Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
sobota, 22 marca 2014

Kraków przeciw igrzyskomOd 2005 roku byłem wyborcą Platformy Obywatelskiej. Za kilka tygodni rozpocznie się w Polsce póltoraroczny sezon wyborczy. Od jego wyników może sporo zależeć - tak uważam. Powinienem więc określić moje aktualne preferencje polityczne, choćby wobec siebie samego.

W wyborach do Europarlamentu zagłosuję na kandydata Platformy Obywatelskiej, Bogusława Sonika. To jest dobry europoseł, nie bryluje w mediach, tylko solidnie pracuje. Strategicznym celem Polski jest jak najściślejsze związanie się z Zachodem, a ludzie tacy, jak Sonik, skutecznie w tym kierunku pracują.

W jesiennych wyborach samorządowych na pewno nie zagłosuję na Platformę. Z powodu olimpijskiego obłędu. Powtórzę po raz kolejny: zabiegi o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie są głupie, szkodliwe, nieodpowiedzialne i niemoralne, a postawa krakowskiej PO - haniebna. Jak pan przewodniczący Kośmider śmie mówić w radio, że "korzyści z organizacji ZIO nie budzą wątpliwości"?! Rozumiem, że pan Kośmider ma mnie i wielu innych krakowian za idiotów. Przykro mi, koledzy, lubię was, ale głosować na was nie będę. No, chyba że się opamiętacie i natychmiast wycofacie swoje poparcie dla ZIO, namawiając do tego premiera i pacyfikując panią Marczułajtis. Przy okazji dobrze byłoby usunąć ministra sportu Andrzeja Biernata, bo to jest jakiś niekompetentny arogant.

W wyborach prezydenckich zagłosuję na Bronisława Komorowskiego. Tu nie mam najmniejszych wątpliwości.

Na kogo zagłosuję w wyborach parlamentarnych jesienią 2015 - nie mam pojęcia. I to mnie martwi.

niedziela, 16 marca 2014

Gdy na początku lat '90 rozpadał się Związek Radziecki, wiele osób oczekiwało, że to samo spotka Rosję, będącą olbrzymim imperium kolonialnym - o tyle nietypowym, że lądowym. Polska, pożal się Boże, prawica wciąż zdaje się żyć tym marzeniem. Pierwsza wojna czeczeńska zdawała się potwierdzać scenariusz rozpadu Rosji, ale potem karta się odwróciła. I choć, jak się wydaje, rosyjskie wpływy na Kaukazie maleją, popierani przez Moskwę lokalni przywódcy rządzą dosyć samodzielnie, za to wciąż toczą się tam jakieś działania czy to terrorystyczne, czy wojskowe, o formalnym zrywaniu więzi z Rosją nie ma w tej chwili mowy. Nie wiadomo, co będzie za lat 30 i więcej. Ale co z innymi nieeuropejskimi częściami Rosji?

dyskusji pod poprzednim wpisem pojawił się wątek syberyjskiego separatyzmu. Rzekomo obawy o taki rozwój sytuacji w azjatyckiej części Rosji, plus znajdujące się - podobno - w okolicach Krymu złoża ropy, miały skłonić Putina do interwencji. Tak przynajmniej miałoby wynikać z sensacyjnych doniesień jakiegoś prawicowego blogera. Akurat ta informacja nie ma absolutnie nic wspólnego z Krymem i ropą naftową, dotyczy bowiem rzekomych nastrojów separatystycznych w Kraju Nadmorskim (ze stolicą we Władywostoku), gdzie ropy nie ma, ale skąd jest znacznie bliżej do Chin, Japonii czy Korei niż do europejskiej części Rosji.

Rosja - podział administracyjny

Anuszka podała kilka linków do materiałów o syberyjskim separatyzmie. Ja też poszukałem i znalazłem dwa ciekawe materiały na portalu Open Democracy. Pierwszy, długi, dotyczy Syberii (Has Siberia had enough of Russia?), drugi sytuacji na rosyjskim Dalekim Wschodzie (Life on the Chinese border: Russia's Far East). Z zastrzeżeniem, że wkraczam tu na zupełnie mi dotąd nieznane terytoria, widzę, że sytuacja w środkowej Syberii i na Dalekim Wschodzie jest pod pewnymi względami podobna, ale pod innymi całkiem różna.

