Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
piątek, 10 sierpnia 2012

Olimpiada zbliża się do końca. Polska wypadła na niej kiepsko - w chwili, gdy to piszę, 9 medali i 28. miejsce w klasyfikacji medalowej - i zaraz się zaczną, a właściwie już się zaczęły, straszne narzekania na poziom polskiego sportu olimpijskiego. Złość nie byłaby tak głęboka, gdyby nie dwa fakty: Po pierwsze, polska reprezentacja olimpijska jest najliczniejsza w historii, a zdobyła mniej medali, niż na poprzednich igrzyskach. Po drugie, wielu sportowców buńczucznie zapowiadało, że jadą po medale, najpewniej złote, po czym odpadali na bardzo wczesnych etapach rywalizacji. To doprawdy było żałosne. Nasze media też pompowały ten balon, z góry ciesząc się sukcesami, więc gdy się okazało, że sukcesów brak, media rzuciły się do bicia w cudze piersi.

Ja nie mam pretensji do zawodników, którzy zajęli czwarte miejsca czy w ogóle się starali. Mam pretensje do tych, którzy zapowiadali nie wiedzieć co, a sromotnie przegrali.

Tymczasem Wielka Brytania cieszy się z niezagrożonego trzeciego miejsca w klasyfikacji medalowej. Dziennikarz BBC przytomnie zauważa, że kraj ten dużo zapłacił za zdobyte medale. W Atlancie Brytyjczycy zdobyli 15 medali, w tym jeden złoty. W następnym roku przygotowania olimpijskie zaczęły być finansowane z wpływów z National Lottery. Na przygotowania do Sydney brytyjscy olimpijczycy mieli już 60 milionów funtów i zdobyli 28 medali. Na przygotowania do Aten - 70 milionów i 30 medali. Rok później MKOl przyznał Londynowi prawo organizacji igrzysk. Finansowanie przygotowań do olimpiady w Pekinie wzrosło do 235 milionów, a Brytyjczycy zdobyli tam 47 medali. BBC cytuje specjalizującego się w ekonomii sportu prof. Davida Forresta z Uniwersytetu w Salford, który powiada

We spent an extra £165m and got 17 more medals, so that's about £10m a medal.

Przygotowanie brytyjskiej ekipy do igrzysk w Londynie kosztowało 264 miliony funtów (60% pokryto z wpływów z National Lottery), a Wielka Brytania zdobyła dotąd 55 medali, w tym 25 złotych, co daje około pięciu milionów funtów za medal. Jest to jednak szacunek zaniżony: zauważmy, że Wielka Brytania, chcąc się pokazać na igrzyskach u siebie, trzykrotnie zwiększyła finansowanie już siedem lat przed londyńskimi igrzyskami. Podane kwoty nie uwzględniają też kosztów organizacji samych igrzysk (około 12 miliardów funtów), a przecież brytyjscy sportowcy mogli używać nowo wybudowanych obiektów olimpijskich jako obiektów treningowych.

Wróćmy do naszych poolimpijskich rozliczeń. Na pewno będzie się mówić, że na sport przeznacza się w Polsce zbyt mało pieniędzy. Podobno zła jest też organizacja przygotowań, a w wielu związkach sportowych wciąż rządzą "leśne dziadki". To pewnie prawda, ale to nie jest jedyna przyczyna. Któryś z naszych dawnych mistrzów olimpijskich, obecnie trener, narzekał, że 

rodzice nie przyprowadzają dzieci, żeby zostały mistrzami, ale żeby się poruszały i były zdrowsze.

Cóż, z punktu widzenia zdrowia publicznego o to w sporcie chodzi, czyż nie? Ale zgadzam się, że polskim sportowcom chyba brakuje motywacji. Osiągnięcie poziomu mistrzowskiego to wiele lat potwornie ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Tymczasem w Polsce sport wyczynowy przestał być jedynym wehikułem pozwalającym wyrwać się z nizin społecznych, jak to było "za komuny" i jak dalej jest wśród mniejszości etnicznych na Zachodzie. Wydaje się także, że wśród polskich sportowców częste jest, że zadowalają się wysoką pozycją w Polsce i sam wyjazd na Olimpiadę traktują jak spełnienie marzeń. Jeśli ktoś tylko spełni minima, wyjazd na igrzyska należy mu się jak psu zupa, choćby z góry było wiadomo, że tam będą gdzieś na dole klasyfikacji. I to jest bardzo niepokojące.

Coubertinowska idea, że liczy się udział, stosuje się już tylko do krajów małych, biednych, takich, które niedawno uzyskały niepodległość i w ogóle chcą zaistnieć na międzynarodowych arenach sportowych. Kraje, które - jak Polska - sukcesami sportowymi chciałyby podnieść nastroje własnych obywateli i pokazać się z dobrej strony na świecie, nie powinny wysyłać licznych reprezentacji tylko po to, żeby tam sobie chwilę pobyły, bez realnych szans na sukcesy. Takie działania przynoszą, moim zdaniem, więcej szkody niż pożytku.