Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
niedziela, 17 września 2017

Wiele osób podkreśla, że PiS ma wysoką pozycję w sondażach między innymi ze względu na nieudolność opozycji. Opozycja jest co najwyżej reaktywna, sama niczego - poza oczywistym postulatem odsunięcia PiS od władzy - nie proponuje, a w wielu sprawach kluczy, robi uniki i jest niewiarygodna. Nikt nie wie, co miałoby się stać po odsunięciu obecnych władz, co PiS wykorzystuje, kłamliwie wmawiając wyborcom, że opozycji chodzi o to, "aby było tak, jak było".

Uważam, że przyszła Zjednoczona Opozycja, bo jak sądze tylko taka koalicja będzie w stanie obalić PiS, powinna mieć program jasny i klarowny. Bez niedomówień i niejsaności. Ludzie cenią sobie to, gdy mówi im się prawdę. Zwolennicy PiS i tak nie zagłosują na Zjednoczoną Opozycję, nawet jeśli ta gdzieniegdzie troszkę zbliży się do PiSu, natomiast jej potencjalni zwolennicy mogą się zniechęcić brakiem wyraźnego stanowiska.

Ludzie niezbyt interesują się sprawami ustrojowymi, niezależnością sądów, uprawnieniami służb specjalnych. Może powinni, sądzę, że powinni, ale się nie interesują. Ważne są dla nich tematy, które często pojawiają się w mediach. Ponieważ kwestie ustrojowe są dla wyborców mniej ważne, przyszły program Zjednoczonej Opozycji nie powinien się na nich koncentrować.

Napiszę czego ja oczekuję po programie przyszłej Zjednoczonej Opozycji, poza sprawami ustrojowymi.

500+ - zostawić, ale zmienić. Nadal uważam, że wprowadzenie tego programu było błędem. Te same wielkie pieniądze można było wydać znacznie bardziej sensownie i z punktu widzenia oficjalnie deklarowanego celu (wzrost dzietności), i w celu ulżenia biednym ludziom, a bieda, rzeczywiście, często jest skorelowana z wielodzietnością. Otóż należało dofinansować system szkolny! Zbudować więcej żlobków i przedszkoli, sfinansować w nich pobyt dzieci, wraz z wyżywieniem i wszystkimi zajęciami dodatkowymi, szkołom zapewnić środki na to, za co rozdzice teraz musza płacić (komitet rodzicielski, wycieczki, zielone szkoły), wprowadzić bezpłatne posiłki i podręczniki dla wszystkich. Takie tam. No, ale PiS postanowił dawać ludziom pieniądze do ręki i tego nie da cofnąć bez wywoływania gwałtownych protestów.

Zjednoczona Opozycja powinna jasno zapowiedzieć, że z programu 500+ się nie wycofa, ale go zmodyfikuje. Po pierwsze tak, aby objął wszystkie dzieci - także pierwsze, także jedyne. Nie powinno być żadnego dolnego progu. Należy za to wprowadzić próg górny, nieprzesadnie wysoki. Za punkt odniesienia można wziąć średni dochód na osobę w rodzinie, w której oboje rodzice zarabiają medianę i mają dwoje dzieci. Próg byłby wyższy w wypadku dzieci niepełnosprawnych lub w wypadku samotnego rodzica. Jeśli średnie dochody byłyby wyższe, świadczenie byłoby obniżane liniowo, nie skokowo - "złotówka za złotówkę", jak mówił PSL.

Update, 19 września: Okazuje się, że pomysł "500+ na każde pierwsze dziecko" byłby finansowo nie do udźwignięcia. Pozostaje więc wrócić do pomysłu "złotówka za złotówkę" przy dolnym progu, to znaczy średni dochód na osobę przekracza dolny próg o 1 zł, dostajesz świadczenie na pierwsze dziecko pomniejszone o 1 zł, przekracza o 2 zł, dostajesz pomniejszone o 2 zł i tak dalej (w praktyce schodki musiałyby być grubsze, nie 1 zł, tylko 10 zł lub nawet 50 zł). Przy przekroczeniu o 500 zł i więcej nie dostajesz świadczenia. No i należy wprowadzić górny próg, niezbyt wysoki, również ze zmniejszaniem "złotówka za złotówkę".

Emerytury - należy przywrócić wiek emerytalny 67 lat, równy dla obu płci. Tego nawet nie trzeba specjalnie uzasadniać, jest to ekonomiczna i demograficzna konieczność, ale trzeba to otwarcie zapowiedzieć. Oczywiście jeśli ktoś już uzyskał uprawnienia emerytalne, nie straci ich, natomiast podwyższać wiek emerytalny trzeba będzie szybciej, niż to wynikało z pierwotnej propozycji PO-PSL, gdyż PiS zmarnował kilka lat. Za to trzeba będzie opracować sensowny plan dostosowania rynku pracy do potrzeb osób w, hm, późnym wieku średnim.

Sześciolatki do szkół. Konieczne - i ze względów demograficznych (te dzieci szybciej wejdą na rynek pracy), i z uwagi na dobro dzieci ze wsi i małych miejscowości. Nieszczęsna akcja "Ratujmy maluchy" miała charakter wielkomiejski, zupełnie zaniedbując potrzeby dzieci ze środowisk wiejskich i zaniedbanych edukacyjnie.

