzo przydałby się na użytek wewnątrzturecki splendor Wielkiego Kurdobójcy i Twardego Wodza.
-
pfg
2017/10/02 22:14:29
Katalończycy bardzo obrazili się na to, co uważali za okrojenie ich autonomii przez hiszpański sąd na przełomie tysiącleci.

Dziś w radio usłyszałem, że całkiem niedawno, jakoś dwa lata temu, hiszpański sąd na wniosek obecnego premiera Mariano Rajoya, wykreślił z tekstu określającego status autonomiczny Katalonii sformułowanie, że Katalończycy są odrębnym narodem. Oj, to musiało ich mocno zaboleć.

Katalończycy to nie odrębny naród, a Kurdowie w Turcji to też nie naród, tylko "Turcy górscy". Po referendum w Iraku najważniejsza będzie reakcja Turcji. I nie należy spodziewać się niczego dobrego :-( Z punktu widzenia Turcji powstanie niezależnego państwa kurdyjskiego to poważne zarożenie: Turcy nie bez racji boją się, że gdyby takie państwo powstało, tureccy Kurdowie mogliby zechcieć przyłączyć swoje ziemie do tego państwa. A to jest znaczny kawałek współczesnej Turcji! Turcja - nie tylko reżim Erdogana, ale po prostu *Turcja* - zapewne będzie ze wszelkich sił starać się przeszkodzić powstaniu wolnego Kurdystanu na ziemiach irackich.
-
pfg
2017/10/02 22:17:26
Nawiasem mówiąc, Saladyn, jeden z największych przywódców muzułmańskich w Średniowieczu, był Kurdem.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/10/02 22:27:39
@x

"Kurdowie (...) wyrośli na jedną z bardziej przewidywalnych i odpowiedzialnych sił w rejonie"

Tak przewidywalną, że w środku wojny domowej w Iraku przyczynia się do destabilizacji tego kraju, urządzając referendum niepodległościowe? Naprawdę pomimo próśb i gróźb ze strony USA, UE i Bagdadu nie mogli tego przesunąć? Czy też może wykazali się odpowiedzialnością rozbrajając Jazydów, a następnie uciekając z Sindżaru bez walki i zostawiając "niewierną" ludność na pastwę tzw. Państwa Islamskiego parę lat temu? Siłą, która pomogła wówczas (z amerykańską pomocą) zatrzymać ludobójstwo, była nie KDP, tylko syryjska YPG, będąca w rzeczywistości odłamem marksistowskiej PKK. Zajęcia opuszczonego przez armię Kirkuku też wcale nie dokonał Barzani (który całą tę hucpę organizował), a PUK - dosyć wobec referendum ambiwalentny.

"może być w jego interesie przeprowadzenie cywilizowanego rozwodu"

No pewnie, ale wszystko zależy na czyich warunkach. Rozwody wyglądają różnie - czasem rozwód jest aksamitny (Czechosłowacja), czasem jest to zwyczajna wyprowadzka (ZSRR), a czasem wojna o każdy mebel i pranie się po gębach (Jugosławia). Kwestia leży nie w samej niepodległości, bo niepodległość bardzo łatwo jest ogłosić, ważniejsze jest pytanie: jaka to będzie niepodległość. Z ropą czy bez niej? Z Kirkukiem czy bez niego? Owszem, kilkadziesiąt lat temu doszło do jego arabizacji, było to straszne, ale odwrócenie tego procesu to przepis na kolejne nieszczęścia, a do czystek etnicznych w było nie było półtoramilionowej metropolii Bagdad raczej nie dopuści.

Czy Kurdowie zgodzą się na niepodległość bez Kirkuku? Jeśli zostanie po stronie irackiej (nawet jeśli dogadają się co do podziału zysków z ropy), Barzani straci twarz. Jeśli kurdyjskiej - Irak się z tym nie pogodzi. Właśnie z powodu tego miasta uważam to referendum za nieodpowiedzialne gierki KDP.

"historia pokazuje, że korupcja, wewnętrzne rozbicie itd. czynią iracką armię i dyplomację znacznie słabszymi"

Sam kurdystan (iracki) też jest dosyć skorumpowany (to wciąż społeczeństwo klanowe) i mocno podzielony - jeszcze we wczesnych latach 90-tych toczyła się tam międzypartyjna wojna domowa. Kto zagwarantuje, że nie wybuchnie znowu, szczególnie jeśli sąsiedzi zaczęliby w tej wodzie mącić?

Na margnesie: mało kto pamięta, ale państwo kurdyjskie już kiedyś istniało (choć bardzo krótko). Założona po wojnie z pomocą ZSRR Republika Mahabadu nie przetrwała nawet roku (szach musiał się widocznie dogadać ze Stalinem, skoro państwo zlikwidowano, a jej przywódców powieszono).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/02 23:07:54
@Kirkuk

Pewnie jednym z możliwych wyjść byłoby przeprowadzenie tam osobnego referendum pod nadzorem obserwatorów zagranicznych i delegatów rządu w Bagdadzie (np. z umową podziału dochodu z ropy w proporcji takiej jak w wynikach referendum oraz szerokiej autonomii dla miasta niezależnie od tego, po której stronie granicy wyląduje).

@odpowiedzialność Kurdów

To prawda, że nie posłuchali próśb zagranicy o wstrzymanie referendum, ale z drugiej strony pewnie pamiętali, jak Stany Zjednoczone już ich kiedyś wystawiły Saddamowi (wezwały do powstania przeciwko jego władzy, a potem zostawiły na lodzie). No i pewnie, podobnie jak Iran czy Korea Północna, pamiętają, jak Ukraina podczas rozpadu ZSRR oddała swoją broń atomową Rosji w zamian za gwarancje bezpieczeństwa - i ile te gwarancje były warte. Zachód niestety nauczył Wschód, że nie może zbytnio ufać jego obietnicom. Pewnie uznali, że lepszego momentu niż teraz już nie będzie.

No i tym razem jednak zachowali elementarną solidarność; w szczególności nawet spore odłamy Kurdów sceptyczne wobec organizacji referendum nie storpedowały jej i nie doprowadziły do wybuchu przemocy. Czy długo w tym wytrwają, czy znów zaczną się żreć, to już inna sprawa - ale na razie dają radę.

@Turcja

To prawda, i przed Erdoganem Turcja uważała aspiracje niepodległościowe Kurdów poza jej granicami za zagrożenie jej witalnych interesów. Pewnie sprawy wyglądałyby nieco lepiej, gdyby Anakara godziła się na masową emigrację "Turków górskich" do irackiego Kurdystanu (choć z przyczyn logistyczno-ekonomicznych byłoby to bardzo trudne do przeprowadzenia i nie wiadomo, ilu chętnych by się znalazło); ale się nie zgodzi: to są jej poddani i turecka większość wolałaby ich już raczej zgładzić niż wypuścić.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/02 23:32:48
@Honor & D. Narodowa

Tak jakoś mi się, nie wiedzieć czemu, skojarzyło: www.vontrompka.com/blog/2017/09/no-jak-piszesz-honor/ i, cokolwiek proroczo (2007), www.vontrompka.com/blog/2007/09/patriot-act/
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/03 10:48:15
A Unia Europejska po raz trzeci spektakularnie zawodzi (poprzednie dwie porażki to nieudolne reakcje na kryzysy finansowy i imigracyjny): potwierdza racje prawne Madrytu - i słusznie, zwłaszcza że katalońscy independyści złamali również katalońskie prawo, prąc do referendum bez wymaganej większości 2/3 głosów we własnym parlamencie - ale haniebnie milczy w sprawie skandalicznej, i zakrojonej na wielką skalę, a więc ewidentnie nieprzypadkowej, brutalności hiszpańskiej policji wobec pokojowo nastawionych i bezbronnych Katalończyków.
-
2017/10/03 11:30:14
@pantarej
"Bede sie upieral ze przyczyny sa ekonomiczne, spoleczne, a nawet psychologiczne, etcetera. Religijne sa tylko werbalne uzasadnienia. "

Będę się upierała, że są to jednak po prostu naczynia połączone.
-
Gość: pantarej, *.161-37-24.static.videotron.ca
2017/10/03 16:49:22
@ drakaina
Ale tym razem chodzilo mi o uzycie slowa "ciemnogrodzki".
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/04 21:53:41
Królewska mowa nie pozostawia wątpliwości, że władze centralne świadomie i celowo kazały policji lać Katalończyków i nie planują wyrazić nawet cienia żalu z powodu dramatycznego rozwoju wydarzeń: www.theguardian.com/world/2017/oct/03/king-felipe-catalan-authorities-have-scorned-all-spaniards-with-referendum - a to niestety oznacza zamiar eskalowania przez Madryt przemocy. Za chwilę kastylijskie centrum czeka więc bunt nie tylko tym razem zjednoczonej w oporze Katalonii, ale zapewne także paru innych prowincji (i to tych zamożniejszych i lepiej sobie radzących). Zupełnie jak gdyby Rajoy postanowił pokonać Davida Camerona w kategorii "jak poprzez nieudaną próbę uciułania paru punktów w polityce wewnętrznej pogrążyć cały kraj po uszy w g...".
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/04 22:17:05
A jednak: Theresa May dzielnie stanęła w szranki - www.theguardian.com/politics/2017/oct/04/theresa-may-british-dream-cap-on-energy-bills-housing-tory-conference-speech - zagrażając świeżo zdobytemu przez Hiszpanów prowadzeniu. Rule Britannia!

