Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
poniedziałek, 14 września 2015

Nie napiszę (prawie) nic nowego w stosunku poprzedniej notki, ale powtórzę rzecz najważniejszą, żeby nikt z P.T.Czytelników nie mówił, że mu nie tłumaczono: Nasi sąsiedzi i partnerzy z Unii Europejskiej, kraje, które nam pomagały, pomagają i których pomocy nadal będziemy oczekiwać, mają problem z setkami tysięcy (!) imigrantów, którzy przybyli do Europy w tym roku. Oczekują, że w tej sytuacji my, Polska, im pomożemy, bo oni już fizycznie nie dają rady: nawet jeśli mają pieniądze, to nie mają gdzie tych imigrantów lokować. Ośrodki dla imigrantów są przepełnione, a nawet hale sportowe i inne obiekty, które doraźnie można przystosować, już nie wystarczają.

Polska powinna przyjąć ileś tam tysięcy imigrantów. Ile? Nie wiem. Może dziesięc tysięcy, może dwadzieścia. Tylu, ilu będzie trzeba i zarazem tylu, ilu będziemy w stanie obsłużyć. Może Niemcy coś zapłacą, a może nie - nieważne. Powinniśmy okazać solidarność z naszymi europejskimi partnerami, pomóc im. Wszelkie dywagacje, czy aby na pewno wszyscy ci imigranci powini mieć prawo do zamieszkania w Europie, są całkowicie nie na miejscu. Oni już tu są,  a będzie ich jeszcze więcej: choćby Europa stanęła na głowie, choćby wdrożyła nie wiedzieć jak przemyślaną i skuteczną politykę, choćby natychmiast zaczęła ładować miliony euro w poprawę bytu mieszkańców obozów dla uchodźców w Turcji, Jordanii i Libanie, efekty przyjdą najwcześniej po kilku miesiącach. Jasne, długofalowo powinniśmy się zastanawiać, jak oddzielić tych, którzy w imię racji humanitarnych powinni mieć prawo do osiedlenia się w Europie, od tych, których ewentualnie, z kwaśnymi minami, możemy tolerować, i od tych, których tu zwyczajnie nie chcemy, podobnie jak powinniśmy się zastanawiać, jak zminimalizować przyczyny, które skłaniają ludzi do migracji, ale teraz, dzisiaj - a także jutro, za tydzień i za pół roku - musimy się uporać z ludźmi, którzy tu dotarli czy za chwilę dotrą. (Co implicite zakłada odesłanie tych, których można bezpiecznie dla nich samych odesłać - no, ale tymczasowo trzeba ich gdzieś zakwaterować, dać im jeśc i tak dalej.) Węgry same sobie nie radzą, Włochy same sobie nie radzą, Grecja sama sobie nie radzi, Austria sama sobie nie radzi, ba, nawet Niemcy same sobie nie radzą, więc pomóc powinniśmy my: Polska, Słowacja, Litwa, Bułgaria. I pozostałe kraje Unii.

Nie będzie lekko. Przeciwnie, będzie ciężko. Ale tu nie chodzi tylko o solidarność z ludźmi cierpiącymi - tymi uciekającymi przed bombami, tymi tonącymi w Morzu Śródziemnym, tymi uciekającymi od beznadziei i biedy obozów dla uchodźców, a nawet tymi, którzy jedynie uciekają od nędzy swoich krajów - ale także o międzynarodową pozycję Polski. Będziemy potrzebować wsparcia Austrii, Niemiec, Włoch i pozostałych krajów, gdy negocjowany będzie kolejny budżet Unii. Będziemy ich potrzebować, gdy zechcemy podtrzymania sankcji nałożonych na Rosję. Ale przede wszystkim, nasza odmowa i fochy w kwestii uchodźców wywołują najgorsze upiory przeszłości, obraz Polaków-ksenofobów i szmalcowników, o czym świadczą wypowiedzi zachodniej prasy i zachodnich polityków. A także głosy w rodzaju Jana Tomasza Grossa. Widać, jak cieniutka jest warstwa oddzielająca nas w oczach Zachodu od najgorszych antypolskich stereotypów. Jakże łatwo ją zniszczyć!