Syberia

Z perspektywy Krasnojarska środkowa Syberia jawi się jako źle zarządzana i ciężko eksploatowana kolonia. Bogactwa naturalne - gaz, ropa, minerały - są wydobywane, drewno wycinane, elektrownie wodne budowane, wszystko jest eksportowane do europejskiej części Rosji, nikt nie dba o skutki dla środowiska, nawet Bajkał jest zanieczyszczony. Podatki są pobierane i też odprowadzane do centrali. Centrala przysyła środki na wypłaty, ale lokalne budżety mają wielki deficyt i są zostawiane ze swoimi problemami same sobie. Z części europejskiej przylatują gubernatorzy i inni wyżsi urzędnicy, także wielcy przedsiębiorcy, którzy z błogosławieństwem Putina chcą zarobić na kolejnych megaprojektach oraz... więźniowie i toksyczne odpady. Nie ma dróg, Syberia wciąż nie jest połączona z europejską Rosją drogą asfaltową. Szkoły są kiepskie, szpitale jeszcze gorsze. Bilet lotniczy z Krasnojarska do Moskwy kosztuje więcej, niż z Moskwy do Nowego Jorku.

The city of Krasnoyarsk [...] has no shortage of fountains but hardly any public toilets. You don’t want to go near its hospitals. There are prisons and prison camps in the city centre and dormitory suburbs, and filthy metallurgical and chemical works within the city limits. But none of this is mentioned in the Strategy [for Siberian Development  to 2020]. The region will continue to block its rivers, fell its forests and build new aluminium smelting plants, but aren’t toilets and hospitals also part of strategic development?[...]

Siberia’s colonial economy functions if not with the Russian public’s approval, at least with its tacit agreement. Moscow’s middle classes, organising their wave of civic protest against the regime, are indifferent to the fact that they owe their comfortable existence to Siberian oil, gas and metals. Or at any rate it’s not their most pressing concern.

W eksploatacji Syberii Rosja współpracuje z Chinami - część syberyjskiego eksportu idzie do Chin, powstają państwowo-państwowe rosyjsko-chińskie spółki, Chińczycy mogą nabywać tam ziemię i się osiedlać. Nie zawsze bywa to złe.

The Chinese also love our Christian God – many of those who have settled here have joined the Russian Orthodox Church and are the most exemplary members of some Krasnoyarsk and Irkutsk parishes. And the Chinese have fallen in love with Lake Baikal, which is after all so stunningly beautiful that your heart leaps with happiness and your lips spontaneously whisper a prayer. Recently the Chinese flew in, for free, planeloads of the filtering substance activated carbon to clean the Angara of oil spilling into it from Baikal. This product is unavailable anywhere in Russia

Za największy sukces lokalnych aktywistów autor uważa zablokowanie planów budowy 2,700 km gazociągu do Chin przez Ałtaj. A separatyzm?

Siberian separatism will never go away, but it will exist as no more than a phantom and with no prospects for development. Siberia, which only extracts and exports raw or semi-processed materials, is in no state to be independent either economically or politically – it is dependent on the corporations that process its production further, on the parasitic regime in Moscow that exploits its resources, on the people living off the profits, on the players in commodity exchanges around the globe. It is to its Siberian milch-cow, the basis of Russia’s prosperity, and the explosive Caucasus, which confirms the need for authoritarian government, that the present regime owes its very existence, and it will stop at nothing to prevent any change this. 