Nie będziemy przywracać gimnazjów. Nie będziemy ich przywracać nie dlatego, że likwidacja gimnazjów była słuszna (nie ma żadnych, ale to absolutnie żadnych danych, które by to potwierdzały - dla porządku dodajmy, że nie ma też wielu danych potwierdzających, że z gimnazjami byłoby lepiej), ale dlatego, że po raz kolejny wprowadziłoby to kosztowny chaos, uciążliwy dla wszystkich: uczniów, ich rodziców, nauczycieli, samorządów. Trudno, na razie niech zostanie struktura organizacyjna wprowadzona przez deformę Zalewskiej; państwo powinno jednak wyasygnować środki na usunięcie największych braków i niewygód spowodowanych przez tę deformę (brak pracowni, koszta przystosowania budynków itp). Na pewno natomiast zmienione zostaną programy szkolne, ale też nie z marszu, tylko po co najmniej rocznej, może dwuletniej dyskusji nad ich kształtem. Największe bzdury, jak na przykład ksenofobiczne teksty z podręcznika do geografii dla VII klasy, nauczyciele mogą tymczasem pomijać.

Uchodźcy - przyjmować określone kategorie, w ograniczonej ilości. Ja nadal uważam, że Polska powinna przyjmować uchodźców, tak ze względu na ogólnoludzką solidarność z cierpiącymi, jak i na solidarność z tymi krajami Europy, do których uchodźcy masowo docierają. Jednak wstrętna kampania nienawiści rozpętana przez PiS zrobiła swoje, nakładając się na naszą kulturową ksenofobię i Polacy są teraz bardzo negatywnie nastawienie do uchodźców. Gwałtownie tego zmienić się nie da. Jednak ludzkie uczucia w nas wciąż drzemią i jesteśmy gotowi pomagać najsłabszym z najsłabszych. Należy wobec tego zapowiedzieć, że Polska będzie przyjmować rannych i chorych na leczenie, małoletnie sieroty i rodziny z dziećmi, a wszystkich do jakiegoś górnego pułapu. Należy przy tym dobitnie podkreślać, że tożsamość przyjmowanych osób będzie dokładnie sprawdzana, były bowiem w innych krajach przypadki, że dwudziestoparolatkowie bez dokumentów podawali się za nieletnich kilkunastolatków, bo to im dawało pewne dodatkowe przywileje, a potem dopuszczali się przestępstw.

Jednocześnie policja i podległa rządowi (!) prokuratura powinna otrzymać polecenie szczególnie skrupulatnego prowadzenia dochodzeń w sprawach, w których może chodzić o przestępstwa motywowane rasowo. Żeby nie było tak, że swastyka jest "hinduskim symbolem szczęścia", a jak kilku kolesi pobije Araba i nie sposób ich nie ścigać, to są ścigani za zwykłe, niekwalifikowane pobicie.

Obrona Terytorialna - natychmiast podporządkować Sztabowi Generalnemu. Reformować, naprawiać będziemy później. Ta kwestia swoim charakterem odbiega od pozostałych, ale w praworządnym państwie nie może istnieć prywatna armia ministra.

sobota, 09 września 2017

Brytyjski Institute for Public Policy Research, lewicowy (choć ma w swoim składzie arcybiskupa Cantenbury i kilku lordów) think-tank, ogłosił swój najnowszy raport poświęcony stanowi brytyjskiej gospodarki: Time for Change: A New Vision for the British Economy. Autorzy raportu stawiają tezę, że dzisiejsza gospodarka UK is creating neither prosperity nor justice. Podają szereg argumentów. Za Executive summary zacytuję tylko jeden:

The UK is the most geographically unbalanced economy in Europe. Almost 40 per cent of UK output is produced in London and the South East, and only those regions have recovered to pre-2008 levels. Median incomes in the North West, South West and West Midlands are now more than 30 per cent lower than in London and the South East; in Wales, 35 per cent; in Scotland 22 per cent. For people in deindustrialised areas and declining communities, there has been little sign of economic recovery.

Piszę to wszystko w kontekście wpływu Polaków na Brexit.

Zauważmy przede wszystkim że za Brexitem głosowała angielska i walijska prowincja. Duże miasta Anglii, a także Szkocja i Irlandia Północna, głosowały za pozostaniem w UE.

Dalej, jestem pewien, że przyjazd miliona Polaków i jeszcze kilkuset tysięcy innych Wschodnioeuropejczyków (Litwinów, Słowaków, Rumunów i całej reszty towarzystwa), z których część, niechby mała, zachowywała się niewłaściwie - ujmując to grzecznie, nie imponowali Brytyjczykom swoją kulturą osobistą, znajomością brytyjskich obyczajów (Anglo-Saxon Attitudes) i umiłowaniem dla poszanowania prawa - miał wpływ na decyzję pewnej części brytyjskich wyborców. Może nawet była to kropla, która przepełniła kielich. Ale strukturalne przyczyny Brexitu były inne, mianowicie, jak na to wskazuje raport IPPR, wewnętrzne zróżnicowanie Anglii, z bogacącymi się miastami i biedniejącą prowincją, której nikt od początku lat '80 nie miał niczego do zaproponowania. Populistyczni demagodzy łatwo mogli tej biednej i relatywnie coraz biedniejszej prowincji wmówić, że choć z natury rzeczy są lepsi od całej reszty świata - Rule, Britannia! - cierpią przez przeklętą Unię Europejską. I przez imirantów z Europy Wschodniej.