-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/06 00:21:17
I rzeczywiście, nie trzeba było długo czekać: www.independent.co.uk/news/world/europe/catalonia-independence-madrid-dispatches-soldiers-police-carles-puigdemont-illegal-referendum-a7984266.html - hiszpański rząd tak kocha Katalończyków, że woli wysłać na nich wojsko, niż pozwolić im odejść.
-
2017/10/06 16:06:58
@x

Yup, mowa królewska potwierdza moje przeczucie, że posadzenie Burbonów z powrotem na tronie było złym pomysłem. Usiłuję w tej chwili przypomnieć sobie, kto, gdzie, kiedy i dlaczego wmówił mi na lata, że było to rozsądne i światłe pociągnięcie skądinąd złego Franco. Bo ten ktoś zdecydowanie się mylił. Nie wiem, czy nie był to aby uwielbiany przez większość absolwentów mojego liceum historyk, w owym czasie uchodzący za wielkiego opozycjonistę, a po 1989 na prawo od narodowej prawicy. Skądinąd Franco ma w Hiszpanii całkowicie oficjalne mauzoleum, cholernie efektowne zresztą, tzw. Valle de los Caidos (z akcentem na i, ale nie chce mi się wpisywać odpowiedniej czcionki), teoretycznie będące pomnikiem wszystkich ofiar wojny domowej (i zaczynam myśleć, że teoretycznie jest tu słowem kluczem).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/06 23:56:01
@Drakaina

Juan Carlos odegrał istotną i jednoznacznie chwalebną rolę w demontażu systemu frankistowskiego po śmierci dyktatora (czego Franco chyba po prostu nie przewidział). A że potem było już gorzej i że w ogóle Hiszpanie nie są pewni, czy chcą utrzymać monarchię, to już inna sprawa. Zdaje się, że nowy król odziedziczył po ojcu głównie słabości. Ale może jeszcze zdąży dorosnąć do odpowiedzialności, jaka na niego spadła; oby szybko. My też mieliśmy w historii najnowszej sporo postaci o nader mixed record. Piłsudski to nie tylko zwycięski dowódca i jeden z ojców polskiej niepodległości, ale również autor zamachu majowego. Wałęsa to nie tylko zastraszony młody robotnik uwikłany przez bezpiekę, ale również późniejszy heroiczny przywódca opozycji i fatalny prezydent. Jan Olszewski - wiadomo. Itd. Itp.

@Katalonia - z kronikarskiego zacięcia:

Hiszpańskie władze centralne zamknęły przestrzeń powietrzną nad Katalonią dla lokalnych lotów, by uniemożliwić udokumentowanie rozmiarów obecnych demonstracji. Przedstawiciel/namiestnik rządu centralnego na Katalonię wyraził ubolewanie z powodu rozmiarów przemocy. Grupa hiszpańskich policjantów, którzy brali udział w haniebnych pacyfikacjach - takoż, w liście otwartym. Podobno Kościół próbuje mediacji, ale, zważywszy tamtejszy antyklerykalizm, niewielkie ma to chyba szanse powodzenia.
-
2017/10/07 01:37:10
@x

Wiesz, chyba nie istnieje postać historyczna, którą można by jednoznacznie zakwalifikować jako wyłącznie pozytywną ze względu na działania, a tym bardziej ich skutki, bo te ostatnie czasami widzi się dopiero po co najmniej pokoleniu. Ale właśnie z perspektywy myślę, że pomysł z przywróceniem akurat monarchii i to w wydaniu wyjątkowo niemądrej, nieudolnej i bardzo niechwalebnie zasłużonej dynastii, w połowie XX w. było głupim pomysłem o długofalowo negatywnych skutkach. (Żeby nie było: i w tej dynastii ulągł się wyjątek w postaci Karola III w drugiej połowie XVIII w., ale jego syn, a jeszcze bardziej wnuk to była tragedia.)
-
pfg
2017/10/10 21:17:03
Wygląda na to, że rząd Katalonii się taktycznie wycofuje. To dobrze.

A ja wciąż się zastanawiam, jak powinna była zachować się UE. Z jednej strony na pewno powinna była potępić brutalność policji i tego zabrakło, ale z drugiej nie mogła poprzeć separatystycznych postaw Katalończyków. No bo Unia na różne sposoby - w uproszczeniu, Juncker vs Macron - kontempluje ściślejszą integrację, której Hiszpania na pewno powinna być częścią, a tu raptem Hiszpania się rozpada. To się dość kiepsko wpisuje w logikę integracji i to nawet pomijając fakt, że skuteczna secesja Katalonii mogłaby zachęcić inne mniej lub bardziej uśpione separatyzmy: baskijski, szkocki, korsykański... Śląski?!
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/10 21:22:41
To prawda, zniesienie niewolnictwa ośmieliło kobiety do domagania się praw dla siebie. Równia pochyła, ot co.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/10 21:51:52
Najgorsze jest to, że obu stronom konfliktu zależy na polaryzacji, kosztem elementarnej prawdy i interesów większości współobywateli. Tymczasem obie strony mają sporo za uszami. Hiszpania oszukała Katalończyków, negocjując z nimi warunki statutu i zmieniając je na drodze sądowej, gdy już Katalonia przyjęła je w pierwotnej wersji. I oczywiście nikt nie zamierza pozwolić Katalończykom na zdecydowanie, czy w okrojonej wersji nadal im się ta umowa podoba. Katalońscy independyści z kolei łamią własne, katalońskie prawo i gładko prześlizują się nad faktem, że bardzo wielu ich rodaków (Katalończyków od pokoleń, a nie tylko mieszkańców napływowych) wcale ich nie popiera w dążeniach do secesji. Obie strony celowo zaś naginają i fałszują fakty w kwestii rozmiarów policyjnej przemocy i przebiegu referendum. Unia Europejska mogła tu przyjąć rolę arbitra, np. nadzorując rygorystycznie uzgodnienia do przyszłego referendum niepodległościowego i jego późniejszy przebieg, ale wolała się w to nie pchać, bo obu głównym graczom bardziej na rękę jest demolka i odgrywanie macho dla ugrania doraźnych, lokalnych korzyści politycznych niż odpowiedzialne zachowania i poszanowanie woli obywateli.
-
2017/10/11 01:28:52
@ x

Z kobietami to nie takie proste. Nam się te wszystkie sufrażystki i Orzeszkowe przedstawia jako "normę" od co najmniej drugiej połowy XIX w., ale do I wojny tak naprawdę to nie był masowy trend. Kobiety do uświadomienia sobie (przepraszam, że tak marksistowsko to brzmi) tego, że mogłyby chcieć decydować o polityce itd. doprowadził dopiero wymuszony przez I wojnę szeroki udział w życiu społecznym. Mowa oczywiście o kobietach z tych sfer, które wcześniej nie pracowały w sensie dosłownym (na wsiach czy w fabrykach), ale po prawdzie te wczesne radykalne działaczki też z takich sfer się wywodziły. W przypadku kobiet klasy średniej "epoki wiktoriańskiej" czyli ostatnich dekad XIX w. (wcześniej miały nieco więcej do gadania, mimo wszystko) byt dość dokładnie określał świadomość: póki mężczyzna utrzymywał, nie podważały masowo swojej pozycji w społeczeństwie. Podobną postawę zresztą widać niekiedy i u nas obecnie, przypomnę niesławny list pani, co uważa, że PiS powinien zostać przy władzy na wieki, bo daje jej 500+ i jej jest z tym dobrze.

Zastanawia mnie zresztą, ilu statystycznie ludzi odrzuciłoby możliwość życia jako zamożny rentier, przy założeniu, że nie oznacza to nieróbstwa i nudy, ale możliwość swobodnego zajmowania się tym, czym się chce, niezależności od korpo/grantodawcy/szefa (*niepotrzebne skreślić), kształtowania swojego trybu pracy swobodnie itd.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/16 22:18:13
@Kirkuk

Ciekawe - wygląda na to, że główny cios kurdyjskim dążeniom niepodległościowym zada jednak Iran, nie Turcja: www.theguardian.com/world/2017/oct/16/iraq-kurdish-forces-army-us-military (szczególnie zaś interesujące jest to, że pocałunkiem śmierci dla Kurdów okazała się sympatia ze strony Izraela). Nieszczęsny naród.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/16 23:46:36
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 04:04:25
@x

"główny cios kurdyjskim dążeniom niepodległościowym zada jednak Iran"

Człowieku, o czym Ty piszesz? Jaki Iran? Iran i Turcja owszem, zamknęły granice, ale Kirkuk został odbity przez iracką armię, policję i siły specjalne (o powodach tej decyzji napiszę poniżej). PMU ("Mobilizacja Ludowa", głównie szyicka, ale walczą w niej też chrześcijanie, a nawet sunnici) nawet tam nie weszła, tym bardziej armia Iranu. Po drugie: utrata terytoriów spornych i tak nie zapobiegnie powstaniu kurdyjskiego państwa na terenie Iraku - tyle, że będzie ono zapewne dłużej izolowane (Kurdowie iraccy nie mają niestety dostępu do morza) i pozbawione ok. 2/3 dotychczas kontrolowanych złóż ropy. A cios Kurdom zadał nie żaden Iran, tylko klan Barzanich (tak tak, ten sam pan, który w '96 roku, w apogeum konfliktu kurdyjsko-kurdyjskiego, zaprosił Saddama do mordowania Kurdów z konkurencyjnego klanu - i to parę lat po Halabdży!).