Nie pojmuję, jak polska klasa polityczna in gremio może tego nie dostrzegać.

poniedziałek, 07 września 2015

Europa zmaga się z największym od wielu lat kryzysem migracyjnym. W Polsce, jak zawsze, nie ma na ten temat żadnej rozmowy. Są tylko manifestacje trybalizmów.

Jeden głosi, że Ciapaci pchają się do Europy, żeby za niemiecki socjal wprowadzać tu szariat. Według drugiego, Mamy moralny obowiązek przyjąć absolutnie wszystkich, którzy zechcą tu przyjechać, a jeśli ktoś ma co do tego najmniejsze zastrzeżenia, jest odrażającym rasistą. W Polsce, która jest bardzo ksenofobiczna i nietolerancyjna (ograniczam się do konstatacji, że tak jest, pomijając możliwe tłmaczenia, jak do tego mogło dojść), ten pierwszy głos słychać donośniej. Ale też zwolennicy drugiego stanowiska są tym bardziej pyncypialni i nie oddadzą nawet guzika. Głosów pośrednich niemalże nie słychać.

Nawet agencyjny przekaz wizualny jest dostosowany do tych treści: Albo widzimy zdjęcia kobiet lub niemłodych facetów z małymi dziećmi, niekiedy wręcz zdjęcia zwłok dzieci, albo zdjęcia tłumu młodych, na oko zdrowych mężczyzn, wśród których kobiet i dzieci prawie w ogóle nie ma. Nie widziałem materiału, który pokazywałby obie kategorie zdjęć. I to, jak się wydaje, odnosi się do ogółu mediów europejskich.

Myślę, że na problem migrantów należy patrzeć z dwu perspektyw: doraźnej i długoterminowej.

Doraźnie trzeba sobie uświadomić, że ci ludzie już tu są, ba, nie dość, że są, to nadal będą przybywać całymi tysiącami, dopóki nie zostaną rozwiązane - przynajmniej w jakimś zakresie - problemy, które ich do migracji skłoniły. Żadne dywagacje, że być może nie wszyscy z nich powinni się w Europie znaleźć, nie zmieni tego prostego faktu: oni już tu są. Nawet jeśli się strasznie natężymy, ci ludzie w sposób magiczny z Europy nie znikną. A Europa powinna coś z nimi zrobić.

No właśnie, Europa. Nie tylko kraje, w których obecnie przebywają setki tysięcy tegorocznych imigrantów - Włochy, Grecja, Węgry - ani kraje, do których oni zmierzają, głównie Niemcy, ale wszystkie kraje Unii Europejskiej. W tym Polska. To straszny skandal i obciach, że Polska tak się wzdraga przed udzieleniem pomocy tym ludziom. Solidarność europejska nie polega na tym, że my bierzemy od Unii pieniądze, domagamy się dla naszych obywateli prawa do osiedlania się, pracy i opieki społecznej w krajach unijnych, a także oczekujemy, że kraje te, często wbrew swoim interesom, nałożą sankcje na Rosję. Solidarność wymaga także i od nas ponoszenia ciężarów, jeśli zajdzie taka potrzeba. A właśnie zachodzi. Uchylanie się od tej odpowiedzialności przynosi ujmę Polsce i wystawia nam jak najgorsze świadectwo.

Polska powinna natychmiast wyrazić gotowość przyjęcia, czy ja wiem, dziesięciu tysięcy imigrantów. I nie oczekiwać, że inne kraje nam za to zapłacą. Ja wiem, będzie trudno. No, ale co zrobić? Wymienionym wyżej krajom też nie jest łatwo, więc powinniśmy im pomóc. (Przypominam, że ja już dwa lata temu pisałem coś podobnego.)