Utrzymywanie, że to Polacy są winni Brexitowi, jest daleko idącym uproszczeniem. W dodatku bardzo niesprawidliwym.

Nawiasem mówiąc, lewicowy - oni sami określają się jako "progresywny" - IPPR zdaje się wyrażać zrozumienie dla reform z czasów pani Thatcher. W pełnym raporcie piszą bowiem

The established economic order broke down first after the Great Depression of the 1930s and then again after the oil shocks and ‘stagflation’ (simultaneous high unemployment and inflation) of the 1970s. In both cases, economic crisis led to a major shift in economic understanding, policies and institutions. [...] And in the same way that the postwar Keynesian settlement was established in response to the first breakdown, and the ‘free market’ or ‘neoliberal’ settlement by the second, we believe that a new settlement must now be forged today.

Innymi słowy, neoliberalne reformy wczesnych lat '80 były jeśli nie właściwą, to dopuszczalną, a w każdym bądź razie taką, która przyniosła poprawę, odpowiedzią na katastrofalny stan brytyjskiej gospodarki końca lat '70. Obserwację tę dedykuję wszystkim dzisiejszym hipster-lewicowcom, pomiawiającym panią Thatcher nieledwie o sztańskie inspiracje. Problem w tym, że po prawie 40 latach rozwiązania wprowadzone przez panią Thatcher już nie działają. Wtedy działały, a teraz nie. Ba, dzisiejsze kurczowe trzymanie się tamtych rozwiązań przynosi więcej szkód, niż pożytku, bo dzisiejsze problemy i wyzwania są inne.

Podobnie, na gruncie polskim, jest z reformami Balcerowicza: Przy całej swojej bezwzględności, były one dobrą odpowiedzią na rozpad gospodarki późnego socjalizmu, hiperinflację i załamanie się rynków RWPG. Ale teraz trzeba czegoś innego. Pytanie, czego.

Brytyjski IPPR poważnie, na serio zastanawia się, jaki model gospodarczy powinna przyjąć post-brexitowa Wielka Brytania. Wie, że nie stanie się to ot, tak, w oka mgnieniu po zmianie prawa, zadekretowanej przez jakiegoś nieomylnego prezesa. IPPR publikuje raporty, zaprasza do dyskusji i zapowiada, że swoje rekomendacje - ale tylko rekomendacje! - przedstawi za rok. Kto u nas robi coś podobnego?

Brexit vote

piątek, 08 września 2017

Czas płynie w jedną stronę. Fizycy mówią, że czas ma strzałkę.

Fizyka stwierdza, że istnieją dwa procesy - a raczej dwie kategorie procesów - które spontanicznie, "same z siebie", zachodzą w jedną stronę. W skali całego Wszechświata jest to jego ekspansja: Wszechświat rozszerza się, nie zaś kurczy lub pozostaje taki, jaki jest. Proces ten zachodzi szybko, ale w naszej ludzkiej i ziemskiej skali na codzień go nie dostrzegamy, choć - co samo w sobie jest niesamowite! - możemy go z Ziemi zaobserwować i zmierzyć.

W skali codziennej w jedną stronę zachodzą nieodwracalne procesy termodynamiczne: Gaz rozpręża się do próżni, cukier rozpuszcza się w herbacie, a upuszczona na podłogę szklanka rozpada się na wiele kawałków, które "same z siebie" za nic nie chcą się na powrót połączyć. Prawie* na pewno termodynamiczna strzałka czasu wyznacza kierunek zachodzenia procesów biologicznych, te zaś, jak wierzymy, decydują o psychologicznym postrzeganiu czasu, o tym, że pamiętamy przeszłość, nie przyszłość.
*Piszę "prawie" z uwagi na ostrożność poznawczą.

Zachodzi ciekawe pytanie: czy te dwie kategorie procesów, ekspansja Wszechświata i termodynamiczne procesy nieodwracalne, są ze sobą jakoś powiązane? Na przykład, czy w hipotetycznym wszechświecie stacjonarnym procesów nieodwracalnych by nie było? Albo czy gdyby Wszechświat zaczął się kurczyć, cukier w gorącej herbacie spontanicznie by krystalizował?

Jeszcze trzydzieści lat temu uważano, że grawitacja w końcu zahamuje ekspansję Wszechświata i że zacznie się on kurczyć, że po Big Bangu nastąpi Big Crunch. Pytanie o to, czy w fazie kontrakcji termodynamiczne procesy nieodwracalne odwrócą swój kierunek wydawało się sensowne, choć nikt nie miał pojęcia jak na nie odpowiedzieć. W końcu Stephen Hawking w sposób niezwykle inteligentny uciekł od tego pytania: Stwierdził, że zanim Wszechświat zakończy swoją ekspansję, wpadnie w stan śmierci cieplnej i żadne procesy nieodwracalne, ani w jedną, ani w drugą stronę, nie będą zachodzić.

