Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
czwartek, 30 listopada 2017

Obserwatorzy polskiej polityki zastanawiają się, jaki będzie ostateczny los ustaw sądowych - czy dr Duda zaakceptuje najnowsze poprawki PiSu, wykraczające, jak można sądzić po reakcji prezydenckich prawników, poza to, co Duda uzgodnił z Kaczyńskim, czy też je zawetuje, idąc na wojnę ze swoim obozem. Nieco straciła na znaczeniu planowana i wciąż odkładana rekonstrukcja rządu.

Tymczasem moim zdaniem chodzi o coś zupełnie innego: o to, czy Antoni Macierewicz pozostanie Ministrem Obrony Narodowej, czy też wyleci z rządu. Jedynie Ludwik Dorn zrozumiał, o co chodzi, ale też tylko częściowo.

Antoni Macierewicz niszczy Wojsko Polskie. Program modernizacji jest wstrzymany, doświadczeni oficerowie odchodzą, awansują za to młodzi, nieprzygotowani do nowych obowiązków, ale niesłychanie wdzięczni ministrowi. Pieniądze na wojsko są dosłownie przejadane. Macierewicz forsuje rozbudowę Wojsk Obrony Terytorialnej kosztem jednostek operacyjnych, w dodatku WOT faktycznie podlega bezpośrednio ministrowi, nie zaś Dowódcy Generalnemu Sił Zbrojnych. Najsilniejsza jednostka polskiej armii, 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej - do niedawna druga co do wielkości jednostka NATOwska na kontynencie europejskim, przeznaczona do wykonania kontruderzenia w wypadku agresji ze wschodu - została częściowo rozbrojona i przesunięta na prawy brzeg Wisły, czyli wystawiona na bezpośrednio atak artyleryjski i lotniczy Rosji (zgadnijcie, dlaczego jednostki amerykańskie stacjonują na zachodzie Polski). Przetarg na śmigłowce odwołano w atmosferze skandalu, bez przetargu kupiono za to samoloty do przewozu VIPów; odnośnie do jednego i drugiego pojawiły się oskarżenia o nielegalne działania lobbystyczne. Macierewicz upokarza weteranów i doświadczonych oficerów, mianując swoich niekompetentnych protegowanych na kierownicze stanowiska w Polskiej Grupie Zbrojeniowej niszczy polski przemysł obronny, a w otoczeniu ministra aż roi się od osób z niejasnymi powiązaniami z Rosją. Sojusznicy przestali nam ufać. Do tego minister na różnych forach międzynarodowych ogłasza, że de facto toczy się wojna (!) z Rosją. W kwestii katastrofy pod Smoleńskiem już prawie nikt nie wierzy, że Macierewicz i jego podkomisja dostarczą jakichś wiarygodnych dowodów na zamach (w ogóle w zamach, którego nie było, wierzy już tylko kilkanaście procent Polaków - mniej więcej taki sam procent Amerykanów wierzy w alien abduction). A co z wewnątrzpolitycznego punktu widzenia jest szczególnie ważne, trwa otwarta wojna pomiędzy ministrem a nominalnym najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, prezydentem, o kontrolę nad armią i wpływ na jej przyszły rozwój.

Wszystko to, a także osobiste cechy Antoniego Macierewicza, jego granicząca z paranoją nieufność i arogancja, maskowane zewnętrzną, cukierkową wręcz uprzejmością, jego ideologiczne krucjaty i rzucane co pięć minut insynuacyjne oskarżenia, są wielkim obciążeniem dla PiSu. Sami PiSowcy chcieliby się Macierewicza pozbyć. A on, choć jego pozycja nieco osłabła, wciąż trwa i trwa.

Sporo osób sądzi, że Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński zawarli układ: prezydent zgodzi się na PiSowskie poprawki do ustaw o KRS i SN - nawet gdyby prezydent miał sobie zrobić z gęby cholewę, wycofując się z wymogu 3/5 do KRS, którego znaczenie tak mocno podkreślał - a w zamian za to Kaczyński, przy okazji rekonstrukcji rządu, usunie Macierewicza i powoła na to miejsce kogoś, kto uszanuje formalne i symboliczne zwierzchnictwo Dudy.

Otóż twierdzę, że jeśli panowie rzeczywiście dobili takiego targu, to żadnej rekonstrukcji rządu nie będzie, dopóki Duda nie podpisze znowelizowanych ustaw sądowych. Być może PiS poczeka, aż do złożenia podpisu zmuszą Dudę konstytucyjne terminy, rekonstrukcja zaś będzie odwlekana pod różnymi pretekstami: a to na skutek złośliwego kroku Platformy, która zgłosiła wniosek o votum nieufności dla rządu Beaty Szydło, trzeba więc będzie najpierw Szydło obronić, żeby potem móc ją odwołać, a to Jarosław Kaczyński wciąż będzie przechodzić badania, czy stan zdrowia pozwoli mu na sprawowanie funkcji premiera.

Nawiasem mówiąc, jeśli porównać zdjęcia Kaczyńskiego sprzed roku i obecne, wydaje się, że on rzeczywiście jest chory.

Gdy prezydent już ustawy podpisze, straci swoją jedyną broń, jaką ma przeciw PiSowi: weto. A wtedy Kaczyński zdecyduje o rekonstrukcji i Macierewicza na stanowisku pozostawi. Prezydent wyjdzie na absolutnego, przegranego głupka. W "Uchu prezesa" Adrian nie będzie miał już nawet wstępu do korytarzyka na Nowogrodzkiej.

A dlaczego właściwie Kaczyński miałby pozostawić Macierewicza, mimo jego oczywistych wad, na ministerialnym stołku? Ano dlatego, że Macierewicz ma na Kaczyńskiego haka - dysponuje SBckimi papierami, które mogłyby Kaczyńskiego całkowicie skompromitować. Powiem więcej, jeśli dr Duda ustawy podpisze, a Macierewicz ministrem pozostanie, będzie to dla mnie niepodważalny dowód, że Macierewicz takie dokumenty ma.

Jeśli Duda ustawy zawetuje, wtedy Macierewicz tym bardziej pozostanie na stanowisku. W tym kontekście warto zastanowić się, dlaczego PiS zgłasza obecnie poprawki do ustaw sądowych daleko wykraczające poza wynegocjowane porozumienie Kaczyński-Duda. Możliwości są dwie: albo Kaczyńskiemu bardziej zależy na ocaleniu Macierewicza niż na ustawach sądowych, przy czym jest szansa, że prezydent jednak podpisze, aby nie palić mostów pomiędzy nim samym a PiSem, albo też pan Zbyszek, upokorzony prezydenckimi wetami, korzystając z tego, że Kaczyński jest w szpitalu na badaniach (?) i nie sprawuje bezpośredniej kontroli, postanowił sobie powetować i upokorzyć Dudę. Najwyraźniej Kaczyński panu Zbyszkowi nie ufa - co akurat byłoby dość rozsądne - i postanowił go nie wtajemniczać w szczegóły swojego planu.

Tomasz Piątek, Macierewicz i jego tajemnice