Kirkuk i okolice nie należą do Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego (a więc przyszłego kurdyjskiego państwa), a jednak przeprowadzono tam referendum (za błąd uważam nie tyle samo referendum - to też, co jego przeprowadzenie na terytoriach należących nominalnie do Iraku, nie Kurdystanu Irackiego). PUK i KDP oskarżają się właśnie nawzajem o zdradę, podobno wybuchły między nimi potyczki. Nota bene, w dzisiejszych potyczkach z armią iracką o Kirkuk ginęli głównie peszmergowie z PUK (raczej sceptyczni wobec referendum), a milicja Barzaniego zwinęła manatki tak samo jak parę lat temu (wówczas Kirkuk został uratowany głównie przez PUK i PKK).

Całkiem możliwe, że Barzani straci teraz na popularności - Kurdowie z partii pozaklanowych, np. Gorran, też mają dość tego dziada. Jego działania (przeprowadzenie referendum również na terytoriach spornych) do pewnego stopnia przypominają mi desperację argentyńskiej junty wojskowej, która, aby umocnić swoją władzę, zdecydowała się na ryzykowną aneksję Falklandów. Przelicytowała i upadła. Identycznie było z juntą Czarnych Pułkowników w Grecji (przegrana wojna o Cypr spowodowała ich upadek). Naturalnie KDP to nie żadna junta, ale do demokracji też tam daleko.

Kirkuk kiedyś był miastem kurdyjskim, ale przez dekady uległ arabizacji. Był to straszny proces, ale jego odwrócenie wiązałoby się z nowymi wypędzeniami, czystkami etnicznymi i ogólnym chaosem i to był, o czym pisałem w poprzednim poście, główny powód (obok ropy), dla którego spekulowałem, że Bagdad będzie próbował odbić miasto. Ewentualna de-arabizacja Kirkuku to trochę tak, jakby Łotysze spróbowali po 60 latach wygnać sprowadzonych tam przez Stalina Rosjan. No, zostali tam siłą sprowadzeni przez totalitarny reżim, sami nie mieli wiele do gadania, podobnie jak siłą osiedlani w Kirkuku Arabowie z południa Iraku.

Od początku uważałem to referendum za taktyczny błąd. Tak to jest, jak próbuje się na siłę naprawić coś, co działa efektywnie (dotyczy to również Katalonii) - przecież Kurdystan (iracki) już od dawna jest de facto niepodległy (a jego sąsiedzi już się z tym pogodzili, nawet wroga własnym Kurdom Turcja inwestowała tam i handlowała z nim na potęgę - dopiero referendum spowodowało blokadę ekonomiczną). A o państwo kurdyjskie się nie bój; ono istnieje już od dwóch dekad, tyle że ma dwa formalne centra, Erbil i Sulajmanijję. Nikt nie zamierza się do nich pchać. Bardziej bałbym się o napuszczanie na siebie konkurencyjnych klanów kurdyjskich przez sąsiednie państwa, co już się nieraz w historii Iraku zdarzało. Myślę jednak, że przynajmniej Patriotyczna Unia Kurdystanu się z Bagdadem dogada.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 10:12:30
Zajrzałeś do artykułu, który podlinkowałem? Tam stoi jak byk (jest sporo więcej, ale tu masz otwartym tekstem):

This was an attack by Shia militias under an Iranian commander, Philips, who is now director of Columbia University programme on peace-building and rights. The PMU is an entirely Iranian construct, he added. This operation was about Iran against Kurdistan.

Co do arabizacji Kirkuku i jej konsekwencji oczywiście pełna zgoda, tyle że nic nie wskazuje na to, by Kurdowie mieli tam przeprowadzać czystki etniczne. Twoja analogia z Rosjanami na Łotwie jest mętna, bo przecież żyją tam sobie w miarę spokojnie, a zamieszkane przez nich rejony stanowią część niepodległej Łotwy. No więc nic nie wskazuje na to, by Kurdowie wobec Kirkuku mieli inne zamiary. Twoja analogia sugeruje zaś, że Łotwa powinna się dla uniknięcia zadrażnień z Rosją grzecznie wycofać z tej części swojego terytorium, która za ZSRR została poważnie zrusyfikowana (czyli z większości swojego terytorium, nie wyłączając Rygi, w której etnicznych Łotyszy jest poniżej 50%, niewiele więcej niż mieszkańców rosyjskiego pochodzenia). Spór o Kirkuk i jego roponośne okolice ma charakter ekonomiczny i polityczny: Kurdów wyzuto metodą systematycznej czystki etnicznej z najbardziej dochodowego kawałka ich historycznego terytorium. Działo się to niedawno. Nic dziwnego, że chcieliby przynajmniej partycypować w zyskach z tamtejszej ropy, a kontrola nad spornym obszarem wydawała się naturalnym sposobem na osiągnięcie tego celu. Na razie to irackie centrum ma długą i całkiem świeżą historię arabizowania terenów kurdyjskich per fas et nefas, a nie odwrotnie. Czy Kurdowie tym razem przelicytowali, to odrębna kwestia - pewnie tak. Gdyby nie zabrał się za nich Iran, Turcja byłaby następna w kolejce. W ocenie klanu Barzanich nie mam powodu się z Tobą spierać.

Mam nadzieję, że nie mylisz się co do bezpieczeństwa państwa kurdyjskiego na terenie Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego. Ale podejrzewam, że zostawiano je w spokoju głównie dlatego, że ostatnio pilniejsze były inne sprawy, np. ISIS, z którym Kurdowie walczyli; no i nie oszukujmy się, państwo irackie zwłaszcza od momentu upadku Saddama nie kontroluje zbyt efektywnie swojego terytorium - rejony kurdyjskie nie są tu wyjątkiem. Czy za chwilę to nastawienie się nie zmieni, dopiero zobaczymy.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 11:26:28
Powtarzam cytat bez italików, bo podstępnie zjadły cudzysłowy, robiąc z Philipsa irańskiego dowódcę. :)

This was an attack by Shia militias under an Iranian commander, Philips, who is now director of Columbia University programme on peace-building and rights. The PMU is an entirely Iranian construct, he added. This operation was about Iran against Kurdistan.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 11:28:32
Nie rozumiem. Tym razem na podglądzie w tekście bez italików na pewno widziałem cudzysłowy (sprawdzałem dokładnie, żeby uniknąć powtórki problemu), a po zamieszczeniu komentarza znikły. Blox nie pierwszy raz mnie wkurza.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 11:30:01
To może tak?

This was an attack by Shia militias under an Iranian commander, Philips, who is now director of Columbia University programme on peace-building and rights. The PMU is an entirely Iranian construct, he added. This operation was about Iran against Kurdistan.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 11:31:49
@x

"The PMU is an entirely Iranian construct, he added. This operation was about Iran against Kurdistan"

A ja na to: "the PMU is an entirely Iraqi construct. This operation was about Iraq against disputed territories". Jak widzisz, wszystko zależy od tzw. "narracji". PMU ("Popular Mobilizations Units", czyli coś w rodzaju "Pospolitego Ruszenia Ludowego") zostały założone głównie przez irackich szyitów w odpowiedzi na zupełną implozję irackiej armii (i ogólnie całego państwa) w 2014 roku. Ich zadaniem w początkowej fazie była m.in. obrona Bagdadu, który - jak się wówczas wydawało - miał duże szanse paść pod ciosami PI (na ile był to prawdopodobny scenariusz, nie mnie oceniać). Oddziały te, bądź co bądź w większości szyickie (w końcu szyici to większość społeczeństwa), siłą rzeczy były zaopatrywane z Iranu, szczególnie na początku; dodajmy, że Irakijczycy byli wówczas w takiej desperacji, że zapisywali się tam wszyscy, nie tylko szyici. Pod militarnym wojskowym PMU przypominają trochę zakładane samorzutnie (w odpowiedzi na panoszącą się w regularnej armii niekompetencję, korupcję i chaos) ukraińskie bataliony ochotnicze, tylko ich skala jest większa niż w przypadku Ukrainy. Do tego typu formacji, tak samo jak w przypadku Ukrainy, idą bardzo różni ludzie, niekoniecznie miłujący prawa człowieka szczerzy demokraci, trudniej niż w regularnej armii jest też utrzymać tam dyscyplinę (jak w każdej nieregularnej formacji czasem pojawiają się tzw. watażkowie), więc czasem dochodzi do zbrojnych zajazdów, rabowania ludności, samosądów czy aktów zemsty. Zaletą tego typu "pospolitego ruszenia" jest natomiast ich ideowość oraz fakt, że niewątpliwie nie są tak skorumpowane jak armie regularne Iraku czy Ukrainy, ich morale jest wyższe, choć - szczególnie z początku - trafiają się tam ekstremiści czy zwyczajni bandyci.

Mam poważne wątpliwości, czy premier Iraku pozwoliłby wejść typowym bojówkarzom do wielkiego miasta, szczególnie że ma pod ręką zdyscyplinowane wojsko (dzisiejsza armia iracka to już nie tamta zbieranina sprzed 3 lat). Kurdyjskie internety opowiadają niestworzone historie o tym, że szyickie bojówki gwałco, palo i rabujo jak Armia Czerwona, ale pamiętajmy, że fake newsy to element wojny informacyjnej, która skutkuje tym, że Kurdowie tysiącami uciekają z Kirkuku (premier Iraku zaprzecza i zrzuca odpowiedzialność za celowe szerzenie paniki na KDP). Pamiętam na przykład, jak Rosjanie w apogeum wojny sprzedawali jakieś brednie o tym, że ukraińscy bojówkarze krzyżują małe dzieci w Donbasie; cały świat śmiał się z tych bzdur, ale paru Iwanów z Czelabińska w to uwierzyło.