Jest więc Syberia kolonią, z żalem i goryczą spogląda na swą metropolię, ale - w przeciwieństwie do byłych zamorskich kolonii państw zachodnich - nie ma szans na usamodzielnienie się. Autor pomija jeden kluczowy czynnik: na kolosalnym obszarze Syberii mieszka zbyt mało ludzi, aby mogli wystąpić o niezależność, a nawet - na razie? - o jakąś formę faktycznej autonomii. W dodatku olbrzymia większość jest Rosjanami, uważa się za Rosjan - owszem, zaniedbanych, zapomnianych, marginalizowanych, skazanych na życie w okropnych warunkach, ale jednak Rosjan.

Kraj Nadmorski

Z perspektywy Kraju Nadmorskiego rzecz ma się inaczej. Przede wszystkim, wbrew popularnej legendzie, nie ma żadnej współpracy z Chinami, gdyż Moskwa żyje w paranoicznym strachu przed chińską ekspansją w tym regionie. W pierwszej chwili mnie to zdziwiło, ale rzut oka na mapę wszystko wyjaśnia: środkowa Syberia jest oddzielona od Chin przez Mongolię i Kazachstan, stosunkowo krótki odcinek bezpośredniej granicy chińsko-rosyjskiej w tej części świata przebiega przez wysokie góry Ałtaju, z chińskiego punktu widzenia tereny graniczne po stronie chińskiej są bardzo odległe i prowincjonalne. Moskwa zatem nie obawia się chińskich zakusów terytorialnych. Daleki Wschód przeciwnie, ma bardzo długą granicę z Chinami, po chińskiej stronie mieszkają miliony ludzi w szybko rozwijających prowincjach, a rosyjski Daleki Wschód jest gospodarczo zacofany i bardzo słabo zaludniony. W całym Kraju Nadmorskim, mającym powierzchnię mniej więcej połowy Polski, mieszka mniej niż dwa miliony ludzi - tyle, co na Krymie. Jednak w promieniu 1000 mil od Władywostoku mieszka ponad 400 milionów (w Japonii, obu Koreach i Chinach); w promieniu 1000 mil od Moskwy mieszka mniej niż 100 milionów osób. Stąd paniczna obawa Moskwy, że chińska, a także japońska czy południowokoreańska ekspansja gospodarcza, mogłaby z czasem doprowadzić do fizycznej utraty tych ziem.

Nie ma współpracy z Chinami, ale nie ma też poczucia bycia eksploatowaną kolonią. Owszem, region jest zaniedbany. Porty we Władywostoku i Nachodce pracują na 10-15% mocy, między innymi dlatego, że nie ma sposobu, aby odpowiednio szybko przewieźć odpowiednio dużo towarów wgłąb kraju. Kolej Transsyberyjska jedzie z Władywostoku do Moskwy równy tydzień. Statki - nawet rosyjskie - wybierają stocznie remontowe w Japonii i Korei, bo te nie dość, że oferują lepszą jakość, to w dodatku są tańsze. Jest rybołówstwo, ale nie ma nowoczesnego przemysłu przetwórczego. Rolnictwo i hodowla podupadają. Przemysł drzewny - czytaj: masowa wycinka lasów - ma się nieźle. Z leżącego tuż przy granicy Chabarowska widać dźwigi pracujące na chińskim brzegu Amuru, ale po stronie rosyjskiej, z powodu wspomnianej wyżej paranoi, nic nie można budować w szerokim pasie nadgranicznym. Obywatelom Rosji nie wolno podróżować do Chin prywatnymi samochodami, ale jeżdżą tam pociągami i autobusami, także do znajdujących się tuż za granicą hoteli i restauracji, tańszych, niż w Rosji. Wracając, przywożą walizy chińskich towarów. Ten ni to handel, ni to pół-legalny przemyt jest ważną częścią lokalnej ekonomii. 

Jeszcze ważniejszą częścią gospodarki jest import używanych samochodów z Japonii. Z kierownicami po prawej stronie! Gdy w 2008 władze Rosji drastycznie podniosły cła importowane samochody, we Władywostoku odbyły się protesty, spacyfikowane ostatecznie przez przysłaną z części europejskiej milicję. To właśnie w czasie tych protestów ludzie machali flagami japońskimi (oraz rosyjskimi!), co w Moskwie zinterpretowano jako przejaw tendencji separatystycznych, choć nic nie wskazuje na to, aby w istocie takie było przesłanie. Cła utrzymano, ale protestujący twierdzą, że przestraszona Moskwa wycofała się z planowanego zakazu poruszania się samochodami przystosowanymi do ruchu lewostronnego.

