Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
niedziela, 17 września 2017

Wiele osób podkreśla, że PiS ma wysoką pozycję w sondażach między innymi ze względu na nieudolność opozycji. Opozycja jest co najwyżej reaktywna, sama niczego - poza oczywistym postulatem odsunięcia PiS od władzy - nie proponuje, a w wielu sprawach kluczy, robi uniki i jest niewiarygodna. Nikt nie wie, co miałoby się stać po odsunięciu obecnych władz, co PiS wykorzystuje, kłamliwie wmawiając wyborcom, że opozycji chodzi o to, "aby było tak, jak było".

Uważam, że przyszła Zjednoczona Opozycja, bo jak sądze tylko taka koalicja będzie w stanie obalić PiS, powinna mieć program jasny i klarowny. Bez niedomówień i niejsaności. Ludzie cenią sobie to, gdy mówi im się prawdę. Zwolennicy PiS i tak nie zagłosują na Zjednoczoną Opozycję, nawet jeśli ta gdzieniegdzie troszkę zbliży się do PiSu, natomiast jej potencjalni zwolennicy mogą się zniechęcić brakiem wyraźnego stanowiska.

Ludzie niezbyt interesują się sprawami ustrojowymi, niezależnością sądów, uprawnieniami służb specjalnych. Może powinni, sądzę, że powinni, ale się nie interesują. Ważne są dla nich tematy, które często pojawiają się w mediach. Ponieważ kwestie ustrojowe są dla wyborców mniej ważne, przyszły program Zjednoczonej Opozycji nie powinien się na nich koncentrować.

Napiszę czego ja oczekuję po programie przyszłej Zjednoczonej Opozycji, poza sprawami ustrojowymi.

500+ - zostawić, ale zmienić. Nadal uważam, że wprowadzenie tego programu było błędem. Te same wielkie pieniądze można było wydać znacznie bardziej sensownie i z punktu widzenia oficjalnie deklarowanego celu (wzrost dzietności), i w celu ulżenia biednym ludziom, a bieda, rzeczywiście, często jest skorelowana z wielodzietnością. Otóż należało dofinansować system szkolny! Zbudować więcej żlobków i przedszkoli, sfinansować w nich pobyt dzieci, wraz z wyżywieniem i wszystkimi zajęciami dodatkowymi, szkołom zapewnić środki na to, za co rozdzice teraz musza płacić (komitet rodzicielski, wycieczki, zielone szkoły), wprowadzić bezpłatne posiłki i podręczniki dla wszystkich. Takie tam. No, ale PiS postanowił dawać ludziom pieniądze do ręki i tego nie da cofnąć bez wywoływania gwałtownych protestów.

Zjednoczona Opozycja powinna jasno zapowiedzieć, że z programu 500+ się nie wycofa, ale go zmodyfikuje. Po pierwsze tak, aby objął wszystkie dzieci - także pierwsze, także jedyne. Nie powinno być żadnego dolnego progu. Należy za to wprowadzić próg górny, nieprzesadnie wysoki. Za punkt odniesienia można wziąć średni dochód na osobę w rodzinie, w której oboje rodzice zarabiają medianę i mają dwoje dzieci. Próg byłby wyższy w wypadku dzieci niepełnosprawnych lub w wypadku samotnego rodzica. Jeśli średnie dochody byłyby wyższe, świadczenie byłoby obniżane liniowo, nie skokowo - "złotówka za złotówkę", jak mówił PSL.

Update, 19 września: Okazuje się, że pomysł "500+ na każde pierwsze dziecko" byłby finansowo nie do udźwignięcia. Pozostaje więc wrócić do pomysłu "złotówka za złotówkę" przy dolnym progu, to znaczy średni dochód na osobę przekracza dolny próg o 1 zł, dostajesz świadczenie na pierwsze dziecko pomniejszone o 1 zł, przekracza o 2 zł, dostajesz pomniejszone o 2 zł i tak dalej (w praktyce schodki musiałyby być grubsze, nie 1 zł, tylko 10 zł lub nawet 50 zł). Przy przekroczeniu o 500 zł i więcej nie dostajesz świadczenia. No i należy wprowadzić górny próg, niezbyt wysoki, również ze zmniejszaniem "złotówka za złotówkę".

Emerytury - należy przywrócić wiek emerytalny 67 lat, równy dla obu płci. Tego nawet nie trzeba specjalnie uzasadniać, jest to ekonomiczna i demograficzna konieczność, ale trzeba to otwarcie zapowiedzieć. Oczywiście jeśli ktoś już uzyskał uprawnienia emerytalne, nie straci ich, natomiast podwyższać wiek emerytalny trzeba będzie szybciej, niż to wynikało z pierwotnej propozycji PO-PSL, gdyż PiS zmarnował kilka lat. Za to trzeba będzie opracować sensowny plan dostosowania rynku pracy do potrzeb osób w, hm, późnym wieku średnim.