"nic nie wskazuje na to, by Kurdowie mieli tam przeprowadzać czystki etniczne"

Na razie oczywiście nie (tym bardziej, że takie działania popsułyby relacje ze Stanami Zjednoczonymi i Europą), ale w przyszłości, gdyby państwo kurdyjskie (z Kirkukiem) okrzepło, mogłoby się zacząć "zachęcanie" Arabów, żeby się wynosili. I niekoniecznie od razu czystki etniczne, ale np. taka polityka, jaką wobec Palestyńczyków stosuje Izrael.

To oczywiste, że Kurdowie chcieliby partycypować w zyskach z kirkuciej ropy. Jednak obrali złą drogę - zamiast dialogu z Bagdadem postawili na politykę faktów dokonanych (referendum w Kirkuku), przed czym ostrzegali ich Amerykanie. Oczywiście ropa jest nie tylko w Kirkuku, również w Irbilu, ale wobec blokady ekonomicznej Kurdom trudno będzie ją w przyszłości sprzedawać na światowym rynku, a Turcja czy Irak będą żądać zaporowych cen za jej transport przez ich terytorium (dodajmy, że Kurdystan to teren górzysty, a Kurdowie większość żywności sprowadzają właśnie z Turcji czy Iraku).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 11:55:42
No cóż, od kwestii wyboru narracji nie da się tu uciec, więc może dodam tylko, że przyjęta w polskiej wikipedii niewiele różni się od zaprezentowanej przez Philipsa: pl.wikipedia.org/wiki/Si%C5%82y_Mobilizacji_Ludowej

Rzeczywistym sprawdzianem, kto sprawuje kontrolę nad PMU, będzie oczywiście to, czy na dłuższą metę dojdzie do jej konfliktu z rządową armią iracką, czy do podporządkowania rozkazom z Bagdadu. Na razie Teheran nie próbował na serio użyć PMU do przejęcia wpływów (a może i wręcz władzy) w Bagdadzie, czy to z powodu trwających walk z IS, czy ze względu na międzynarodową sytuację Iranu, ale w przyszłości różnie z tym może być. Ukraina w zasadzie zakończyła proces podporządkowania batalionów ochotniczych regularnemu wojsku; nie wydaje mi się, by Irak miał już podobną kontrolę nad PMU, wiele doniesień temu przeczy.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 12:05:16
cd.

"podejrzewam, że [w KRG] zostawiano w spokoju głównie dlatego, że ostatnio pilniejsze były inne sprawy, np. ISIS"

Przeciwnie, przez lata Bagdad zajmował się innymi rzeczami, a politykom irackim (a także tureckim oraz irańskim) bardzo na rękę było status quo regionu (czyli faktyczna niepodległość irackiego kurdystanu); handlowali z Kurdami na potęgę (z Turcją na czele), włącznie nawet ze sprzedażą broni - byle po cichu. Przy czym wyrażenie "de facto niepodległy" ma tu kluczowe znaczenie. To tak jak z Tajwanem: już dziś jest on faktycznie niepodległy, ale dopóki tej niepodległości formalnie nie ogłosi, nie ma powodu do wojny, a Chińczycy będą z nim handlować w najlepsze. To dość wygodna sytuacja dla obu stron. Natomiast niepodległy Tajwan byłby dla Chin casus belli. W przypadku Kurdystanu, tak jak Tajwanu, obowiązywała niepisana umowa: dopóki się o niepodległości nie zadeklaruje formalnie, nikt tego słonia w pokoju nie zauważa (tu ważna uwaga: Chiny i Tajwan rywalizują o miejsce w ONZ, nie uznając się nawzajem, a jeden rząd uważa drugi za nielegalny, co stwarza wygodną dla obu stron symetryczną sytuację; ogłoszenie niepodległości przez Tajwan natychmiast by tę fasadę zburzyło).

Poza tym Kurdystan właściwy jest praktycznie nie do podbicia - to teren górzysty, na których niejeden Saddam połamał sobie zęby (nie przez przypadek Kurdyjski Region Autonomiczny wygląda tak, jak wygląda, bo teren górzysty zawsze jest najłatwiejszy do obrony). Z Irbilem czy Sulajmanijją już na pewno nie poszłoby tak łatwo: inaczej Peszmergowie biją się u siebie, inaczej na terenach sąsiednich (to dlatego masakrze Jazydów zapobiegło, z pomocą Amerykanów, "przyjezdne" PKK, a nie KDP). Po za tym co go zajmować, skoro wystarczy wziąć Kirkuk, gdzie jest większość terenów roponośnych?

...a dziś armia iracka, w odpowiedzi na referendum niepodległościowe, wjechała do Kirkuku - bo jeśli nie teraz, to kiedy?

A izraelskie poparcie dla niepodległości Kurdystanu nie ma najmniejszego praktycznego znaczenia, bo akurat tam karty rozdaje kto inny. To tak, jakby Polska poparła Katalonię - no poprzeć może, ale co z tego? Choć nie wykluczam, że w przypadku ciężkiej blokady ekonomicznej Kurdystanu, izraelscy specjaliści pomogliby tam rozwijać rolnictwo, żeby choćby częściowo uniezależnić ich ekonomicznie od sąsiadów.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 12:24:41
A izraelskie poparcie dla niepodległości Kurdystanu nie ma najmniejszego praktycznego znaczenia, bo akurat tam karty rozdaje kto inny.

Praktycznego nie ma. Symboliczne ma.

...a dziś armia iracka, w odpowiedzi na referendum niepodległościowe, wjechała do Kirkuku - bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Jakie konkretnie siły wjechały do Kirkuku, to nie jest jasne - relacje w tej sprawie się różnią. Bagdad jeszcze kilka dni temu uspokajał, że nie zamierza wysyłać wojska na Kirkuk. Czy była to taktyczna "ściema", czy też obecnie iracka armia rządowa nie mając innego wyjścia jedynie firmuje działania PMU, nad którymi w przeciwieństwie do Teheranu nie miała większej kontroli, oto jest pytanie. Jak pisałem, prawdziwym sprawdzianem będzie moment, w którym Bagdad naprawdę spróbuje sobie podporządkować PMU, jeśli w ogóle się na to poważy. Ja się raczej spodziewam, że PMU będzie w Iraku pełnić taką rolę jak Hezbollah w Libanie.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 12:56:16
@"irańskie" PMU

W sprawie możliwości użycia PMU przez Iran też byłbym raczej sceptyczny: po co jeździć na hulajnodze, skoro można samochodem? Stanowiący trzon PMU szyici - siłą rzeczy przynajmniej do pewnego stopnia proirańscy - przecież już i tak rządzą Irakiem. Czy Iran musiałby używać PMU żeby wpływać na tamtejszą politykę, skoro rządząca Irakiem partia Da'wa jest od zawsze silnie związana z Teheranem? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że bardziej od PMU (gdzie udziela się również szyiccy "nacjonaliści", np. lekko dystansujący się od Iranu Sadr) proirańska jest sama koalicja rządząca (a przynajmniej próbuje lawirować pomiędzy Iranem a USA, od jednych i drugich wyciągając broń)! Amerykanom jest to oczywiście nie na rękę, ale tak być musi, bo to wynika z sytuacji demograficznej, gdy szyici, stanowiący w tym kraju większość, głosują na "swoje" (a więc mniej lub bardziej proirańskie) partie. Ci, którzy walczą w szeregach formacji paramilitarnych, identyfikują się w większości z partią rządzącą, ale duża część walczących tam ludzi (głównie szyitów) w ogóle odrzuca wszelkich irackich polityków jako "skorumpowaną bandę" (znów: podobnie, jak niegdyś na Ukrainie), bijąc się jedynie "o swój kraj, a nie o ich stołki". Są oczywiście grupy bardziej od Iranu zdystansowane, np. bojówki Muktady as-Sadra, który odbył właśnie tournee po monarchiach sunnickich, ale to nie Sadr rządzi Irakiem, a jawnie proirańska Da'wa, która przecież - w czasie, gdy działała w podziemiu - miała swoje bazy na terenie Iranu. Po rozbiciu przez Saddama w 1980, partia ta została tak naprawdę odbudowana, a wręcz stworzona od nowa przez irański wywiad!

Głośnym rechotem historii jest to, że jednym z powodów amerykańskiej inwazji na Irak było osłabienie Iranu przez jego okrążenie (przez "zaprzyjaźnione" w założeniu, "prozachodnie demokracje" Irak i Afganistan), a tymczasem obie te wojny, paradoksalnie, bardzo Iran geopolitycznie wzmocniły: w Iraku wprowadzono demokraję, a że większość społeczeństwa to szyici, to trudno się spodziewać, że Irak będzie wobec Iranu wrogi; tak było, dopóki rządziła tam sunnicka mniejszość (w postaci dyktatury Ba'ath), ale wybory wygrywają ci, których jest więcej. W Afganistanie to samo: osłabienie sunnickich Talibów wzmocniło politycznie tamtejszych szyitów. Kiedy planuje się wojny, warto najpierw wziąć do ręki mapę demograficzną.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 13:36:37
@Chińska

OK. Ale warto pamiętać, co się zdarzyło raptem parę lat temu na Ukrainie: kraj silnie sympatyzujący z Rosją, którego ludność w większości zna rosyjski, a w sporej części nie używa na co dzień innego języka niż rosyjski, kraj historycznie, kulturowo, religijnie i ekonomicznie powiązany z Rosją, stosunkowo niedawno wchodzący wraz z nią w skład jednego państwa, kraj upatrujący w Rosji sojusznika i którego armia prowadziła z rosyjską wspólne ćwiczenia, a przemysł zbrojeniowy zaopatrywał Rosję, kraj, którego skorumpowane elity władzy i biznesu były pod kontrolą Kremla; i co? Z Iranem i Irakiem wcale za parę lat nie musi być inaczej, a wtedy nagle ci, którzy dziś zgodnie wydają się proirańscy, mogą stanąć po przeciwnych stronach barykady.

