Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
niedziela, 28 grudnia 2014

Ten kilim od zawsze mnie fascynował. Wisiał w pokoju - w kolejnych pokojach - które zajmowałem ja i mama. Na początku przyjmowałem go pewnie jako naturalny element tła, ale w pewnym momencie zafascynowały mnie jego pozorne symetrie. Brak symetrii udającysymetrię. Długie chwile wpatrywałem się w ten kilim, w jego twarz, studiując, gdzie "zęby" są brązowe, a gdzie żółte. A gdzie ich brak. I czy te niewykończone elementy to świadomy zamysł projektanta, czy też może wynik pośpiechu przy wykańczaniu zamówienia.

Kilim był przypadkowym świadkiem historii. Jedną z niewielu rzeczy ocalałych ze Śniatynki. Musieli go w pośpiechu zerwać ze ściany, żeby zawinąć w niego coś - pościel? ubrania? srebra zakopali; większość zginęła, ale część udało się odzyskać po '41, za co moja babcia i jej dzieci mogli przeżyć pierwsze lata powojenne - w panicznej ucieczce przed sowieckimi żołnierzami. A potem jakimś cudem przetrwał kolejne etapy wojennej ucieczki i tułaczki. Nie rozumiem zwłaszcza tego, jak kilim przetrwał ucieczkę do wolności, czyli uzyskane trochę przekupstwem, trochę wykorzystaniem sowieckiego bałaganu, trochę zwykłym szczęściem, a trochę pewnie cudem boskim przekroczenie mostu granicznego na Sanie. Naprawdę, mojej mamie niemiecki żołnierz na granicznym posterunku, który odgrodził ich od NKWDzistów, wydał się aniołem wybawicielem. Ale kilim? Co on tam robił? 

A może ten kilim nie był uczestnikiem ucieczki, ale to w niego zawinięto część sreber i biżuterii, zanim zakopano je w ogrodzie? Tę część, którą później babcia z wujkiem Tolkiem odzyskała? Nie wiem i już się nie dowiem. 

O tym, że kilim przynależał do Śniatynki, dowiedziałem się chyba dopiero gdy miałem kilkanaście lat. Nawet szukałem go ostatnio na starych zdjęciach, ale go nie znalazłem. Są inne, o podobnym wzorze, ale nie ten. Może i na jakimś zdjęciu był, ale tak niewiele zdjęć ze Śniatynki zachowało się. Z mojego punktu widzenia kilim był w domu od zawsze, o czym świadczy poniższe zdjęcie. I dalej tam - w innym mieszkaniu, ale w mieszkaniu moich rodziców, teraz już tylko mojej mamy, więc "tam" - nadal jest. Jednak przez ostatnie lata, gdy już tam nie mieszkałem, wydawało mi się, że z kilimem jest coś nie tak. No i teraz widzę: powieszono go do góry nogami. To nie przeszkadza z uwagi na jego wzór, który nie ma naturalnej "góry" i "dołu", "lewej" i "prawej", ale jednak coś jest nie tak. Gdy byłem dzieckiem, kilim na pewno wisiał w drugą stronę!

A może właśnie w Śniatynce wisiał tak, jak teraz, więc mama świadomie przewiesiła go po malowaniu? Tego już też się nie dowiem. 

Na tym zdjęciu ja mam ze dwa miesiące. I dobrze widać kilim z jego dziwnymi, pseudo-geometrycznymi wzorami. A moja mama jest taka młoda i ładna.

Moja mama umarła dzisiaj rano.

niedziela, 07 grudnia 2014

Budżet Rosji drży w posadach, gdyż spada cena ropy. Jeszcze kilka miesięcy temu baryłka kosztowała 115 dolarów, dziś cena spadła poniżej 80 dolarów. A Rosja większość swoich wpływów budżetowych czerpie z eksportu ropy i gazu, powiązanego cenowo z ropą. Witold Gadomski w Gazecie Wyborczej wieszczy, że Putin spłynie razem z ropą: Rosja, której zabraknie wpływów z eksportu surowców, szybko wyda swoje rezerwy walutowe, gdyż rosyjskie megafirmy, które na skutek sankcji nie mogą brać kredytów na Zachodzie, zwrócą się do budżetu państwowego po ratunek. W końcu poziom życia w Rosji spadnie tak znacząco, że albo Putin zostanie obalony, albo pójdzie w jeszcze większy militaryzm, aby zjednoczyć naród wokół swojej osoby.

