Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
poniedziałek, 18 lutego 2013

Dominika Wielowieyska pyta się Kto stanie w obronie wampirzycy, nieszczęsnej Katarzyny W?

Obowiązuje zasada: matka Madzi została już praktycznie skazana przez tabloidy, można napisać o niej wszystko, niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie. No bo kto stanie w obronie wampirzycy?

W Stanach obrona argumentowałaby zapewne, że doszło do trial by media i sędzia mógłby unieważnić proces (mistrial). Media przez cały rok żerowały na tej smutnej sprawie - OK, w jakimś stopniu na życzenie samej oskarżonej - i, doprawdy, jest to trudne do zniesienia.

Każde morderstwo jest straszne. Szczególnie straszne jest, gdy matka zostaje oskarżona o zabicie własnego dziecka, gdyż łamie to bardzo silne tabu. Ale pomyślmy - ile kobiet też marzy o tym, by jeździć w bikini na koniu, a w rzeczywistości tkwią w pieluchach, bez wykształcenia, bez pracy, bez perspektyw, z jakimś niezbyt ciekawym mężem, z teściami, którzy mają pretensje o wszystko, z poczuciem zmarnowanych szans, same ze swoimi problemami, bez pomocy skądkolwiek: ani od własnej rodziny, ani od przyjaciół, ani od państwa, ani od Kościoła. Niewiele, mam nadzieję, ucieka się do zbrodni, raczej żyją sfrustrowane, coraz bardziej zgorzkniałe, nieubłaganie zaszczepiające tę frustrację i zgorzknienie swoim dzieciom, które odziedziczą po nich ich status społeczny, czy też raczej jego brak. I to jest wielki problem.

Andrzej Mleczko - Matce Madzi wdzięczne media

niedziela, 10 lutego 2013

Nie zamierzam bronić Janusza Palikota. Trzeba jednak przyznać, że po raz kolejny nikt z licznych komentatorów nawet nie próbował się zastanowić, co ten nieszczęśnik chciał powiedzieć.

Wszystko zaczęło się od sprawy wicemarszałek Wandy Nowickiej. Gdy wyszło na jaw, że marszałkowie Sejmu przyznali sobie nawzajem wielotysięczne premie - co, nawiasem mówiąc, było wielkim PR-owym błędem marszałek Kopacz - Palikot nie chciał nawet słuchać żadnych wyjaśnień Nowickiej, ale ogłosił, że cofa dla niej rekomendację na funkcję wicemarszałka. Myślę, że w pierwszym odruchu było to zagranie czysto populistyczne, bez jakiegoś głębszego planu, choć któryś z dziennikarzy TVN sugerował, że część posłów Palikota autentycznie Nowicką znielubiła, gdyż ta rzekomo zaczęła się wywyższać, prowadzić własną politykę. Marszałkowskie premie miałyby być tylko pretekstem. Ale historia szybko nabrała własnej dynamiki, zwłaszcza gdy Palikot zapowiedział, że następczynią Nowickiej ma zostać Anna Grodzka. Przypuszczam, że od tego momentu Palikot już grał na zaszkodzenie Platformie - mianowicie spodziewał się, że konserwatywna część Platformy zagłosuje przeciwko Grodzkiej i Palikot znów będzie mógł atakować Platformę jako zachowawczą, nieledwie reakcyjną siłę polityczną, niewiele różniącą się od PiSu.

Platforma to przewidziała i postanowiła Palikota ubiec: zagłosować przeciwko odwołaniu Nowickiej. Marszałek Kopacz nie bez racji argumentowała, że Janusz Palikot, który na sztandary wpisał sobie walkę o prawa kobiet, teraz potraktował Wandę Nowicką i Annę Grodzką, dwie najbardziej rozpoznawalne kobiety ze swojej formacji, czysto instrumentalnie. Oto znów, mówiła Kopacz, kobiety-polityczki mają bezwolnie odgrywać role wyznaczone im przez politycznego samca, tym bardziej, że okazało się, iż Palikot próbował targów politycznych z Nowicką, obiecując jej biorące miejsce na liście do Europarlamentu, byle tylko nie sprzeciwiała się odwołaniu jej z funkcji. Domyślam się jednak, że dla Platformy prawdziwym powodem była chęć uniknięcia głosowania nad kłopotliwą kandydaturą Grodzkiej. SLD ochoczo się do tego pomysłu przyłączył żeby zaszkodzić Palikotowi, który jest dla niego bezpośrednim politycznym konkurentem. PiS i jego odłam, Solidarna Polska, też postanowiły zagłosować przeciwko odwołaniu Nowickiej. Oni nie głosowali na Nowicką, gdy ta była wybierana na funkcję wicemarszałka i na pewno nie zagłosowaliby na Grodzką, ale dokuczyć Palikotowi - bezcenne. Palikot takiego rozwoju wydarzeń nie przewidział, ale zamiast w porę się wycofać, powiedzieć, że wszystko jeszcze raz przemyślał i że skoro Nowicka przeznaczyła większość swej premii na cele charytatywne, on już nie żąda jej głowy, nadal chciał odwołania Wandy Nowickiej.