Kilka lat temu pojawiła się jednak hipoteza, że ekspansja Wszechświata wcale nie zwalnia, ale wręcz przeciwnie, przyspiesza! Odpowiedzialna miałaby za to być ciemna energia, substancja jeszcze bardziej tajemnicza od ciemnej materii. I choć w 2011 przyznano za to nagrodę Nobla, tak naprawdę i przyspieszona eksansja Wszechświata, i istnienie ciemnej energii pozostają nieudowodnionymi hipotezami. Ja osobiście w nie nie wierzę, choć niewątpliwie pomiar własności supernowych typu Ia w odległych galaktykach, będący podstawą, na której zbudowano hipotezę o przyspieszonej ekspansji, był bardzo piękny i subtelny i jako taki na Nobla być może zasługiwał. Jednak tłumaczenie własności tych supernowych - a konkretnie tego, że są słabsze, niż "powinny" być - przyspieszoną ekspansją nie jest jednynym możliwym wytłumaczeniem.

Załóżmy jednak, że ekspansja Wszechświata naprawdę przyspiesza, a kosmologiczna i termodynamiczna strzałki czasu są ze sobą powiązane. Można postawić ciekawe pytanie: Czy wraz z przyspieszeniem ekspansji Wszechświata, przyspieszeniu ulegną też termodynamiczne procesy nieodwracalne?

strzałka czasu

piątek, 01 września 2017

Wszystko wskazuje na to, że epidemia afrykańskiego pomoru świń (ASF) w Polsce coraz szybciej się rozprzestrzenia, co może stanowić niezwykle poważne zagrożenie dla polskiego rolnictwa. Przypomnijmy historię:

  • W 2014 po raz pierwszy stwierdzono tę chorobę w Polsce, u padłych dzików.
  • Jesienią 2015, pod koniec rządów PO-PSL, w Polsce stwierdzano trzy ogniska choroby w hodowlach świń. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii, ówczesny rząd wprowadził strefy ochronne - świń z hodowli zlokalizowanych w tych strefach nie wolno było sprzedawać na rynku. Aby ulżyć doli polskiego chłopa i zdobyć głosy, PiS obiecał złagodzić restrykcje, co też po wygranych wyborach zrobił. W efekcie
  • gdy rok temu, we wrześniu 2016, po niecałym roku rządów PiS, po raz pierwszy pisałem o ASF, ognisk było dwadzieścia.
  • Gdy trzy tygodnie temu, w połowie sierpnia 2017, ponownie pisałem o ASF - nawiasem mówiąc,  dyskusja poszła w całkiem inną stronę, ale też niezwykle ważną - ognisk było siedemdziesiąt.
  • Dziś, 1 września 2017, w radio usłyszałem, że jest ich już dziewięćdziesiąt i zbliżają się do linii Wisły.
  • Tak naprawdę, jest ich już dziewięćdziesiąt jeden - patrz mapa.

Jeśli epidemia przejdzie na lewy brzeg Wisły, będzie to dla polskiego rolnictwa i dla polskiego eksportu wieprzowiny katastrofa.

Takie są właśnie skutki dobrej zmiany.

obszar zapowietrzony

niedziela, 13 sierpnia 2017

Rok temu pisałem o szaleństwach ministra Jurgiela, związanych ze sposobem wprowadzania dobrej zmiany w rolnictwie, a osobliwie ze zwalczaniem epidemii afrykańskiego pomoru świń (ASF).

Należałoby raczej napisać: z niezwalczaniem afrykańskiego pomoru świń. Co najwyżej z poronnym, chybionym, doraźnym zwalczaniem skutków tej epidemii.

Wokół ognisk choroby tworzy się strefy ochronne. Świnie pochodzące z hodowli zlokalizowanych w tych strefach nie mogą być sprzedawane na rynku. Należałoby je wybić i zutylizować, a hodowcom wypłacić odszkodowanie, nawet w wysokości rynkowej wartości likwidowanych zwierząt.

Dobra zmiana postanowiła jednak być chytra, zwierząt nie marnować, ale jednocześnie zaoszczędzić. Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel wymyślił więc

ustawę "o szczególnych rozwiązaniach" w sprawie afrykańskiego pomoru świń. Nie ma ona na celu usprawnienia zwalczania choroby, a jedynie ulżenie doli polskich chłopów - drobnych hodowców świń z Podlasia i Mazowsza. Mianowicie, ustawa przewiduje zakup zdrowych świń nadających się do komercyjnego uboju ze stref ochronnych i przerobienia ich mięsa na konserwy dla wojska i do zapasów państwowych.

Przez rok nic się w tej sprawie nie działo, ale, jak donoszą media, ministrowi w końcu udało się znaleźć desperatów, którzy zagrożone mięso przerobią na konserwy. Komentarze są histerczyne: "PiS truje naród", "w życiu nie kupię już żadnej konserwy", "mamy jeść świnie przeznaczone do utylizacji?!" i tak dalej. Wirtualna Polska pisze:

Trudno krytykować szczytny cel (ograniczenie strat budżetu państwa i narzekań rolników), bardziej chodzi o metodę. Konserwowe szynki, mielonki, pasztety nie są w żaden sposób oznaczane [...] Zjemy je nieświadomi, a skazani na zapewnienie ministerialnych ekspertów, że nic nie zaszkodzi.

