Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
sobota, 28 stycznia 2017

Nicola Porpora, Germanico in Germania, Capella Cracoviensis plus soliści, dyrygował Jan Tomasz Adamus.

Dawno nie pisałem o muzyce? Wczorajszy koncert jest okazją, by do tego wrócić.

Po tym, gdy Kraków wyrzucił Filipa Berkowicza, formuła Opera Rara zmieniła się - moim zdaniem na gorsze. Ale wczoraj było, jak dawniej: Wykonanie nieco zapomnianej opery barokowej, z dziwacznym i ahistorycznym librettem, w formacie koncertowym,  w Teatrze Słowackiego, z udziałem znanych solistów. 

Powiedzmy szczerze, muzyka Porpory nie jest szczególnie porywająca, tym bardziej można się było skupić na tym, jak poszczególni artyści śpiewali.

A śpiewali całkiem dobrze. Kontratenor Max Emanuel Cenčić jest tak dobry, że gdy tylko mu się chce - a wczoraj mu się nawet chciało, co było miłym kontrastem w stosunku do jego poprzednich występów w Krakowie - jest bez zarzutu i słucha go się z dużą przyjemnością. Grecka mezzosopranistka Mary-Ellen Nesi i rosyjska sopranistka o bardzo orientalnej, zapewne tatarskiej urodzie, Dilyara Idrisova, wypadły bardzo dobrze; chyba właśnie śpiew Idrisovej najbardziej mi się wczoraj podobał. Sopranistka Marzena Lubaszka ma ładny głos i śpiewa bardzo dobrze, niestety, dość cicho. Ponieważ Lubaszka zastąpiła w obsadzie inną, pierwotnie anonsowaną śpiewaczkę, orkiestra była wyraźnie ustawiona pod mocniejszy głos i miejscami wprost zagłuszała Lubaszkę. Węgierski tenor György Hanczár śpiewał poprawnie i to chyba wszystko, co można o nim powiedzieć.

Rozczarowaniem była dla mnie druga rosyjska sopranistka, Julia Lezhneva, obok Cenčica największa gwiazda wieczoru. Lezhneva nie jest już tą młodziutką, nieśmiałą dziewczyną, która kilka lat temu po raz pierwszy pojawiła się w Krakowie. Mimo, że wciąż jest młoda - ma 27 lat - jest już śpiewaczką dojrzałą. Trochę przytyła i, jakby to ująć, "zmężniała". Ma cudowną barwę głosu, głos jest przy tym czysty i donośny, nie ma najmniejszych trudności technicznych - niektóre rzeczy wyśpiewuje trochę w stylu Viviki Genaux, wykonując niesamowite, nieludzkie wprost, trudne do ogarnięcia ruchy wargami i policzkami; technicznie efekt jest niesamowity! - ale chyba trochę zmieniła ustawienie głosu, przybiera inną pozycję do śpiewu; być może jest to związane z drobnymi w końcu zmianami w jej fizycznej budowie. No i jakoś mi to nie brzmi. Coś jest nie tak. Do tego nabrała jakiejś takiej nieprzyjemnej maniery scenicznej, toczy wzrokiem po sali jak śpiewaczka sprzed stu lat. Publiczność dawała jej wielkie brawa, a my nie. Czemu zachwyca, skoro nie zachwyca?

Przyszło mi w którymś momencie do głowy, że Julia Lezhneva będzie tak samo wyglądać i tak samo śpiewać przez najbliższe dwadzieścia lat. 

Orkiestra - krakowska, ale w bardzo międzynarodowym składzie - grała nader przyzwoicie, poza jednym momentem. Otóż w kończącej pierwszy akt arii Son qual misero róg ma, w zamyśle, grać w kontrapunkcie z solowym sopranem. No i róg w tym fragmencie okrutnie fałszował. Fałszował. Fał-szo-wał. Podobno gra na rogu jest bardzo trudna, ale lepiej, gdyby go tam nie było.

Poza tym wszystko w porządku. Można powiedzieć, przyjemny wieczór, ale bez rewelacji.

sobota, 21 stycznia 2017

Powiada się, że spory i różnice poglądów są czymś normalnym w demokratycznym społeczeństwie.