W 2012 Toyota i Mazda otwarły fabryki we Władywostoku.

Mniej niż 50% mieszkańców Kraju Nadmorskiego deklaruje, że pensja stanowi ich główne źródło dochodów. Pokazuje to skalę szarej strefy w regionie. Około 20% mieszkańców żyje z zasiłków. Populacja zmniejsza się na skutek emigracji do europejskiej części Rosji i do bogatych krajów azjatyckich. Przybywają za to imigranci z Azji Środkowej, słabo mówiący po rosyjsku, których nikt nie chce w Moskwie i którym nie odpowiadały warunki na Syberii. 

Aby rozwinąć region gospodarczo, Putin zdecydował, że Szczyt Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku odbędzie się w 2012 we Władywostoku. Na przygotowanie szczytu Rosja wydała 20 miliardów dolarów, budując, między innymi, podmorski rurociąg z Sachalina, most łączący Władywostok z wyspą, na której odbywały się obrady oraz pierwszą we Władywostoku oczyszczalnię ścieków. Olbrzymią większość kontraktów budowlanych otrzymały firmy z europejskiej części Rosji, Daleki Wschód prawie nic nie zyskał, ale Moskwa ma wymówkę, aby nie godzić się na żadne ulgi podatkowe czy inną pomoc dla regionu.

The bridges built for the Summit and the campus of Vladivostok's new university are often compared to idols on Easter Island: 'they built them, now they pray to them for investments.'

Rekapitulując, mieszkańcy Syberii czują, że ich region jest niemiłosiernie wykorzystywany i eksploatowany, ale wiedzą, że są Rosji koniecznie potrzebni. Mieszkańcy rosyjskiego Dalekiego Wschodu nie czują się wykorzystywani, co najwyżej zaniedbani i kompletnie, całkowicie zbędni dla metropolii, gospodarczo zorientowanej na Europę. Oczywiście Daleki Wschód jest Rosji potrzebny ze względu na jej militarne interesy strategiczne. Ale to jest bodaj jedyny powód, dla którego Moskwa się tym regionem przejmuje.

Czy jest coś wspólnego?

Tak. Wspólna jest niechęć do Moskwy, do Kremla, do odległej władzy podejmującej wszelkie istotne decyzje, nieliczącej się z potrzebami i oczekiwaniami mieszkańców tych prowincji, nierozumiejącej ich, władzy właściwie obcej, zewnętrznej. Wspólny jest także brak nastrojów separatystycznych czy to na Syberii, czy to na Dalekim Wschodzie. Rosjanie z azjatyckiej części tego kraju chcieliby być lepiej rządzeni, mieć lepsze - w ogóle jakiekolwiek! - perspektywy rozwoju. Na Syberii dochodzą do tego także kwestie środowiskowe, o skali dla nas zupełnie niewyobrażalnej. Czy sytuacja tych ludzi i tych regionów kiedyś się zmieni? Trudno powiedzieć, ale w przewidywalnej perspektywie czasowej ja się żadnych zmian, a już w szczególności zmian w formalnym statusie tych ziem, nie spodziewam.

Na zakończenie

Czytając o Krasnojarsku, zwróciłem uwagę, że Rosja wysyła tam swoich więźniów. Dziś są to już tylko więźniowie kryminalni (z drobnymi wyjątkami w rodzaju Michaiła Chodorkowskiego czy członkiń Pussy Riot), ale dawniej - w XIX wieku, a także w XX, jeśli liczyć Gułag - mnóstwo było więźniów politycznych, w tym Polaków. Uświadomiłem sobie, że inne imperia kolonialne też tak przecież robiły, a wśród zesłańców też było wielu politycznych, choć Brytyjczycy konsekwentnie, aż do lat '80 XX wieku, wszystkich Irlandczyków traktowali jako więźniów kryminalnych. Co prowadzi mnie myślą do ludzi przymusowo wysyłanych do - jak to się mówi - Botany Bay, choć kolonia karna w rzeczywistości znajdowała się gdzie indziej.

