Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
czwartek, 09 lutego 2012

Prezes Jarosław Kaczyński rzadko się ostatnio wypowiadał. Nawet na swój sposób zacząłem za nim tęsknić. Ale wczoraj pan prezes przypomniał o sobie w wielkim stylu. Oto komentując sprawę biednej Madzi z Sosnowca, pan prezes jął narzekać na nieskuteczność policji, wzywał do "pilnowania rynku, tych wszystkich przedsięwzięć detektywistycznych", a wreszcie powiedział:

Trzeba się cieszyć, że SB nie ma, ale niestety policja nie potrafiła przejąć tych metod. Tamci byli skuteczni.

A więc SB była zła, ale skuteczna. Należało przejąć ich metody. Innymi słowy, SB była zła nie dlatego, że łamała prawa człowieka, śledziła, prześladowała, biła, niekiedy nawet zabijała ludzi, ale dlatego, że robiła to w niesłusznej sprawie. SB nie była zła, gdyż robiła, co robiła, ale dlatego, że robiła to przeciwko nam, nie z naszego polecenia.

Oto Jarosław Kaczyński w całej krasie. Furda prawo, furda prawa obywatelskie, furda prawa człowieka, liczy się tylko skuteczność w realizacji czystego dobra.

Oto więc Jarosław Kaczyński w całej krasie, ale jakby trochę inny. Mniejszy. Mniej groźny. Raczej żałosny niż straszny. Ja-ro-sław-Pol-skę-zbaw bardziej śmieszy, niż przeraża. Kolejny rozpad PiS (wyjście ziobrystów), absolutna niezdolność do zaproponowania czegoś konstruktywnego (wyjątkiem był poseł Piecha w debacie nad ustawą refundacyjną), ograniczanie się do religii smoleńskiej i mechanicznej wręcz przewidywalności w atakach na "rząd pana Donalda Tuska" i polską politykę europejską, wreszcie niewykorzystywana od miesięcy (brak sił? ochoty? pomysłu?) osobista charyzma Kaczyńskiego, każą coraz mocniej wątpić w to, czy PiS i osobiście Jarosław kiedykolwiek wrócą do władzy.

Po każdej wypowiedzi Kaczyńskiego, jak ta wczorajsza, Donald Tusk powinien dawać na mszę dziękczynną. Jarosław Kaczyński przypominający czym groziłby jego powrót do władzy, na moment przypomina o roli Platformy jako ostatecznej zapory przeciwko PiS. Tymczasem jeśli słabnie PiS, zmniejsza się też rola zapory i Tusk zaczyna być oceniany wedle biblijnej zasady: po owocach jego poznacie go. A tutaj premier nie ma się czym chwalić, wręcz przeciwnie, rząd zaliczył ostatnio szereg spektakularnych porażek, niekiedy na własne życzenie. Refundacja leków, ACTA, konflikt w prokuraturze, dziwne zmiany w policji, dziwne zmiany na stanowiskach ministerialnych, rola Polski w pakcie fiskalnym, droga benzyna, problemy ze Stadionem Narodowym, upadek planu budowy dróg, a przed nami jeszcze arcyniepopularna reforma emerytalna. Panie premierze! Nie można już dłużej chować się za PiS, ograniczając rządzenie do bieżącego administrowania i raczej nieudolnego gaszenia lokalnych pożarów. Coś musi pan z tym zrobić.

wtorek, 07 lutego 2012

Kilka dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała grafikę ilustrującą zmiany bezrobocia wśród młodych ludzi w Polsce:

ilu młodych nie ma pracy w Polsce

Fakt, że mamy 428 tysięcy młodych bezrobotnych - z innych danych, innych metod liczenia wynika, że może ich być jeszcze więcej, zobacz tu i tu - w znacznym stopniu wyjaśnia opłakany stan szkolnictwa wyższego w Polsce: setki tysięcy osób studiuje kierunki uchodzące za "łatwe", po których szanse na znalezienie pracy są znikome, a państwo marnuje w ten sposób zasoby, które być może z większym pożytkiem mogłyby być wykorzystane gdzie indziej.

Prof. Wojciech Cellary, członek Rady Informatyzacji, w artykule mającym być obroną umowy ACTA - któremu zresztą nie można całkowicie odmówić racji, jest bowiem sprzeczność pomiędzy wyrażanym przez niektórych uczestników protestów pragnieniem darmowego dostępu do wszystkich treści wytwarzanych przez innych a chęcią nawet skromnego zarabiania na wytworach własnego intelektu - pisze tak:

Na rynku wiedzy tylko wiedza użyteczna może uzyskać takie uznanie konsumentów, aby byli skłonni za nią zapłacić.

I dalej, pisząc o studentach niezwykle popularnych w Polsce studiów pedagogicznych, Cellary zauważa:

Gołym okiem widać, że nie będzie dla nich miejsca na rynku pracy, więc albo podejmą pracę niezgodną z ich wykształceniem, często poniżej ich ambicji i aspiracji zawodowych, albo zasilą szeregi klikających bezrobotnych.

Dlaczego młodzi ludzie studiują takie nieperspektywiczne kierunki? Po pierwsze, jak już wyjaśniałem w moim dawnym wpisie, to się na krótką metę opłaca. Po drugie, szkoła średnia kiepsko przygotowuje ich do podjęcia bardziej wymagających studiów. Po trzecie, nawet dokument rządowy przyznaje:

Gwałtowny rozwój szkolnictwa wyższego spowodował, ze formalny dokument potwierdzający wykształcenie na poziomie wyższym stał się warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym do osiągnięcia sukcesu na rynku pracy. Efektem tego zjawiska stało się nieproporcjonalnie szerokie rozbudowanie segmentu kierunków humanistycznych oraz społecznych, które zasadniczo uznawane są za mniej pracochłonne i absorbujące dla studentów.

Po czwarte, wróćmy do problemu bezrobocia. Nawet jeśli żaden rząd tego nie zaplanował, masowe studia na "łatwych" kierunkach stały się formą ukrywania bezrobocia wśród absolwentów szkół średnich. Rząd, modyfikując algorytm finansowania studiów, mógłby w ciągu kilku lat ograniczyć masowe, często na niskim poziomie i zupełnie nieperspektywiczne studia, ale tego nie zrobi: Z punktu widzenia rządu lepiej jest mieć setki tysięcy młodych ludzi na pseudo-studiach niż w kolejce w pośredniaku i zapaskudzone statystyki.

I dlatego kolejne rządy jeszcze nie raz będą się chwalić rosnącymi wskaźnikami scholaryzacji, wdrażając jednocześnie kosztowne i niezbyt skuteczne programy aktywizacji zawodowej absolwentów szkół de nomine wyższych.