Otóż nie w Polsce.

Ja uważam PiS za straszliwe zło, które dotknęło Polskę. Z trudem przywołuję resztki mojego chrześcijaństwa, by stwierdzić, że co prawda przywódcy PiSu to szkodniki - Jarosław Kaczyński jest kimś na kształt średniego Gomułki, pan Zbyszek jest jednym z większych egocentryków, jakich ziemia nosiła, Antoni Macierewicz jest regularnie obłąkany (albo jest ruskim agentem, tertium non datur), Ryszard Terlecki, Joachim Brudziński, Jarosław Gowin i kilku innych to trudni do ogarnięcia cynicy, a reszta towarzystwa, państwo Duda, Szydło, Zalewska, Błaszczak, Waszczykowski, są zwyczajnie głupi - ale to nie znaczy, że wolno im okazywać pogardę. Ludźmi nie wolno gardzić, nawet jeśli uznajemy ich za głupców lub cynicznych szkodników. Jak powiadają Desiderata, głupi też mają swoją opowieść.

Wyborcy PiSu, cóż, niektórzy głosowali na tę partię ze względu na swój osobisty interes (co w demokracji jest jak najbardziej uprawnione!), ale większość, jak sądzę, kierowała się dobrą wolą, ale popełniła kardynalny błąd uznając, że partia ta będzie dobrze służyć Polsce. W rzeczywistości PiS Polsce szkodzi, służąc jedynie interesom bardzo wąskiej grupy swoich przywódców. Ludzie mają jednak prawo do błędu i życzę wyborcom PiSu - a także sobie i w ogóle całej Polsce - żeby jak najszybciej się z tego błędu otrząsnęli.

W odpowiedzi słyszę, że ci, którzy protestują przeciwko polityce obecnego rządu, to gorszy sort obarczony genem zdrady, "komuniści i złodzieje", SBecy i dzieci SBeków lub też ludzie specjalnej troski. Kto nie z nami, ten przeciwko nam: PiSowscy neobolszewicy, ukształtowani w czasach realnego socjalizmu, roją sobie o jedności moralno-politycznej Narodu, oczywiście pod swoim przywództwem. Kto tego przywództwa nie uznaje, celów nie podziela, nie ma prawa nazywać się Polakiem. Od zarzutu świadomego działania na szkodę Polski przeciwników PiSu może uchronić tylko upośledzenie umysłowe. To, że ktoś może kochać Polskę i starać się działać dla jej dobra, a jednocześnie nie podziela ideałów PiSu, jest w PiSowskim dyskursie nie do pomyślenia.

Być może to ja nie mam racji w ocenie tego, co jest dobre dla Polski i co robi PiS. Nie sądzę, aby tak było, ale dopuszczam taką możliwość. Może więc nie mam racji, mylę się, ale to jednak nie czyni ze mnie zdrajcy ani też nie dowodzi, że jestem niespełna rozumu lub że nie jestem Polakiem, a wobec tego nie dziwota, że źle życzę Polsce - a to właśnie słyszę ze strony przywódców PiSu i wielu zwolenników tej formacji.

I to utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak mam rację.

niedziela, 15 stycznia 2017

Martwiłem się ostatnio, że internety stają się coraz mniej kreatywne. Wiarę w ludzkość przywrócił mi fejsbukowy profil San Escobar.

Najpierw ze wzruszeniem dowiedziałem się, że dzisiaj gra tam Gran Orquesta Caridad de Navidad.