Szczęśliwego dnia Św. Patryka!

wtorek, 11 marca 2014

Zachodzę w głowę dlaczego prezydent Putin zdecydował się na aneksję Krymu.

Proszę mi nie tłumaczyć, że Krym ma dla imperialnych planów Rosji znaczenie strategiczne, że Ukraina nie ma do Krymu żadnych historycznych praw a większość Rosjan uważa go za historyczną część Rosji, wreszcie że większość mieszkańców Krymu wolałaby, aby półwysep należał do Rosji. Ja to wszystko wiem. Jednak choć przez ostatnie 20 lat Krym był de iure częścią Ukrainy, Rosja de facto miała tam wolną rękę. Co się takiego stało, że Putin postanowił zmienić formalną przynależność Krymu? Przecież z łatwością mógł zachować status quo, ba, nawet doprowadzić do zwiększenia autonomii Krymu wywierając na Ukrainę odpowiednie naciski gospodarcze, nawet przy jej nowym, nazwijmy go umownie prozachodnim rządzie. Ukraiński premier Jaceniuk całkiem otwarcie zapowiadał zgodę swojego rządu na coś takiego. Jednak Rosja wysłała wojsko, odzierając Zachód ze złudzeń na temat swoich pokojowych intencji i jednocześnie pokazując się jako kraj nieprzewidywalny, lekceważący własne zobowiązania międzynarodowe. Dlaczego?

Pewien bloger powiada, że Putinowi chodziło o upokorzenie Zachodu, pokazanie, że Rosja - czyli on, Putin - może wszystko, a Zachód najwyżej coś tam popiszczy. Inny bloger, w tonie kasandrycznym, ale bardzo elokwentnie, przekonuje, że "Putin woli wojnę", dąży do likwidacji niepodległej Ukrainy, odbudowy imperium i (co najmniej) do ustanowienia granicy dwóch cywilizacji na Bugu. Ja się z tym drugim blogerem w pewnym stopniu zgadzam, ale dalej nie rozumiem dlaczego właśnie teraz?

Pretekstem do działań Putina była lutowa rewolucja na Ukrainie. Nawiasem mówiąc, pokazuje to dwie rzeczy: Po pierwsze, putinowska Rosja nigdy nie traktowała niepodległości Ukrainy na serio, ale póki w Kijowie rządzili ludzie posłuszni (jak Kuczma czy pogardzany Janukowycz) lub którymi można było łatwo manipulować (Juszczenko, Tymoszenko), Rosja udawała, że toleruje samostijną. Po drugie, w oczach Putina rewolucja lutowa dokonała zmiany jakościowej; to ostatnie jest z jednej strony dobre - Rosja stwierdziła, że Ukraina naprawdę może stać się od niej niezależna! - ale z drugiej złe, gdyż, jak widać, Rosji trudno jest to znieść i interweniuje. Jednak skąd taka ostentacja? Czemu czołgi i blokowanie portów, nie zaś zwyczajowe groźby zakręcenia kurka z gazem, ropą, kredytami?

Naprawdę nie wiem, dlaczego Putin to zrobił, widzę jednak kilka możliwych interpretacji już to jego motywów, już to celów, jakie chciał osiągnąć.

