Pod choinkę kupiłem sobie najnowszą płytę Viviki Genaux, Vivaldi Pyrotechnics. To jest całkiem nowa płyta, premierę europejską miała pod koniec listopada - kupiłem więc sobie w Amazonie, ale wytrzymalem, otwarłem dopiero dzisiaj. Nie jestem krytykiem muzycznym (choć ostatnio myślę, że gdybym nie był fizykiem i mógł cofnąć czas, mógłbym zostać muzykologiem), więc napiszę tylko, iż Vivica Genaux wirtuozerią techniczną bodajże przewyższa nawet Cecylię Bartoli. Niesamowite przy tym jest to, iż widać, jak technika Viviki się rozwija z płyty na płytę, z sezonu na sezon! Wystarczy porównać kolejne wrsje Qual guerriero, arii pięknej, ale niesłychanie trudnej. Na Arias for Farinelli, gdzie Vivice akompaniuje Akademie für Alte Music, ta aria jest zagrana i zaśpiewana, no, dobrze, ale nic ponad to. Na płytowym nagraniu Bajzaeta, z Biondim i Europa Galante, Vivica śpiewa to znakomicie. Ale gdy w 2008 słyszeliśmy ją na żywo, oczywiście z Biondim, brzmiała jeszcze lepiej, po prostu rewelacyjnie. Niebywałe. Ale, cholera, mnie się nie podoba brzmienie jej głosu - oczywiście jest czysty i nieskazitelny, nie ma tam nawet cienia fałszu czy zachwiania, ale jest za zimny. Wolę głos Cecylki, też zresztą mistrzyni techniki.
Vivica Genaux nagrywa dla Virgin Classic, a akompaniuje jej Fabio Biondi i jego Europa Galante. Biondi jest absolutnym mistrzem akompaniamentu, Europa Galante grają perfekcyjnie i w żadnej chwili nie dominują śpiewaka, nawet gdy grają z mniej znanymi osobami. Cecilia Bartoli nagdywa dla Decca, akompaniują jej różne orkiestry, ale i na The Vivaldi Album, i na najnowszym Sacrificium, akompaniuje Il Gardino Armonico. Giovanni Antonini też jest znakomity, ale jednak nie tej klasy, co Biondi. Ja właśnie od dłuższego czasu słucham sobie Alma opressa na przemian w wykonaniu Cecylki i Viviki. Weszła Elżbieta, posłuchała chwilę i mówi, że gdy się słucha The Vivaldi Album (Cecylka), czeka się, aż zacznie się śpiew, a przy Pyrotechnics (Vivica) przyjemność sprawia słuchanie nie tylko wokalu, ale i partii indtrumentalnych. No właśnie. Marzy mi się wysłuchanie arii śpiewanych przez Cecylkę, ale z akompaniamentem Europa Galante.
Heh, gdybym wierzył w teorie spiskowe, albo też w zmowy kartelowe, mógłbym sobie wyobrazić, że szefowie Virgin Classic dogadują się z szefami Decca, że niegdy nie pozwolą na wspólne nagrania Cecylki i Biondiego - bo wówczas cały rynek muzyczny umarłby. Nie warto byłoby nagrywać żadnych innych płyt, innych wykonań, bo nigdy nie osiągnęłyby one takiego poziomu. Wyjątkiem byłby oczywiście Philippe Jaroussky.
Dwie płyty Jaroussky'ego to ciąg dalszy mojego gwiazdkowego prezentu - znam we fragmentach, ale w całości ich jeszcze nie przesłuchałem. Jutro.