Później przeczytałem, że tworzona jest nowa, uaktualniona mapa San Escobar i turyści z Polski proszeni są o zgłaszanie swoich uwag i propozycji. Moje trzy ulubione:

3. Znane z wyjątkowej kawy miasteczko La Lura.

2. Las Dudas, z największą na świecie fabryką długopisów.

1. Leżące w pobliżu Su Vereno, słynące ze swoich fioletowych wód jezioro De Naturato.

Dzięki ci, ministrze Waszczykowski!

poniedziałek, 09 stycznia 2017

Zagadnienia prawno-ustrojowe większości ludzi wydają się abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości. Nie są, ale w czasach postprawdy nieważne, co jest, ważne, co się komu wydaje, że jest. Ludzie widzą jednak, że ktoś przeciwko władzy PiS protestuje i że protest ten cieszy się pewnym społecznym poparciem. Władza, w swoich bolszewickich ciągotach, tęskni na czasami "jedności moralno-politycznej Narodu" (w czasach Gierka słowo "naród" pisano jednak, zgodnie z zasadami gramatyki, przez małe "n"), więc żadnych protestów nie toleruje, protestujących zaś chce ośmieszyć i zdyskredytować. I oto kilku panów, pretendujących do roli przywódców opozycji, pięknie i własnoręcznie się PiSowi podłożyło.

W krótkim czasie wybuchły dwie afery.

Po pierwsze, w Sejmie trwa protest przeciwko manipulacjom PiS przy głosowaniu ustawy budżetowej i innych ustaw (patrz Atrapa). W ramach tego protestu Platforma i Nowoczesna prowadzą cokolwiek surrealistyczną okupację - rotacyjną okupację - Sali Posiedzeń Sejmu (na co PiS, nawiasem mówiąc, odpowiada równie groteskowo, zabijając boczne drzwi do Sali Kolumnowej dyktą i zastawiając korytarze stertami krzeseł, żeby opozycji maksymalnie utrudnić zgłaszanie kłopotliwych wniosków formalnych, gdyby posiedzenie miało tam zostać przeniesione). Protestujący posłowie podkreślają swoje poświęcenie: walcząc o Sprawę, zrezygnowali ze spędzania Bożego Narodzenia z rodzinami i z zabaw sylwestrowych. Tymczasem lider Nowoczesnej, Ryszard Petru, wraz z domniemaną kochanką, poleciał na Sylwestra do Portugalii. Mieli polecieć na Maderę, ale afera wybuchła, zanim tam dolecieli, więc zostali na kontynencie i szybciutko wrócili do Warszawy. Petru nie złamał prawa, za bilety zapłacił sam, jest dorosły, opinii publicznej nic do tego, z kim spędza wakacje, tym bardziej, że nigdy nie epatował swoimi katolickimi poglądami, słowem, myśli Petru, nie powinno być żadnej sprawy. A jednak jest.

Cóż to bowiem za okupacja i cóż to za poświęcenie, gdy w Sejmie posiedzi się kilka-kilkanaście godzin, a potem można iść do domu, na bal albo do Portugalii, bo dalszy protest poprowadzą inni posłowie, których po odpowiednim czasie zmieni ktoś jeszcze inny? Wakacje jednego z liderów protest dezawuują, tym bardziej, że sam Petru kilka dni wcześniej wyrzucał dr. Dudzie, że ten jedzie sobie na narty zamiast próbować znaleźć jakieś wyjście z sejmowego klinczu. Opinia publiczna otrzymała jasny sygnał, że Petru na znalezieniu rozwiązania też zbytnio nie zależy.

Jest jeszcze jeden aspekt, który chyba umyka większości komentatorów: To prawda, że coraz więcej Polaków może sobie pozwolić na zagraniczne wakacje, ale większości na to nie stać, a i ci, których stać, na ogół jeżdżą na wczasy all inclusive w ośrodkach obsługujących masową publiczność. Sylwestrowy wypad na Maderę to coś, na co mogą sobie pozwolić tylko członkowie zamożnej elity. Jeśli chcemy przekonać Szeroką Publiczność, zwykłych ludzi, że sprawy, o które walczymy w Sejmie, są ważne, nie możemy jednocześnie demonstrować naszego oderwania, alienacji, wywyższania się nad innych. PiS ciągle powtarza, że protesty odbywają się wyłącznie w interesie elit, bojących się utraty swoich dotychczasowych przywilejów - no i masz, jeden z przywódców protestu demonstruje, że stać go na więcej, niż zwykłych Polaków. Tak, jak ośmiorniczki, spożywane przez Platformianych ministrów, stały się symbolem alienacji tej formacji - nieważne, co oni tam mówili (zresztą nic strasznego nie mówili), ważne, że ich zachowanie uznano za dowód oderwania tych polityków od zwykłych ludzi - tak Madera zapewne stanie się symbolem przepaści dzielącej lidera Nowoczesnej od wyborców, o których głosy powinien zabiegać. Bo jeśli miałby zabiegać tylko o tych, których stać na wakacje na Maderze, to już przegrał.

