Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
środa, 23 marca 2016

Prezydent Andrzej Duda, odmawiając zaprzysiężenia prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, i premier Beata Szydło, uzurpując sobie prawo do orzekania, które wyroki Trybunału Konstytucyjnego zostały wydane prawidłowo, łamią konstytucję. Grozi im za to Trybunał Stanu. Marszałek Marek Kuchciński i poseł Marek Ast, wielokrotnie łamiąc Regulamin Sejmu podczas wyboru osób, które PiS nazywa sędziami TK i podczas prac nad "ustawą naprawczą", także dopuścili się przewinień, za które grozi odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Wiele osób publicznie pisze i mówi, że gdy PiS straci władzę, ci państwo zostaną przed Trybunałem postawieni. Ostatnio w ostry sposób stwierdził to Włodzimierz Cimoszewicz. Ja też swego czasu zapowiadałem Trybunał Stanu dla Andrzeja Dudy.

Doszedłem do wniosku, że to był błąd, mimo iż wymienione osoby na proces przed Trybunałem Stanu zasłużyły.

Jeśli chcemy przegnać intruza - na przykład złodzieja lub dzikie zwierzę - trzeba mu zostawić drogę ucieczki. Przegnać: nie zabić, zniszczyć, zmiażdżyć, zaorać, ale przegnać. Żeby sobie poszedł i żeby nam więcej nie zagrażał. Nie przeszkadzał. Jeśli nie zostawimy mu drogi ucieczki, zapędzimy w kozi róg, będzie walczył na śmierć i życie. Nawet jeśli go pokonamy, sami możemy nieźle oberwać. Nie warto ryzykować. Jeśli naszym głównym celem nie jest zemsta, ale to, byśmy mogli żyć tak, jak lubimy, robić to, co chcemy, wolni od zagrożeń, jakie przyniósł intruz, nie warto ryzykować śmiertelnego starcia.

Dla czołowych polityków PiSu pułapką bez wyjścia jest perspektywa odpowiedzialności konstytucyjnej w przypadku przegranych wyborów. Walka na śmierć i życie oznacza w tej sytuacji albo taką manipulację ordynacją wyborczą, aby PiS wyborów nie mógł przegrać (ordynacja mieszana z gerrymanderingiem i zaporowymi progami wyborczymi), albo masowe aresztowania przywódców, kandydatów i działaczy opozycji tuż przed wyborami, albo jedno i drugie. Doprowadzenie do sytuacji, w której PiS nie przegrywa wyborów, ale nawet pozory demokracji zostają zdruzgotane. Drogą ucieczki jest porzucenie Jarosława Kaczyńskiego i podporządkowanie się orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego.

Dlatego uważam, że Andrzejowi Dudzie, Beacie Szydło i innym politykom PiSu trzeba tę drogę ucieczki zostawić. Beato, opublikuj! Andrzeju, zaprzysiąż! Zróbcie to, a obiecujemy, że po przegranych wyborach nie postawimy was przed Trybunałem Stanu. Kuchcińskiego i Asta też nie. To nie znaczy, że zapomnimy wam wasze haniebne słowa i czyny i że zaczniemy was popierać. Nic z tych rzeczy. To znaczy tylko - i aż! - tyle, że po przegranych wyborach będziecie po prostu przegranymi politykami, jak tylu innych przed wami i po was.

Wasz wybór. Jeśli zdecydujecie się pozostać w kręgu zła, roztaczanym przez Jarosława Kaczyńskiego, a mimo to przegracie, Trybunał Stanu będzie dla was nieuchronny. I pamiętajcie: Polska to piękny i wspaniały kraj, nie tak łatwo ją sobie podporządkować!

Obietnica amnestii konstytucyjnej dotyczy tylko spraw związanych z Trybunałem Konstytucyjnym. Za wszystko inne, w szczególności za nadużycia władzy, jeżeli do nich dojdzie (a przy uchwalanym przez was prawie dojdzie prawie na pewno), obecny obóz rządzący odpowie. Ale to raczej będzie dotyczyć Antoniego Macierewicza, Mariusza Kamińskiego, pana Zbyszka i ich pomniejszych pomagierów. Jednak rozwiązanie sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego nie leży w ich rękach, ale w rękach prezydenta Dudy i premier Szydło.