Gadomski wydaje się być wyraźnie podekscytowany pierwszą z tych możliwości. To dość głupie. Z jednej strony Rosja wydaje bardzo dużo a to na zbrojenia, a to na projekty infrastrukturalne, których celem jest szantażowanie Zachodu, a to na igrzyska (dosłownie igrzyska, ale też na przykład Szczyt Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku we Władywostoku), a to wreszcie na megaprojekty służące nie wiedzieć czemu, chyba głównie pomnażaniu bajońskich fortun kilku prokremlowskich oligarchów na kontraktach wzmacniających gospodarczo Chiny i powodujących straty w środowisku naturalnym na trudną do wyobrażenia skalę (patrz planowany gazociąg przez góry Ałtaju). Gdyby Putinowi miało zabraknąć akurat na to, nic złego by się nie stało. Wręcz przeciwnie, R.I.P. South Stream. Jednak z drugiej strony Putin prędzej doprowadzi do obniżenia poziomu życia, zwalając wszystko na Zachód i nałożone przez niego sankcje, niż zrezygnuje ze swoich najważniejszych projektów imperialnych. Szkoda więc ludzi, zwykłych ludzi, a już jakieś zamieszki w Rosji to naprawdę jest ostatnia rzecz, z której powinniśmy się cieszyć.

Tak czy siak, ceny ropy spadają. Rosja, wspierana przez Wenezuelę, której literalnie grozi bankructwo, usiłowała temu przeciwdziałać na niedawnym szczycie OPEC. Bezskutecznie. Saudyjczycy uparli się, żeby nie obniżać wydobycia, co spowodowałoby wzrost cen. W Rosji, ale i w Polsce, dość popularna jest teza, że jest to wynik antyrosyjskiej zmowy Amerykanów i ich bliskowschodnich sojuszników, Saudyjczyków. Rosję trzeba ukarać za jej ekscesy na Ukrainie, ograniczając jej najważniejsze źródło wpływów budżetowych.

The Economist przedstawia jednak inne wyjaśnienie obecnego spadku cen ropy. Po części wynika on ze spowolnienia światowej gospodarki, a więc ze spadku zapotrzebowania, jednak przede wszystkim z bardzo znacznego wzrostu wydobycia z amerykańskich złóż łupkowych. Amerykanie, ze złóż konwencjonalnych i łupkowych łącznie, wydobywają już 9 milionów baryłek dziennie (Saudyjczycy 10 milionów). Trzeba także pamiętać, że spadek cen ropy uderza nie tylko w Rosję, ale też w Państwo Islamskie – które przejęło i eksploatuje północnoirackie pola roponośne – a więc w politycznego przeciwnika tak Stanów, jak i Arabii Saudyjskiej oraz lokalnego konkurenta biznesowego Saudyjczyków.

Economist powiada dalej, że Saudyjczycy rzeczywiście mają pewien ukryty cel: wyeliminowanie z rynku producentów o wysokich kosztach wydobycia. Arabia Saudyjska może sobie na to pozwolić, gdyż jej koszta wydobycia są wyjątkowo niskie, 29 dolarów za baryłkę. W Rosji jest to średnio 55 dolarów, a ze złóż arktycznych 100 dolarów i więcej. Cena wydobycia ze złóż łupkowych wynosiła do niedawna około 70 dolarów za baryłkę, ostatnio spadła do 57 dolarów. W dodatku złoża łupkowe mają krótki czas eksploatacji (w ciągu roku wydobycie może spaść o 60-70%), trzeba więc wciąż robić nowe odwierty. Gdy cena ropy była wysoka, było to opłacalne, ale jeśli trend spadkowy się utrzyma, amerykańscy nafciarze będą mieli kłopot, o ile nie znajdą sposobów na dalsze obniżenie kosztów wydobycia.

Wydaje się zatem, że cena, przy której eksploatacja północnoamerykańskich złóż łupkowych przestanie być opłacalna, stanowi naturalną barierę spadku cen ropy. Będzie to z pewnością cena znacznie niższa od tej, która zapewniłaby Rosji strumień petrodolarów pozwalający na jednoczesną realizację projektów imperialnych i utrzymanie poziomu życia mieszkańców (tak naprawdę chodzi o poziom życia mieszkańców wielkich miast europejskiej części Rosji; poziomem życia biedaków na prowincji czy gdzieś daleko w części azjatyckiej naprawdę nikt się nie przejmuje). Może to być nawet cena nieco niższa od obecnej. Ale spadku do poziomu, czy ja wiem, ~60 dolarów za baryłkę, raczej nie należy się spodziewać.

Widać wszakże, że teza, iż „spadek cen ropy to wynik antyrosyjskiego spisku” jest wielkim uproszczeniem. Jak każda teoria spiskowa, mówi ona więcej o jej głosicielach, niż o rzeczywistości.

Post scriptum 14 grudnia: Okazuje się, że jestem kiepskim analitykiem rynku ropy. W tej chwili cena ropy Brent wynosi 61.85 dolarów za baryłkę, a cena teksańskiej ropy WTI ledwo 57.81.

Czytaj także Syberyjski separatyzm.