Mówienie o Iraku w ogóle ma sens chyba tylko w kontekście władzy centralnej. Skasuj lub tylko osłab zwierzchnictwo Bagdadu, a wnet wszystko pęka wzdłuż linii podziałów etnicznych i religijnych. Dlatego dla oceny sytuacji ma fundamentalne znaczenie, czy decyzja o zajęciu Kirkuku zapadła w Bagdadzie, czy w Teheranie.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 14:06:26
Myślę, że decyzja zapadła w Bagdadzie (choć władze Iraku niewątpliwie były do tego gorąco zachęcany przez Ankarę i Teheran, które nie chciałyby zbyt silnego Kurdystanu, gdyż to miałoby przełożenie na pozycję Kurdów w ich krajach). Zresztą bardziej niż o Kikruk chodzi tu o ropę. Więcej na temat ostatnich wydarzeń tutaj.

A co do PMU to oni oczywiście biorą udział w operacji, ale nie są wpuszczani do większych miast (tam wchodzi regularna armia, siły specjalne i policja militarna); to zresztą scenariusz przećwiczony wcześniej w Mosulu i innych miastach (chodzi o to, że w PMU są różne grupy, niekoniecznie zdyscyplinowane, z których część mogłoby dokonywać samosądów lub grabieży). Generalnie z tego powodu PMU od dawna walczą raczej na prowincji niż na terenach zurbanizowanych. Dlatego nie bardzo wierzę, żeby armia iracka pozwoliła im wejść do ponad milionowego, multietnicznego miasta - to by się mogło skończyć rabunkami.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 14:16:34
@x

Irakijczycy lawirują między Iranem a USA - do obydwu tych państw mają raczej pozytywny stosunek ze względu kluczową na pomoc, jakiej udzieliły one Irakowi w momencie faktycznej implozji państwa trzy lata temu (gdyby wówczas tego nie zrobiły, mapa Bliskiego Wschodu mogłaby dziś wyglądać zupełnie inaczej). Wśród samych szyitów obecny jest nurt zarówno silnie proirański (głównie były premier Maliki), do pewnego stopnia proamerykański (obecny premier Abadi, zresztą z tej samej partii) jak i "nacjonalistyczny" (Sadr, mający szczególnie duże wpływy w slumsach Bagdadu).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 21:19:07
@Chińska

Hm, nawet w podlinkowanym przez Ciebie materiale, przypisującym decyzję o odebraniu Kirkuku Kurdom raczej Abadiemu, można przeczytać, że Abadi had faced threats from Iran-backed Shiite armed groups to take matters into their own hands if he did not act decisively to take on the Kurds. Nie powiem, że rozwiewa to moje wątpliwości co do rzeczywistego przebiegu wydarzeń.

Dziś przeczytałem, że Kurdowie ponowili złożoną Niemcom obietnicę wykorzystywania otrzymanego od nich sprzętu bojowego wyłącznie do walk z ISIS. Gdyby jednak obce wojska ruszyły w kierunku Irbilu, nie sądzę, by peszmergowie zastanawiali się, jakiej broni wolno im użyć w obronie. Masz rację, że gospodarczo reszta Kurdystanu mało znaczy wobec odbitych już przez siły rządowe terenów roponośnych wokół Kirkuku, ale wcale nie jestem pewien, czy ta ofensywa nie ma na celu po prostu skorzystania z okazji do zniszczenia kurdyjskiej autonomii. Zobaczymy, co się będzie dalej działo. Na razie naturalnym skutkiem może być ściąganie w trybie pilnym części kurdyjskich oddziałów walczących z islamistami do obrony Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego - jeśli więc PMU czy irackie wojska rządowe miałyby iść na Irbil, to zapewne uderzą, nie zwlekając (może z króciutką przerwą na zmontowowanie jakiejś prowokacji, która mogłaby posłużyć za pretekst).
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/17 22:45:52
Kurdowie już nie mogą walczyć z ISIS (w Iraku), bo po niespodziewanym odbiciu Hawidży (na południe od Kirkuku) przez armię iracką dwa tygodnie temu, na terenach przylegających do Kurdyjskiej Autonomii tej organizacji już praktycznie nie ma. Dogorywa na zachodzie kraju, przy granicy z Syrią i tam, jak sądzę, niedługo skieruje się uderzenie irackiej armii.

Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony jak szybko Irakijczykom udało się rozbić ten bastion - ISIS szumnie zapowiadało, że będzie się tam bronić do śmierci, że urządzi rzeź itd., a tymczasem oddali Hawidżę w parę dni praktycznie bez walk (zginęło kilkuset bojowników), a ok. tysiąc terrorystów oddało się w ręce Kurdów żeby tylko nie trafić - no właśnie - na PMU (a możliwości obrony mieli, bo to wielki górzysty teren, choć z drugiej strony cała ta enklawa była szczelnie otoczona). Na terenach przygranicznych morale ISIS jest dużo wyższe, ale to w większości pustynia, a więc teren jest dużo łatwiejszy do opanowania przez armię. Kurdowie też pewnie liczyli, że kampania w górach potrwa jeszcze długie miesiące, stąd wyznaczyli taką a nie inną datę referendum. Ale Hawidża padła dużo szybciej niż ktokolwiek, włącznie z Amerykanami, się spodziewał.

"gospodarczo reszta Kurdystanu mało znaczy wobec odbitych już przez siły rządowe terenów roponośnych wokół Kirkuku"

Ropa jest i w innych miejscach, ale kluczowym problemem jest jej transport. Gdzie się nie obrócisz, tam jakaś Turcja czy Irak, które zażądają wysokiego haraczu od każdej wyeksportowanej baryłki (gdyby Irak nie miał dostępu do morza, też pewnie musiałby płacić kokosy któremuś z sąsiadów).

Gdyby jakieś wojska (irackie, tureckie, whatever) ruszyły na Erbil, połamią tam sobie zęby jak Amerykanie w Wietnamie. Kurdowie w górach są okopani od lat i dobrze przygotowani do obrony - oczywiście w takiej sytuacji użyją każdej dostępnej broni. Ale to mało prawdopodobne. Bardziej bałbym się napuszczania jednych Kurdów na drugich, w czym ich sąsiedzi mają wprawę, a co w sytuacji kryzysu ekonomicznego nie byłoby takie trudne ("uderzcie na Barzaniego, to sprzedamy waszą ropę" itd.).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/17 23:17:00
@ nie mogą walczyć z ISIS [...], bo [...] tej organizacji już praktycznie nie ma.

Miejmy nadzieję. Ale przykłady z przeszłości (m.in. smutny przypadek Palmiry, choć to akurat w Syrii, nie w Iraku) pokazały, że po pokonaniu okopanego w jakiejś okolicy ISIS trzeba dobrze pilnować, żeby problem tam nie wrócił. Stąd konieczne były nie tylko operacje oczyszczania terenu, ale także patrolowanie obszarów już odzyskanych i pozostawianie na nich całkiem sporych sił. Teraz dla wielu oddziałów kurdyjskich priorytetem stanie się zapewne jak najszybsze dotarcie na tereny Autonomii, a pozostałe w oddaleniu pewnie zaczną się koncentrować w obawie przed rozbrajaniem przez siły rządowe. Pytanie, jak wielu islamistów zdołało się ukryć i przy sposobnej okazji wznowi walkę.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/18 01:28:25
@x

"Pytanie, jak wielu islamistów zdołało się ukryć i przy sposobnej okazji wznowi walkę"

No więc chaos związany z nieplanowaną kurdyjską rejteradą niestety tu nie pomaga: jeszcze niedawno poddało się Kurdom ok. 1000 terrorystów z Hawidży, którzy byli przez kurdyjską bezpiekę przesłuchiwani w Kirkuku, a w czasie odwrotu sił kurdyjskich ci ludzie zostali pozostawieni sami sobie, przejmując część pozostawionej przez Kurdów broni lekkiej. Część z nich została w końcu wyłapana przez ludność cywilną i przekazana władzom ale inni się ukryli, a niektórzy próbowali okopać się w jakimś miasteczku pod Kirkukiem (na obecną chwilę antyterroryści opanowali sytuację).

W ciągu ostatniego roku wszystko na linii peszmergowie/armia iracka zostało dość dokładnie wyczyszczone, bo na terenach wyzwolonych od ISIS żądna zemsty ludność chętnie donosi armii kto był w PI i co tam robił (nastawienie ludności jest zupełnie inne niż parę lat temu). To m.in. dlatego terroryści z reguły walczą do śmierci, bo wiedzą, że ukrycie się jest mało prawdopodobne, a na łaskę nie mają co liczyć (sądy irackie rocznie wydają setki, jeśli nie tysiące wyroków śmierci - nie wiadomo dokładnie ile, również na obcokrajowcach; przy czym prawie wszystkie wyroki dotyczą działalności terrorystycznej lub pomagania nielegalnym grupom zbrojnym, co jest równoznaczne ze zdradą).