Sześciolatki do szkół. Konieczne - i ze względów demograficznych (te dzieci szybciej wejdą na rynek pracy), i z uwagi na dobro dzieci ze wsi i małych miejscowości. Nieszczęsna akcja "Ratujmy maluchy" miała charakter wielkomiejski, zupełnie zaniedbując potrzeby dzieci ze środowisk wiejskich i zaniedbanych edukacyjnie.

Nie będziemy przywracać gimnazjów. Nie będziemy ich przywracać nie dlatego, że likwidacja gimnazjów była słuszna (nie ma żadnych, ale to absolutnie żadnych danych, które by to potwierdzały - dla porządku dodajmy, że nie ma też wielu danych potwierdzających, że z gimnazjami byłoby lepiej), ale dlatego, że po raz kolejny wprowadziłoby to kosztowny chaos, uciążliwy dla wszystkich: uczniów, ich rodziców, nauczycieli, samorządów. Trudno, na razie niech zostanie struktura organizacyjna wprowadzona przez deformę Zalewskiej; państwo powinno jednak wyasygnować środki na usunięcie największych braków i niewygód spowodowanych przez tę deformę (brak pracowni, koszta przystosowania budynków itp). Na pewno natomiast zmienione zostaną programy szkolne, ale też nie z marszu, tylko po co najmniej rocznej, może dwuletniej dyskusji nad ich kształtem. Największe bzdury, jak na przykład ksenofobiczne teksty z podręcznika do geografii dla VII klasy, nauczyciele mogą tymczasem pomijać.

Uchodźcy - przyjmować określone kategorie, w ograniczonej ilości. Ja nadal uważam, że Polska powinna przyjmować uchodźców, tak ze względu na ogólnoludzką solidarność z cierpiącymi, jak i na solidarność z tymi krajami Europy, do których uchodźcy masowo docierają. Jednak wstrętna kampania nienawiści rozpętana przez PiS zrobiła swoje, nakładając się na naszą kulturową ksenofobię i Polacy są teraz bardzo negatywnie nastawienie do uchodźców. Gwałtownie tego zmienić się nie da. Jednak ludzkie uczucia w nas wciąż drzemią i jesteśmy gotowi pomagać najsłabszym z najsłabszych. Należy wobec tego zapowiedzieć, że Polska będzie przyjmować rannych i chorych na leczenie, małoletnie sieroty i rodziny z dziećmi, a wszystkich do jakiegoś górnego pułapu. Należy przy tym dobitnie podkreślać, że tożsamość przyjmowanych osób będzie dokładnie sprawdzana, były bowiem w innych krajach przypadki, że dwudziestoparolatkowie bez dokumentów podawali się za nieletnich kilkunastolatków, bo to im dawało pewne dodatkowe przywileje, a potem dopuszczali się przestępstw.

Jednocześnie policja i podległa rządowi (!) prokuratura powinna otrzymać polecenie szczególnie skrupulatnego prowadzenia dochodzeń w sprawach, w których może chodzić o przestępstwa motywowane rasowo. Żeby nie było tak, że swastyka jest "hinduskim symbolem szczęścia", a jak kilku kolesi pobije Araba i nie sposób ich nie ścigać, to są ścigani za zwykłe, niekwalifikowane pobicie.

Obrona Terytorialna - natychmiast podporządkować Dowódcy Generalnemu. Reformować, naprawiać będziemy później. Ta kwestia swoim charakterem odbiega od pozostałych, ale w praworządnym państwie nie może istnieć prywatna armia ministra.

sobota, 09 września 2017

Brytyjski Institute for Public Policy Research, lewicowy (choć ma w swoim składzie arcybiskupa Cantenbury i kilku lordów) think-tank, ogłosił swój najnowszy raport poświęcony stanowi brytyjskiej gospodarki: Time for Change: A New Vision for the British Economy. Autorzy raportu stawiają tezę, że dzisiejsza gospodarka UK is creating neither prosperity nor justice. Podają szereg argumentów. Za Executive summary zacytuję tylko jeden:

The UK is the most geographically unbalanced economy in Europe. Almost 40 per cent of UK output is produced in London and the South East, and only those regions have recovered to pre-2008 levels. Median incomes in the North West, South West and West Midlands are now more than 30 per cent lower than in London and the South East; in Wales, 35 per cent; in Scotland 22 per cent. For people in deindustrialised areas and declining communities, there has been little sign of economic recovery.

Piszę to wszystko w kontekście wpływu Polaków na Brexit.

