Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
wtorek, 17 maja 2016

Muszę powiedzieć, że drażni mnie sformułowanie "spór wokół Trybunału Konstytucyjnego". Nie ma żadnego sporu, jeno nagi fakt, że PiSowscy funkcjonariusze, prezydent Duda i premier Szydło, działając na polecenie swojego zwierzchnika, posła Kaczyńskiego, łamią konstytucję. Złamanie konstytucji jest oczywiste (prezydent nie może wybierać, kogo zaprzysięże, a kogo nie; premier nie ma żadnych kompetencji do rozstrzygania, które wyroki Trybunału zostały wydane prawidłowo; jedno i drugie ma po prostu zrobić to, co konstytucja im nakazuje) i nie ma co do tego tematu wracać. Nie ma więc sporu, ale jest problem. Dla PiSu problem wizerunkowy, dla państwa problem grożącej niespójności systemu prawa. A skoro jest problem, trzeba go spróbować jakoś rozwiązać.

Jarosław Kaczyński ciągle coś mówi o jakichś kompromisach, ale kompromisy proponowane przez posła Kaczyńskiego to oszustwo i mydlenie oczu. Ich jedynym celem jest zamieszanie w głowach szerokiej publiczności, a przy odrobinie szczęścia także europejskim obserwatorom i urzędnikom. Ostatnio poseł Kaczyński zaproponował "daleko idący kompromis", polegający na tym, iż PiS łaskawie pozwala Trybunałowi rozpatrywać sprawy dotyczące nowelizacji ustawy o TK poza kolejnością, łagodzi też wymagania odnośnie do pełnego składu. PiS pozostawia jednak jaskrawie sprzeczny z konstytucją zapis o większości kwalifikowanej oraz wymóg, aby wszystkie inne sprawy, niż nowelizacja ustawy o TK, były rozpatrywane zgodnie z kolejnością wpływu. Gdyby więc ktoś teraz zakwestionował na przykład przepisy kagańcowej ustawy antyterrorystycznej, skarga ta byłaby rozpatrzona przez inny skład Trybunału, za kilka lat, może nawet po upływie bieżącej kadencji Sejmu. W praktyce oznaczałoby to odłożenie badania konstytucyjności przyjmowanych przez PiS ustaw ad calendas Graecas. Do tego czasu - hulaj dusza, piekła nie ma. Jest za to domniemanie konstytucyjności.

Jarosław Kaczyński obłudnie powiada, że najnowszy Pisowski projekt ustawy o TK

To jest ustawa uwzględniająca ogromną część postulatów zarówno Komisji Weneckiej, jak i postulatów formułowanych przez przedstawicieli Trybunału Konstytucyjnego

podczas gdy najważniejszym zaleceniem Komisji Weneckiej, jak i zasadniczym żądaniem (a nie jakimś "postulatem") stawianym przez Trybunał jest publikacja wyroku z 9 marca, tego zaś poseł Kaczyński nie przewiduje. Przy okazji Kaczyński mówi, że

Opozycja powinna dokonać aktu samokrytyki, ekspiacji i to będzie podstawa do tego, żeby polskie życie publiczne poprawiło się [...]

No i takie są te kompromisy Kaczyńskiego. Nie warto o nich nawet rozmawiać.

Problem jednak pozostaje. W tej sytuacji pozwolę sobie zaproponować własny wariant kompromisu. Niech nikt mi nie wyrzuca, że ja tylko narzekam i narzekam, nie proponując niczego konstruktywnego. Otóż kompromis à la pfg brzmi tak:

  • premier Szydło publikuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 i wszystkie następne wyroki TK
  • PiS przestaje forsować aktualną (najnowszą) wersję nowelizacji ustawy o TK
  • pan Zbyszek wycofuje się z projektu ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (nie ma to bezpośredniego związku ze sprawą Trybunału, ale byłoby oznaką dobrej woli, a także antycypacją faktu, iż ustawa najprawdopodobniej padnie przed TK)
  • prawidłowo wybrani w czerwcu sędziowie, których dr Duda dotąd nie zaprzysiągł, składają rezygnacje
  • prezes Rzepliński dopuszcza do orzekania osoby wybrane w grudniu, które PiS uważa za sędziów Trybunału Konstytucyjnego (można by domagać się, aby i one złożyły rezygnacje, ale takiego poświęcenia i takiego poczucia odpowiedzialności za państwo po PiSowskich nominatach nie należy się spodziewać)

Punkty te należy realizować w takiej kolejności, w jakiej zostały tu zapisane.

Kompromis oznacza obustronne, niekiedy wielostronne, ustępstwo. Dla PiSu kompromis proponowany przeze mnie oznacza przyznanie się do prestiżowej porażki w sprawie "ustawy naprawczej", a dla opozycji prestiżowe zwycięstwo. Zarazem jednak opozycja godzi się na stan, do jakiego PiS, jak się wydaje, dążył na przełomie listopada i grudnia 2015. PiS miałby już sześciu wybranych przez siebie sędziów w Trybunale, a będzie miał ich więcej w miarę upływu kadencji kolejnych sędziów (gdyby PiS miał klasę, zgłosiłby przynajmniej niektórych kandydatów spośród tych czerwcowych - byłoby to możliwe, bo skoro PiS nie uważa ich za sędziów, nie byłoby mowy o wyborze na drugą kadencję), zyskałby też bardzo realną szansę na obsadę w grudniu stanowiska prezesa TK, następcy Andrzeja Rzeplińskiego. PiS wytrąca też z ręki jeden z najważniejszych oręży znienawidzonemu przez siebie KODowi. Wreszcie PiS przyjmuje do wiadomości, że część przepisów ustawy o prokuraturze, ustawy inwigilacyjnej i spodziewanej ustawy antyterrorystycznej zostanie przez Trybunał obalona, ale będą one mogły wrócić z kosmetycznymi zmianami w przyszłym roku, może za dwa lata, gdy zmieniony skład Trybunału kierowanego przez nowego prezesa ich nie obali. PiS będzie wtedy też mógł liczyć, iż Trybunał nie zakwestionuje zmian w kodeksie wyborczym, których w jakiejś formie coraz więcej osób się spodziewa.

To więc, czy w Polsce będziemy mieć za trzy i pół roku demokratyczne wybory, w ostatecznym rozrachunku zależeć będzie od sumień sędziów Trybunału, także (a może przede wszystkim?) tych PiSowskich z krwi i kości. Można jedynie mieś nadzieję, że sędziowie ci, gdy poczują się niezależni od woli posła Kaczyńskiego - nieusuwalni przez kilka lat, a potem prestiż, bardzo wysoka emerytura i immunitet do końca życia - zachowają się jak prawnicy-legaliści, nie jak partyjni funkcjonariusze.

To nie jest, przyznaję, wesoła perspektywa, ale innego wyjścia nie widzę. No, można jeszcze liczyć na to, iż PiS, a w szczególności jego prezes, poczuje wyrzuty sumienia, pokornie wycofa się ze swoich łamiących prawo przepisów i mocno postanowi nie wprowadzać następnych, lub też że archanioł mieczem ognistym wypędzi rządy PiS z kraju.

To drugie jest bardziej prawdopodobne.