Oczywiście jakiś zamach na nieuzbrojonych cywilach można przeprowadzić dość łatwo, często do tego dochodzi, ale z militarnego punktu widzenia jednak niewiele to daje; dużo trudniej jest za to opanować zbrojnie jakieś terytorium i je utrzymać, walcząc czy to z bojówkami, czy to z regularną armią (a nie zapominajmy, że od czasu do czasu w krytycznych momentach do akcji wchodzą również amerykańscy komandosi, których w tym kraju stacjonują prawdopodobnie setki).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/19 00:01:58
Interesująca, choć oczywiście niekoniecznie oddająca rzeczywisty przebieg wydarzeń, relacja przypisująca znaczną rolę Teheranowi (i sugerująca narastającą w Kurdystanie, po latach dobrych relacji z Iranem, niechęć do tego państwa): http://www.al-monitor.com/pulse/originals/2017/10/iran-kirkuk-recapture-soleimani-quds-force-eqbalpour.html?utm_source=Boomtrain&utm_medium=manual&utm_campaign=20171017&bt_ee=dk6EIfe2hRqS6W4PfZFtN2cDWLnD6VJQslda4RYTqPPRwKVlggvnvyCyj5dMDFzb&bt_ts=1508262923265
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/19 00:22:55
Foreign Policy też przychyla się do opinii o ważnej, jeśli nie dominującej roli Teheranu. Ale, dla równowagi, są również takie opinie: www.washingtonexaminer.com/take-it-from-me-kirkuk-was-not-an-iranian-defeat-of-america/article/2637924
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, 78.9.117.*
2017/10/19 16:02:23
Partiotyczna Unia Kurdystanu zawsze była umiarkowanie proirańska (z tego powodu doszło do wewnątrzkurdyjskiej wojny). Podobnie rządząca Irakiem Da'wa. Oczekiwać od polityków irackich żeby zerwali z Teheranem, to trochę tak jakby wymagać, żeby Białoruś nagle stała się antyrosyjska. Nawet jeśli rząd się zmieni, to sojusze pozostaną.

Nie domonizowałbym PMU, choć - jak w każdym "pospolitym ruszeniu" - trafiają się tam różne typy, ale tak poza tym trudno, żeby Irakijczycy nie byli Iranowi wdzięczni: w krytycznym momencie zdołał on w szybkim tempie sformować milicje, które zatrzymały pochód PI na Bagdad.
Iran robi złą robotę w Syrii (wspiera dyktaturę), za to dobrą w Iraku.

Sekretarz organizacji Badr tak wypowiada się dla BBC:
"If it weren't for Iran, the democratic experiment in Iraq would have fallen, said Hadi al-Ameri, leader of the Iranian-backed Badr Organisation, one of the biggest Shia fighting groups, known as the Hashd al-Shaabi or Popular Mobilisation (PM), that rose in defence of Baghdad and the south. Obama was sleeping, and he didn't wake up until IS was at the gates of Irbil. When they were at the gates of Baghdad, he did nothing. Were it not for Iran's support, IS would have taken over the whole Gulf, not just Iraq."

Nawet jeśli trochę przesadza (choć alternatywnego przebiegu tych wydarzeń na szczęście już nie poznamy), to warto dmuchać na zimne. Ewentualne zdobycie Bagdadu oznaczałoby apokalipsę nie tylko na Bliskim Wschodzie. Ale nawet jeśli nie zdołaliby Bagdadu opanować w sensie militarnym, to z całą pewnością zamieniliby go w drugie Mogadiszu (żeby zbudować stodołę, trzeba tygodni pracy; żeby ją podpalić, wystarczy jedna zapałka), a nie muszę chyba mówić, co co oznaczałyby chaos, rzezie i czystki etniczne w paromilionowej metropolii.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/23 23:19:50
U Smoleńskiego wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22542779,znow-zostalismy-ofiara-spisku-i-zdrady-kurdowie-nie-maja.html (za paywallem) też Iran jest wskazywany jako główny gracz w kwestii Kirkuku, a Bafel Talabani - obecnie z grupą zwolenników występujący u boku interwentów - jako zdrajca sprawy kurdyjskiej i irański kolaborant odpowiedzialny za złamanie szyków i chaotyczny odwrót peszmergów. Ciekawe są też doniesienia z linii frontu, że wielu interwentów w mundurach armii irackiej nie mówiło po arabsku ani kurdyjsku, co interpretowano jako gościnne występy przebierańców z irańskiej Gwardii Rewolucyjnej - pytanie, czy w to wierzyć; a sprawdzić prawdziwość takich opowieści trudno.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/10/26 17:07:21
Czytałem artykuł Smoleńskiego w Wyborczej i aż trudno mi było uwierzyć, że doświadczony bądź co bądź dziennikarz podaje niesprawdzone informacje. Taki Ziutek jak ja może sobie pisać po blogaskach co chce, ale Smoleński bierze za to pieniądze! Kto jak kto, ale dziennikarz powinien publikowane informacje weryfikować (no wiem, on się zabezpiecza zwrotami "słyszałem, że...", "mówi się o..."). Niestety kurdyjska agencja Rudaw prowadzi wojnę informacyjną i wypisuje niestworzone historie. Jest to jakoś tam zrozumiałe (Rosjanie też wymyślali bajki o banderowcach mordujących dzieci), ale dezinformacja to dezinformacja. Oskarżanie wrogiej armii o zbrodnie wojenne (morderstwa, gwałty, czystki etniczne) to nie zabawa, to bardzo poważny zarzut i powinien być bardzo dobrze udokumentowany (i to nie zdjęciem wyciągniętym sprzed paru lat z zupełnie innego miejsca i okoliczności i wrzuconym na twittera) np. w celu wytoczenia ewentualnego procesu przed trybunałem międzynarodowym, a rzucanie bzdur na prawo i lewo jest bardzo szkodliwe, bo osłabia wiarygodność sygnalisty - to trochę jak z bieganiem po wsi i wołaniem "pożar" co drugi dzień żeby wywołać panikę; kiedy naprawdę zacznie się palić, nikt nie zareaguje.

Polecam ten artykuł z Tygodnika Powszechnego.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/10/30 20:35:12
...bałaganu ciąg dalszy: prezydent Kurdystanu rezygnuje ze stanowiska, a KDP pali siedziby konkurencyjnych partii. Wybory do (kurdyjskiego) parlamentu zostaną przełożone o 8 miesięcy i wygląda na to, że odbędą się jedynie na terenach nominalnie należących do Kurdystanu irackiego (a nie np. w Kikruku).

W Katalonii jeszcze gorszy bałagan - rząd centralny cofnał autonomię. Wygląda na to, że marzenia Katalończyków zostaną rozwiane. By the way: ponoć referendum miało przykryć grube afery finansowe z udziałem katalońskich nacjonalistów (łapówki i forsa z kontraktów).

Tak to jest, kiedy robi się referenda niepodległościowe "na wariata".
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/10/31 00:40:43
@ponoć

Ponoć katalońscy independyści to jeden w drugiego sataniści, a w domach trzymają narkotyki i pornografię dziecięcą, co być może niebawem wykażą rewizje. Jakoś łatwiej byłoby wierzyć w rewelacje ogłaszane przez Madryt, gdyby nie wcześniejsze reakcje rządu centralnego na wieści o pałowaniu uczestników referendum.

Rajoy zarobi parę punktów poparcia za swoją twardą postawę, ale na dłuższą metę skutek będzie taki, że nawet Katalończycy do niedawna niechętni secesji przejdą gromadnie na stronę independystów (co oczywiście pozwoli Rajoyowi jeszcze mocniej przykręcić Barcelonie śrubę i pod płaszczykiem przywracania praworządności zaprowadzić regularną okupację zbuntowanej prowincji, co z kolei sprawi, że Katalończycy dokumentnie znienawidzą Hiszpanię).
-
pfg
2017/10/31 22:24:39
bezsensowne przywrócenie przez Franco monarchii - właśnie się dowiedziałem, że ci faceci z MIT, analizując faktyczne dane, doszli do wniosku, że Grecja byłaby równie zamożna, jak Hiszpania, gdyby tylko zachowała monarchię. Polecam ten artykuł, nie tylko jako źródło powyższych rewelacji.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/01 10:53:04
@PFG

Artykuł istotnie ciekawy i zawiera sporo rozsądnych przemyśleń. Ale w kwestii zasadniczej, tzn. w stwierdzeniu, że Katalończycy dobrowolnie zgłosili akces do Hiszpanii, więc teraz powinni respektować jej prawa, delikatnie mówiąc rozmija się z rzeczywistością (a to odklejenie od rzeczywistości pozwala lepiej zrozumieć opisane na początku artykułu zdziwienie z powodu reakcji katalońskich gospodarzy na zwycięstwo hiszpańskiej drużyny). Katalonia mogła istotnie na przełomie tysiącleci wynegocjować z Hiszpanią swój status na dobrowolnych warunkach i próbowała to zrobić, ale została przez stronę hiszpańską ordynarnie "przerobiona" - kataloński statut został poddany znaczącemu okrojeniu przez hiszpański sąd już po tym, gdy został przez Katalończyków przyjęty. OK, można zrozumieć, że statut w uzgodnionej ze stroną hiszpańską formie okazał się ostatecznie jednak niezgodny z hiszpańskim systemem prawnym, i że rząd Hiszpanii negocjował go w dobrej wierze, choć w złej wiedzy, ale w takim razie należało z poprawioną wiedzą wrócić do negocjacji, a nie traktować sprawę jako jednostronnie rozstrzygniętą.

