Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
środa, 23 lipca 2014

Jest środek wakacji, więc nie będzie ani o Ukrainie, ani o taśmach, ani nawet o Chazanie, ale o lipie. O lipie, mającej cudowną własność leczenia bólu zębów.

Jak w sezonie ogórkowym donosi Fakt, proboszcz parafii w Cielętnikach koło Częstochowy kazał ogrodzić zabytkową lipę prawie dwumetrowym, metalowym płotem, aby ochronić ją przed pielgrzymami, którzy ogryzali jej korę wierząc, że uleczy to ich ból zębów. Historia jest znana, już kilka lat temu opisywał ją katolicki tygodnik Niedziela, zresztą dając to jako przykład "wspomagania i popierania idei ochrony przyrody" przez polski Kościół, "zgodnie z przesłaniem św. Franciszka z Asyżu". Wcześniej opisywali to badacze folkloru. Lipa w Cielętnikach i jej własności nie są szerzej znane, ale lokalna tradycja jej dotycząca jest najwyraźniej bardzo stara, wielusetletnia.

Widzimy tu piękny przykład trwania śladów kultu pradawnego, przedchrześcijańskiego. Charakterystycznego dla Europy kultu świętego drzewa, który Kościół niechętnie toleruje. Niechętnie, gdyż pień lipy kiedyś smarowano smołą, teraz ogrodzono, rzekomo dla ochrony zabytkowego drzewa, ale jednak toleruje: lipy nikt nie kazał wyciąć. Widać jednak, że Kościół kiepsko sobie z tym postpogańskim kultem radzi. A przecież można go było umiejętnie zchrystianizować, jak zrobiono to w niezliczonych miejscach w zachodniej Europie. Można było na przykład opowiadać taką historię:

Wojewoda1, aby odpokutować swe liczne zbrodnie i grzechy, miał zanieść obraz św. Apolonii2 do sanktuarium w Studziannej pod Opocznem. Miał iść sam i pieszo, podpierając się jedynie laską wystruganą z lipowego drewna. I tak w wigilię niedzieli Przemienienia Pańskiego3 wojewoda dotarł do pewnej ustronnej okolicy, gdzie zmorzył go sen. Aby cenny obraz nie został uszkodzony, wojewoda przed snem przymocował go do swojej laski, którą wbił w ziemię. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że lipowa laska przez noc rozrosła się w piękne, okazałe drzewo; obraz był tak wysoko, że wojewoda nie mógł go dosięgnąć. Wojewoda zrozumiał, że święta życzy sobie pozostać w tym szczególnym miejscu. Zaraz też kazał pobudować tam kościół, na którego ścianie umieścił obraz św. Apolonii. Lipa zaś rośnie w tym miejscu po dziś dzień, świadcząc o cudzie dokonanym za wstawiennictwem świętej.

  1. Postać wojewody pojawia się w opowiadaniu zawartym w Niedzieli. Jest to więc postać jakoś ważna dla tego miejsca i trzeba ją zachować.
  2. Św. Apolonia, której poganie w czasie prześladowań wybili wszystkie zęby, jest patronką cyrulików. Ludzie cierpiący na ból zębów proszą o jej wstawiennictwo. Obraz św. Apolonii w istocie znajduje się na ścianie kościoła w Cielętnikach, nieopodal lipy.
  3. Aby wyjaśnić wezwanie istniejącego tam kościoła.

Gdyby taką historię opowiadać od kilkuset lat, mielibyśmy piękny kult lokalny, element "chrześcijańskiej mitologii". I kogo obchodzi, że jest to kompletnie ahistoryczne? Ważne, że "naturalnie" łączy magiczne własności świętego drzewa z kultem chrześcijańskiej świętej. Tak Kościół robił to przez wiele set lat w Galii, Germanii, Brytanii. A w Polsce nie. Co prawda obraz św. Apolonii się pojawił, ale raczej aby udawać, że wierni modlą się do świętej, nie do drzewa. Samego drzewa i jego magii w tej opowieści nie ma. Gdy chrześcijaństwo przyszło do Polski, stare kulty próbowano jedynie niszczyć. I stąd jest w nas ta ponadtysiącletnia trauma zniszczenia rodzimej kultury, która wciąż nas zatruwa, jak o tym pisali Karol Modzelewski i Maria Janion.

Cudowna lipa w Cielętnikach