Zauważmy przede wszystkim że za Brexitem głosowała angielska i walijska prowincja. Duże miasta Anglii, a także Szkocja i Irlandia Północna, głosowały za pozostaniem w UE.

Dalej, jestem pewien, że przyjazd miliona Polaków i jeszcze kilkuset tysięcy innych Wschodnioeuropejczyków (Litwinów, Słowaków, Rumunów i całej reszty towarzystwa), z których część, niechby mała, zachowywała się niewłaściwie - ujmując to grzecznie, nie imponowali Brytyjczykom swoją kulturą osobistą, znajomością brytyjskich obyczajów (Anglo-Saxon Attitudes) i umiłowaniem dla poszanowania prawa - miał wpływ na decyzję pewnej części brytyjskich wyborców. Może nawet była to kropla, która przepełniła kielich. Ale strukturalne przyczyny Brexitu były inne, mianowicie, jak na to wskazuje raport IPPR, wewnętrzne zróżnicowanie Anglii, z bogacącymi się miastami i biedniejącą prowincją, której nikt od początku lat '80 nie miał niczego do zaproponowania. Populistyczni demagodzy łatwo mogli tej biednej i relatywnie coraz biedniejszej prowincji wmówić, że choć z natury rzeczy są lepsi od całej reszty świata - Rule, Britannia! - cierpią przez przeklętą Unię Europejską. I przez imirantów z Europy Wschodniej.

Utrzymywanie, że to Polacy są winni Brexitowi, jest daleko idącym uproszczeniem. W dodatku bardzo niesprawidliwym.

Nawiasem mówiąc, lewicowy - oni sami określają się jako "progresywny" - IPPR zdaje się wyrażać zrozumienie dla reform z czasów pani Thatcher. W pełnym raporcie piszą bowiem

The established economic order broke down first after the Great Depression of the 1930s and then again after the oil shocks and ‘stagflation’ (simultaneous high unemployment and inflation) of the 1970s. In both cases, economic crisis led to a major shift in economic understanding, policies and institutions. [...] And in the same way that the postwar Keynesian settlement was established in response to the first breakdown, and the ‘free market’ or ‘neoliberal’ settlement by the second, we believe that a new settlement must now be forged today.

Innymi słowy, neoliberalne reformy wczesnych lat '80 były jeśli nie właściwą, to dopuszczalną, a w każdym bądź razie taką, która przyniosła poprawę, odpowiedzią na katastrofalny stan brytyjskiej gospodarki końca lat '70. Obserwację tę dedykuję wszystkim dzisiejszym hipster-lewicowcom, pomiawiającym panią Thatcher nieledwie o sztańskie inspiracje. Problem w tym, że po prawie 40 latach rozwiązania wprowadzone przez panią Thatcher już nie działają. Wtedy działały, a teraz nie. Ba, dzisiejsze kurczowe trzymanie się tamtych rozwiązań przynosi więcej szkód, niż pożytku, bo dzisiejsze problemy i wyzwania są inne.

Podobnie, na gruncie polskim, jest z reformami Balcerowicza: Przy całej swojej bezwzględności, były one dobrą odpowiedzią na rozpad gospodarki późnego socjalizmu, hiperinflację i załamanie się rynków RWPG. Ale teraz trzeba czegoś innego. Pytanie, czego.

Brytyjski IPPR poważnie, na serio zastanawia się, jaki model gospodarczy powinna przyjąć post-brexitowa Wielka Brytania. Wie, że nie stanie się to ot, tak, w oka mgnieniu po zmianie prawa, zadekretowanej przez jakiegoś nieomylnego prezesa. IPPR publikuje raporty, zaprasza do dyskusji i zapowiada, że swoje rekomendacje - ale tylko rekomendacje! - przedstawi za rok. Kto u nas robi coś podobnego?

Brexit vote

piątek, 08 września 2017

Czas płynie w jedną stronę. Fizycy mówią, że czas ma strzałkę.

Fizyka stwierdza, że istnieją dwa procesy - a raczej dwie kategorie procesów - które spontanicznie, "same z siebie", zachodzą w jedną stronę. W skali całego Wszechświata jest to jego ekspansja: Wszechświat rozszerza się, nie zaś kurczy lub pozostaje taki, jaki jest. Proces ten zachodzi szybko, ale w naszej ludzkiej i ziemskiej skali na codzień go nie dostrzegamy, choć - co samo w sobie jest niesamowite! - możemy go z Ziemi zaobserwować i zmierzyć.