Również doraźnie trzeba zapobiegać tragediom na morzu: śmierci migrantów w Morzu Śródziemnym. Tonących, zagrożonych śmiercią trzeba ratować, co nie musi oznaczać transportowania ich do Europy, ale o tym za chwilę. Polska i w tym powinna uczestniczyć: Wysłać (w porozumieniu Z Grecją, Włochami, Turcją - w końcu to nasi partnerzy z UE - Turcja jest krajem stowarzyszonym - i NATO) polskie statki ratownictwa morskiego lub okręty patrolowe Straży Granicznej. I też nie powinniśmy oczekiwać, że ktoś nam za to zapłaci. Te działania doraźne to jest po prostu nasz obowiązek. Obowiązek moralny i obowiązek wynikający z uczestnictwa w Unii Europejskiej.

Długoterminowo trzeba spróbować tę migrację ograniczyć, z pełną świadomością, że skutki nie przyjdą natychmiast, ale dopiero po kilku miesiącach, jeśli dobrze pójdzie. Europa powinna przyjmować uchodźców, uciekających przed wojną i prześladowaniami, ale nie wszyscy migranci są uchodźcami. Są wśród nich zwykli imigranci ekonomiczni, ale jest też całe spektrum stanów pośrednich. Powiedzmy, ludzie, którzy uciekli przed wojną z Syrii do Turcji niewątpliwie byli uchodźcami. Trafili do obozu, gdzie ich życie nie było już zagrożone, ale warunki były bardzo podłe. W dodatku nie widzieli żadnej perspektywy na poprawę swojego losu. Więc częśc z nich - ci zamożniejsi, lepiej zorganizowani, przedsiębiorczy, a może tylko bardziej zdesperowani - postanowiła pójść dalej. Technicznie rzecz biorąc, nie byli już wówczas uchodźcami, ale czy można ich winić za próbę wyrwania się z beznadziei obozów? Tu jednak widać realny sposób na próbę ograniczenia imigracji: należy radykalnie poprawić warunki życia w obozach i położenie ich mieszkańców. Tam nie ma pracy, szkół dla dzieci. To także będzie kosztować, więc Europa, w tym Polska, powinna za to zapłacić, bo sama Turcja, Jordania, Liban tego nie zrobią. Dla Europy i tak będzie to tańsze, niż zajmowanie się imigrantami już w naszych granicach. Ponadto trzeba otworzyć legalną szansę ubiegania się o status uchodźcy już w obozach na terenie krajów sąsiadujących z Syrią; ci, którzy taki status otrzymają, powinni być transportowani do wybranego/wyznaczonego kraju europejskiego. Dalej, należy zadbać o to, aby było gdzie odwozić rozbitków wyłowionych z morza, bo niekoniecznie trzeba ich transportować do Europy. Ponieważ dotąd tak właśnie się działo, migranci często sami niszczyli, podpalali swoje łodzie, aby skłonić przepływające statki do podjęcia ich i bezpiecznego odtransportowania do Europy. Należy przyspieszyć procedury imigracyjne, przyspieszyć i ujednolicić pomiędzy poszczególnymi państwami UE. Wreszcie, aby sugerowany czy też planowany przez Komisję Europejską system kwot natychmiast się nie załamał, nowym imigrantom i uchodźcom trzeba na kilka lat ograniczyć prawo do swobodnego podróżowania po Europie i osiedlania się.

Przede wszystkim trzeba zlikwidować wojny i źródla konfliktów na Bliskim Wschodzie, ale nawet nie będę udawał, że mam pomysł, jak się do tego zabrać.

Na koniec, trzeba pamiętać, że nawet gdy wojny i inne konflikty ustaną, a przynajmniej zostaną mocno ograniczone, i tak wielu ludzi będzie się chciało przenieść do Europy. Różnice w poziomie życia pomiędzy Europą z jednej, a Bliskim Wschodem, Azją Środkową i Afryką z drugiej strony są tak duże, że ciągle będą stanowić pokusę.

