Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
środa, 29 lipca 2009

Informacja z paska w TVN24:

Administracja Obamy nie wyklucza członkostwa Rosji w NATO.

O proszę, tu jest link:

W ten sposób Waszyngton chce doprowadzić do poprawy relacji z Moskwą.

Pomijam już anglicyzm "relacje" (tylko proszę się mnie nie czepiać, że niekiedy to słowo nie jest anglicyzmem - wszystko zależy od kontekstu), chodzi o meritum. Rosja w NATO to byłby chichot historii - przypomnijmy sobie formalny powód powstanie Układu Warszawskiego (odrzucenie kandydatury ZSRR do NATO, czego Sowieci zażądali po przyjęciu do NATO Niemiec Zachodnich). Zarazem postawa "administracji Obamy" dowodzi, że - jak wielu się obawiało - they don't have a clue odnośnie do roli Rosji w Europie Środkowej i Wschodniej. Choć z drugiej strony, czy oczywisty dla nas pogląd, że Stany powinny zawsze i bez wyjątku zwracać uwagę na nasze oczekiwania, jeśli chodzi o ich politykę zagraniczną, nie jest przejawem kultu cargo

wtorek, 28 lipca 2009

Anuszka dwa razy napisała ostatnio o kulcie cargo: raz na Młodym Fizyku, drugi raz na prywatnym blogu swoim i męża. W tym drugim wypadku Ani chodzi o zabiegi polskich polityków mające na celu instalację amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce. Ania uważa to za bezsensowny objaw kultu cargo, magiczny apel do Stanów, aby

zaczęły znów przystawać do [polskich] kolorowych marzeń z lat komunizmu: By były dla nas bezinteresownym dobrym wujkiem, dawcą wszelkich łask i ziemią obiecaną.

Dla Anuszki jest to

coś w rodzaju zabobonnej wiary w bóstwo, które uchroni nas od katastrof, jeżeli złożymy mu odpowiednio dużo darów ofiarnych, wypalimy odpowiednio dużo kadzidła i spełnimy jego rytualne oczekiwania.

Ja, jak to pisałem i w komentarzach do wpisu Anuszki, i wcześniej na tym blogu, uważam, że zabieganie przez Polskę o militarną przychylność Ameryki jest uzasadnione, choć nie jestem pewien, czy akurat tarcza antyrakietowa (nie działa, sami Amerykanie nie wiedzą, czy jej chcą, nawet gdyby działała) jest najlepszym na to sposobem. Ania się ze mną nie zgadza i nie widzi powodów, dla których akurat Polska miałaby o szczególne względy Ameryki zabiegać. Ja obstaję przy swoim, aczkolwiek zastanowiwszy się nad tym chwilę, muszę przyznać, że Anuszka po części ma rację.

Kult cargo pojawia się po zetknięciu cywilizacji rozwiniętej i prymitywnej; przedstawiciele tej prymitywnej oczekują, że ci rozwinięci zapewnią im wszystkie dobra. Otóż niektórzy politycy i znaczna część opinii publicznej w Polsce zachowuje się tak, jakby w istocie wyznawali kult amerykańskiego cargo - przypomnijmy sobie to irracjonalne oczekiwanie, a potem głośno wyrażane uczucie bolesnego zawodu, że Amerykanie nas dozbroją, wyszkolą, za bezcen sprzedadzą super nowoczesną broń, zniosą wizy i jeszcze zainwestują w offset. Dlaczego? Jak to, czyż trzeba jakichś powodów?! Przecież oni są A-m-e-r-y-k-a-n-a-m-i, a my Polakami! Tylko tyle i aż tyle.

Paradoksalnie, to ci polscy politycy, którzy są świadomi, iż na przychylność i wojskową pomoc Ameryki trzeba sobie zasłużyć - wysyłając polskich żołnierzy do Iraku i Afganistanu, nie zważając na wściekłość Rosji okazując gotowość do przyjęcia tarczy antyrakietowej - nie są wyznawcami kultu cargo. 

A najlepiej się sprawie Polski przysłuży przekształcenie Polski w kraj cywilizowany - do czego nam, niestety, wciąż daleko.

piątek, 10 lipca 2009

Dzisiejsza prasa donosi, że Tusk obiecuje nie podnosić podatków, jeżeli prezydent nie będzie czynił obstrukcji. Jak rozumiem, spornym problemem jest między innymi wypłata zysku z NBP. Tusk liczy na 10 miliardów dla budżetu, ale prezes Skrzypek powiada, że wpłaty nie będzie, bo nie będzie zysku. NBP musi bowiem tworzyć rezerwy na stabilizację kursu złotego, do czego zobowiązuje go ustawa. Tusk chciałby więc ustawę zmienić, a prezydencka obstrukcja, której Tusk chciałby uniknąć, miałaby polegać na zawetowaniu zmian.