W skali codziennej w jedną stronę zachodzą nieodwracalne procesy termodynamiczne: Gaz rozpręża się do próżni, cukier rozpuszcza się w herbacie, a upuszczona na podłogę szklanka rozpada się na wiele kawałków, które "same z siebie" za nic nie chcą się na powrót połączyć. Prawie* na pewno termodynamiczna strzałka czasu wyznacza kierunek zachodzenia procesów biologicznych, te zaś, jak wierzymy, decydują o psychologicznym postrzeganiu czasu, o tym, że pamiętamy przeszłość, nie przyszłość.
*Piszę "prawie" z uwagi na ostrożność poznawczą.

Zachodzi ciekawe pytanie: czy te dwie kategorie procesów, ekspansja Wszechświata i termodynamiczne procesy nieodwracalne, są ze sobą jakoś powiązane? Na przykład, czy w hipotetycznym wszechświecie stacjonarnym procesów nieodwracalnych by nie było? Albo czy gdyby Wszechświat zaczął się kurczyć, cukier w gorącej herbacie spontanicznie by krystalizował?

Jeszcze trzydzieści lat temu uważano, że grawitacja w końcu zahamuje ekspansję Wszechświata i że zacznie się on kurczyć, że po Big Bangu nastąpi Big Crunch. Pytanie o to, czy w fazie kontrakcji termodynamiczne procesy nieodwracalne odwrócą swój kierunek wydawało się sensowne, choć nikt nie miał pojęcia jak na nie odpowiedzieć. W końcu Stephen Hawking w sposób niezwykle inteligentny uciekł od tego pytania: Stwierdził, że zanim Wszechświat zakończy swoją ekspansję, wpadnie w stan śmierci cieplnej i żadne procesy nieodwracalne, ani w jedną, ani w drugą stronę, nie będą zachodzić.

Kilka lat temu pojawiła się jednak hipoteza, że ekspansja Wszechświata wcale nie zwalnia, ale wręcz przeciwnie, przyspiesza! Odpowiedzialna miałaby za to być ciemna energia, substancja jeszcze bardziej tajemnicza od ciemnej materii. I choć w 2011 przyznano za to nagrodę Nobla, tak naprawdę i przyspieszona eksansja Wszechświata, i istnienie ciemnej energii pozostają nieudowodnionymi hipotezami. Ja osobiście w nie nie wierzę, choć niewątpliwie pomiar własności supernowych typu Ia w odległych galaktykach, będący podstawą, na której zbudowano hipotezę o przyspieszonej ekspansji, był bardzo piękny i subtelny i jako taki na Nobla być może zasługiwał. Jednak tłumaczenie własności tych supernowych - a konkretnie tego, że są słabsze, niż "powinny" być - przyspieszoną ekspansją nie jest jednynym możliwym wytłumaczeniem.

Załóżmy jednak, że ekspansja Wszechświata naprawdę przyspiesza, a kosmologiczna i termodynamiczna strzałki czasu są ze sobą powiązane. Można postawić ciekawe pytanie: Czy wraz z przyspieszeniem ekspansji Wszechświata, przyspieszeniu ulegną też termodynamiczne procesy nieodwracalne?

strzałka czasu

piątek, 01 września 2017

Wszystko wskazuje na to, że epidemia afrykańskiego pomoru świń (ASF) w Polsce coraz szybciej się rozprzestrzenia, co może stanowić niezwykle poważne zagrożenie dla polskiego rolnictwa. Przypomnijmy historię:

  • W 2014 po raz pierwszy stwierdzono tę chorobę w Polsce, u padłych dzików.
  • Jesienią 2015, pod koniec rządów PO-PSL, w Polsce stwierdzano trzy ogniska choroby w hodowlach świń. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii, ówczesny rząd wprowadził strefy ochronne - świń z hodowli zlokalizowanych w tych strefach nie wolno było sprzedawać na rynku. Aby ulżyć doli polskiego chłopa i zdobyć głosy, PiS obiecał złagodzić restrykcje, co też po wygranych wyborach zrobił. W efekcie
  • gdy rok temu, we wrześniu 2016, po niecałym roku rządów PiS, po raz pierwszy pisałem o ASF, ognisk było dwadzieścia.
  • Gdy trzy tygodnie temu, w połowie sierpnia 2017, ponownie pisałem o ASF - nawiasem mówiąc,  dyskusja poszła w całkiem inną stronę, ale też niezwykle ważną - ognisk było siedemdziesiąt.
  • Dziś, 1 września 2017, w radio usłyszałem, że jest ich już dziewięćdziesiąt i zbliżają się do linii Wisły.
  • Tak naprawdę, jest ich już dziewięćdziesiąt jeden - patrz mapa.

Jeśli epidemia przejdzie na lewy brzeg Wisły, będzie to dla polskiego rolnictwa i dla polskiego eksportu wieprzowiny katastrofa.

Takie są właśnie skutki dobrej zmiany.

obszar zapowietrzony