Doszło do głosowania i Nowicka nie dość, że nie została odwołana, to za wnioskiem Palikota głosowała tylko niewielka część posłów. Janusz Palikot liczył na to, że Nowicka zachowa się "honorowo", to znaczy po wygraniu głosowania sama zrezygnuje z funkcji. Ta jednak rezygnacji nie złożyła - niektórzy komentują, że "wybrała intratną posadę i fajny gabinet". Palikot uznał, że już nie może się wycofać i zażądał wyrzucenia Nowickiej ze swojego klubu parlamentarnego. Szybko okazało się, że i z tym może mieć problemy (głosowanie w przyszłym tygodniu). Nowicka przeszła do kontrataku. Powiedziała, że Palikot ją straszył i jej groził, że jeśli sama nie ustąpi, to będzie w polityce skończona. Janusz Palikot się wściekł i odnosząc się do tych słów Nowickiej powiedział (ok. 2:35 minuty filmu), że

W naszych czasach nawet twardej wymiany poglądów nie uważa się za formę przemocy. A czytając to, podświadomie, czyli psychoanalitycznie, być może Wanda Nowicka chce być zgwałcona [...]

No i rozpętało się piekło. Wszyscy uznali wypowiedź Palikota za skandaliczną, tak jakby wzywał on do faktycznego zgwałcenia Nowickiej lub pomawiał ją o chęć odbycia wymuszonego stosunku seksualnego. Tymczasem Palikotowi chodziło nie o gwałt w sensie seksualnym, ale o gwałt rozumiany jako zadanie brutalnej przemocy i jednoczesne upokorzenie, o to, że Nowicka (w domyśle: bezpodstawnie) przedstawia się jako ofiara takiego traktowania. Palikot powinien był więc powiedzieć coś takiego wprost, nie zaś uciekać się do przenośni, którą bardzo łatwo jest zinterpretować prima facie. Odpowiedzialność za to, czy czyjaś wypowiedź zostanie prawidłowo zrozumiana, spoczywa w głównej mierze na jej autorze. Palikot, na swoje nieszczęście, ma wyraźną skłonność do nadużywania bardzo ryzykownych porównań seksualnych. Słynne wystąpienie ze sztucznym penisem czy skandal po uwagach o "politycznej prostytucji" - w obu przypadkach Palikot miał rację, ale co z tego, skoro forma, dla wielu osób obraźliwa, całkowicie zdominowała treść - powinny go były nauczyć, żeby ich unikać, ale widać ta skłonność jest silniejsza od niego. Anuszka nazywa Palikota "erotomanem-gawędziarzem".

Janusz Palikot sprawdzał się w roli osobistego wroga Lecha Kaczyńskiego. Po jego tragicznej śmierci, Palikot stracił raison d'être, kompletnie się pogubił i zaczął się miotać od ściany do ściany. Wszedł do Sejmu, choć nigdy nie było wiadomo co on tak naprawdę proponuje. Próbował epatować antyklerykalizmem, ale nie przełożyło się to na wzrost jego poparcia. Teraz boleśnie strzelił sobie w stopę, i to dwukrotnie: Pierwszy raz kompletnie przegrywając sprawę Wandy Nowickiej, drugi wygłaszając ten piramidalnie głupi komentarz. Myślę, że Palikot już się z tego nie pozbiera, że jesteśmy świadkami jego politycznego demise. Biorąc pod uwagę panujące nastroje, nie bardzo sobie wyobrażam, żeby któryś z jego posłów miał teraz odwagę publicznie go bronić, tłumaczyć, że Palikot wcale nie chciał powiedzieć tego, co wszyscy usłyszeli. Każdy, kto by to zrobił, ryzykuje, że zostanie nazwany już nie mizoginem, ale poplecznikiem kultury gwałtu. (Dotyczy to także mnie.) Ba, chyba nikt nie będzie chciał się z Palikotem publicznie pokazywać. Część jego posłów odejdzie do SLD, jakieś pojedyncze sztuki do Platformy, reszta zostanie jako posłowie niezależni i odejdą z polityki po zakończeniu kadencji. 

Janusza Palikota w życiu publicznym już właściwie nie ma. Oznacza to, że Polska to kraj bez lewicy. A szkoda.

P.s. No proszę, okazuje się jednak, że najwierniejsi z wiernych jednak próbują Janusza Palikota bronić. Cóż, nie mają nic do stracenia.