  1. Putin zwariował. Coś w duchu wypowiedzi kanclerz Angeli Merkel, twierdzącej, że Putin stracił kontakt z rzeczywistością. To możliwe, ale mało prawdopodobne. Putin to jednak nie Stalin. Gdyby Władimir Putin naprawdę zwariował, jego bojarzy odsunęliby go od władzy (mają zastępcę w osobie Miedwiediewa). Putin jest wielki, ale Rosja i jej interesy jeszcze większe.
  2. Putin wkurzył się, że na Ukrainie stało się coś, czego nie kontroluje i pod wpływem impulsu postanowił ratować z rosyjskich interesów co się da. To też jest mało prawdopodobne, ale to właśnie jest największa nadzieja Zachodu. Taka sytuacja pozwoliłaby Putinowi wycofać się z twarzą. Rosja zawróci okręty i helikoptery, Ukraina nieco zwiększy autonomię Krymu, a wszyscy będą udawać, że nic wielkiego się nie stało.
  3. Putin nie docenił Zachodu. Myślał, że z Krymem będzie jak z Osetią czy Abchazją: uporządkowanie interesów i wbicie szpili nielubianemu sąsiadowi, ale w sumie małe lokalne zamieszanie, którym nikt się, w gruncie rzeczy, nie przejmie. Putin nie tyle chciał upokorzyć Zachód, ile przetestować, na ile sobie może pozwolić. I przeholował. Krym to jednak nie Abchazja. Wydaje się, że Zachód (do którego w tym kontekście trzeba zaliczać Turcję) jednak się przejął, a Putin sam nie wie, jak tę awanturę zakończyć. To też jest jakaś nadzieja dla Zachodu - trzeba rzecz sprowadzić do punktu poprzedniego. I gdzie, do diabła, jest ta Abchazja?!
  4. Putin się przestraszył. Po pierwsze, utraty Ukrainy, po drugie, powtórki z Majdanu w samej Rosji - nie natychmiast, ale w przewidywalnej przyszłości. Przestraszony uciekł się do największego atutu, jakim dysponuje: do nagiej siły. Postanowił niepokornych Ukraińców ukarać, aby wobec perspektywy podziału kraju, grzecznie przeprosili i pokornie wrócili na łono Matuszki. Ewentualny opór Ukraińców, wezwania do walki z Rosją - jak skrajnie głupi apel Prawego Sektora do muzułmańskich separatystów w Rosji; aż trudno uwierzyć, że to nie była prowokacja - mogłyby posłużyć do zaostrzenia kursu wewnętrznego. Niech wszyscy rosyjscy rewolucjoniści in spe zobaczą, że Putin nie zawaha się użyć wojska. Żadnych złudzeń, panowie.
  5. Putin, z jakichś względów całkowicie dla Rosji wewnętrznych, potrzebował dużego sukcesu międzynarodowego. Olimpiada jednak nie wystarczyła. I dlatego zaatakował Krym.
  6. Putin uznał, że część Ukrainy faktycznie jest już stracona, postanowił więc odzyskać to, co dla Rosji ma znaczenie strategiczne. Przede wszystkim Krym, ale też mocno uprzemysłowioną część wschodnią, a może nawet całe wybrzeże czarnomorskie wraz z Odessą. Poza bezpośrednimi interesami wojskowo-gospodarczymi, południowo-wschodnia Ukraina jest buforem, tarczą osłaniającą europejskie centrum Rosji od ewentualnego ataku z południa. Do reszty Rosja nie będzie zgłaszać pretensji, niech sobie powstanie jakaś Zachodnia Ukraina ze Lwowem i Kijowem, formalnie prozachodnia, faktycznie pełna nastrojów antypolskich, antyniemieckich, antyrumuńskich, w odpowiedzi wywołująca wzrost nastrojów nacjonalistycznych - a więc dezintegracyjnych, odśrodkowych - w Środkowej Europie. W dodatku całkowicie niesamodzielna gospodarczo. Więcej z niej będzie wynikać kłopotów niż pożytku. Kukułcze jajo podrzucone Zachodowi.

Wiem, że te scenariusze ani nie są niezależne, ani zapewne nie wyczerpują całego spektrum możliwości. Mimo wszystko sądzę, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz szósty. Najbardziej prawdopodobny, ale też najbardziej niebezpieczny dla Zachodu. W scenariusz otwartej konfrontacji - w duchu: Ukraina to moja bliska zagranica, mogę tam robić, co chcę, a wam od tego wara - jednak nie wierzę.

Dalej jednak nie wiem czemu prezydent Putin się na to zdecydował.