Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Fizyka | Kryzys | Literatura | Muzyka | Polityka | Rozmaitości
RSS
czwartek, 07 maja 2009

Chyba zmienię wyrażone wczoraj zdanie o Jacku Kurskim. Oto bowiem w dzisiejszej "Kropce nad i" Monika Olejnik powiedziała, że Kurski jest "znawcą biografii Donalda Tuska, łącznie z dziadami", na co Kurski się obruszył, że ona mu znowu z tym dziadkiem, a przecież była to "wielka nieudana operacja socjotechniczna Platformy Obywatelskiej, która kosztowała Donalda Tuska fotel prezydencki". Cytuję z pamięci, ale z bardzo świeżej pamięci - "Kropka" nawet jeszcze się nie skończyła.

Kurski to albo żyjący w świecie urojeń idiota, albo cynik. Idiotą chyba nie jest, zostaje cynik. Cynik, który teraz z kamienną twarzą usiłuje wmówić wszystkim, że "dziadek z Werhmachtu" był "socjotechniczną operacją Platformy". No, ładnie.

A chwilę wcześniej TVN24 pokazało Gwiazdę, niby to w rozmowie z Lityńskim - Andrzeju, Jasiu, tak sobie mówili - ale w gruncie rzeczy w monologu. 4 czerwca to było oszustwo, wszystklo było ukartowane, Gwiazda to wie, bo w Rumunii przewodnik opowiadał mu o dokumentach, z których jasno wynika, że Securitate szczegółowo zaplanowało przejęcie władzy, rzecz jasna w Rumunii. A dosłownie dwie minuty później Gwiazda zabrał się do krytykowania rządu za spacyfikowanie zeszłotygodniowej manifestacji w Warszawie. I oto podekscytowany Gwiazda oświadczył, że nie wyobrażał sobie, że "w dwadzieścia lat po odzyskaniu wolności" władza będzie gazem atakować robotników. Lityński to zauważył, chciał podkreślić, co Gwiazda naprawdę powiedział, ale Kajdanowicz im przerwał, bo chciał zadać jakieś swoje nudne pytanie ("Czy to dobrze, że Tusk przeniósł obchody 4 czerwca do Krakowa"). Ci dziennikarze nie mają wyczucia. Gwiazda jest wariat, ale wariat z wielką klasą, Lityński też swoją klasę ma. Kiedyś znali się świetnie i współpracowali, dzić są politycznymi przeciwnikami. Trzeba było po prostu pozwolić im mówić...

A Kurski w "Kropce" kontunuuje: w 2007 roku bardzo wielu ludziom zrobiono wodę z mózgu i zagłosowali na Platformę, wbrew swoim interesom, i dalej głosuje na nich w sondażach.

[8 maja 09] Link do tej "Kropki": http://www.tvn24.pl/6252,1,kropka_nad_i.html

środa, 06 maja 2009

W najnowszym numerze "Polityki" Jacek Żakowski pisze, że żyjemy w świecie kłamstwa, kłamstwo spowszedniało, ba, stało się normą. Chodzi mu o kłamstwa polityczne. Żakowski powiada, że czas komuny to był czas wielkiego Kłamstwa - zgoda - natomiast współczesność to czas mnóstwa mniejszych kłamstw. Do kłamstw politycznych Żakowski zalicza też obietnice wyborcze.

Nie mogę się zgodzić. Kłamstwo ma być, z założenia, w złej wierze: kłamca wie, że kłamie. Kurski mówiący o dziadku z Wehrmachtu i że "ciemny lud to kupi" był kłamcą; liczne partie głoszące, że zbudują autostrady, uzdrowią służbę zdrowia, zadbają o nowoczesną edukację i w ogóle nieba ludziom przychylą, mam nadzieję, nie kłamią. Przeciwnie, szczerze liczą na to, że jednak im się uda, że jakoś te swoje obietnice zrealizują.

Mój ojciec nauczył mnie, że zawsze, poza naprawdę wyjątkowymi wypadkami, w postępowaniu każdego człowieka należy się dopatrywać dobrej woli, uczciwych pobudek, dobrych chęci. Nie można z góry zakładać, że ktoś chce nas oszukać, zaszkodzić nam, że działa w złej wierze. Nie można tego zakładać, ale i nie nalezy tego wykluczać, choć w absolutnie złej wierze działa zapewne tylko szatan. Wierzę, że nawet Kurski przegraną Tuska, do której jego kłamstwo miało się przyczynić, szczerze traktował jako narzędzie do osiągnięcia większego dobra, dobra w kategorii moralnej, za jakie uważał wygraną Kaczyńskiego. Jasne, jezuicka moralność, instrumentalne traktowanie ludzi (i Tuska, i ciemnego ludu), cynizm - ale jednak ślad jakiegoś pozytywnego motywu jest.

Pamiętam tę rozmowę z moim ojcem, ale zarazem jej nie pamiętam. Pamiętam jego twarz, jego głos, jego spojrzenie, pamiętam, że było to w dużym pokoju u nas na Wrocławskiej, a ja wciąż byłem od ojca sporo niższy. Ale nie pamiętam ani kiedy to było, ani nawet o jakiej porze dnia. Widzę tę scenę w świetle dziennym, ale zarazem kojarzy mi się ona z nocą, a konkretnie z nocą 6 grudnia, gdy oglądałem moje mikołajowe prezenty. Ale czy ja wtedy jeszcze dostawałem prezenty? I dlaczego, na Boga, miałbym nad prezentami mikołajowymi rozmawiać z ojcem o podstawowych wartościach moralnych? W każdym bądź razie ta zasada: w postępowaniu każdego człowieka należy się dopatrywać uczciwych motywów, należy odgadywać, jakie dobro ów człowiek chciał swoim postępowaniem osiągnąć, nikogo nie powinno się w ciemno potępiać, jest fundamentalna.

To jest bodajże najważniejsza rzecz, jaką od ojca usłyszałem. 

Teraz, wiadomo, jest kryzys. A nawet szereg kryzysów: finansowy, demograficzny (na uczelniach w Polsce), klimatyczny (być może), kulturowy. Czytam o tych kryzysach, rozmawiam, myślę, czasami przychodzi mi do głowy coś, co chciałbym zapamiętać. Tu będę to zapisywał.

Te kryzysy kiedyś się skończą - być może - ale wtedy przyjdą inne. Zawsze będę miał o czym pisać.

1 ... 26 , 27 , 28 , 29