Podatki to sprawa trudna i ja nie umiem merytorycznie powiedzieć kto ma rację, Tusk czy Skrzypek. Podniesienie podatków jest z jednej strony przykre i, co ważniejsze, tłumi popyt wewnętrzny i inwestycje, ale z drugiej strony może ta rezerwa stabilizacyjna by się jednak przydała? Gdyby bowiem, uchowaj Boże, Polska padła ofiarą kolejnego ataku spekulacyjnego, słono byśmy za to zapłacili. Czy informacja o tym, że NBP rezygnuje z tworzenia rezerw nie jest zachętą do takiego ataku? Tak sobie tylko gdybam, jestem wszak fizykiem, nie ekonomistą.

Boję się trochę, że Tusk chce uniknąć podnoszenia podatków głównie dlatego, żeby nie osłabić swoich szans w wyborach prezydenckich, a to już byłoby niebezpieczne. No, nie wiem, nie wiem...

We wczorajszej Gazecie Wyborczej Janusz A. Majcherek, publicysta, którego dotąd bardzo ceniłem, napisał nonsensowny artykuł o szkodliwości nauczania matematyki i fizyki. Polecam komentarze do tego artykułu na Młodym Fizyku i w blogu Edwina Bendyka.

Zapisuję w dziale "kryzys", bo tekst Majcherka dowodzi poważnego kryzysu myślowego u tego autora.

P.s. Po wprowadzeniu nowej kategorii, przeniosłem do działu Edukacja.

poniedziałek, 06 lipca 2009

Odejście Olechowskiego z Platformy zdaje się przesądzać sprawę: Kandydatem Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta będzie Donald Tusk. Tak to przedstawiają media, na przykład dzisiaj Onet, który cytuje Palikota, relacjonującego swoją rozmowę z Olechowskim:

Jedyne, czego oczekiwał Olechowski, to otrzymanie propozycji kandydowania na urząd prezydenta z list Platformy Obywatelskiej.

Ja to rozumiem. Sam także sugerowałem, że Olechowski mógłby być dobrym kndydatem Platformy, myślę, że lepszym, niż Tusk, choć nie tak dobrym, jak Buzek. Olechowski zapewne sam przeprowadził podobną analizę (może pomijając ostatnią część zdania). Niestety, cytując dalej Onet,

Start Olechowskiego w wyborach prezydenckich [z poparciem Platformy] wykluczyłby z nich Donalda Tuska. Odpowiedź Platformy była więc oczywista.

Wygląda więc na to, iż start Donalda Tuska traktuje się w Platformie jako oczywistą oczywistość. To bardzo niedobrze. Pisałem już, dlaczego uważam, iż znacznie lepiej byłoby, gdyby Tusk był premierem przez dwie kolejne kadencje Sejmu (i ewentualnie później kandydował na prezydenta), niż gdyby miał kandydować już w roku 2010.

Jacek Żakowski w dzisiejszym komentarzu także pisze, że Tusk nie powinien kandydować na prezydenta, może natomiast być premierem także przez następną kadencję parlamentarną. Żakowski argumentuje inaczej niż ja, pisze, że wiele osób głosuje na Platformę nie dlatego, że popierają tę partię, ale dlatego, że Platforma jest jedyną zaporą przez powrotem PiSu.

Nawet ci, którzy rok temu byli za Platformą i Tuskiem całym rozumem i sercem, dziś uzasadniając swój wybór, mówią zwykle: "A co, mam głosować na PiS?". Punktem zwrotnym była tu wymiana ministra sprawiedliwości. Wtedy wiara w PO zaczęła się rozrzedzać. Platforma może jednak rządzić jeszcze długo. Może wygrywać wybory i formować rządy. Nawet jeżeli będzie rządziła w sposób tak niezborny jak dotąd. Ale przywilej bezalternatywności nie dotyczy jej szefa jako kandydata w wyborach prezydenckich.

Żakowski celnie zauważa, że wyrzucenie Ćwiąkalskiego (ze strachu przed krytyką ze strony PiSu) było największym błędem Tuska. Sam Tusk natomiast może przegrać z "tym trzecim", jeśli tylko będzie to kandydat dostatecznie poważny.

Hasło: "Odsunąć Kaczora" do zwycięstwa nie starczy.

Żakowski nie wyciąga jednak ze swojej analizy ostatecznych wniosków. Otóż możliwa przegrana Tuska w wyborach prezydenckich byłaby dla niego osobistym upokorzeniem (którego mu nie życzę!), ale podcięłaby skrzydła nie tylko jemu, ale i całej Platformie. To zaś zaszkodziłoby Polsce, bo Platforma, jak pisałem, stanowi jedyną tarczę przed arcyszkodliwym PiSem. No i wciąż można mieć nadzieję, że Platforma jest, mimo wszystko, partią promodernizacyjną. Tusk, kandydując na prezydenta, ryzykuje więcej niż swoją osobistą karierę.

Dlatego apeluję: Panie Premierze Tusk! Może Pan być dobrym premierem jeszcze przez sześć lat. To byłoby dla Polski lepsze, niż Pański start w wyborach prezydenckich w przyszłym roku. To byłoby także lepsze dla Pana, bo historia zapamiętałaby Panu, że poświęcił Pan swoje osobiste ambicje dla dobra Polski. Panie Premierze! Niech się Pan zastanowi, póki nie jest jeszcze za późno, proszę...