Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
wtorek, 16 października 2012

W najnowszym dodatku do Gazety Wyborczej Ale Historia znajduje się dość ciekawy artykuł Małżonkowie wieków średnich, poświęcony ewolucji koncepcji chrześcijańskiego małżeństwa w średniowiecznej Europie. Otóż koncepcja ta ewoluowała, były różne rodzaje małżeństw, a władcy często zrywali (unieważniali) swoje istniejące małżeństwa ze względów politycznych. Autorką jest Halina Manikowska, profesor w Instytucie Historii PAN. Jak wynika z informacji zawartych w bazie Ludzie Nauki, pani profesor zajmuje się historią Włoch, historią kultury średniowiecznej i historią średniowiecznej Polski. Trochę się dziwię, iż przy takich zainteresowaniach autorka nie wspomniała ani o księciu Zbigniewie, uznanym za bękarta, gdy jego ojciec, książę Władysław Herman, postanowił oddalić swoją żonę, by móc ożenić się z Judytą Czeską, ani o Dekameronie Boccaccia, dekonstruującym mit średniowiecznej (prawda - późnośredniowiecznej) pruderii i wstrzemięźliwości seksualnej. Oba te przykłady świetnie pasowałyby do tez głoszonych przez panią profesor.

Ale to są drobiazgi. Znacznie groźniej się robi, gdy autorka pisze:

Akt małżeński, któremu [kobiety] oddawać się mogły [...] obciążony był grzechem, choć tylko lekkim. Nie mogły więc kroczyć za przykładem kobiecego ideału - Matki Bożej, bo jest on nie do powtórzenia: niepokalanie poczęta, sama poczęła niepokalanie, zachowując, jak twierdzili niektórzy, dziewictwo w czasie porodu.

Nie jest dobrze. W popularnym rozumieniu "niepokalane poczęcie" odnosi się do poczęcia Jezusa bez udziału ziemskiego ojca i tak też zdaje się to rozumieć pani profesor. Przez opozycję do poczęcia "niepokalanego", każde normalne poczęcie dziecka, tym bardziej zaś każdy akt seksualny nieprowadzący do zapłodnienia, miałyby być skalane, grzeszne. Jest to interpretacja całkowicie błędna. Ja się nawet nie dziwię, że tak to się ludziom kojarzy, wziąwszy pod uwagę obsesję Kościoła Katolickiego na punkcie spraw seksualnych. Jednak w rzeczywistości dogmat o niepokalanym poczęciu powiada, że Maria nie była obciążona grzechem pierworodnym. I tyle. Nie ma tu w ogóle mowy ani o seksie, ani o "partenogenezie" Jezusa.

Kościół, z niezrozumiałych dla mnie powodów, niezbyt gorliwie stara się wyjaśniać prawidłowe znaczenie dogmatu o niepokalanym poczęciu - tak jakby wspomniane obsesje seksualne były ważniejsze od prawdy objawionej przez Boga, w którą wszyscy wierni powinni wytrwale i bez wahania wierzyć. Jednak profesor historii, mediewistka pisząca o średniowiecznej etyce seksualnej, która nie rozumie - lub udaje, że nie rozumie - tego dogmatu, to doprawdy jest osobliwość. Jak tak można, pani profesor?!

środa, 10 października 2012

Jestem ciężko przerażony. Platforma Obywatelska z niezwykłą determinacją toruje PiSowi drogę do władzy.

Nie chodzi mi o to, że PiS wyprzedził Platformę w sondażach. Myślałem, żeby napisać na ten temat komentarz, ale tyle ich się pojawiło, lepszych i gorszych, że nie było sensu dokładać następnego.

Chodzi mi o dzisiejsze głosowanie w Sejmie - projekt ziobrystów, zaostrzający przepisy antyaborcyjne, przeszedł do dalszych prac sejmowych; 40 posłów Platformy było za tym projektem, 28 wstrzymało się od głosu; do odrzucenia zabrakło 19 głosów (tu są szczegółowe wyniki głosowania) - a raczej co ono oznacza. Otóż oznacza ono, że, po pierwsze, w Platformie jest bardzo silna silna grupa o poglądach skrajnie konserwatywnych, po drugie, grupa ta demonstruje całkowitą ślepotę polityczną.

Nie mam pretensji do Platformy, że nie zarządziła dyscypliny w tym głosowaniu - dyscypliny w sprawach światopoglądowych nie powinno być. Nie mam pretensji do posłów, że mają poglądy, jakie mają. Ich prawo. To w gruncie rzeczy dobrze, że te poglądy tak demonstracyjnie ujawnili. Zdumiewa mnie jednak, że przedkładają kwestie ideologiczne nad sprawę ważniejszą: dobro Polski. I że są tak ślepi na poglądy ludzi, którzy wynieśli ich do władzy.

Platforma ma niebywały dar zrażania do siebie swoich dotychczasowych stronników: Internautów sprawą ACTA. Lekarzy zamieszaniem wokół refundacji leków. Pracowników wyższych uczelni popsutą - i przede wszystkim chybiającą celu - reformą szkół wyższych. Ludzi o poglądach liberalnych ujawnioną skalą inwigilacji i utrudnianiem dostępu do informacji publicznej ("poprawka Rockiego"). Tychże ludzi i większość młodych kunktatorstwem w sprawie in vitro i odrzuceniem ustawy o związkach partnerskich (zgoda, projekt posła Biedronia był kiepski, ale odrzucić go już w pierwszym czytaniu i nie zaproponować nic w zamian?), a dzisiejsze głosowanie, zmierzające do zmuszania kobiet do rodzenia dzieci z ciężkimi wadami wrodzonymi, przepełnia czarę goryczy. Wszyscy ci, jak się wydawało, naturalni zwolennicy Platformy, potem przez nią odrzuceni, mogą już na Platformę nie zagłosować. Na pewno nie zagłosują na PiS, może zagłosują na SLD, Palikota lub kto tam się pojawi, a najpewniej po prostu zostaną w domu. "Młodzi, wykształceni, z wielkich miast", którzy w 2007 i ponownie w 2011, choć wtedy z zaciśniętymi zębami, dali władzę Platformie, w 2015 zabiją Platformę śmiechem, a na nią nie zagłosują. Czy Platforma naprawdę tego nie dostrzega?!

Zniechęcenie do Platformy może utorować drogę PiSowi, na który zagłosuje jego zdyscyplinowany i zmobilizowany przez dyrektora Rydzyka elektorat. A PiS w sprawach światopoglądowych jest jeszcze bardziej na prawo, niż skrajnie prawe skrzydło Platformy, jego pomysły gospodarcze są groźne, a w dodatku PiS dyszy żądzą zemsty za Smoleńsk i mocną niechęcią do inaczej myślących. Z perspektywy dzisiejszego głosowania wybór pomiędzy Platformą a PiSem wciąż nie jest wyborem pomiędzy dżumą a cholerą, ale zaczyna wyglądać jak wybór pomiędzy zapaleniem płuc a cholerą.