Bohaterem drugiej afery stał się lider KODu, Mateusz Kijowski. Twierdził on, że za pracę dla KOD nie pobiera żadnego wynagrodzenia, tymczasem okazało się, że firma jego i jego obecnej żony w ciągu pół roku wystawiła KODowi faktury za usługi informatyczne na kwotę 90 tysięcy złotych. Co więcej, nie wiedziała o tym ani opinia publiczna, ani - podobno - nawet część Zarządu KOD.

No i znów, to, że KOD Kijowskiemu płacił, nie jest nielegalne. Jest też jasne, że Kijowski z czegoś musi żyć, a ponieważ sprawom KODu poświęca mnóstwo czasu, powinien być za to wynagradzany. Gdy jednak okazuje się, że organizacja finansowana wyłącznie z dobrowolnych składek płaci swojemu liderowi niemałe pieniądze, a w dodatku wygląda na to, że chciano ten fakt ukryć, sprawia to fatalne wrażenie. Na świecie było wiele skandali związanych z tym, że ludzie wpłacali na jakiś szczytny, w ich mniemaniu, cel - mogło to dotyczyć polityki, ale także organizacji religijnych - a potem wychodziło na jaw, że znaczną część tych pieniędzy przejmowali przywódcy na swoje potrzeby. To naprawdę jest oburzające. Jeśli KOD chciał Kijowskiemu płacić, powinien robić to jawnie, nie ukrywając tego faktu: skrajną polityczną naiwnością i głupotą było przypuszczenie, że wypłaty dla Mateusza Kijowskiego nie staną się publiczne i że przeciwnicy KOD nie będą się wykorzystywać niejasności do zohydzenia i wyśmiania KODu.

W dodatku niektórzy spekulują, że Kijowski wybrał ten sposób zapłaty - faktury wystawiane przez firmę, nie wynagrodzenie dla człowieka - aby ukryć pieniądze przed komornikiem, ścigającym go za zaległości w płaceniu (zbyt wysokich, zdaniem Kijowskiego) alimentów. Tego nie wiem. Byłby to podwójny skandal. 

Jest oczywiście prawdą, że problemem Polski nie są wakacje Ryszarda Petru czy 90 tysięcy Mateusza Kijowskiego (nawiasem mówiąc, o to ostatnie najbardziej obłudnie oburzają się przeciwnicy KOD, których to finansowo nigdy nie dotyczyło; ja na KOD wpłacałem, więc, w pewnym sensie, mam prawo się oburzać). Większym problemem jest milion wydawany rocznie z publicznych pieniędzy na ochronę Kaczyńskiego, miliony prawem kaduka przyznane panu dyrektorowi Rydzykowi i innym organizacjom kościelnym czy 4 miliardy (sic!) złotych, które klientom SKOKów PiSowskiego darczyńcy i senatora Grzegorza Biereckiego musiał zwrócić Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a także pieniądze marnowane na hojne programy rozdawnictwa socjalnego. Jeszcze większym problemem będzie kretyńska i pod każdym względem szkodliwa "reforma" edukacji, którą właśnie podpisał pan Andrzej Duda (naiwni i pełni dobrej woli ludzie liczyli, że jednak ją zawetuje, tymczasem żadnych złudzeń, panowie). Owszem, to są o wiele poważniejsze problemy. Ale jeśli opozycja będzie się w małych w gruncie rzeczy sprawach kompromitować tak, jak Petru i Kijowski, Kaczyński nie będzie miał z kim przegrać. O ile dojdzie w Polsce do jakichś wyborów.

W internetach można znaleźć złośliwy wierszyk:

Czarne są piaski Madery
A oczy dziewczyny są śliczne.
Kurewsko ostatnio są drogie
Usługi informatyczne.

No, niestety...