Tymczasem nie w tym rzecz. Wirus ASF jest niegroźny dla ludzi, ale samo przemieszczanie zwierząt, wśród których prawie na pewno znajdą się sztuki chore (choć nie wykazujące objawów) i przetwarzanie mięsa bez zachowania szczególnego reżimu sanitarnego, a w konsekwencji dopuszczenie do tego, że w odpadach lub w gotowych wyrobach znajdzie się wirus, wytrzymujący standardową obróbkę cieplną i mogący przetrwać w mięsie wiele miesięcy, wprowadza wielkie ryzyko niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby. Samo niepotrzebne wjeżdżanie do gospodarstw w strefach ochronnych rodzi ryzyko, że wirus przemieści się na kołach pojazdów czy ubraniach ludzi. Jeśli choroba przedostanie się na lewy brzeg Wisły, gdzie jest polskie "świńskie zagłębie", grozi to wielomiliardowymi stratami dla rolnictwa i wyparciem z rynku europejskiego na wiele lat. Cel działań ministra Jurgiela nie jest więc "szczytny", tylko piramidalnie głupi. Działania ministra będą raczej niegroźne dla zdrowia ludzi, potencjalnie stnowią jednak wielkie zagrożenie dla gospodarki.

Z ekonomicznego punktu widzenia znacznie tańsze może się okazać wybicie i zutylizowanie zagrożonych stad, z wypłaceniem hodowcom odszkodowań nawet będących wielokrotnością ceny rynkowej.

To, że minister Jurgiel tego nie rozumie, wcale mnie nie dziwi: on ma realizować dobrą zmianę, a nie znać się na gospodarce, rolnictwie czy przetwórstwie spożywczym. To, że nie rozumieją tego jego doradcy i urzędnicy, dobierani na wszystkich szczeblach, od ministerstwa aż po najmniejsze biuro w gminie, według klucza lokalny działacz-szwagier-kuzynka, też mnie nie dziwi. Dobra zmiana już dawno zrezygnowała ze szkodliwego kryterium kompetencji. Mam jednak spore pretensje do piszących o tym mediów, że straszą ludzi nie tym, co trzeba, nie wyjaśniając istoty problemu. Z pewnością jednak pisać "PiS truje ludzi" jest znacznie łatwiej, niż poprosić jakiegoś eksperta, żeby przystępnie i kompetentnie wyjaśnił, o co chodzi. Poza tym "PiS truje ludzi" to dobry clickbait, a kolejny gadający ekspert wręcz przeciwnie.

Ha! Jak się okazuje, były nawet jakieś unijne pieniądze na - między innymi - pomoc dla hodowców dotkniętych przez skutki ASF. Przez indolencję Ministerstwa Rolnictwa i podległych mu służb, wększość z tych pieniędzy nie została wykorzystana. Pisze o tym PSL na swoim portalu, ale zdaje się, że czyta go tylko niewielka grupka działaczy tej partii.

Nadzorowane przez dobrą zmianę rolnictwo może mieć jeszcze jeden poważny problem: Na skutek niekompetencji ARiMR, ponad milion rolników może nie dostać dopłat, a Polska będzie musiała zapłacić gigantyczne kary. I tu zaczynam mieć wielkie pretensje do opozycji, przede wszystkim do PSL, ale do Platformy i Nowoczesnej też: zamiast lansować się na Woodstocku, powinni wielkim głosem i przy każdej możliwej sposobności grzmieć o tym skandalu, dowodzi on bowiem nie tylko niekompetencji PiS, ale także fundamentalnego oszustwa, leżącego u źródeł sukcesu PiS: Ci straszni szkodnicy twierdzą przecież, że dbają nie o elity, ale o "Polki i Polaków", podczas gdy w rzeczywistości Polki i Polaków mają w dupie, a chodzi im tylko o zaspokojenie żądzy zemsty Jarosława Kaczyńskiego i realizację jego chorych urojeń. No i o posady dla działacza, kuzynki i szwagra.

Jeśli dopłaty nie zostaną wypłacone, jeśli epidemia ASF się rozprzestrzeni, PiS będzie usiłował twierdzić, że to zła Unia Europejska mści się na polskich rolnikach za to, że Polska nie chce przyjąć islamistów-terrorystów. Nie można do tego dopuścić.

konserwy mięsne

środa, 09 sierpnia 2017

Dobra zmiana właśnie spróbowała usunąć Czesława Miłosza z kanonu lektur szkolnych. Straszny rejwach się podniósł, w końcu Miłosz to noblista i MEN oświadczył, że skądże znowu, ze dwa wiersze zostaną.

A ja się wcale dobrej zmianie nie dziwię. W PRLu Miłosza w szkole nie było - pojawił się w 1981, w karnawale Solidarności i po tym, gdy dostał Nobla - i było tak dobrze! Za to byli Krzyżacy, Medaliony i Placówka, a w telewizorze Czterej Pancerni i Pies. Jak ulał na dzisiejsze czasy.

Gdy byłem małym dzieckiem, mój tato, polonista, nauczył mnie na pamięć wiersza, o którym dziś twierdzę, że jest jednym z najlepszych wierszy w języku polskim:  W mojej ojczyźnie. Miałem wtedy może trzy lata, niewiele rozumiałem, ale pewnie dlatego, że tato mnie go wówczas nauczył, dziś myślę, że to jest wiersz wybitny. Przejmujący. Ciemny, ale rozświetlony łagodnym, wewnętrznym światłem. Fraza cyranek świsty w górze porywiste wciąż wywołuje we mnie dreszcze, choć wtedy zupełnie nie wiedziałem, co to jest cyranka (wiadomo tylko, że nie ptak).