Obietnica amnestii nie rozciąga się także na Jarosława Kaczyńskiego. Ten jednak, na kształt pierwszego sekretarza partii komunistycznej, którym funkcjonalnie jest, modulo terminologia, sprawuje władzę, ale za nic nie odpowiada. Dla Jarosława Kaczyńskiego największą karą i największym upokorzeniem będzie świadomość politycznej przegranej. I tego mu z całego serca życzę.

sobota, 12 marca 2016

Pięć lat temu, nawiązując do planów "pomnika świateł" na Krakowskim Przedmieściu, pisałem:

Cóż my tu jednak mamy? Państwo, które jest podstawowym narzędziem "suwerenności Narodu". Jedynego, niekwestionowanego przywódcę, w którym jest czyste dobro. Niechęć do mniejszości narodowych. Społeczno-ekonomiczny populizm w warstwie werbalnej, w praktyce zaś wspieranie bogatych kosztem pozostałych. Marsze z pochodniami. Lichtdom. Ta jedność inspiracji - jestem pewien, że nieuświadomiona; nie chodzi mi o ideowe (lub artystyczne) naśladownictwo, ale o podobny sposób myślenia - budzi we mnie i zdumienie, i przerażenie.

Kilka miesięcy temu PiS wrócił do władzy i zaraz okazało się, że wspominane wyżej inspiracje pięknie się rozwijają. Jeszcze w końcówce kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński powiedział, że uchodźcy roznoszą pasożyty i pierwotniaki. Później mieliśmy kanoniczną wypowiedź o Polakach najgorszego sortu, ostatnio twórczo zinterpretowaną przez prezydenta Rzeczypospolitej (sic!) na wiecu w Otwocku:

Czas najwyższy, abyśmy powiedzieli, że w Polsce to my jesteśmy ludźmi pierwszej kategorii, że nasze interesy muszą być przede wszystkim realizowane, że nasze interesy muszą być realizowane na arenie europejskiej.

A jeszcze w międzyczasie mieliśmy inną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, tym razem w Łomży:

Ci, którzy z nami walczą przybierają, można powiedzieć, barwy ochronne. To są te barwy, które widać tutaj, na tej sali: biało-czerwone. Oni próbują być biało-czerwoni.

Jak widać, ci, którzy popierają PiS, są ludźmi pierwszej kategorii, ci, którzy nie popierają, są ludźmi gorszej kategorii (gorszego sortu), a ich interesy nie muszą być realizowane. To właściwie nie są Polacy, tylko indywidua, które Polaków udają.

Co ciekawe, pojawiło się już uzasadnienie teoretyczne dla tych wszystkich koncepcji: mianowicie pogląd, że nad prawem stanowionym, w tym nad konstytucją, stoi "dobro Narodu" (a o tym, co wchodzi w skład "dobra Narodu", decyduje siła rządząca, a konkretnie jej przywódca). Ryzykując, że zostanę zaatakowany prawem Godwina, muszę przypomnieć, że prawdziwym autorem tej przełomowej doktryny był Carl Schmitt, a służyła ona jako uzasadnienie bezterminowego zawieszenia konstytucji Republiki Weimarskiej przez Sami Wiecie Kogo. W naszym bieżącym kontekście po raz pierwszy zasadę tę explicite wypowiedział nieszczęsny Kornel Morawiecki - najprawdopodobniej zresztą nieświadom historycznych precedensów - za co otrzymał od posłów PiSu rzęsiste oklaski. Później zasada ta wracała w wielu wypowiedziach PiSowskich polityków i wspierających ich publicystów, aby wreszcie przebić się do prawa stanowionego: W PiSowskiej Ustawie o prokuraturze czytamy:

Art. 137. § 1. Za przewinienia służbowe, w tym za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa i uchybienia godności urzędu, prokurator odpowiada dyscyplinarnie (przewinienia dyscyplinarne).

§ 2. Nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego działanie lub zaniechanie prokuratora podjęte wyłącznie w interesie społecznym.

Interes społeczny wyłącza odpowiedzialność prokuratora. Ciekawe, czy stanowi to pozwolenie na stosowanie tortur? Powiedzmy, mamy podejrzanego o to, że podłożył bombę, która może zabić wiele niewinnych osób. W interesie społecznym leży dowiedzieć się, gdzie bomba jest ukryta i jak ją rozbroić. Czy w świetle cytowanego przepisu polski prokurator może wobec podejrzanego zastosować waterboarding albo staromodne bicie, żeby się tego dowiedzieć? A jeśli może wobec terrorysty, to czy może wobec porywacza dziecka? Wobec sprawcy napadu na bank? Wobec dziennikarza ujawniającego niewygodne dla rządu dokumenty?

Do czego to wszystko zmierza?

A za oknami szaro, buro, brudno. Siąpi deszczyk. Przedwiośnie.