Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
niedziela, 20 listopada 2011

Tak się złożyło, że z całej debaty po expose Tuska wsłuchałem tylko przemówienia Janusza Palikota. Media już nazywają je "płomiennym", ale wybijają głównie anegdotyczne fragmenty ("skasował pan Schetynę, musiał dowartościować Gowina", "nieważne, czy Mucha będzie ministrem sportu, czy transportu"). Tymczasem najlepsza, naprawdę znakomita i najdłuższa część dotyczyła konieczności budowania kapitału zaufania społecznego, bez którego, jak słusznie zauważa Palikot, Polska nie będzie mogła się rozwijać.

Janusz Palikot skonstatował, że Polska jest krajem o wyjątkowo wysokim stopniu nieufności międzyludzkiej, po czym wymienił cztery obszary, decydujące dla budowania zaufania społecznego:

  • szkołę, która uczy wyłącznie indywidualizmu, nie współpracy
  • urzędy i inne instytucje państwowe, które mnożą kontrole, taktując ludzi jak potencjalnych oszustów; wspominałem wiele razy, choć być może nie w tym blogu, że to jest jedna z podstawowych różnic pomiędzy Polską a Zachodem. Tam zakłada się dobrą wolę uczestników postępowania, więc administracja nastawiona jest na pomaganie ludziom, ze świadomością, że pewna grupa oszustów się prześlizgnie. Ci, których się złapie, zostaną ukarani. W Polsce na odwrót, system nastawiony jest na wykrywanie potencjalnych oszustów, ze świadomością, że utrudni to życie wszystkim (większości!) działającym w dobrej wierze. Sytuacja, w której ktoś wzbogaci się na naszej krzywdzie, niechby tylko hipotetycznej, jest w Polsce uważana za zbrodnię wołającą o pomstę do nieba.
  • politykę, w której głównym narzędziem zapobiegania problemom społecznym było dotąd - tak za rządów PiS, jak i, niestety, Platformy - zakazywanie zachowań mogących prowadzić do problemów, bez podejmowania żadnych rzeczywistych działań, które problemom mogłyby zaradzić. To jest taki gest Piłata (to już określenie moje, nie Palikota): politycy mogą powiedzieć "wprowadziliśmy prawo, a że niczego ono nie rozwiązało, to trudno, my ręce mamy czyste".
  • kulturę, o której w programie Platformy tradycyjnie nie było ani słowa.

Obszerne fragmenty przemówienia Janusza Palikota zamieszcza Polskie Radio.

To wszystko mi się podobało, a powiedziane było z pasją, żywiołowo. Brawo, Janusz Palikot!  

Gdy jednak przyszło do gospodarki, do transferów społecznych, do obrony bezrobotnych absolwentów (bez wskazania, że wielu z nich kończyło bardzo słabe uczelnie, do których nie szli po wiedzę, ale po dyplom), było gorzej. A już całkiem źle było, gdy Janusz Palikot zaatakował Jarosława Gowina:

Nie możemy poprzeć rządu także z powodu osoby Jarosława Gowina. Powołał pan na stanowisko ministra sprawiedliwości funkcjonariusza Kościoła Katolickiego! Człowieka, który nawet nie może być podejrzany o to, że może być sprawiedliwy. Jak ktoś tak stronniczy może być sprawiedliwy?

Palikot ma prawo nie lubić Gowina i uważać, że nie nadaje się on na ministra, a skoro Tusk go na ministra wyznaczył, podważa to wiarygodność Tuska. Jednak Palikot twierdzi tak nie dlatego, że Gowin jest Gowinem, ale że jest "funkcjonariuszem Kościoła Katolickiego" i z tego powodu "nie może być podejrzany o to, że może być sprawiedliwy". Bycie katolikiem jest w oczach Palikota skazą. Myślę, że Janusz Palikot uczynił tu ukłon w stronę swojego populistyczno-antyklerykalnego elektoratu. Cóż, ze smutkiem przyznaję, że Kościół sobie i na taki antyklerykalizm zasłużył, ale od polityka aspirującego do rządu dusz w lewicowej opozycji można oczekiwać czegoś więcej. W jaki sposób Palikot chce budować owo zaufanie społeczne w kraju, którego olbrzymia większość mieszkańców jest katolikami, skoro nie ufa człowiekowi tylko dlatego, że ten akcentuje swój katolicyzm?

Co zaś się tyczy samej nominacji Jarosława Gowina na ministra sprawiedliwości, to nie mam pojęcia, czy Gowin sobie poradzi, ale zarzut, iż ministrem sprawiedliwości nie powinien być ktoś, kto sam nie jest prawnikiem, jest śmieszny. Odkąd minister sprawiedliwości nie jest już prokuratorem generalnym, minister sam nie pełni już żadnej roli w systemie prawnym. Jego zadaniem jest zapewnienie, że ów system będzie działał, i to działał sprawniej, niż dotąd. Z tego punktu widzenia fakt, że minister sam nie należy do żadnej korporacji prawniczej, można nawet uznać za plus, nie będzie się bowiem bał narazić swojej grupie zawodowej.