Uwielbiam polską poezję. Tato chyba osiągnął swój cel.

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne,
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.

I płytkich wód szept w jakimś zmroku ciemnym,
I dno, na którym są trway cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.

Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni.

Warszawa, 1937

poniedziałek, 24 lipca 2017

Andrzej Duda zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Szkoda, że nie zawetował ustawy o sądach powszechnych, dającej panu Zbyszkowi prawo swobodnego mianowania i odwoływania prezesów sądów, ale dorze, że choć te dwie zawetował.

Umarł Adrian, narodził się Andrzej? No, powiedzmy, Andrzejek...

Duda przypomniał też, że minister sprawiedliwości, będący także prokuratorem generalnym, w polskiej tradycji nigdy nie miał wpływu na obsadę i organizację Sądu Najwyższego.

Już nie prztyczek, ale fanga w nos pana Zbyszka, jak pisałem, jednego z najbardziej niebezpiecznych polityków PiSu. Gdyby dr Duda ustawy podpisał, stałby się bezwolną marionetką już nawet nie Kaczyńskiego, ale pana Zbyszka. 

A co będzie dalej? Przypuszczam, ze jakoś tak, jak przewidywałem w poprzedniej notce. Polska - jeszcze - nie stanie się na powrót demokracją liberalną, ale autorytaryzm będzie miększy, a będzie też mniej paranoi.

To ostatnie - daj Boże.

środa, 19 lipca 2017

Wczoraj stała się rzecz nieoczekiwana: Prezydent Andrzej Duda sprzeciwił się PiSowi. Najwyraźniej wkurzył się, że PiS do tego stopnia go lekceważy, że nawet nie poinformował go o treści ustaw podporządkowujących wymiar sprawiedliwości rządowi, a nawet odebrał prezydentowi pewne uprawnienia (kto powołuje I Prezesa Sądu Najwyższego). Duda zgłosił więc pewne poprawki i w ostrych, jak na niego, słowach zapowiedział, że nie podpisze ustawy o SN, jeżeli jego poprawki nie zostaną uwzględnione.

Poprawki Dudy nadal są niekonstytucyjne, a bliższa analiza pokazuje, że niewiele one zmieniają - poza pstryknięciem w nos pana Zbyszka, który przygotował sobie takie piękne narzędzia, a chyba będzie musiał oddać je Dudzie. Jedyny pożytek z prezydenckich poprawek może być taki, że co najwyżej opóźnią podporządkowanie sądów PiSowi o jakiś czas; może nawet SN zdąży skierować sprawę Kamińskiego do drugiej instancji. No i tyle.

Niemniej jednak stało się coś ważnego: po raz pierwszy od jesieni 2015 Jarosław Kaczyński przestał sprawować absolutną kontrolę.

Co prawda niektórzy - na przykład Ziemowit Szczerek - przypuszczają, że było to uzgodnione z PiSem: taka gra, aby Duda wyszedł na dobrego policjanta. Nie sądzę. PiS był zaskoczony, czego najlepszym dowodem jest irracjonalna decyzja, aby wobec jednoznacznej zapowiedzi prezydenckiego weta, przyspieszyć prace nad ustawą o SN. A w nocy Jarosław Kaczyński kompletnie się zdekompensował i zwyzywał opozycję od zdradzieckich mord, kanalii, a wreszcie morderców, gdyż mieli czelność wziąć imię ś.p. Lecha Kaczyńskiego nadaremno (to takie nowe przykazanie w kościele PiS).

Myślę więc, że Andrzej Duda zagrał na serio - co zresztą wcale nie musi być dobrą wiadomością. Ale o co on gra?