Ruch katalońskich independystów dopuścił się licznych nadużyć politycznych, a potencjalne oddzielenie się Katalonii od Hiszpanii wydaje mi się szkodliwe dla obu stron sporu, ale hiszpańskie władze centralne wiele zrobiły, zarówno dawniej, jak i ostatnio, by podważyć lokalne i międzynarodowe zaufanie do ich demokratycznych intencji. Zaklinanie rzeczywistości przez wciskanie Katalończykom, że czują do Hiszpanii coś innego, niż im się wydaje, nie poprawi sytuacji. Jeszcze parę miesięcy takiego postępowania, a cały region na pokolenia Hiszpanię twardo znienawidzi. Trochę głupia perspektywa dla kraju, którego jedności zagrażają również odśrodkowe tendencje Kraju Basków, Galicji i innych prowincji: rządzić wianuszkiem nienawidzących władzy Madrytu społeczności, które gospodarczo radzą sobie znacznie lepiej niż centrum, a łącznie wcale nie są od niego mniej ludne. Przy jakimkolwiek większym zagrożeniu zewnętrznym tak urządzone państwo po prostu pęknie, a zbuntowane prowincje z radością przy pierwszej sposobności przyłączą się do wrogów Madrytu, choćby na dłuższą metę było to postępowanie samobójcze.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/01 19:54:37
@x

Jeszcze odnośnie referendum niepodległościowego w Kurdystanie - ciekawa analiza narracji kurdyjskiej oraz politycznych celów partii regionalnych po referendum oraz po zajęciu Kikruku.

Politykę w tamtym rejonie zawsze cechowała daleko posunięta klanowość, ale i to się zaczyna powoli zmieniać, od kiedy pozaklanowa partia Gorran ("Zmiana") wygryzła w ostatnich wyborach "starych partyzantów" (szczególnie na raczej proirańskim wschodzie prowincji), wyrastając na drugą siłę polityczną w parlamencie regionalnym.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/02 00:03:21
@Chińska

Dzięki, ciekawe teksty. Zresztą zwracają uwagę na sprawę, którą podniósł w swoim artykule również Smoleński, a która jest w zasadzie nieobecna w świadomości polskiego i zachodnich społeczeństw: en.wikipedia.org/wiki/Kirkuk_status_referendum - a jest to jedna z głównych przyczyn kurdyjskiej frustracji, niewiary w dobrą wolę rządu w Bagdadzie i braku zaufania do zagranicznych protektorów. No i podobnie jak w przypadku Hiszpanii, skończy się na tym, że wprawdzie na razie Irak "swoich" Kurdów skutecznie (choć zapewne ze sporą irańską pomocą, jeśli nie wręcz pod irańskim dowództwem) spacyfikował, ale ryzykuje całkowitą utratę szans na ich lojalność. Jeśli - a raczej: gdy - dla Iraku nadejdą trudniejsze czasy, Kurdowie mogą być już zainteresowani nie tylko wykrojeniem dla siebie własnego państwa, ale także zniszczeniem irackich struktur państwowych na pozostałych terenach.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/02 02:41:12
@x

Moim zdaniem te analizy wskazują głównie na ich zainteresowanie kasą z eksportu ropy (co w przypadku górzystego, odciętego od świata Kudystanu, w dużej mierze zależnego od importu żywności, jest zrozumiałe), a włączenie Kirkuku do referendum miało jedynie zapewnić lepszą wyjściową pozycję przetargową. Bez złóż naftowych w Kirkuku niepodległość nie ma sensu, bo oznaczałaby biedę i izolację, ale - będąc definitywnie pokłóceni z Bagdadem - nawet z ropą naftową i tak byliby zależni od transferu surowców przez któreś z państw sąsiednich (taka Turcja czy Iran zapewne w końcu zgodziłyby się na tranzyt, ale za olbrzymi haracz w postaci np. 70% uzysku). Teraz władze Iraku będą mogły szantażować Kurdów: jeśli nie ogłosicie niepodległości, będziecie dostawać 15% zysków z ropy (bo tyle procent populacji kraju stanowią Kurdowie). Jeśli ogłosicie - będziemy was rozgrywać i pieniądze dostanie tylko "posłuszna" prowincja Sulajmanija, kontrolowana przez PUK. Tu ważna uwaga: Irak żyje z ropy, ale w ciągu dekady obniżył zależność od eksportu ropy z 95 do 85% PKB (dla porównania np. w Wenezueli ten wskaźnik wciąż wynosi 96%).

Inna sprawa, że część zysków z eksportu irackiej ropy gdzieś w cudowny sposób wyparowuje, dając amunicję opozycji. Wciąż nierozwikłaną zagadką pozostaje tajemniczy, trwający od lat boom na tureckim rynku nieruchomości...

"Jeśli - a raczej: gdy - dla Iraku nadejdą trudniejsze czasy"

Już były. 3 lata temu Irak przetrwał kataklizm porównywalny z Pol Potem albo najazdem mongolskim (choć tym razem obyło się bez zburzenia Bagdadu) i ani się nie rozpadł (co sam wieszczyłem), ani nie pogrążył w wojnie religijnej: w obliczu barbarzyństwa ISIS, większość fetujących ich wówczas sunnitów popiera obecnie - choćby nawet szyicki i skorumpowany - rząd.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/04 19:27:25
Ten tweet mówi właściwie wszystko na temat roli Iranu u zachodniego sąsiada.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/04 22:34:30
@Chińska

Nie całkiem. Sam pisałem już dawniej gdzieś tu u PFG o zasługach Iranu w tamtym czasie (choć nie pamiętam, czy akurat w kontekście pomocy dla Irbilu; wtedy chyba miałem na myśli ogólne zaangażowanie na północy Iraku, nie tylko w Kurdystanie, w obronę przed ISIS), ale to nie daje Teheranowi glejtu nietykalności w innych sprawach - że przypomnę wyświechtany przykład pomocy udzielanej naszym przodkom przez Krzyżaków albo germańskich sojuszników rzymskiego imperium. Ba, niektóre bliskowschodnie organizacje zbrojne/terrorystyczne naprawdę, i zapewne także ze szczerego przekonania, nie zaś tylko dla poprawy swego wizerunku, na dużą skalę wspomagają ubogich, sieroty, budują szkoły etc., w tym samym czasie bez większych skrupułów biorąc na cel cywilną ludność przeciwnika i używając wspomaganych przez siebie ludzi w roli żywych tarcz.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/05 17:05:24
@x
Hezbollah w Libanie (czy Sadr w Iraku) mają spore poparcie wśród biedoty, ponieważ - jak pisałeś - zajmują się działalnością charytatywną, zastępując niefunkcjonalne państwa. Nieszczęściem jest to, że niewydolne i skorumpowane państwa nie wywiązują się z tego zadania i że zbrojne milicje muszą wypełniać tę lukę, ale to głównie "zasługa" rozbicia bliskowschodniej lewicy parę dekad wcześniej. Olewanie biedoty się mści.

Tak się dzieje wszędzie, gdzie państwo abdykuje, pozostawiając biedotę samej sobie (nie tylko na Bliskim Wschodzie; Pablo Escobar miał olbrzymie poparcie w slumsów Medellin, ponieważ budował boiska i rozdawał jedzenie, Czerwone Komando ma poparcie w zapomnianych przez Boga i ludzi favelach Rio; podobnie jak komuniści na indonezyjskiej prowincji przed 1965). (Neo)liberałowie nigdy nie potrafili zrozumieć faktu, że biedni i zapomniani, olani przez własne państwo (jakby powiedział Domosławski - "Wykluczeni") w zamian za miskę ryżu podpiszą cyrograf z samym diabłem! That's how Capitalism works.

To w zapomnianych slumsach tego świata największe szanse na zdobycie serc i umysłów "Wykluczonych" mają zbrojne milicje, terroryści, sekty i wszelkiej maści ekstremiści polityczni.

PS. Kolejna część analizy na IraqiThoughts.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/05 20:56:41
@Chińska

Na bieżąco możemy właśnie obserwować bankructwo Wenezueli i zawalanie się gospodarki Zimbabwe - jedno i drugie pod hasłami podnoszenia z kolan wykluczonych. Owszem, rozpad struktur państwowych jest tragiczny w skutkach, a neolib ma na sumieniu wiele grzechów, ale nie da się wszystkich nieszczęść świata w ostatnich latach tłumaczyć wyłącznie odwrotem od idei lewicowych. Raczej zarówno lewicowa, jak i prawicowa narracja uległa wyjałowieniu, a winą można obarczyć połączenie trendów demokratycznych z masowym zidioceniem i podatnością na populizm, co stanowi mieszankę wybuchową. Świat zbyt głęboko odetchnął po zakończeniu zimnej wojny, gdzieś rozpłynęła się świadomość odpowiedzialności za słowa i czyny, zanikła głębsza refleksja. Społeczności i ludzie przestali wierzyć w zło jako zagrożenie wewnętrzne, bo wygodniej sytuować je na zewnątrz. Kreml może i odgrywa diabelską rolę, podsycając wszelkie konflikty i bez wahania doprowadzając do konfrontacji sfabrykowanych przez siebie grup białych suprematystów z równie fejkowymi grupami obrony czarnej mniejszości ( www.theguardian.com/us-news/2017/oct/14/russia-us-politics-social-media-facebook ), ale nie byłby w stanie wykreować ich ex nihilo. Tego sam diabeł nie potrafi.





-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/06 22:03:44
@x
"(...) pod hasłami podnoszenia z kolan wykluczonych"

Patrz pan, to zupełnie jak w Polsce (ponoć też "wstajemy z kolan")!

Wenezuela i Zimbabwe to przykłady krajów rządzonych przez populistów-awanturników. Podobnie jak wiele innych w historii (w tym prawicowych, od Mussoliniego po Perona). Mówiąc o "lewactwie", mam na myśli kraje nordyckie, a nawet cały powojenny zachód aż do lat 80-tych. Dopiero rozmontowanie wellfare state doprowadziło - wraz z rozpadem straszaka w postaci ZSRR - do eksplozji populizmu.