Tym bardziej należy więc zadbać o sprawną "obsługę" nowych migrantów.

I jeszcze jedno: Wszystkim imigrantom, uchodźcom i innym kategoriom przybyszów trzeba wyraźnie powiedzieć, że próby wprowadzania szariatu, wielożeństwa, obrzezania dziewczynek czy praktykowania "zabójstw honorowych", podobnie jak powiązania z organizacjami terrorystycznymi i inne ciężkie przestępstwa kryminalne z użyciem przemocy, będą przesłanką do deportacji dorosłych przybyszów i karania (zgodnie z kodeksem, ale bez deportacji) osób urodzonych w krajach Unii bądź przybyłych tu jako małe dzieci. Trzeba to powiedzieć, a później egzekwować. Doświadczenia z muzułmańskimi imigrantami w pierwszym, drugim, trzecim pokoleniu w Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii i innych krajach świadczą, że nie jest to problem wydumany w odniesieniu do części (być może niewielkiej, ale niezaniedbywalnej) przybyszów i ich potomków.

czwartek, 03 września 2015

Platforma Obywatelska najwyraźniej realizuje strategię Kto nie z Kaczyńskim, ten z nami i bierze na listy każdego, kto coś znaczy lub kiedyś znaczył, ale został sponiewierany przez Jarosława Kaczyńskiego. Robił to już Tusk, ale teraz zaczyna to przybierać rozmiary karykaturalne. Michał Kamiński, z ryngrafem dla Pinocheta i implikowaniem, że Platformie nie podoba się polska flaga nad Szczecinem? Ludwik Dorn, wysyłający wykształciuchów w kamasze? Roman Giertych ze swoją amnestią maturalną? Grzegorz Napieralski - akurat z drugiej strony, przedstawiany zawsze jako reprezentant SLDowskiego betonu, ale Leszek Miller okazał się jeszcze bardziej groteskowy i betonowy?

Brakuje tylko Jacka Kurskiego. I, dla równowagi, Romana Kotlińskiego. No dajcie spokój.

Jak wyborcy Platformy mają na nich głosować? I na odwrót, jak Dorn czy Napieralski mieliby teraz bronić najważniejszych reform rządów Platformy, na przykład ustalenia wieku emerytalnego na 67 lat, przeciwko czemu gwałtownie swego czasu protestowali?

Jaki potencjał ci panowie mają? Ilu wyborców zdołają przyciągnąć - zwłaszcza Dorn i Kamiński, bo wybory do Senatu rządzą się trochę innymi prawami, a Giertych i Napieralski będą startować z cichym poparciem Platformy, która nie wystawi w ich okręgach swoich kandydatów.

Ja rozumiem, że, po pierwsze, PiS stanowi zagrożenie dla naszych wolności (nie żartuję i nie przesadzam - stanowi), ale używanie akurat tych osób do ich obrony może się okazać przeciwskuteczne. Rozumiem też, że przynajmniej niektórych z nich - zwłaszcza najbystrzejszego z nich, Giertycha - warto utrzymać w polityce, choćby po to, aby mogli raz czy drugi dopiec Kaczyńskiemu czy pomniejszym PiSowcom. Żeby "miękkim" PiSowcom pokazać, że poza PiSem też jest życie. Ale to może wręcz zaszkodzić szansom wyborczym Platformy. Dla postronnego obserwatora wygląda to tak, jakby Platforma była zbiorem kompletnie bezideowych osób, którym zależy już tylko na stanowiskach, a za jedyne usprawiedliwienie mają, że ci drudzy będą jeszcze gorsi. No, będą. Ale kogo to przekona? Jeśli PiS zdobędzie większość konstytucyjną, to niech nas Ręka Boska broni.

Źle to widzę.