Mówi się, że pierwsza kadencja służy do tego, aby zapewnić sobie drugą (Bronisław Komorowski o tym zapomniał, no i masz babo placek). Andrzej Duda wie, że PiS nie może go nie wystawić w wyborach 2020, bo byłoby to zupełnie niezrozumiałe dla znacznej części twardego elektoratu. Gdyby PiS wystawił nie-Dudę, choćby samego prezesa, a Duda wystartował z własnego komitetu, głosy by się rozbiły i prezydentem, kto wie, mógłby zostać znienawidzony Tusk. Jeśli więc Duda nie przedzierzgnie się nagle w liberała czy choćby w europejskiego chadeka, na co się zresztą nie zanosi, ale jednak zacznie się PiSowi stawiać, PiS i tak go wystawi, nawet jeśli zrobi to z kwaśną miną. Jednocześnie Duda wie, że Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i grupa ich najwierniejszych pretorianów budzi wśród wielu ludzi głęboką niechęć, obsesje Kaczyńskiego i niejasne powiązania Macierewicza szkodzą Polsce, a kult smoleński większość ludzi doprowadza do złości i zażenowania. I teraz Duda ma swoją szansę: jeśli wygra z Kaczyńskim batalię o sądy, bardzo wzmocni się wizerunkowo (jeśli przegra, stanie się pośmiewiskiem nawet we własnym obozie) i - pamiętając o wszystkich upokorzeniach, których doznał od prezesa - będzie mógł myśleć o umniejszeniu roli, a z czasem o zmarginalizowaniu Kaczyńskiego i Macierewicza. Będzie mógł się kreować na centrystę, który, owszem, służąc Narodowi Polskiemu, chce go trzymać silną ręką, nie pozwoli na sejmową anarchię, ale też nie podporządkowuje się dyktatowi Brukseli, broni przedmurza chrześcijaństwa i uchodźców nie przyjmie, ale będzie chętnie z Europą w innych sprawach współpracował, a przy tym nie jest jawnie obłąkany. W to może uwierzyć znaczna część wyborców PiSu (a inni będą sparaliżowani, bo jeśli nie Duda, to Tusk!), podłączy się do tego - już się podłącza! - Kukiz i jego nacjonalistyczno-zaściankowi wyborcy, a może nawet prawa część Platformy? Stąd już tylko krok do wskazania, że Kaczyński i Macierewicz z jednej, a Tusk, Schetyna i Petru z drugiej, to typy anachroniczne, zgrane, toczące swoją rytualną wojnę, która szkodzi Polsce. Trzeba ich wszystkich odrzucić, bo dopóki będą obecni w polityce, dopóty będą ją zatruwać. Potrzebna jest młoda, centrowa partia, pod przywództwem młodego, energicznego prezydenta Dudy! I druga kadencja w kieszeni, pozycja polityczna wzmocniona, trwałe miejsce w historii pewne!

Co by to przyniosło Polsce? Więcej chaosu i bałaganu, ale mniej paranoi, dysfunkcjonalność, ale bez zagrożenia wyrzuceniem z UE, utrwalenie pół-peryferyjnej pozycji gospodarczej Polski, ale bez bezpośredniego ryzyka wpadnięcia w rosyjską strefę wpływów. Polska nadal będzie ksenofobiczna i patriarchalna, ale pozycja Kościola trochę osłabnie, medyczna marihuana zostanie zalegalizowana, a wycinka puszczy wstrzymana. Soft-PiS, wzmocniony kukizowcami i - być może - prawą stroną Platformy, nie tak zły, jak w arcypesymistycznej wizji Marcina Kamińskiego, ale, mówiąc szczerze, i tak całkiem niedobry.

Jaki kraj, taki Macron.

mordy zdradzieckie, kanalie

wtorek, 18 lipca 2017

PiS właśnie brutalnie, niekonstytucyjnie przejmuje władzę nad Sądem Najwyższym. Wszyscy podkreślają ustrojową rolę Sądu Najwyższego: To SN stwierdza ważność wyborów. Gdy więc już PiS "odzyska" SN, ten zatwierdzi wybory wygrane przez PiS dzięki złamaniu ordynacji wyborczej - lub też, jeśli tak się zdarzy, nie zatwierdzi wyborów przegranych przez PiS.

Nie wykluczam, że Jarosław Kaczyński, zły człowiek, będzie chciał skorzystać z tej możliwości. Jednak pośpiech, z jakim PiS dokonuje swojego zamachu, świadczy o tym, że cele są doraźne: Mianowicie chodzi o uniemożliwienie SN skierowania do drugiej instancji sprawy Mariusza Kamińskiego, koordynatora służb specjalnych, bezprawnie ułaskawionego przez prezydenta, a także o uniemożliwienie SN zbadania, czy sędzia Przyłębska została prawidłowo wybrana na prezesa TK.

Ponieważ jednak wiele osób nie dostrzega, że orzeczenie o ważności wyborów dotyka także ich praw fundamentalnych, a we wspomnianych sprawach widzi tylko ich aspekt "celebrycki", komentatorzy starają się wytłumaczyć, dlaczego niezawisły Sąd Najwyższy jest potrzebny zwykłym obywatelom.

Spróbuję i ja.

Sąd Najwyższy rozstrzyga kasacje oraz wydaje interpretacje prawa w sprawach mogących dotyczyć zwykłych obywateli, a zarazem bardzo skomplikowanych prawnie - na przykład dotyczących dziedziczenia, podatków czy różnych aspektów działalności gospodarczej. Otóż ja bardzo bym chciał, aby te wyroki, opinie i interpretacje wydawali sędziowie dobrani ze względu na swoje wysokie kompetencje merytoryczne i moralne, a nie ze względu na polityczne sympatie i lojalność. Niezliczone przykłady z różnych krajów i epok pokazują, że lojalność i posłuszeństwo władzy nie są tożsame z wysokim poziomem kompetencji. Na ogół bywa wręcz przeciwnie. Na naszym podwórku widzimy, jakie to tuzy prawnicze PiS skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma powodu oczekiwać, że w wypadku SN byłoby inaczej. Przecież nie na darmo PiS forsuje przepis, wedle którego sędzią SN może zostać prokurator lub radca prawny z pięcioletnim stażem.

Nie chcę, żeby w Sądzie Najwyższym orzekały osoby o kwalifikacjach Misiewicza lub PiSowskich menedżerów stadnin koni.