"Społeczności i ludzie przestali wierzyć w zło jako zagrożenie wewnętrzne, bo wygodniej sytuować je na zewnątrz"

Na zachodzie? Akurat było odwrotnie: aż do rozpadu ZSRR "zło" czaiło się właśnie na zewnątrz. Co wymuszało pewien określony model gospodarczy (żeby zneutralizować zagrożenie ideologiczne, zachodnie elity musiały rzucić ludowi nie okruchy z pańskiego stołu, ale solidną kość). Dopiero gdy straszaka zabrakło, hulaj dusza piekła nie ma - i nierówności zaczęły narastać w zastraszającym tempie (tak, wiem, w latach 80-tych też narastały, ale w latach 90-tych to zjawisko jeszcze przyspieszyło). Owszem, świat się rozwija, ale ten rozwój jest nierównomierny; jeśli Kowalski dostał podwyżkę o 5%, Nowak o 10% a Wiśniewski o 10000%, to jest to patologia.

David Ost trochę o tym pisze. Trochę, ponieważ jego esej jest bardzo długi i porusza również inne kwestie.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/06 22:32:24
Aha, i jeszcze jedno: nie byłoby populistów w Wenezueli, gdyby nie parę wcześniejszych dekad złodziejstwa, bezwstydnie uprawianego przez tamtejsze elity naftowe (przed Chavezem Wenezuela miała gigantyczny wskaźnik giniego: "my latamy na zakupy do Miami, a plebs niech żre banany"). Chavez nie spadł z księżyca - to była po prostu (zła i bieprzemyślana, jak zazwyczaj w takich sytuacjach) odpowiedź na patologię rozwarstwienia. Nie byłoby w Rosji kataklizmu rewolucji bolszewickiej, gdyby kraj zdołał się wcześniej unowocześnić (zerwał z samodzierżawiem, dał ziemię chłopom - ale na to z kolei nie chciały się zgodzić konserwatywne elity). Cesarstwo w Chinach by nie upadło (i kraj nie znalazłby się w chaosie), gdyby nie odkładało niezbędnych reform społecznych "za następne tysiąc lat". Nie byłoby Rewolucji Francuskiej... I tak dalej, i tak dalej...

Lula, zwany brazylijskim Wałęsą, próbował coś zmienić - ale nie tak chamsko jak Chavez, tylko powoli, na spokojnie, w przemyślany sposób; rozmawiał i z wykluczonymi, i z posiadaczami kapitału, szedł na kompromisy (z posiadaczami majątków zeimskich w Nordeste) i nie wieszał bogaczy na latarniach. W dekadę osiągnął względny sukces. No i co? Kontrolujące media elity finansowe rozbiły cały jego ruch i powróciły do koryta. Klasa wyższa znów rządzi, bogaci się bogacą, a favele gniją.

To, o czym piszę, to nie żadna wiedza tajemna - powojenni politycy na zachodzie, zarówno lewica, jak i chadecy, dobrze znali te zagrożenia. To tylko u nas młotki wychowane na Balcerowiczu uważają, że rynek wszystkich zbawi (gdy tymczasem następuje kumulowanie się kapitału w coraz węższym gronie, co jest zresztą naturalne dla kapitalizmu).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/07 11:36:41
@Chińska

Na zachodzie? Tak, na Zachodzie. Na przykład nieprzypadkowo po drugiej wojnie światowej w krajach demokracji zachodniej niemożliwe stało się funkcjonowanie partii o profilu - w pewnym uproszczeniu - autorytarno-narodowym (nie, że tendencje takie całkiem znikły, ale zostały zepchnięte do podziemia), które przed wojną kwitły przecież bynajmniej nie tylko w krajach Osi. Swoją rolę odegrał też przełom 1968 roku, zmuszając do autorefleksji zwłaszcza obywateli RFN, ale przecież nie tylko. I to, między innymi, dzięki tym zmianom dekolonizacja przebiegła stosunkowo łagodnie (mieszkańcy Algierii czy Indochin mogliby się obrazić na to stwierdzenie, ale jatki, jakie się tam dokonywały, były niczym w porównaniu z tymi, do jakich dawniej zdolne były potęgi kolonialne; zmiana dotyczyła nie tylko stosunku sił oraz relacji zysków i strat, ale przede wszystkim utraty chęci do podboju za wszelką cenę, choćby kosztem mordowania całych narodów). Ta przemiana moralna była też jednym z motorów integracji europejskiej. A potem to wszystko zaczęło erodować. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. (1 Tes 5, 3)
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.ssp.dialog.net.pl
2017/11/07 15:37:42
Dekolonizacja przebiegła "stosunkowo łagodnie" (choć np. Churchill wcale się do dekolonizacji nie palił), ponieważ świat został podzielony przez dwie potęgi (USA vs ZSRR), z których żadna nie miała interesu w utrzymywaniu kolonialnych potęg europejskich - z powodów strategicznych woleli raczej wspierać przyjazne sobie (albo nieprzyjazne drugiej stronie) rządy w nowo utworzonych krajach. Ważną rolę odegrało też powojenne osłabienie Europy. Swoją rolę odegrały też - rywalizujące z Sowietami o wpływy w Trzecim Świecie - Chiny, usiłujące szczegónie po 1960 (zerwanie z ZSRR).

Ale wyobraźmy sobie alternatywny świat, w którym powojenne USA i wykrwawione wojną ZSRR zamykają się w sobie (tak, wiem, mało prawdopodobne). W takiej sytuacji europa zachodnia urządziłaby piekło w połowie Afryki i Azji, a Algierię czy Wietnam mielibyśmy w co drugiej kolonii.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/07 22:01:27
Wracając do Katalonii i jej wyraźnie lewicowych independystów :) - drżyj ASZdzienniku: www.theguardian.com/world/2017/nov/07/satirical-article-spanish-riot-police-cocaine-lands-editor-el-jueves-court-catalonia

Coraz smutniej wygląda hiszpańska demokracja. Ciekawe, co na to hiszpańskie sądy, dotąd raczej przyklepujące działania strony rządowej.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/11/20 01:50:47
Dla zainteresowanych - ciekawy artykuł w Wall Street Journal.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/21 12:40:39
Hm, jeśli nawet w Iraku utrzyma się demokracja, to przez lata będzie to demokracja wojenna, znieprawiona przez brutalność: www.theguardian.com/world/2017/nov/21/after-the-liberation-of-mosul-an-orgy-of-killing (otwarty dostęp).
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/11/21 16:10:42
Nie przesadzajmy, w walkach o Mosul zginęło nie więcej niż 10 tysięcy cywili. Każda śmierć to tragedia, ale jak na szturmowanie ponadmilionowego miasta, to i tak niezły wynik. Ja się obawiałem, że to będzie drugi Stalingrad.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/21 18:25:50
Nie chodzi o samą liczbę ofiar (1% liczby mieszkańców przy tak długich i krwawych walkach nie byłoby złym wynikiem, zwłaszcza że islamiści używali niekiedy cywilów jako żywych tarcz; inna sprawa, czy wierzyć w dokładność tych danych), a raczej o wielką falę pozasądowych egzekucji jeńców podczas walk i po ich ustaniu, no i o powszechne stosowanie tortur. Rozumiem, że taka gmina i taki klimat, ale jednak ciężko to pogodzić ze współczesnym europejskim poglądem na ustrój demokratyczny.
-
Gość: chińska_telewizja_centralna, *.adsl.inetia.pl
2017/11/21 21:03:43
Z tą wielką skalą egzekucji pozasądowych to też jakieś mity; we "frontowych" egzekucjach zginęło nie więcej ludzi niż w "humanitarnych" bombardowaniach (które, nota bene, nierzadko oparte były o błędne lub nieaktualne dane wywiadowcze). Uciekający cywile, szczególnie z zachodniej części miasta, przechodzili przez "obozy filtracyjne" podobne do tych z Czeczenii czy Płd. Wietnamu i większość egzekucji zatwierdzana była w świetle prawa przez sądy wojskowe (na podstawie świadectw mszczącej się ludności) na wyłapanych tam bojownikach, którzy podczas ewakuacji próbowali wmieszać się w tłum cywili; dodatkowo sprawę ułatwiało przejęcie przez amerykański wywiad i komandosów części baz danych ISIS, używanych przez tę organizację w celach militarnych. To właśnie z tego powodu (brak statusu jeńca wojennego i stryczek za zdradę lub terroryzm) tak rzadkie były przypadki poddawania się i większość bojowników walczyła do śmierci. W ciągu ostatnich 4 lat w Iraku wydano prawdopodobnie tysiące wyroków i kaci mają tam ręce pełne roboty. Inna sprawa, że dobrze ufortyfikowana starówka uważana była (w dużej mierze słusznie) za bastion dżihadystów i armia dostała tam wolną rękę. Oczywiście czasem giną niewinni, ale gdzie drwa rąbią... Cóż, typowa wojna w Trzecim Świecie.

O wiele bardziej gorszące jest to, że władze planują umieścić rodziny zmarłych terrorystów, niekoniecznie podzielających ich światopogląd, w tzw. "obozach reedukacyjnych"...
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/21 21:44:48
Cóż, jak to często w Trzecim Świecie, za podmiot moralności uważa się rodzinę, ród, plemię. Historyczne doświadczenia podpowiadają, że:

a) osadzoni w obozach reedukacyjnych wyświadczą rządowi uprzejmość i stopniowo spontanicznie wymrą,

b) powstałe ubytki będą systematycznie uzupełniane poprzez osadzanie przeciwników polityki rządu.

Jak już się raz zacznie taką "akcję reedukacyjną", to ciężko skończyć, dopóki kraj się nie zacznie walić (nierzadko w połączeniu z interwencją armii ościennego państwa).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/11/21 21:46:33
osadzeni