Łańcuch światła pod Sądem Najwyższym

Protest w obronie niezawisłości Sądu Najwyższego, Warszawa, 16 lipca 2017

czwartek, 13 lipca 2017

Dwa lata temu pisałem, że Polska to wspaniały kraj i wytrzyma rządy PiSu, choć będzie ciężko. Dziś już nie jestem tego pewien. Gospodarka co prawda nadal jest rozpędzona - PO-PSL zostawiły ją w bardzo dobrym stanie, a jedyną zasługą PiS jest to, że jej natychmiast nie popsuły - bezrobocie jest niskie a program 500+ ma krótkotrwale korzystny wpływ na poziom zamożności. Jednak inwestycje zostały zahamowane, co fatalnie wróży na przyszłość, a tłumy Misiewiczów, których jedyną kompetencją jest to, że znają program PiS lub mają w PiS jakiegoś wujka, w praktyce gwarantują, że zarządzane przez nich spółki skarbu państwa i inne ważne instytucje popadną w kłopoty. PiS szykuje ukryte podwyżki podatków (abonament RTV, opłata paliwowa, zmiany w prawie wodnym). Zadłużenie rośnie tak szybko, jak chyba nigdy dotąd. Wbrew wszelkim światowym trendom, Polska stawia na energetykę węglową (co na razie skutkuje koniecznością oficjalnego importu węgla, być może z Rosji!), a PiS z premedytacją niszczy energetykę OZE. Mamieni obietnicami dostaw gazu z Ameryki, coraz bardziej uzależniamy się od dostaw z Rosji. Dalej, armia została katastrofalnie oslabiona: dowódcy pozwalniani, Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej rozbrojona, śmigłowców wielozadaniowych nie ma, o śmigłowcach szturmowych nawet nikt nie wspomina, obrony przeciwlotniczej nie ma (będzie - jeśli będzie - po 2022, ale za to ho, ho, jaka nowoczesna - i jaka droga!), za to za pieniądze przeznaczone na rozwoj sił operacyjnych powstaje prywatna armia ministra Macierewicza. Wokół Macierewicza, werbalnie niezwykle antyrosyjskiego (złodziej zawsze najgłośniej krzyczy "Łapaj złodzieja!"), kręcą się różne dziwne typki, przynajmniej pośrednio powiązane ze służbami rosyjskimi. Ostatnio padła nawet sugestia, że afera taśmowa rozgrywała się z udziałem rosyjskich służb. We wrześniu zobaczymy, do jakiego nieszczęścia doprowadziła minister Zalewska w oświacie, a w październiku, gdy zacznie działać sieć szpitali, doświadczymy załamania opieki zdrowotnej. Na płaszczyźnie międzynarodowej Polska jest izolowana (uchodźcy, rządy prawa, obawa przed rosyjską penetracją, publiczne wystąpienia antyniemieckie i antyfrancuskie naszych władz). Minister Jurgiel chce przywracać PGRy. Minister Szyszko wycina puszczę i drzewa w miastach. Nawet stadnin koni nie oszczędzili!

A gdy wejdą w życie najnowsze PiSowskie ustawy dotyczące prawa - o ustroju sądów powszechnych, o KRS, a przede wszystkim o Sądzie Najwyższym, ta ostatnia zgoszona jako projekt poselski (!), w środku nocy i w środku wakacji - będzie można oficjalnie ogłosić, że Polska przestała być demokratycznym państwem prawa. 

Teoretycznie ustawy te może jeszcze zawetować prezydent, ale raczej nie żywię złudzeń, że dr Duda się na to zdobędzie.

Przestałem w pewnym momencie komentować kolejne PiSowskie, bezprawne zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, bo stało się to zupełnie jałowe. Dla porządku więc przypomnę, że po śmierci Lecha Morawskiego, dublera, Trybunał liczy 12 sędziów (przy czym wśród sędziów są osoby nie spełniające konstytucyjnego wymogu wyróżniania się wiedzą prawniczą, jak na przykład ta pani, która nie nadawała się do orzekania w Sądzie Okręgowym, bądź nieskazitelnością moralną, jak pan, który jako adwokat brał od klientów pieniądze, zwodził ich całymi miesiącami, ale żadnych czynności w ich sprawach nie wykonywał), plus trzech sędziów wciąż niezaprzysiężonych przez dr. Dudę, plus dwóch dublerów. Konstytucyjne stanowiska prezesa i wiceprezesa TK pozostają nieobsadzone: Za prezesa uchodzi pani wybrana niezgodnie nawet z uchwalonymi przez PiS przepisami, wiceprezesem zaś mianowano pana, który nie jest sędzią, ale to oni decydują o wyznaczaniu składów i terminów rozpraw. Nie ma więc kto uznać niekonstytucyjności PiSowskich przepisów, a gdy pan Zbyszek przejmie całkowitą kontrolę nad sądami, nawet rozproszona kontrola sądowa konstytucyjności prawa stanie się niemożliwa.

Co dalej, a raczej, kiedy i w jakiej kolejności dalej? Samorządy, media prywatne, cenzura? W 2019 odbędą się jakieś wybory, ale przy tak zmienionej ordynacji i zastraszaniu opozycji, że będzie to operacja czysto fasadowa, jak w Turcji czy w Rosji.

Witaj, Euroazjatycka Unio Gospodarcza!

Dietrich Monten, Finis Poloniae, 1831

P.s. Tak, wiem, że Kościuszko nie wzniósł tego okrzyku. 

P.p.s. Polecam też notkę drakainy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31